wtorek, 17 września 2013

0028. czerwona-krolowa.blogspot.com

Miejscówka przyzywającego: Czerwona królowa 
Przedwieczne: Gayaruthiel&Leleth


Szablon zdobi jedna z tych charakterystycznych wizji twórców, w których postaci wyrastają sobie wzajemnie z różnych części ciała. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, była dziewczyna skacząca z uciętego brzucha, później zaś kobieta z zamazaną na czerwono jedną piersią. Podrzuciłam link aktywnemu ostatnio komentatorowi dzieł szabloniarek, Ryszardowi Rwie Serce, i oto, co mniej więcej rzekł: Szata graficzna jest nieczytelna, męcząca oczy, odstraszająca potencjalnych czytelników, za dużo się dzieje, grafika rozprasza, a przecież najważniejszy jest tekst. Całość przypomina portrety z tej galerii. Napisy umieszczone są przypadkowo, brak w nich polskich znaków. Pamiętaj, że czasami mniej znaczy więcej.
Osobiście po przeczytaniu opowiadania nadal nie wiem, jaki szata graficzna ma z nim związek.
Czarna czcionka na ciemnoczerwonym tle jest mało czytelna. Sprawdziłyśmy to na siedmiu monitorach, na żadnym nie dało się wygodnie czytać. Zawsze szczerze mnie zastanawia, co kieruje autorami takich blogów – ślepota? Sadyzm w stosunku do czytelnika? W dodatku podtytuł zapisany jest najmniejszym możliwym rozmiarem, co czyni go niemożliwym do odczytania. Po przeklejeniu w inne miejsce okazuje się, że nie skrywa żadnej tajemnicy, ot, jest to powtórzenie tego samego hasła, które pojawia się wśród rozczłonkowanych kobiet, jak i na belce. Menu za to jest wygodne i funkcjonalne.

Wstęp:

powstało w mojej głowie kilka lat wstecz – Kilka lat temu.
posiada formę ogólną o dość lichej wartości – A toś mnie zachęciła. Jeśli uważasz, że twój produkt jest niskiej jakości, dlaczego prezentujesz go publicznie w sieci? A może jest to kokietowanie czytelnika? Poza tym to zdanie jest koszmarne. Dlaczego komplikujesz najprostsze rzeczy, odbierając im masę zrozumiałości, a dodając pretensjonalności?
podarować Ci to, co mogę najlepsze – To, co mogę najlepszego.
Ciągle pracuję, nie zasiadając na laurach, zważając na styl, pomysł, barwę i fabułę, która staje się nietuzinkowa, jednak musisz być doprawdy wytrwałym, by tej pamiętnej chwili doczekać – Jakiej chwili? Jaką barwę? Zasiadając na laurach? Poczytaj, proszę, słownik związków frazeologicznych…
ale po wielu próbach nie byłam w stanie – Pomimo wielu prób.
który inwestując w znajomość – Imiesłowy przysłówkowe wydzielamy przecinkami z obu stron, powinnaś dać ten znak po który. Oraz inwestowanie w znajomość w takim kontekście to kolejne co najmniej niezręczne wyrażenie.
Mój twór jest przeciętny i odmienny zarazem. - W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu, siedząc stała młoda staruszka, nic nie mówiąc rzekła...
Wyznaję zasadę starych dobrych modernistów, którzy nie stronili od ukazywania gorszej strony życia – Mimo wszystko jakoś mi się nie wydaje, żeby to była główna zasada modernistów. Nie chodzi ci o naturalistów może? (Uprzedzając zarzuty – tak, jasne, rozmaici przedstawiciele ukazywali, jednak a) modernizm jest to tu pojęcie dość szerokie i zawierające się w najróżniejszych nurtach, niektórych wręcz do powyższego opozycyjnych, b) jak wspomniałam, nie był to bynajmniej główny postulat)
Opowiadanie nie ma być kolorową bajką, a wszelkie wulgaryzmy mają zastosowanie celowe. – Zostały zastosowane celowo.
a wiele wydarzeń odzwierciedlenie w rzeczywistości, ku czci moich przyjaciół – To brzmi, jakby fikcja zaczęła się urzeczywistniać ku czci twoich przyjaciół.
Łączy w sobie fikcję z rzeczywistością, w dalekiej przyszłości dramatycznie naginając nie tylko historię, ale i dalsze losy świata. – Skąd możesz wiedzieć, że nagnie dalsze losy świata, cierpisz na astralną prekognicję?

Czytam prolog i już krzywię się z niesmakiem. Szczerze mówiąc, sztuką jest w tak niewielu zdaniach ukazać sedno pretensjonalnego, mniszkowatego stylu. Czego tu nie ma! I ognistowłosa (aby nie powtarzać własnych słów, odsyłam cię do punktu 24 Podstaw w Necronomiconie na naszej stronie), i alabastrowe dłonie, i przecinanie powietrza melodyjnym głosem, i kompletnie idiotyczny szyk zdania:
Jego alabastrowa dłoń z utęsknieniem sięgnąć niedosięgnionego próbowała.
Nie, to nie jest stylizowane, arhtystyczne i rhomĄtyczne czy jakie tam miało być, to jest zwyczajnie głupie.
- Jak nigdy - powiedział twardo, wyraźnie akcentując każdą głoskę. – Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić. Jeśli już, to przypomina mi się robo-Ciri ze słynnego serialu, pardon, Szczerbialu. Lepsze już byłoby zgłoskę. A dialogi zapisujemy za pomocą pauz lub półpauz, a nie dywizów.
- Co więc zamierzasz? - Spytała czarnowłosa. – Niby dlaczego spytała jest dużą? Przecież to słowo odnoszące się do mówienia. Ponownie odsyłam więc do Necronomiconu, punkty 1 i 3.
Parę czarnych oczu, niczym iskrzące węgielki, wbijała w sylwetkę wysokiego mężczyzny. – Mhm. Wbijała niczym węgielki? Bo zgaduję, że czarnych. Przecinki też w zasadzie są niepotrzebne. Parę czarnych niczym iskrzące węgielki oczu wbijała w sylwetkę wysokiego mężczyzny. 

~Demonai Prime~

poniedziałkowy poranek przed uczelnią przepełniony był krzykami i śmiechem uczniów – Przed uczelnią to raczej dziedziniec jest…
mogła swobodniej się poruszać, pozbywszy się trzech swetrów i grubego futra z królików. – Nie przesadzasz troszeczkę?
Ten dzień zaczął się dla niej fatalnie, a posępnego nastroju nic nie było w stanie zmienić. – Uhm, bo?
Ot, cały świat musiał dziś uważać, by nie nadepnąć na odcisk – Czyj/komu?
bynajmniej, nie była to torba – Po co ten przecinek?
Niefortunnie zapomniała o tym, że była w nim także niejaka Lara, słynąca z niecodziennych i nie zawsze pozytywnych pomysłów, takich jak wskoczenie komuś na plecy. (...) W przeciwieństwie do Lary, bowiem ta wskakując na kogoś, bawiła się wyśmienicie. – Boru. Ile ta dziewczyna ma lat? Pięć? Podobno są na uczelni, ergo studiach…
Bądź, co bądź – Bez przecinka.
czując się niczym wół: ponura, ociężała i załadowana. – Jak się czuje załadowany wół?
Dwie zielone patrzałki - Patrzałki. O matko. Zdecyduj się na jeden styl wypowiedzi i trzymaj się go konswekwentnie, proszę.
znużonym i niechętnym tempem typowym tego dnia dla Caroline. – Przecinek po tempem, plus, raczej typowym dla Caroline tego dnia.
Zajęcia do obiadu w poniedziałki zazwyczaj każdemu zlatywały szybko. Wszyscy mieli wówczas zajęcia bardziej interesujące, niż żmudne odliczanie kolejnych godzin czy skupianie się na rzekomo zbędnej gadaninie profesorów, zajmowali się bowiem plotkami. – Trzy powtórzenia w dwóch zdaniach. Zbędny przecinek przed niż.
Zmora współczesnego społeczeństwa i upadek wartości, jak zwykła oceniać tę sytuację Caroline – To na pewno nastolatka, czy może raczej osiemdziesięcioletnia staruszka?
podopieczni nie są głodni nauki tak, jak jedzenia – Zbędny przecinek.
wszystkie naraz rzuciły się, by go zająć, a przy tym powpadały na kilkunastu uczniów po drodze – Element Komiczny?
zarządziła Lara, łapiąc dziewczyny pod rękę i już po sekundzie ciągnęła je do długiej kolejki po jedzenie – To zdanie jest niezgodne gramatycznie. Wystarczy dać kropkę po rękę i zacząć następne Już po sekundzie.
Czymże to jednak było w porównaniu do ich dziewczęcych głupawek. // - Jest! Nasz! - Olivia wydała z siebie okrzyk tryumfu, pokładając się na blacie i odrzucając długie, platynowe włosy z twarzy. Meg z łagodnym uśmiechem zajęła jedno z krzeseł. // - Nareszcie. To my z Caroll i Alice pójdziemy po żarcie - zarządziła Lara, łapiąc dziewczyny pod rękę i już po sekundzie ciągnęła je do długiej kolejki po jedzenie. – A ta głupawka to gdzie...?
Była niską dziewczyną. Bardzo niską i bardzo drobną. A jednak była nieproporcjonalnie do tego silna i uparta. I ciężka. Mimo to, nie dało się jej nie lubić. – Czemu. Tyle. Urwanych. Zdań? Plus powtórzenie była i zbędny przecinek po mimo to.
To my z Caroll i Alice – Jeżeli pełna wersja jej imienia to Caroline, skąd wzięłaś podwójne l w skróconej formie?
stanęło nad nimi pięcioro chłopców – Pięciu chłopców.
Lara, widząc wśród nich swój obiekt westchnień, zaczęła szybko połykać ogromną ilość spaghetti, którą wpakowała sobie do buzi. Umazany w sosie makaron zawisł w kąciku jej ust, co zaprzepaściło kolejną próbę sprawienia dobrego wrażenia na chłopcu.

Brawurowy Element Komiczny, doprawdy.
Chłopak znany i lubiany przez niemal całą szkołę za zwariowane pomysły, świetne poczucie humoru i wszystkie inne szczegóły, dzięki którym można być "tym kimś" w szkole. – Powtórzenie.
co dodawało prestiżu jego osobie.http://wyborcza.pl/1,76842,6725867,Moja_osoba.html
- Co jest, chłopaki? – Spytał niepozornie, witając się z nimi. Przybijając piątkę każdemu po kolei, wbrew nieznikającemu z jego twarzy uśmiechowi, gromił ich spojrzeniem. Czuję się, jakbym oglądała Animal Planet. Oraz: http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2489433
zaczął je "zabawiać", jak to miał w zwyczaju – Tyś niewinna jak ta łąka… Zastanów się, jakie ukryte znaczenia może mieć „zabawianie” w cudzysłowiu.
Jakież spotkało ją rozczarowanie, jaki strach obleciał, gdy tuż za drzwiami wszyscy rozpierzchli się w różne strony, zostawiając ją całkowicie bez osłony!

Gdy przyszła godzina, w której kończono zazwyczaj zajęcia, wszyscy studenci poubierani w szaliki, czapki i puchowe kurtki, zaczęli wysypywać się z budynku szkolnego. Tuż przy wejściu rozbiegali się, by zaatakować śnieżkami tych, którzy właśnie wychodzili. Caroline miała pewne obawy co do tego, że i ona oberwie kulką. Z pewnością twardą. "Wiem!" - Krzyknęła w myślach, wpadając na, jak jej się wydawało, genialny pomysł. Ruszyła ku wyjściu, wciskając się dyskretnie w większą grupkę czwartoklasistów. – Co to ma być w końcu? Uczelnia? Liceum? Podstawówka? Uparcie używasz słów „studenci” i „uczelnia”, ale w szkolnictwie wyższym nie znajdziesz „czwartoklasistów” ani jakichkolwiek innych klas. Zachowanie młodzieży na stołówce (wybuch agresji z powodu zajętego stolika? Serio?), lęk z powodu utraty respektu na dzielni i cała reszta bredni wskazują zaś na środek gimnazjum, czyli hamerykańskiego secondary school.
Prosto po zajęciach pojechała z mamą do supermarketu. Można to było określić kilkugodzinnym spacerem pomiędzy półkami od mięsa zaczynając, a na skarpetkach kończąc – To fascynujące.


Jak na złość, żadnej ciekawej książki nie widziała. Typowe. – I znów, problemy pierwszego świata.
Wszędzie tylko różowe okładki tanich romansideł, płytkich opowiastek dla zdesperowanych nastolatek, a gdzieniegdzie poupychane nieliczne horrory czy fantasy. Po kilku dobrych minutach sięgnęła po kolejną z "Kronik Wampirów", której jeszcze nie czytała. – Rozczarowanam. Liczyłam na Prousta, Goethego czy Bułhakowa.
Miał lazurowe oczy z intrygującym błyskiem w nich – A gdzieżby, jak nie w nich? Zbędne doprecyzowanie. I szyk też nie bardzo.
Zebrała szybko wszystkie książki i wstała. Chłopak... mężczyzna wstał równo z nią, podając kilka innych książek. – Żeby jej za lekko nie było?
Zaczęła niecierpliwie odliczać: jedna sekunda, dwie sekundy... minuta, dwie... – Sto osiemnaście, sto dziewiętnaście, sto dwadzieścia!
Ta książka powinna ci się spodobać - odezwał się nagle niskim, głębokim i czarującym głosem. Podniosła głowę. Chłopak uśmiechał się zaczepnie, w kącikach oczu zrobiły mu się kurze łapki, dodające uroku. W ręce trzymał książkę w skórzanej oprawce. Wzięła ją od niego i odwróciła, by przeczytać krótki opis. (...) Fragment powieści Nory Roberts "Bracia Krwi". – Łaaaał, to ją docenił :D
Caroline pozwoliła sobie na chwilę samotności w wannie z gorącą wodą, na zasadzie "tylko ja i moje myśli". Poprawka. Ona i ten chłopak, albo i mężczyzna z supermarketu, który pozostał w jej głowie. – Uhm, skoro „poprawka" tyczy się myśli, to znaczy, że chłopak przebywał fizycznie w jej głowie? Auć.
Stworzyła wokół siebie stalową aurę http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2441910 A teraz wyjaśnij mi, jak aura może być stalowa. I nie, nie przyjmuję tłumaczeń o nieudanych metaforach.
Przeszedł ją zimny dreszcz. Odkręciła kurek i dolała gorącej wody. // A on przez nią przeszedł – Dreszcz? Kurek? Chłopak? Przez nią? Przez jej barierę? Czytelnik nie powinien zadawać sobie takich pytań.
A on przez nią przeszedł… Przebił się z powodzeniem, niczym statek kosmiczny przez powłokę atmosfery ziemskiej. Nie doznał samozapłonu z powodu nieodpowiedniego podejścia. Podszedł idealnie, docierając z premedytacją do jej wnętrza, poruszył je, przewrócił do góry nogami. Wbrew pozorom nie jest to opis stosunku.
Nawet gorąca kąpiel nie była w stanie zredukować tych zmian – Chyba powinna spróbować zimnego prysznicu.
podczas gdy zazwyczaj pomagała w rozwiazywaniu fatalnych problemów. – Jezu, jakie ona ma fatalne problemy? Koleś na nią spojrzał?

W obrębie jednego rozdziału skacze ci rozmiar czcionki, do tego cytat z Nory Roberts wrzuciłaś tak malutki, że aż nieczytelny.
szybko wyszła z łazienki, wymijając rodzicielkę skaczącą z nogi na nogę. Ta, nie patrząc na córkę, szybko wpadła do łazienki. – Powtórzenie.
W sumie to mogę wyjść… skoro tak bardzo nalegasz – westchnęła – Wielka pani okazała łaskę!
Tylko się nie poślizg… - rzuciła, ale nim skończyła, usłyszała głuchy huk – a) aktywnie czeka na spadek, b) jest bucem, c) hoduje pleśń na fugach.
Zacisnęła zęby oczekując na opieprz. – *wzdycha ciężko, zastanawiając się, czy doczeka oceny, w której nie będzie musiała tego pisać* Imiesłowy nieodmienne wydzielamy przecinkiem.
Ja… Ja nic nie wiem! Będę rozmawiać tylko w obecności mojego adwokata! – Zrywam boki. Tylko że nie.
Ale… ona tak sama z siebie. Przecież Caroll nie tańcowałaby z prysznicem po posadzce… – Zwłaszcza że jeszcze przed chwilą siedziała w wannie wypełnionej wodą…
wzięła się za nowo zakupioną książkę, tą którą polecił jej – TĘ książkę!!! Uzgadniamy końcówki: tĄ książkĄ, tĘ książkĘ.
zrobiła szybko kilka czarnych kresek na powiekach – Kilka? Czy ona sobie robi operowy makijaż?

Jej odbicie niczym nie różniło się od średniowiecznych rycin przedstawiających wiedźmy. – Aha. A makijaż?
Wciągnęła czarne rurki, które od wieczora stały przy łóżku – Stały… Może by się wyprać czasem przydało? Cywilizacja na nich musi być bliska wynalezienia spamowodzi.
Młot Thora zawisł na dekolcie, który w przypadku dziewczyny nie wyróżniał się zbytnio rozmiarami. – Chyba w przypadku bluzki, bo inaczej sugeruje to dość dziwną anatomię.
Choć wielu znajomych jej mężczyzn twierdziło uparcie, że kobiety nie powinny nosić młota – Bo?
czuła się w dziewięćdziesięciu procentach mężczyzną Ale pewnie nie na tyle, by na poważnie rozważać zmianę płci?
Choć wielu znajomych jej mężczyzn twierdziło uparcie, że kobiety nie powinny nosić młota, Caroll uważała, że jej wolno, gdyż czuła się w dziewięćdziesięciu procentach mężczyzną. – Bo jakby się nie czuła, to broń boru, żeby śmiała nosić jakieś duperele zgodnie z własnym gustem i zdaniem, nie, powinna słuchać seksistowskich buców (tak zakładam, bo dalej nie mam pojęcia, czemu kobietom to nie wypada).
Siadła przy oknie, i powróciła do męczących ją myśli. – Po co ten przecinek?
Czy była to jakaś klasówka o której zapomniała? – Przecinek przed o której.
Zauroczenie w Ericu, a raczej jego fizycznej postaci – Zauroczenie Ericem, a raczej jego fizyczną postacią.
Pograli na ps-trójce, napili się po piwie – Chciałabym wiedzieć, gdzie dzieje się akcja, bo w Stanach alkohol jest legalny dopiero od dwudziestego pierwszego roku życia.
Kumple spoza miasta odwiedzili Caroline w środę i piątek. Pograli na ps-trójce, napili się po piwie, powygłupiali się, jak to mieli w zwyczaju. Nie obeszło się bez obejrzenia kilku pornosów, skomentowania poszczególnych części ciał aktorów i dzikich, sztucznych krzyków. – Pozwólcie, że w kwestii oglądania porno w towarzystwie oddam głos ekspertowi:

Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, czy rozrywki młodzieży tak się zmieniły od czasu, kiedy parę lat temu kończyłam liceum.
W sobotni poranek, kiedy szperała w Internecie o demonologii, wpadła mama z „dobrą nowiną”. // - Caroll! Jedziemy na zakupy! – Znowu?
ciuchów mamy 2 szafy – Liczby w opowiadaniu zapisujemy słownie.
Choć, kupię ci coś http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=7143 http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=7161 Wstyd robić takie błędy.
Starą corvettą Petera, Caroline mogła jechać i na koniec świata. – Zbędny przecinek
Tym bardziej, iż żadkością były sytuacje – Rzadkością.
Do tego auta żywiła najmocniejsze uczucie w całym domu... z wyjątkiem mamy – Mama darzyła samochód jeszcze większym uczuciem?
Peter nie był tak respektowany, jak jego auto – Jest takie polskie słowo jak szanowany.
Ale nawet Peter nie był tak respektowany, jak jego auto, które... jak opowiadał po pijaku, wygrał za młodu na ulicznych wyścigach, podczas pobytu na szkoleniach w Tokio. – Po co… ten wielokropek?
Zadbana i wychuchana przez właściciela-mechanika, dzielnie i szczęśliwie spędzała pięćdziesiąty rok swojego istnienia. – Spędzała gdzie? Zły czasownik.
Co ludzie widzieli w zakupach? Strata czasu i pieniędzy, a że czas to pieniądz, jest to strata do kwadratu. A do tego niektórzy tracili na tym jeszcze zdrowie, jak Caroll na przykład. – A jedzenie do domu przynosiły jej tresowane wiewiórki.
W pewnym momencie postanowiła zostawić mamę buszującą w bieliźnie. „Tego nie będzie mierzyć, nie jestem tu potrzebna jako krytyk” – pomyślała – Kupowanie staników „na oko” może się źle skończyć. ;P
przeszła się do księgarni dwa pasaże dalej. Brr, cóż to było?! Miejsce stokroć uboższe niż półka z supermarketu. „Pamiętnik księżniczki” i temu podobne przodowały na większości półek. Gdzieniegdzie stała jakaś pseudo fantastyka, poradniki, współczesne tandetne opowiastki o zniewieściałych wampirach. A fe! Tak nie można! – Nie to, co Nora Roberts, oczywiście. A poza tym – naprawdę, zacznij sprawdzać znaczenie słów, których używasz. http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2511759
Przed nosem zawirowały jej frottkowe skarpetki w niebieskie i różowe paski, do tego z wyciętymi palcami. Frottkowe? Chodziło ci o skarpetki z frotte?
- Zajebiste – westchnęła, pokazując mamie zmęczony uśmiech. – Cóż za pięknym językiem posługuje się nasza bohaterka w stosunku do rodziców.
Po wielu godzinach męczarni w galerii, wróciły do domu. Caroline wzięła się za ugotowanie obiadu, a jako że była wyjątkowo głodna, postanowiła zrobić coś na szybko. Machinalnie pokroiła i podsmażyła piersi z kurczaka, potem poddusiła pieczarki, zrobiła sos, ugotowała ryż i mogła uradowana się najeść. – Aha, czyli, mimo że mieszkają razem i chodzą na zakupy razem, a matka robi Caroline kanapki na „uczelnię”, to obiady gotują sobie osobno?
Poza tym – te opisy są zbędne. Naprawdę, nikogo nie obchodzi kolejność czynności wykonywanych przez bohaterkę w trakcie gotowania, kolor jej majtek czy wzmianki na temat wizyty w ubikacji. A u ciebie jest pełno opisów kompletnie nic nieznaczących czynności, które mają chyba tylko zapychać miejsce. Potrafiłabym streścić te dotychczasowe kilkanaście stron opowiadania w paru zdaniach.
przejść się do lasu po drewno do kominka – Do lasu po drewno. Do kominka. A jeździ corvettą.
Opowiadała ona o grupie przyjaciół walczących z demonem, którego niegdyś uwolnili. Przez przypadek. – Opowiadała ona o grupie przyjaciół walczących z demonem, którego niegdyś przez przypadek uwolnili.
mama z Peterem szeptają w pokoju – Szepczą.
Nagle obraz w telewizorze zaśnieżył się. Ironiczna część natury dziewczyny pomyślała, jakie to oklepane i nudne… „Czymkolwiek jesteś, śmieszna siło, nie jesteś zbyt kreatywna…” – Nie, to nie była ironiczna część, tylko głupia. Primo, dlaczego Carol nie zakłada, że po prostu coś się zepsuło, zamiast od razu mieszać w to jakąś „śmieszną siłę”? Secundo, nie, taka reakcja to nie jest dowód jej bycia ponad, ale egzaltacji, zblazowania i – ponieważ dziewczyna najwyraźniej zakłada, że dzieje się coś… nienaturalnego – głupoty i braku instynktu samozachowawczego.
plastikowa butelka pod naciskiem, wybuchła, zalewając wszystko dokoła sokiem – Czy ta panna jest Hulkiem?
zaglądała wgłąb własnych oczu – http://sjp.pwn.pl/slownik/2535535/w_g%C5%82%C4%85b
Kiedy już niemal się uspokoiła, we własnych źrenicach dostrzegła ponownie chłopca. Krzyk. Pisk. Stłuczone lustro i sprint do pokoju – Czym ona stłukła to lustro, piskiem? A rodzice mają tak twardy sen, że żadne krzyki i dźwięk rozbijanego szkła ich nie wybudzą?
wierząc że uratuje ją to – Przecinek przed że.
wsłuchując się w głos Jonathana Davisa, który zawodził w tle z niewyłączonej wieży, nie docierały do niej szepty – Możesz użyć imiesłowu, jeśli podmioty są takie same, to zdanie to ewidentna głupota, bo wynika z niego, że to szepty się wsłuchiwały. 

~Demonai Autre~

przewracała się całą noc z boku na bok, odrzucając fatalne obrazy z głowy – Odrzucając z głowy? Kiepsko u ciebie z łączeniem wyrazów w sensowne związki.
Gdy złapała skrawek własnej świadomości – Nie. To jest metaforyka a) kiepska, b) niepasująca i nietrafiona, bo reszta opowiadania pisana jest innym, prostym, wręcz potocznym stylem. Chyba że to nie miała być metafora, to jeszcze gorzej.
wpatrując się narcystycznie w piękno własnego pokoju – Narcyzm to jest bezkrytyczny stosunek do siebie. SIEBIE. Proszę po raz kolejny, nie używaj słów, których nie rozumiesz. A skoro dziewczyna sama urządziła pokój, to raczej normalne, że się jej podoba.
gdy tylko skończyły się zmagania z budową domu. Tyle lat męczarni, spłacania kredytów... Ale opłacało się. Mieli śliczny, nie za duży domek we wsi, kilka kilometrów od miasta. – Czyli jednak nasza heroina bogaczem nie jest.
Niegdyś farma która wówczas oddalona była o dziesiątki mil od miasta – Interpunkcja i sensowna składnia w tym zdaniu nie istnieje.
Nic więc dziwnego, że na wieść, że tu zamieszkają... młoda Caroline skakała z radości. Zbędny wielokropek.
W pokoju miała jedno, duże i podwójne okno balkonowe, wychodzące na pola za domem, a poranne słońce przebijało się przez zasłony. – W pokoju mam łóżko, a wychodzę z domu w południe. Tyle samo sensu.
na którym leżał pognieciony i pozwijany koc, w który owijała się – Powtórzenie.
późno średniowieczną – Razem.
zimowe, ostre słońce – Tak, już to wiemy, pisałaś o tym w pierwszym akapicie. Warto czasem pamiętać, co się napisało.
W panice, biegając od pokoju, do łazienki, uderzyła się dwa razy głową o futrynę drzwi JAK? Ma trzy metry wzrostu czy mieszka w hobbiciej norze?
talent do takiego samoistnego okaleczania się – I’m out of comments. A nie obawia się spontanicznego samospalenia?
Caroll bała się myśleć, co to była za dwójka. – To po cholerę zaprasza gości?
spontaniczny głos Michaela http://sjp.pwn.pl/slownik/2576063/spontaniczny Na litość boga Luga, kup sobie słownik i zacznij go czytać, zamiast używać słów, których nie rozumiesz. Można coś spontanicznie powiedzieć, ale głos nie może być spontaniczny.
Obok nich stali... O rany, czemu on jej to zrobił? Michael! Przyprowadził... Erica! Erica z kolegą. Przejęłabym się dużo bardziej, gdybym wiedziała, o kogo chodzi.
Ciemno brązowe, takie kasztanowe niedługie, ale poczochrane włosy – To zdanie ma osiem słów i prawie tyle samo błędów.
„On był moim wrogiem!” Zaraz, to ten typ ze stołówki, który chciał mordować z powodu zajętego stołu? To czemu Michael się dziwi, że się znają, ma amnezję?
Rzuciła mu więc mordercze spojrzenie, które bez zastanowienia odwzajemnił. Po raz kolejny zadała sobie pytanie, dlaczego. Czym naprzykrzyła się swojemu przyjacielowi. Nie wiem, może morderczymi spojrzeniami rzucanymi na dzień dobry? Oraz, zdecyduj się, był wrogiem czy przyjacielem? Przyjacielskim wrogiem?
Kilkugodzinny spacerek do miasta, czy podmiejski? – Spytał zadowolony z siebie Michael. // - Jest niedziela ciołku! Autobusy dziś jeżdżą co kilka godzin, najbliższy jest około trzeciej! Wzburzyła się Caroline. Zapowiadała się napięta atmosfera. – No nie dziwię się, skoro laska tak reaguje na normalne pytanie. Dziwię się tylko temu, dlaczego ma jeszcze w ogóle jakichś przyjaciół. Interpunkcję i sposób zapisu dialogów pominę milczeniem.
Michael, Nick i Eric szli przed Caroline i Ann, śmiejąc się, całkowicie zapominając, przynajmniej z pozoru, o ich istnieniu. – Jak widzę, towarzystwo dobrane pod względem manier.
W pewnym momencie zeszły na temat Ann i przyjaciela Caroll. // - Lubisz Michaela? - Zagadnęła, lekko się uśmiechając. Kto?
Określanie bohaterów za pomocą koloru włosów/oczu jest pretensjonalne i świadczy o ubogim warsztacie tudzież kiepskich umiejętnościach.
Do tej pory nie mogę uwierzyć, że zainteresował się mną, zamiast na przykład Emmą czy tymi.. .// - Ja też... z jednej strony. – Co za niewychowana chamka.
zarzuciła haskiemu obrożę - http://pl.wikipedia.org/wiki/Husky_syberyjski , nie haski.
Przyjemną rozmowę z Ann zakłócił Michael, który wcisnął się pomiędzy dziewczęta i zaczął zagadywać rudowłosą towarzyszkę, dając przyjaciółce sygnały, żeby zostawiła ich samych. // „Jasne, Mickey, nie przejmuj się mną. Poradzę sobie” - powiedziała rozgoryczona w myślach do przyjaciela – Matko borsko, nie wiem, kto lepszy – facet, który przychodzi do przyjaciółki, żeby ją demonstracyjnie ignorować, czy laska, która się focha, bo przyjaciel chce porozmawiać przez chwilę ze swoją dziewczyną. Oboje siebie warci.
Niestety, kulka nie poleciała zbyt daleko, a Eric zaczął się drwiąco śmiać. // - Odwal się – rzuciła, patrząc na niego spode łba. Kurczę, no ja nie wiem, dlaczego on się nie chce z nią przyjaźnić…
nie chcąc zmuszać się na towarzystwo chłopaka – Co to za konstrukcja, zmuszać się na?
Nagle Caroll dostała frytką w oko. – o.O
Nie lubiła, gdy ktoś głaskał jej pupilkę, była łatwym kąskiem do kradzieży, a poza tym dziewczyna miała związane z tym złe wspomnienie, gdy psina była jeszcze szczeniakiem. – a) składnia b) frazeologia (kąsek do kradzieży?) c) skoro próba kradzieży zdarzyła się już wcześniej, poza tym tu nie pasuje. d) sens - jakoś nie wydaje mi się, żeby chodziło o to, że Carol miała złe wspomnienie wtedy, kiedy pies był jeszcze szczeniakiem.
Co tu robisz? - Spytał, na co Caroline wskazała głową siedzących za szybą przyjaciół. - Ach... A jak ci się podoba książka? // - Skąd... skąd wiedziałeś, że... - zaczęła, jednak w tej samej chwili jej przerwał: // - Przeczucie. Powiedziałabym raczej, że logika, ale co ja tam wiem. Kiedy dajesz/pożyczasz komuś książkę, nie spodziewasz się, że się z nią zapozna?
ten sam mężczyzna, o lazurowych – Zbędny przecinek.
- Eee... tak... - zająkała się – Zająknęła.
mruknął z tym samym spokojem rozmówca. Był bardzo spokojny Powtórzenie.
jak cień zniknął za rogiem budynku. Patrzyła tak chwilę w miejsce, w którym zniknął. – I znowu. Sprawdzasz w ogóle tekst przed publikacją?
Tajemniczy nieznajomy - "nawet nie poznałam jego imienia!" - był naprawdę dziwny, a zarazem intrygujący. Miała cichą nadzieję, i jednocześnie przeczucie, że jeszcze go kiedyś spotka. W jego osobie czuła coś dziwnego. Jego spokój i opanowanie oraz głęboka aura tajemniczości... Ledwie się pojawiał i od razu znikał, zostawiając ją z setką nasuwających się śmiesznych i dziecinnych podejrzeń, myśli i pytań. Cały ten akapit jest bleblaniem w kółko tego samego.
mając świadomość, że za nią idzie Eric, zamiast przytrzymać drzwi, puściła je, czego się nie spodziewał i uderzyły go prosto w nos Cóż za wyrafinowana zemsta.
- Palisz? // - Paliłam. Teraz podpalam tylko od czasu do czasu. // - To powiedzmy, że teraz jesteś pomiędzy tymi czasami - odpowiedział z wrednym uśmieszkiem. Dziewczyna uniosła nerwowo jedną cienką, idealnie i zgrabnie wyskubaną brew i spojrzała na niego z politowaniem Jak śmie, cham jeden, nie poratować sępa. Dobrze, że laska mu kanapek nie wyżera i piwa nie podpija. A zamiast podpalam powinno być popalam.
Wciągając papierosowy dym do płuc, którego od kilku dni już nie czuła – Ta, chyba tego płuca.
Ileż w niej było słodyczy, niewinności... – O ile wspomnienie o tym pierwsze dwa razy było ok, o tyle teraz zaczyna to się robić niepokojące. Czy patrząc na swoje koleżanki myślisz za każdym razem „jakie są niewinne, jakie są delikatne"? Creepy.
Ale, nie, nie. Rozumiem. Takie są początki. powiedziała, opierając się na swojej sękatej lasce, staruszka przebrana za nastolatkę.
Wykład z biologii, jak zwykle, mijał niezwykle długo. Wykład z biologii, ale lekcje chemii. Zachodzę w głowę, co ta panienka studiuje.
Po jakimś czasie zadzwonił wyczekiwany przez wszystkich dzwonek. Wyszli powolnie, snując się niczym zombie. Ta scenka pokazuje, jak bardzo ten dzwonek był wyczekiwany. Tak.
Gdy dziewczyny wyszły na główny korytarz, łączący trzy budynki uczelni, zauważyły nową dekorację. Serduszka, gołąbki i inne pierdoły. // - Ty, Meg... O co chodzi? - Zdziwiła się Caroll. O nie, tylko nie kolejna tępa bohaterka…
Lara parę razy uderzyła innych w głowę łokciem, całkowicie się tym nie przejmując. – BUUUUUC!
Pod koniec lekcji, pod szatnią, gdzie czekały, aż ktoś im nam łaskawie otworzy, pojawił się pan Neville. Na jego widok Claudia cała się zaczerwieniła. – Kolejna postać znikąd.
Te walki o stolik są żenujące, a motyw z urojonym robactwem w jedzeniu potwornie oklepany.
Koło Caroline siadł Eric, chcąc najwidoczniej znów jakoś dokuczyć. Ona w oczekiwaniu na jedzenie, obmyślała zawczasu plan, jak mu się odgryźć. – Jak dla mnie, to on jest ciągle w defensywie przed bucerą dziewczyny.
Caroline kątem oka dostrzegła, że Lara w towarzystwie swojego obiektu westchnień nie jest w stanie ruszyć jedzenia. Wybuchnęła śmiechem, widząc rozbitą przyjaciółkę. – Empatyczna, że ho ho.
- Wariatka - rzucił za nimi Eric. Caroll zmrużyła oczy i kopnęła w kiwającą się nogę jego krzesła. Chłopak runął za ziemię wraz z krzesełkiem, na co wszyscy jego koledzy zaczęli rechotać. – Jaskiniowcy, jak babcię kocham.
Słyszę szepty w głowie, w telewizorze chłopca, w którego oczach zobaczyłam siebie, a na dodatek dziś robaki w talerzu. – Te robaki też słyszy, tak?
Przyjaciółka mruknęła z zapytaniem. – Mruknęła pytająco.
- Bo ten... - podrapał się po głowie - no, kurde... Co prawda on... zabronił mi tobie tego mówić... Ale ty… // - No, wal, chłopie! - Zniecierpliwiła się. // - Okej. Bez owijania w bawełnę. - Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i uniósł na chwilę dumnie głowę. - Eric mi mówił, że... No... podobasz mu się! Wydusił. - To na pewno nie jest podstawówka…?
- Z Ann? Ją też chcesz w to mieszać? // - Mam ją zostawić? - Zbulwersował się od razu – Tak, gdyby naprawdę mu na niej zależało, w pierwszej kolejności chciałby, żeby była bezpieczna.
Wkrótce zadzwonił dzwonek i cała paczka popędziła na następną lekcję, jaką była matematyka. Matematyka i nieszczęsny sprawdzian z ciągów. – Ostateczny dowód na to, że panna nie jest studentką i nie siedzi na uczelni. Srsly? Sprawdzian? Z ciągów?
Wieczorem sen uparcie nie zwiastował swojego nadejścia – Wieczorem sen uparcie nie nadchodził, nie udziwniaj.
może coś dzięki niej wpadnie jej do głowy w związku z problemami robaków w talerzu. – Te robaki miały te problemy?

~Demonai Trois~ 

wokół pojawiły się głośne oddechy – Na pewno nie pojawiły.

http://sjp.pwn.pl/slownik/2503368/pojawi%C4%87_si%C4%99
widząc ich bok siebie. – Obok
posiadając lichą nadzieję – Po prostu mając. Ponownie polecam zainwestować w słownik.
ktoś się na nią dziwnie spojrzy – Bez się.
stała już pomiędzy Ann, a Erickiem – Zbędny przecinek.
a już rozbiegli sięSię rozbiegli.
Przysunęła fotel i przekręcając kluczyk w stacyjce, gdyż poprzedni kierowca nie umiał dobrze zahamować, nie wyłączając silnika, w końcu ruszyli. – To zdanie to czysty koszmar gramatyczny. Jego składowe w ogóle do siebie nie pasują. Ruszyli: ona i poprzedni kierowca. Innego wytłumaczenia nie widzę.
nie jesteś nowym i szybkim camaro, czy lambo – Zbędny przecinek, przed czy dajemy go, jeśli wprowadza zdanie składowe, a nie inny rzeczownik.
Jednym ruchem gałek ocznych Caroline przyprawiła całe swoje ciało o drżenie. – Nie wiem, co powiedzieć, więc wstawię obrazek:


~Confruntări Prime~

jednak nim odpuściłam sprzęgło – Ech. *wzdycha ciężko* To jak będzie z tym słownikiem? http://sjp.pwn.pl/slownik/2493577/odpu%C5%9Bci%C4%87
Spytał się mnie – Jak się, to nie mnie.
Nikt nigdy nie pisał, że wampiry istnieją naprawdę! – Mało jeszcze zna życia (i internetu).
Dwoje dzieciaków - wampirów – Bez tych spacji.
- A jak może być w rzeczywistości? - Wtrącił nerwowo Eric. Jak niemalże każdą swoją wypowiedzią i zachowaniem, podniósł mi drastycznie ciśnienie. – I znów, zupełnie niewinne zachowania wywołują u niej bezpodstawną agresję.
- Po pierwsze... Nie drzyj się na mnie! - Ryknęłam. – Tylko ja mogę się drzeć!
Mamy pokroić wampira na kawałki?! (...) Dwójka z nas będzie musiała go przytrzymywać, żeby się nie wyrwał, a dwójka... cóż. Dwójka będzie go... targać. – Targać jako synonim ćwiartować, tego jeszcze nie grali.
To nie kłamstwo, lecz prawda zabija...

Nasza bohaterka dostaje ręcznie malowaną laurkę, nad którą koleżanka niewątpliwie spędziła wiele godzin i włożyła w nią dużo serca? Należy odwdzięczyć się puszką Mirindy. Aha.
Claudia i jej miłosne swatki… – Uhm, ale wiesz, że swatka to określenie kobiety kojarzącej pary? Claudia i jej kobiety?
Coś było w tej dziewczynie takiego, jak jeszcze w żadnej innej. Ta cała Emma kryła się przy Caroline. Bo ona była sobą. Kim, do cholery, jest Emma?
Zaruchał, ot tak, by nie mówili że ciota. – Patologia. I nie mówię o interpunkcji. 

~Confruntări Autre~

Całą lekcję przedumałam nad tym, skąd owe pudełeczko w moim plecaku. – Nasza bohaterka bardzo powoli kojarzy fakty. Plus: http://img844.imageshack.us/img844/965/282r.png
W rzeczywistości jednak była to zwykła ciekawość, wszak nie przypominałam sobie, bym miała cichego wielbiciela. Rozmowę z Michaelem wyrzuciła już z pamięci? Bo czytelnik nie, i czytelnik teraz masuje sobie czoło.
Znaczy, niby winien być cichym, skrytym, jednak... Nie mnie i nie w tej placówce – Nie jej CO?
pudełko z bombonierkami – Słooooownik *zawodzi* http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2552473
Złapałam szybko karteczkę, nim dziewczyny zdążyły mi wyrwać z rąk pakunek. Niewychowane bydło.
napisanych niezgrabnym i nieznośnym pismem – Że jakim? Ech…
Miłość w na oko łagodna – Ja nie rozumieć.
bla, bla, bla... Cytat z Romea i Julii... - uśmiechnęłam się dumnie – Bla bla i dumnie?
A ty wiesz jak się na nią gapił dzisiaj? Zaprotestowała Claudia, a w jej głowie zapewne wszystkie lampki świeciły ogniście, dając sygnał na alarm. 

Wolę się odsunąć, zanim tej dziewczynie przepalą się bezpieczniki.
Ej! Wrzućcie na luz... - przerwałam im. - Idę do niego. Dajcie mi te bombonierki… // - Eee... Caroll... Bo ich tak jakby... - zaczęła Lara, po czym Alice pokazała mi puste pudełeczko, z jedną jedyną czekoladką.

Zbliżała się z niewyraźną miną. "Nie spodobało jej się..." - pomyślał i miał ochotę uciec. (...) Cichy jęk, który chciał uciec przez tym, co miało się zaraz stać z chłopakiem, uwiązł mu w gardle. Bał się. Co miał jej powiedzieć? Prawdę? Zabiłaby go. A może powiedzieć, że to żart? W dalszym ciągu był martwy. Nie było już czasu na ratunek. "Samobójca pierdolony"- pomyślał. Westchnął głęboko i przygotował się na nadciągającą burzę w postaci jego niedoszłej walentynki.

Dżizas, człowieku, ogarnij się. Ta nieporadność bohaterów w kontaktach międzyludzkich jest cokolwiek żenująca.
Poza tym, obie czułyśmy do siebie wzajemną antypatię, albo i nienawiść. // - Hej, mała... jak ty masz na imię? - Zaczęła swoim przesłodkim głosikiem, wymachując przy tym dłonią z długimi, kolorowymi tipsami. – Nie ma czarnego charakteru bez tipsów i blond włosów, to elementarne.
Słuchaj, złotko... Nie wiem, co ty kombinujesz, ale nigdy się nie wbijesz do tego świata! - Zaczęła owijać moje włosy wokół swojego świecącego brokatem tipsa. Odrzuciłam jej dłoń, a ona kontynuowała: - Już od dłuższego czasu toleruję to, że siedzisz z Erickiem w stołówce, ale robienie jakichś przedstawień na korytarzu za moimi plecami to już przesada! Psujesz moje dobre imię! - Emma zrobiła się wręcz purpurowa ze złości. Gdyby jeszcze pozbawić ją kilogramów fluidu i pudru, jaki na sobie miała... Wyglądałaby przerażająco. // - Doprawdy? - Spytałam, wciąż znudzona, a moja obojętność doprowadziła ją do furii. Zaczęła piszczeć i skakać, jak rozkapryszona dziesięciolatka, przez co ściągnęła wokół nas kółeczko kolejnych gapiów. // - Coś jeszcze? // - Trzymaj ty mi się z dala od Erica!!! - Piszczała w furii. – Poziom żenui osiągnął stan krytyczny.

Ha?! Że jak?! Nie... nie zbliżaj się do niego! - Przyłożyła mi swojego świecącego tipsa do mostka. Złapałam ją za palca, "niechcący" zrywając jej jednego tipsa. Blondynka wyglądała komicznie z twarzą w odcieniu purpury. Wrzasnęła przeraźliwie, tak głośno, że chyba misie w lesie także ją usłyszały, po czym pobiegła gdzieś, uciekając przed ciekawskimi spojrzeniami. Zaśmiałam się cicho i poszłam powoli do szatni. – Pewnie, jeszcze ją kopnij w goleń i wykręć nadgarstek, co sobie będzie kłaść palce na twoim mostku. Dżiiizas.
Całą lekcję, zamiast patrzeć za piłką, ja wpatrywałam się w nieistniejący punkt i rozmyślałam o Ericu. Czemu to wszystko było takie zagmatwane? – A co tu, do ciężkiej cholery, jest zagmatwanego? Bo że nie o wampiry chodzi, to stawiam ciasto czekoladowe.
Sama nie wiedziałam, co chciałam mu powiedzieć. Podziękować? Pff... jeszcze czego. – Podziękować za prezent? Jeszcze czego! Ugh, zastanawiam się, ile fok bucostwa może pomieścić jedna ocena.
Zwyzywać? – Za prezent… Gorzej mi.
Eric ostatnio wgapiał się we mnie, kiedy tylko znajdowałam się w zasięgu jego wzroku - tak przynajmniej się czułam. Dogryzaliśmy sobie nawzajem, ale, jak to się mówi… – Dogryzaliśmy. On chciał ją zabić za zajęcie stolika, a potem rzucił jej frytką (zapewne soloną) w oko. Ona o mało nie złamała mu nosa. Nadają „końskim zalotom” całkiem nowy wymiar. Czekam, aż laska powie, że bez bicia nie ma miłości.
- Więc co po drugie? - Spytał. Cholera, tego nie przemyślałam. Ta panna aż się prosi o przyznawanie jej punktów w kategorii „bystrość rozwielitki”.
Czemu ja go pocałowałam?! Na siedem piekieł, miałam nadzieję, że nie znaczyło to zbyt wiele Bo? Od jej „czystości” zależą losy ludzkości?
- Caroll, spokojnie. Może nic sobie nie pomyślał? - Alice bezskutecznie próbowała mnie pocieszać. // - Jasne. Nie wciskaj jej kitu... Chłopak jest pewnie wniebowzięty - Claudia przybrała inny sposób "pocieszania". // - A ja myślę, że to było całkiem miłe z twojej strony... - uśmiechała się do mnie rozmarzona Olivia. Jednym słowem - nic mi nie pomagały. Każda rozumiała to na swój sposób. A jak rozumiał to Eric? A jak powinnam rozumieć to ja? // - Caroll! Nie załamuj się! - Potrząsnęła mną Alice. W tym samym czasie Lara wpadła do pokoju z trzema opakowaniami lodów. // - Wiecie co? To wygląda, jakbyście próbowały mnie wyciągać z doła po zerwaniu z chłopakiem, a nie pocałowaniu go... - zażartowałam sucho, po czym złapałam lody cytrynowe. // - Po prostu idź do niego i powiedz mu... - Lara zaczęła wymachiwać łyżką. // - ...że jest debilem - zachichotała Claudia. // - Taak, podejdę i powiem... Cześć, Eric. Wiesz... Sorry, że cię wczoraj pocałowałam... po prostu jesteś debilem i mi cię żal... powiedziałam z ironią. Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem. Babska narada wojenna przeciwko Ericowi przemieniła się w zwykłe przyjacielskie spotkanie. Koniec końców, byłam w gównie.

Leżąc na łóżku i słuchając zawodzącego After Forever, stwierdziłam, że muszę... muszę zachowywać się, jakby ten zwykły i niewinny cmok nic dla mnie nie znaczył. Tak. Tak chyba byłoby najlepiej. Wystarczająco daleko wszystko zaszło. Znacznie lepiej i wygodniej było, gdy się nienawidziliśmy. Od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok. Które z nas pierwsze go zrobiło?

nie mam ochoty błądzić po sieci, – po co ta kursywa?
Prześladowana przez wampiry. Dobre. Zatrzasnęłam szybko okno i rzuciłam się na łóżko, otulając kołdrą najszczelniej, jak mogłam. Jakby to miało mi coś pomóc w razie ataku wampira... Śmiać mi się chciało z siebie samej. – Twarda laska. Za oknem lata jej potwora, a ona zasypia, jakby nigdy nic.

~Marqué Prime~

podeszłam wycałować mojego przybranego brata – Nie przybranego, tylko przyrodniego, chyba że o czymś nie wiemy.
Chociaż mój ojciec również nie wyglądał nigdy źle. Muskularny, opalony, z trochę za dużym brzuchem, ale tylko odrobinę. Czarne, lekko kręcone włosy, lekki zarost i czarne oczy. Tysiąc razy przystojniejszy od Antonio Banderasa i podobnych typów! – Łapiesz ogromnego plusa za przełamanie opkowych schematów i ukazanie choć jednego rodzica w pozytywnym świetle. Kolejnego wyłapujesz za przedstawienie nowej partnerki ojca w równie sympatyczny sposób.
Gaś tą fajkę! – TĘ! Chyba że to miała być świadoma stylizacja na język młodzieży.
Idziemy dziś z chłopakami na dyskotekę... No i nie bardzo mamy z kim... to znaczy... no wiesz… // A co ja mam z tym wspólnego? Mam wam szukać towarzyszek? Mało macie pokazowych dziwek w swojej elitarnej paczce? – Jeżu, co jest nie tak z tą laską, że reaguje agresją na najbardziej niewinne pytania?
Zrobiło mi się głupio. Przecież on też miał uczucia, a jak grałam na nich jak na organkach. Czy zawsze musiałabym być podłą znieczulicą? – Alleluja! Dziewczyna wykazuje choć trochę empatii. Plus. Ale za kolejne błędne użycie słowa minus. http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2546954
Poddałam się temu młodzieńczemu, przyjemnemu uczuciu. – Osiemdziesięcioletnia staruszka strikes back.
- A chcesz iść do klubu z dwuletnim dzieckiem? Muszę go odstawić… // - Czemu nie? - Zaśmiał się. - Poduczy się młody w jaraniu i wyrywaniu lasek, no wiesz… // - Żal mi cię - powiedziałam zażenowana i odeszłam. – Wyjątkowo zgadzam się z bohaterką - również czuję się zażenowana. Zastanawiam się też, jaka jest właściwie pora dnia. Bohaterka przyjechała do ojca, zjadła obiad, poszła na spacer i już jest wieczór? Czy też chodzą tam do klubów popołudniami?
Odstawiłam braciszka, założyłam mój seksowny zestaw numer trzy, w postaci skórzanego gorsetu, który – musiałam nieskromnie przyznać – zgrabnie opinał moją talię, krótkie skórzane spodenki i kabaretki. Do tego obrożę z kolcami. I wyglądałam prawie jak moja piękna Sonya Scarlet. – Czyli tak: http://www.stihi.ru/pics/2012/05/10/8906.jpg albo tak: http://gp1.wac.edgecastcdn.net/802892/production_public/UserFile/58556/file/Sonya_Scarlett.jpg . Aha. Wiesz, strój sceniczny i makijaż sceniczny fajnie wyglądają na scenie właśnie, ale żeby iść w tym do klubu...? Makijaż sceniczny stosowało się po to, by widz siedzący daleko od sceny mógł rozpoznać mimikę twarzy, wyrażającą emocje targające aktorami/śpiewakami. Z odległości mniejszej niż kilka metrów nie wygląda to zbyt atrakcyjnie. Pozwolę sobie zacytować w tej kwestii kabaret Potem:

Lizus - Przepraszam, ale pan żadnej miny nie zrobił.
Andrzej - W teatrze nie robi się już min.
Aktorka - Jak? „ileż mąk przeżywam” to trzeba zmarszczyć czoło.
Lizus - Kurwa, bez zmarszczenia nie ujedzie.
Aktorka - A: „jakie rozterki mną targają” to trzeba się do góry. (patrzy się w górę) Czyli: ileż mąk przeżywam (marszczy czoło), jakie rozterki mną targają (patrzy w górę)

- Oszalałaś? - Jak zwykle, zareagował zbyt impulsywnie. Właściwie, to nie dziwiłam się temu. Jego ukochana córeczka w stroju godnym gotyckiej gwiazdy porno (które notabene z pewnością nie były mu obce), planowała iść na całonocną potańcówę w miejskim klubie. Krzykom i lamentom nie było końca Zbyt impulsywnie. ZBYT. Aaargh. Zdajesz sobie sprawę, że ubrałaś niepełnoletnią dziewczynę jak prostytutkę i wysyłasz ją do klubu, w którym upojeni alkoholem mężczyźni mogą stosować podejście „skoro tak się ubrała, to sama się o to prosiła”? Nawet bohaterka nie dziwi się jego protestom, dlaczego więc forsuje ten pomysł? I jeszcze jedno: JEST ZIMA.
lamentom nie było końca, póki na horyzoncie nie pojawiła się Viola i nie złapała ojca za jaja. W przenośni, rzecz jasna. – Viola chyba chce się pozbyć pasierbicy. A już się rysował taki fajny obraz normalnej rodziny. Naiwna ja.
O której po ciebie przyjechać? Gdzie będziecie? Ile was będzie? Będą chłopaki jakieś? – Zalał mnie pytaniami. Po jego opalonym czole płynęły krokodyle krople potu. – Chciałabym pochwalić postawę obywatelską rodzica, ale nie mogę, bo moją uwagę skupiły na sobie KROKODYLE. KROPLE. POTU. Nie żyję. W oczekiwaniu na mój respawn zapoznaj się z tym linkiem: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=1061 . Nie dość, że pomyliłaś wydzieliny, to jeszcze sprawiłaś wrażenie, że ojciec tylko udaje całą tę troskę.
- A kto to jest, tam na ulicy? Twój chłopak? - Uśmiechnęła się podejrzliwie. – Pokaż mi, proszę, w googlach taki wyraz twarzy, bo za nic nie umiem sobie tego wyobrazić.
Całą drogę do centrum, przebyliśmy z Erickiem w milczeniu, w odległości pół metra od siebie – Pewnie się bał, że ktoś go powiąże z tym dziwadłem idącym obok.
W dyskotece zamiast tańczyć - wszyscy się wygłupialiśmy i popijaliśmy wszystko, na co ktokolwiek miał ochotę. – a) Kto im to sprzedał? b) Już sobie wyobrażam, jak będą po tym rzygać… No chyba, że bohaterowie są tak cnotliwi, że „wszystko, na co ktokolwiek miał ochotę” oznaczało tylko mineralkę i fantę. Ale nie, bo później jest wzmianka, że Eric woniał whisky.
Ej, chodźcie przez ten lasek przy rzece! Mówią, że jest nawiedzony! - rzucił Michael. – O lol. Koleś jest albo na maksa beztroski, albo ma nerwy ze stali.
Ludzie byli jak zwierzęta idące za jednostką, bezmyślnie i ślepo wierząc w jej racje. Jeden głupek coś powiedział, wszyscy okrzyknęli to prawdą, miast samemu sprawdzić. Nawiedzony, phi. – A ty nie jesteś człowiekiem, tylko wyjątkowym płatkiem śniegu, tak?

Pachniał whisky i papierosami. Słodka mieszanka sprawiła, że stał się bardziej męski – Pójdę sobie zwymiotować w kąciku, ale niech będzie, że są ludzie, których kręci odór przetrawionego alkoholu i fajek.
Zgięło mnie z nóg – Co?
Przeszliśmy spory kawał drogi, kiedy zdało się słyszeć w oddali łamaną gałąź. Ann szybko rozglądała się dookoła, podobnie jak ja, jednak chłopcy chyba nic nie zauważyli. // - Słyszeliście? - Spytałam wreszcie. // - Ktoś tu jest... - szepnęła przerażona Ann. – a) idą przez miejski park, czy przez puszczę amazońską? b) to jest MIEJSKI park. Niezależnie od pory dnia i nocy nie powinni być zdziwieni obecnością innych ludzi.
Usłyszeliśmy dziki pisk, po czym ogień sięgnął koron drzew – Wiem, że się powtarzam, ale to jest park w ŚRODKU MIASTA. Czekam, aż sąsiedzi dręczeni bezsennością zgłoszą pożar, który niewątpliwie wybuchł po takich pokazach pirotechnicznych.
Pierwszy się spalił sznur, dlatego po chwili płonąca dziewczynka wybiegła z paleniska – Plus za realizm, którego się nie spodziewałam.
Chłopcy popchnęli Henry' ego w stronę Jamesa, jednak ten wyrwał się i podbiegł do mnie, drapiąc swoimi długimi pazurami. // - Naznaczona... - syknął. Poczułam spływającą po dekolcie krew. – Przeorał się z tymi pazurami przez futro?
posiadał owalną twarz – Miał. http://sjp.pwn.pl/szukaj/posiada%C4%87
Ojciec oczywiście nie spał. Czekał na mnie w kuchni, słuchając po cichutku KoRn' a. – Nie wiem, czy zrobiłaś to świadomie, ale postać ojca jest o wiele sympatyczniejsza, głębsza i ciekawsza od wszystkich kolegów naszej bohaterki.
Nie, wręcz przeciwnie... - powiedziałam łagodnie, po czym spytałam wściekła - Mogę wreszcie iść się wysikać?! – Ona ma niepokojące zaburzenia nastrojów. Hormony much?
Kiedyś może i bym się ucieszyła, że taki wampir chciałby się mną pożywić, że byłabym godna stać się chociażby przekąską nieśmiertelnego. A teraz... Nie chciałam umierać, nie chciałam, aby następnego ranka mama odnalazła moje ciało, wysuszone z krwi, z dwoma malutkimi dziurkami na szyi. Albo, co gorsza, żeby i ona stała się pokarmem dla wampira. Ta myśl przyprawiła mnie o dreszcze. "Tylko nie mama." - powtarzałam sobie. – No proszę, bohaterka użyła mózgu i nawet zatroszczyła się o bliskich. Ogromny plus.
Chciałam mimo wszystko spotkać takiego nieśmiertelnego, może, zanim by mnie zabił, opowiedziałby mi coś o sobie, jak to jest być krwiożerczą bestią, co noc mordującą niewinnych ludzi, dla zachowania własnego życia? – No to tyle by było z mojej radości.
"Wyjaśnij, dlaczego kod genetyczny jest trójkowy." A skąd ja to miałam do cholery wiedzieć?! – Z podręcznika? Z lekcji? Ze ściągi choćby?
"Mam nadzieję, że to wszystko jest zgodne z tym, o czym się uczyłam" - pomyślałam. – Przecież się nie uczyłaś.
Gotowi? - Spytałam rześko, jak gdybyśmy wybierali się na piknik, a nie polowanie na wampiry, z którego mogliśmy już nie wrócić. Niczym czwórka bohaterów! Oddać życie w imię większego dobra, jak to kiedyś powiedziała Lara. – Niczym czwórka idiotów! Narażających swoje życie bez ładu i składu.
Oj, przecież dobro zawsze wygrywa - wystawiłam język. We wszystkich książkach zawsze wygrywali "ci dobrzy". A my takimi byliśmy. Z naszego punktu widzenia. Pewnie dla wampirów byliśmy "tymi złymi", ale to nieistotne. 
A dziś? Uzbrojona w scyzoryki i zapalniczki - sprzęt, którym z pewnością coś zdziałam - wyruszam przeciw wampirom. Po co? Eric ma rację. To chore. Jeśli nie uda nam się znaleźć Jamesa, z pewnością zginiemy.

W sumie to nam się dziwię - zaczęła Ann, a po krótkiej pauzie kontynuowała - Wszyscy rozpaczamy, że możemy nie zobaczyć już bliskich, idąc na nierówną konfrontację z wampirami, a mimo to idziemy. Choć wcale nie musimy! – Też się dziwię, bo ten plan nie ma ani grama sensu.
Wy, jak wy... Ale ja prędzej czy później i tak skończyłabym jako pożywienie jakiegoś wampira... W końcu tu mieszkam, a one wszystkie są tu w pobliżu – Już zdążyła zapomnieć, że James miał wyciąć je w pień?
Jak wam powiem, to rzucajcie w niego tymi waszymi nożyczkami. Upływ krwi trochę go osłabi. (...) Mój oczywiście przeleciał obok, jednak poprawiłam się za drugim razem, celując w miejsce, gdzie śmiertelny człowiek posiadał nerki – Dlaczego akurat nerki? Chodzi o to, by wykrwawić wampira, a nie o to, by zabić człowieka. Lepiej byłoby celować w tętnicę, na przykład szyjną. Tyle że nigdzie wcześniej w tekście nie było wzmianki o tym, że bohaterka umie rzucać nożem do celu. Nawiasem mówiąc, zwykłymi nożami się kiepsko rzuca – są do tego specjalne.
- Ann! Cóż za piękne imię! Chodź, do mnie, kochanie - wampirzyca wyciągnęła rękę ku niej, uśmiechając się nieszczerze. Ta niepewnie zbliżyła się o krok do wampirzycy. Rozsądek nakazał jej słuchać poleceń, gdy była w granicznej sytuacji. – No ja bym polemizowała, czy pchanie się w łapy wampira jest specjalnie rozsądne.
Bronisz swoją królewnę – Swojej królewny.
- Jest twój - rzucił. Gabrielle wydała z siebie dziki okrzyk radości, po czym złapała Jamesa i zniknęła w ciemnościach nocy. – Wcale nie budzi to niestosownych skojarzeń, wcale.
Wrócą cali. No... przynajmniej Michael. Obiecuję ci - zapewnił mnie zielonooki. // - Ile warta jest obietnica wampira? – Spojrzałam na niego obojętnie. – Obojętnie, bo w zasadzie to Caroline w dupie ma przyjaciół, tak? 


~Marque Autre~

A na wyświetlaczu informacja, że mam kilkanaście nieodebranych połączeń. Eric, Michael, Claudia, Olivia, Lara. I to nieważne. – Co nieważne?
Zabraniam ci chodzić do tego lasu! - pogroziła mi palcem Dziecko jej ginie na trzy dni, koleżanka dziecka ginie rozszarpana przez niedźwiedzia, a ta palcem grozi, jakby chodziło o niewyjadane ciastek ze słoika. No nie bardzo.
Świetnie, to wszystko wyjaśniało, dlaczego byłam taka... wysuszona. Z krwi. – Objawy niedokrwistości wyglądają nieco inaczej, ale niech jej będzie, jest w szoku.
zrobiłam niedbale czarne kreski w wewnętrznej części oczu – Pomalowała plamkę żółtą na czarno?
Siedliśmy na ławeczce w parku, gdzie dookoła mogły nas podsłuchiwać jedynie owady i ptaki. – I nietoperze, mwahahahah.
jednocześnie zdając sobie sprawę z racji tego, co powiedziałam – Z zasadności może?
Nie odbierał moich telefonów, nie wiem, czy chociaż czytał SMSy. W sumie nie dziwię się, że był na mnie wściekły i nie chciał mieć ze mną już nic do czynienia. – Czy to odpowiedni czas, żeby przypomnieć, że polazł do tego lasu z własnej woli – a do tego zaciągnął do niego Ann?
Pierwsza dopadła mnie Olivia ze wspaniałą wiadomością, że spotkała się w końcu ze swoją internetową miłością - Lukasem i bardzo p r z y j e m n e było to spotkanie. Nie omieszkała wyjawić mi wszystkich pikantnych szczegółów. Chyba nie muszę więc tłumaczyć, że ludzie siedzący w barze obok nas, szybko się zwinęli, słysząc nasz dziki śmiech i chichot. – Kurczę, laska wyjątkowo łatwo otrząsa się z traum.
wpatrując się w beztroskie, puste pierwszoklasistki obmacujące swoich kolegów. – Grrr. Panna ma rentgen w oczach i na pierwszy rzut oka widzi brak wnętrzności i życia wewnętrznego.
Uparła się, także pod koniec przerwy wymknęłyśmy się W tym wypadku: „Uparła się tak, że”. Także = również, tak że = a zatem, więc.
zrównany z ziemią przez "jaskółkę" – Skoro to ksywka, to dużą literą.
Ta jedynie w kółko mi powtarzała ze śmiechem: "Ty cholero jedna, jeszcze mi to mówisz!". Moja rodzicielka bądź, co bądź była wspaniała i nie byłam w stanie jej nie kochać… – Pozytywny stosunek do rodzica - plus.
a ja idę na randkę z panem Darcy, bo Peter woli spać. // - Co ty byś zrobiła bez tej płyty? - spytałam z uśmiechem. // - Płyty? - zdziwiła się nie wtajemniczona Alice. – Mam wrażenie, że uczennica anglojęzycznej szkoły średniej powinna wiedzieć, kto to pan Darcy… Czy wcześniej myślała, że mama Caroline idzie na randkę pomimo tego, że ma partnera? Każdemu jego bajka, ale o preferowaniu poligamii nic nie było.
po rzekomo trzech dniach obudziłam się – Skoro to były rzekomo trzy dni, to tak naprawdę ich ilość była inna?
Wymoczyłam się w wannie, wśród bąbelków i piany w godzinę, po czym oczywiście zalałam całą posadzkę i w takim oto stanie zostawiłam łazienkę. Jak zwykle. – Z premedytacją.

Znalazłszy kilka paczuszek Delicji, wróciłam do mojego pokoju. – To raczej nie były Delicje, tylko Jaffa Cakes. 
Pamiętaj, że nie jesteśmy w Polsce.
Ta arystokracja... - westchnęła Gabrielle. // - Arystokracja? Smaczna krew? Moja krew jest ohydna. Jest w niej mnóstwo żelaza i ma mdły smak. - stwierdziłam zażenowana. – WHAT. Dobrze rozumiem, że panna próbowała się rozsmakować we własnej krwi?

- Wydaje ci się. Jesteś człowiekiem. Dlatego odczuwasz to inaczej. // - A mnie tam moja krew smakuje. - wtrąciła chwilowo wyluzowana Alice.

Jestem William van Bermingham. - ukłonił się nisko i pocałował moją mamę w rękę. // - Jaki kulturalny, jakie nazwisko - zachwyciła się moja mama, zapominając na chwilę o obecnej sytuacji. - To jakieś królewskie korzenie, nie? – W pokoju twojego dziecka znajdujesz w środku nocy dziwacznego natręta? Wszystko OK, jak długo ma ciekawe nazwisko! Gratulacje dla najmniej psychologicznie prawdopodobnej sceny miesiąca.
Emily i Henry byli naszymi wychowankami, dziećmi Patrice, która szaleje i ma ochotę was pozabijać. Gdyby nie William, z pewnością już dawno by to zrobiła... Tylko dzięki niemu ty i twoi przyjaciele jesteście jeszcze przy życiu… – a) nie wszyscy, b) to nie Patrice zabiła Ann.
Caroll, daj spokój! - jęknęła Alice. - Weź no się idź... Ech! - machnęła ręką. Siedzieliśmy wszyscy kilka minut w milczeniu. Alice podkopywała róg dywanu, zapewne zła na mnie, że odebrałam jej okazję do wysłuchania - jej zdaniem fascynującej - opowieści wampirów. – Wow, fantastyczna z niej przyjaciółka, do tego kolejna pozbawiona instynktu samozachowawczego.
Okej, okej. Dziękuję ci bardzo, że pomogłeś mi na klasówce. To stawia was w nieco lepszym świetle z mojej strony. - uśmiechnęłam się. Niespodziewanie poprawił mi się humor, na wieść, że nie jest ze mną aż tak źle. - A... mógłbyś tak na każdej? - spytałam podejrzliwie. Oba wampiry ponownie się zaśmiały. Alice trochę się oburzyła, mówiąc, że to nie fair. // - To nie takie proste. Potrafię wejść w twój umysł jedynie wtedy, kiedy jesteś zdenerwowana, rozkojarzona. // - To będę się denerwować na każdej klasówce. - Wyluzowałam się całkowicie. // - Taak... - wampir uśmiechnął się złośliwie. Atmosfera w moim pokoju stała się nagle bardzo przyjemna. – Och, nie przeszkadza mi, ze mordujesz moich przyjaciół tak długo, jak długo pomagasz mi ściągać! Priorytety, bitch.

~Ignis Prime~

Wtrąciła Alice, wyłupiając swoje piękne oczy w czarnowłosą Ojej. http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2539737 Chodziło ci zapewne o wlepianie.
Była to Francja osiemnastego wieku. Muszę przyznać, że przez te ponad dwieście lat – Wiek trwający ponad dwieście lat. Taaak.

Moim ojcem był Victor van Birmingham – Tak? To dlaczego syn nazywa się van Bermingham?
Przyjaciel i prawa ręka Napoleona… – Umieram z ciekawości, jaka też jest narodowość herr ojczulka. „Van” sugeruje Niderlandy, Birmingham zaś Imperium Brytyjskie…
Napoleona, tak. Do dziś wypomina mi, jakim niesfornym dzieciakiem byłem - zaśmiał się sucho. // - Co?! - Nie mogłam się powstrzymać. - Przecież on umarł w tysiąc osiemset.. którymś roku! - Tyle pamiętałam z historii, o dziwo. // - Owszem. Dwudziestym pierwszym. Umarł. Dla świata. I narodził się ponownie. Dla ciemności. // - Chcesz powiedzieć, że jest… // - Wampirem. - William powiedział to ze stoickim spokojem. – Napoleon jest wampirem? Ojciec jest wampirem? Ojciec jest Napoleonem? Oraz, jak dowiadujemy się z opowieści, drogi jego i Napoleona dawno się rozeszły, jak więc może mu coś DO DZIŚ wypominać?

Ile postaci historycznych jest jeszcze wampirami?! - William zastanowił się chwilkę, po czym odpowiedział mi: // - No, poza Napoleonem znam Beethovena, słyszałem o Lincolnie... Pewnie jest ich sporo - wzruszył ramionami. – Nie no, koleś, fakty ci się mylą, Lincoln polował na wampiry ;)

Znasz Beethovena? - Ucieszyłam się. Świat stawał się o wiele ciekawszy i barwniejszy. – Kiedy Beethoven mordował moich znajomych. Tak.
Ponieważ moja matka zmarła przy moich narodzinach, całe moje życie opiekowała się mną Katherine, siostra mojego ojca. Złota kobieta. Miała do mnie cierpliwość. Nigdy nie pisnęła ojcu ani słowem, gdy zastawała w nocy moje łóżko puste, a okno otwarte na całą szerokość. – Brew jej ani drgnęła, kiedy trzylatek wymykał się, by poszaleć na mieście.
Przechadzałem się ulicami Paryża, podziwiałem wzniosłe bulwary, nie raz zapraszałem kobiety napotkane wieczorami na ulicach do teatru – A one mówiły „ciuciuciu, jakie słodkie maleństwo”, bo przecież, zgodnie z narracją, dalej opisywany jest czas „po narodzinach”.
Rozrzucałem pieniądze na prawo i lewo, wiedząc, że ojciec zawsze da mi ich ile tylko zechcę. Toteż większość dziewcząt długo mnie potem nękała, chcąc wyjść za mnie. A ja uparcie obdarowywałem każdą, która wydawała mi się piękna, godna uwagi. Wiele z nich dobijało się później do naszego domu. W końcu ojciec stracił cierpliwość. – Tak. Na pewno. W tej epoce. Aha. 

"Gdzie się wybierasz, słodziaku?" - spytała, sapiąc, po czym zaczęła wysysać krew, która wolno spływała na białą satynową pościel. Stopniowo schodziła coraz niżej i niżej. Gdy doszła do pasa, zatrzymała się na chwilę i zaczęła na powrót pieścić mój tors. I wtedy poczułem nagle niesamowity ból. Spojrzałem na nią. Miała otwarte usta, zauważyłem długie kły. Po jej brodzie spływała krew. – O mój Boże, odgryzła mu przyrodzenie. 

Nieśmiertelność! Mroczny dar! Od dziś będziesz żywił się ludzką krwią nocami, za dnia skryjesz się w trumnie i tam odpłyniesz w niebyt. – Ech, laska nie jest mistrzynią marketingu.
Któregoś wieczoru wstałem przed nią i zrobiłem to, czego mi kategorycznie zabroniła. Podpaliłem trumnę, w której spała. – Widzę tę rozmowę: „Kategorycznie zabraniam ci mnie zabijać i oczekuję, że będziesz posłuszny!”.
Roztrzaskałem lampę naftową u jej stóp, po czym wykorzystując to, że jako wampir byłem niesamowicie szybki, uciekłem stamtąd. – A ona, jako wampir, potykała się o własne nogi?
Zacząłem się żywić prymitywnymi organizmami żyjącymi pod ziemią. – Nie wiem, ile krwi jest w dżdżownicach, ale chyba niewystarczająco.
Następnie udałem się do Napoleona. Ten, gdy tylko mnie zobaczył, strasznie się ucieszył. Opowiedział mi o tragedii ojca. – Napoleon, ty bucu.
Gdy odpływałam do krainy snów, postanowiłam, że nie pójdę następnego dnia do szkoły. Zbyt byłam zmęczona. Po chwili usłyszałam jeszcze przez mgłę upomnienie Williama: // - Nawet o tym nie myśl. Inaczej możesz zapomnieć o kontynuacji opowieści. // Westchnęłam. Następnie moja świadomość ulotniła się. A ja wpłynęłam w pełen harmonii i beztroski świat snów. – Bozie, bozie, jaki z niego troskliwy misio. Tylo, że nie.
wypadłyśmy z domu jak poparzone – Jak oparzone.
Po posiłku spakowałam się i poszłam na autobus. W uśmiechaniu się do każdego drzewa i źdźbła trawy nie przeszkadzał mi lejący deszcz, czy trzaskające pioruny. Wręcz przeciwnie. Dodatkowo napawały mnie energią i radością z życia. Moje glany z równie wielką radością pokonywały głębokie kałuże, rozchlapując deszczówkę na boki. Świat wydawał się piękny! Przepraszam, ile dni minęło od śmierci Ann i rozmowy z Michaelem nad jej grobem?
Emma... czy mogłabyś nas na chwilę... - zaczął niepewnie Eric, jednak ta przerwała mu piskliwym "NIE!". - Idź stąd, głupia pizdo! Chciałabym z nim porozmawiać - warknęłam. – Brzydzę się bohaterką tego opowiadania. Erikiem w sumie też - kilka dni mu wystarczy aby zmienić obiekt uczuć, nie stać go nawet na poinformowanie o tej zmianie poprzedniej sympatii.

~Ignis Autre~

Siedziałam w swoim przytłaczającym pokoju, w mojej samotni, do której zawsze tak bardzo ciągnęłam. Miałam ochotę rzucić się na ściany. Poobijać się o nie, wyskoczyć przez balkon, pociąć się tym kuszącym zdobionym sztyletem, od którego odbijało się światło czerwonej żarówki. Chciałam zamknąć się w sobie i już nigdy nie otworzyć. Zniknąć z tego świata i nie czuć tak głupich uczuć jak miłość. Miłość... Co to w ogóle ma być? Jakieś chore, wyimaginowane uczucie. Miłości nie ma. To tylko ogłupiający stan, zmiana w mózgu. Po czterech latach i tak znika. Zostaje tylko urojone przywiązanie. Więc czyżbym miała przez następne 4 lata płakać i cierpieć?! Patrzeć, jak Eric obejmuje i całuje tą pustą lalkę? Nie. Nie umiałabym. //     Co więc zrobić? Podciąć żyły?! Nie, zbyt pospolite. Jednak nie miałam ochoty dłużej myśleć o tym wszystkim. Żyć dalej ze świadomością, że... Nie, nie, nie! Będę twarda. Popełniać samobójstwo z powodu tego, że jakiś idiota ze mną zerwał?! To takie... głupie. // Jednak ja naprawdę nie miałam ochoty dalej żyć, myśleć o tym, cierpieć... Opakowania po chusteczkach pustoszały jedno po drugim. Łzy z oczu ciekły strumieniami. Ból w sercu narastał. Wielka gula w gardle również. I kto wymyślił chłopaków?!

Jakoś nie dostrzegłam wcześniej tej wstrząsającej miłości do Erica…
Caroline jest tu szalenie niedojrzała, rozegzaltowana, niekonsekwentna i chwilami wręcz śmieszna – ale w końcu to nastolatka, można jej wybaczyć.
- Myśli o tobie. Czuje... czuje do ciebie jakieś głębokie uczucie. Jednak tak, jak ci powiedział, świat, w który wkroczyliście jest dla niego zbyt skomplikowany. On nie chce w nim pozostać. // Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu. Wyobraziłam sobie zgrabną Emmę, przytulającą go na korytarzu. A więc to musiał być jego świat. Puste panny na każdą noc, wolność, imprezy... – No tak, to, że facet uważa, że idiotyzmem jest pchanie się specjalnie w łapy wampirów, znaczy, że jest pustym bucem, logiczne.
- On jest głupi i niezdecydowany. // - Gadasz jak baba. – o.O
Możesz... Możesz przemienić mnie w wampirzycę? - wyjąkałam drżącym głosem. (...) Jeszcze nie czas - odpowiedział mi surowo wampir. // - Nie czas? Nie czas na co? Co ma do tego czas? - zirytowałam się. // - Nie chcesz tego. Gdybym cię dziś ugryzł, już jutro żałowałabyś tej decyzji. // Co on bredził?! Chciałam po prostu stać się krwiopijcą. – Tak bardzo kalka „Zmierzchu”.
Chciałam po prostu stać się krwiopijcą. Wyżyć się na wszystkich ludzkich istotach, jakie napotkałabym na swojej drodze. Poczuć to, co czują wampiry wysysając krew ze swoich ofiar. Szybować w zawrotnym tempie po niebie. Zmienić się w olśniewająco piękną istotę, olśnić Erica i pokazać mu, jakim jest słabym i marnym człowieczkiem… – Brzydzę się Caroline. Ta dziewczyna nie dość, że kompletnie nie myśli i chce poświęcić całe życie dla durnej zemsty na jeszcze durniejszej licealnej miłości, to jest potworną egoistką. Już nie wspomnę o tym, jakie chore jest realne pragnienie mordowania ludzi.
A gdyby tak raz odejść od zasad? Gdyby tak móc powiedzieć matce, kim jestem? Być przy niej? Gdyby wciągnąć ją wraz ze sobą w ten świat potworów? – Mówiłam, obrzydliwy egoizm. Caroline plusuje jedynie tym, że wyobraziła sobie rozpacz matki po rzekomej śmierci córki. Ale czy ta dziewczyna choć przez chwilę pomyślała, co czułaby jej matka, jej bliscy, widząc ją jako potwora? Na jakie niebezpieczeństwo może ich wystawić? Nie, ważna jest tylko ona, jej pragnienia.
Skąd możesz wiedzieć, że będę tego żałować?! - krzyknęłam. - Czy jesteś gotowa skazać się na wieczne pożądanie żywej krwi?! - Tym razem i on podniósł głos, który potwornie ranił moje uszy – W tym czasie mama, sprzątająca zapewne zalaną łazienkę, wygodnie ogłuchła, tak?
Nagle do przedpokoju weszła zaspana mama, owinięta w satynowy szlafrok. // - Co... co się tu dzieje?! - spytała zszokowana. – No wreszcie.
Przepraszamy. Po prostu ćwiczyliśmy role do przedstawienia szkolnego. (...) To ćwiczcie sobie, ale nieco ciszej. - moja rodzicielka uśmiechnęła się delikatnie, po czym pozostawiła nas w przedpokoju. Zombie, nie matka.
Odprowadziliśmy ją oboje wzrokiem, po czym, gdy tylko usłyszałam zamykane drzwi, rzuciłam się w kierunku kuchni. Tym razem William nie zdążył zareagować. Pośpiesznie złapałam za leżący na stole nóż i nacięłam na prawej ręce dwie głębokie rany. – a) kretynka, b) w zasadzie wystarczy teraz, żeby William zawołał jej matkę i cała intryga by zdechła.
Otworzyłam oczy. Półleżałam na kolanach Williama. Byliśmy w lesie. Czułam, jak moja prawa ręka płonie. – O ile zakład, że nikt nie posprzątał kuchni i ta biedna matka padnie na zawał, jak tylko tam wejdzie?

~Deus Mortuorum~

Wolą bogów się stałam i stawać się będę. // Nieść szkarłatne nasienie, jako naczynie Bogini, // oddawać Złote Jabłko w imię Przedwiecznego. Cthulhu approves.
Rozchyliłam sklejone powieki, by uderzyła mnie jasność ciemności. A nie po to, żeby coś zobaczyć?
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, świdrując wysuszonymi gałkami ocznymi. – Świdrując co?
Scena seksu nowo zwampirzonej Caroline i Williama jest obrzydliwa. Nie z powodu samego opisu, ale tego, co się za nim kryje. Caroline nie była pierwszą ofiarą Williama, a zatem wiedział, że po przebudzeniu będzie ją trawić pragnienie. Zresztą, nawet gdyby nie wiedział, wystarczyło mu rzucić okiem na wyschniętą, starczą skorupę". Nie przygotował jednak dla niej pożywienia, o nie. W zamian wykorzystał jej pragnienie do dorwania się do jej majtek. Wiesz, jak nazywamy seks z osobą pozbawioną przytomności? Gwałtem.
Oraz, skoro ona jest wyschniętą starowinką, nie wiem, co jeszcze on daje radę wyssać z tych wszystkich ugryzień. A może po prostu zorientował się, co zrobił i chce naprawić swój błąd, zabijając uciążliwą nastkę ;)
Określenia w stylu „dziki taniec języków” raz, że są idiotyczne, dwa, że potwornie oklepane.
przyciskając mnie swoim marmurowym ciałem

Czym prędzej zerwał ze mnie resztki stroju, brutalnie rozchylił nogi i wcisnął między nie skamieniałego członka – Wiesz, biorąc pod uwagę jego wiek, odbieram to zdanie dosłownie, a to tylko sprawia, że obrzydliwość tej sceny wzrasta. 

~Coronam Vitae Prime ~

Scena ze skrzypcami i rozmową frapuje mnie z dwóch powodów. Po pierwsze, przed seksem mieliśmy jednego pełnego wampira i jednego pustego. Nie było ani jednej wzmianki o wyssaniu choćby szczura, więc teraz, w najlepszym wypadku, mamy dwa średnio wyschnięte trupki, które mimo to mają siłę prowadzić konwersację i grać na skrzypcach.
Po drugie, najwyraźniej całe to przywiązanie Caroline do matki było tylko deklaratywne: ostatni raz dała się zobaczyć z nożem i dziwnym młodzieńcem w kuchni, którą zostawiła zalaną krwią. Ciekawa jestem, ile czasu minie, zanim Carol uświadomi sobie, że chyba o kimś zapomniała…
Na to, że Caroline będzie pamiętać, że William pozwolił zabić jej przyjaciółkę, dawno straciłam nadzieję, zresztą nie przejęła się tym przecież szczególnie.
Oczywiście że grzebałam we własnym umyśle! Próbowałam wielu sztuczek, od medytacji, po wszelakie zioła. Zaledwie kilka elementów z odległej przeszłości migało w moim umyśle. Byłam wręcz pewna, że moje poprzednie wcielenie zginęło w wojnie secesyjnej. Poza tym moje zainteresowania podpowiadały parę innych osobistości, ale żeby od razu królewski tron? – Oczywiście.
Podniosłam głowę i wbiłam spojrzenie w sylwetkę Williama. Jak mógł dać się sprowokować głupiej i naiwnej dziewczynie? Czy on ma piętnaście lat, żeby nie móc powstrzymać się przed takimi drobnymi pokusami? No pewnie, to wszystko jego wina! Boru. Słyszała panienka o braniu odpowiedzialności za własne czyny i decyzje?
Hm, lat to ma pewnie z pięćset. Nie. W sumie to nawet nie. – Przecież powiedział ci dokładnie, kiedy żył...
Zwolniłam, przyglądając się każdemu śmiertelnemu. Byli bladzi, umierający i słabi. Czy byli Czarnymi Łabędziami? Z pewnością. – Kim? I skąd panna dopiero-co-przemieniona zna wampirzą terminologię?
William wzmocnił ucisk na mojej dłoni, jakby w obawie, że wyrwę się zaraz po świeżą krew – William nie ma żadnych złudzeń co do swej wybranki.
Czułam jak większość spojrzeń przeszywa mnie ciekawością. Niektórzy spoglądali ze strachem, inni z pogardą. Najwięcej z nich wyrażało podziw i zachwyt. Czy stałam się aż tak piękna? – Oczywiście!

Po jego słowach odeszła w milczeniu, obrzucając mnie zawistnym spojrzeniem. Nie pozostałam jej dłużna, odpowiedziałam tym samym – Ale wiesz, że zawiść to niemal to samo, co zazdrość?

~Coronam Vitae Autre ~

że mów towarzysz knuje – Mój
i spisałabym czarny scenariusz. – Związki frazeologiczne – robisz to źle.
patrzyły się prosto na mnie – Żadne się.
Podczas gdy William wyskoczył z drewnianej budy z białym rumakiem. – Podczas gdy co?
Czy on do reszty zwariował, czy kpił ze mnie? – Też uważam, że trzymanie koni w drewnianych budach to jakieś kpiny.
Jakimś cudem udało mi się dogonić Williama, którego koń dumnie stepował na wzniesieniu, zataczając koło

którego koń dumnie stepował na wzniesieniu, zataczając koło. Dołączyłam doń. - I również zaczęłam stepować.
We mnie kotłowały się skrajne uczucia. Wymordowała całą moją rodzinę, wszystkich moich przodków, opiekunów. – Słucham? To kochany dziadunio i pradziadunio siedzieli w wiosce, wyjadając smardze, kiedy szanowny papa doradzał Napoleonowi?
Gdy podeszła bliżej, rozpoznałem ogromny półtoraręczny miecz, jedna z najbardziej nietypowych dla kobiety broni. – A czego ty się, chłopie, spodziewasz na polu bitwy? Tamborku?

~Coronam Vitae Trois~

Spokrewnienia dokonywali co nuż młodsi http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=11326
onyksową aurę – A tak normalniej, to o co chodzi?
Obie ich aury niebezpiecznie dygotały – Ale może byś napisała wcześniej, o co kaman z tymi aurami, bo jako czytelnik nie mam pojęcia? (I zdanie to bawi mnie w takiej formie niemiłosiernie).
wampiry wierzą w coś, poza wiecznością i życiodajną posoką – Ale w to się nie wierzy, to po prostu jest (w tym przypadku, oczywiście).
W przepowiedni zdecydowanie porzuciłaś sens i poprawność na rzecz rymów i to nie było dobre posunięcie.

~Revertetur Deae~

Jedynym, czego w tamtej chwili najbardziej pragnęłam, było zobaczenie matki. – No wreeeszcie.
Przytulił twarz do mojej szyi i zachłannie wciągał powietrze nasiąknięte moim... zapachem. – Po co… wielokropek?
Nie mówiła już [matka] nic. Nie miała na to siły. Była zarazem rozbawiona i przerażona. – Rozbawiona…
Dogoniwszy go, nie przyglądałam się twarzy swojej ofiary. Złapałam go z całej siły, nim zdążył w ogóle mnie zauważyć. – I nic jej nie obchodziło, że to mógł być Eric albo Michael, albo Olivia, nie miała też zupełnie żadnych wyrzutów sumienia z powodu popełnienia pierwszego morderstwa. Aha.
Zbyt mocnym uczuciem darzyłam matkę, by ot tak w przypływie nieopanowanego głodu zrobić z niej przekąskę. – Złotko, nie masz jeszcze bladego pojęcia o tym, jak to jest być wampirem i do czego możesz być zdolna.
Jako nieśmiertelna, odkryłam już w pierwszych godzinach swojego nowego bytu zadziwiające umiejętności. Pomijając wyostrzone zmysły i niebywałą zwinność – Aha. A kilka linijek wcześniej byłam zaskoczona własną zwinnością, nad którą nie musiałam się zanadto zastanawiać.
Dlaczego William początkowo wzdragał się przed przemienieniem Caroline, skoro teraz, aby powróciła w poprzedniej postaci, jako wampir, nie zawahał się przed zabiciem jej matki?



Pierwsze, co przychodzi mi do głowy po przeczytaniu tego opowiadania, to że dawno nie widziałam tak niesympatycznej zbieraniny. Twój tekst kreśli bardzo smutną wizję młodego społeczeństwa, które karmione bezwartościowymi amerykańskimi serialami próbuje bezkrytycznie odtwarzać przedstawiane tam wzorce. Nie potrafiąc sobie poradzić z targającymi nimi uczuciami, komunikują się ze światem agresją, z wrogością atakując wszystko co nowe i/lub niezrozumiałe. Nie potrafią nawet rozmawiać ze sobą bez wulgaryzmów.

Główna bohaterka to typowo opkowa nastolatka - zapatrzona w siebie i chamska (to NIE są zalety). Ma tylko jedną pozytywną cechę - miłość i szacunek do rodziców. Co prawda potem okazuje się, że to uczucie przejawia się jedynie w słowach, a nie w czynach, ale jest to i tak powiew świeżości i normalności. Otacza się przyjaciółkami, które są jedną, szarą, bezkształtną masą, może poza Olivią i Larą. Olivia ma jakieś zainteresowania, maluje, słucha japońskiego rocka, rozwija się, Lara zaś ma koszmarne nawyki (skakanie na plecy, brrr). Reszta nie interesuje się niczym poza chłopcami. Wzajemne stosunki płci w tym dziele są takie, że nic, tylko zaprosić „Z kamerą wśród zwierząt" i obserwować, zajadając popcorn. Szczytem patologii jest monolog wewnętrzny Erica, w którym ten przyznaje, że sypia z dziewczynami, które go nie kręcą, tylko po to, by nie stracić respektu na dzielni. Mogę tylko mieć nadzieję, że pomysły i przykłady brałaś z telewizji, a nie z życia.

Caroline jest koszmarną egoistką i chyba to, oprócz plugawego języka, jakim się posługuje, przeszkadza mi najbardziej. Szokujące wydarzenia spływają po niej jak po kaczce tak długo, jak długo nie dotyczą bezpośrednio jej samej. Ann zamordowano, Michael cierpi? Caroline będzie się skupiać na tym, że ktoś tu uraził JEJ uczucia, parę dni później zresztą śmiejąc się w głos z koleżankami ze szkoły. Szantażem i podstępem zmusza Williama do zwampirzenia jej? Potem ma do NIEGO pretensje, że ON się nie powstrzymał. Dlaczego wszyscy powinni myśleć za jaśnie panienkę? A sceny z rozchlapywaniem wody w łazience przelewają czarę goryczy. Może powinna sama dzień w dzień sprzątać ją na kolanach, żeby zrozumieć, jakim jest rozpieszczonym potworem.

Padłam przy opisie mrocznego, potężnego, arystokratycznego wampira, który podsuwa dziewczynie Norę Roberts jako głębokie dzieło. Wiesz, kto wydaje panią Roberts? Harlequin! To nie do końca ta sama półka, co „Mistrz i Małgorzata”. Możemy więc podejrzewać, że nasz krwiopijca albo nie znalazł przez tych kilkaset lat czasu na uzupełnienie zaległości czytelniczych, albo też świetnie sobie zdaje sprawę z tego, na jakie książki tak naprawdę leci Caroline, wbrew pozowaniu na oczytaną snobkę. A to nie stawia jej w dobrym świetle.

Emma, zua Barbie tego opka, jest tak kanoniczna, że aż groteskowa. Blond włosy, tipsy, przesłodzony sposób mówienia - do tego pewnie jest cheerleaderka i królową balu, co? Ten motyw grano już tyle razy, że nawet nie jest już zabawny. Ponieważ pozbawiłaś ją wszelkich ludzkich cech, uczyniłaś ją niewiarygodną, to z kolei prowadzi do tego, że czytelnik zaczyna podejrzewać, że to odbiór Emmy przez Caroline (bo w końcu na świat patrzymy jej oczyma) jest zaburzony.

Kolejną dziwną w odbiorze postacią jest matka Caroline. Tej kobiety zupełnie nic nie obchodzi, nic jej nie rusza, poza mokrą podłogą w łazience. Owszem, w pewnym momencie wampiry ją hipnotyzują, ale to nie tłumaczy jej kompletnego braku zainteresowania w poprzednich scenach. Zombie.

Zdecydowanie lepiej wychodzi ci pisanie o elementach nadnaturalnych niż o socjalnych. Scena ucieczki przed wampirzym rodzeństwem jest chyba najbardziej udaną w całym opowiadaniu. Sceny walki o stół, przepychanek między Carol a Erikiem albo Carol i Emmą są dla odmiany żenujące. Drugą część dzieła, tę ze zwampirzoną Caroline, czyta się zdecydowanie przyjemniej – pomijając koszmarną z opisanych wyżej powodów scenę seksu.

Świat przedstawiony jest momentami niespójny. Opisujesz szkołę, do której chodzi Caroline, jako miejsce, do którego większość uczniów zajeżdża samochodami – sugeruje to prywatną szkołę dla bogatych ludzi. Rodzina Carol mieszka w domku na wsi, mają dwa samochody – dopiero potem okazuje się, że ich sytuacja finansowa nie jest wcale różowa – dom jest na kredyt, a dziewczyna musi zbierać chrust w lesie. Ten chrust jest najbardziej odrealnionym elementem całej scenografii i zastanawiam się, skąd przyszedł ci do głowy. Z życia? Jeśli tak, to przypominam, że to, co leży w lasach państwowych (w Polsce), należy do lasów państwowych, i możesz zapłacić grzywnę, jeśli zostaniesz przyłapana. Z filmów? Z książek? Tam zazwyczaj chrust zbierają biedne starowinki i sieroty, a czas akcji to baśniowe paraśredniowiecze.

Notorycznie używasz zbyt wielu wielokropków. Błędy odechciało poprawiać mi się na samym początku, bo jest ich masakryczna ilość. Masz zerowe pojęcie o podstawach interpunkcji, nagminnie używasz słów, których znaczenia nie rozumiesz, nie umiesz zapisywać dialogów (polecam lekturę Podstaw w Necronomiconie), używasz niepoprawnych cudzysłowów i dywizów w złych miejscach. Co gorsza, jest też mnóstwo błędów płynących nie z twojej niewiedzy, a ze zwyczajnego niechlujstwa i lenistwa, jak choćby literówki, powtórzenia i niezgrabne wyrażenia, które mogłabyś wyeliminować, przeglądając uważniej tekst. Styl jest kiepski, składnia momentami koszmarna. Najgorzej jest, kiedy próbujesz wprowadzić do w gruncie rzeczy potocznego i bardzo prostego języka, jakim się posługujesz, wymyślną metaforykę, pasującą tam jak wół do karety.

Mam wrażenie, że często zapominasz, o czym już napisałaś i nie zdajesz sobie sprawy, że czytelnik nie zna wszystkich reguł wykreowanego przez ciebie świata – stąd wpadki jak choćby ta z aurami czy Czarnymi Łabędziami.

Opisy, przynajmniej jeśli chodzi o wątki obyczajowe i miłosne, są nudne i zbędne. Nikogo nie obchodzi dokładny przebieg dnia Caroline, czym jechała do szkoły czy co zjadła na obiad. Z fantastyką jest już znacznie lepiej, ale tu z kolei przydałoby się je rozbudować - za mało miejsca poświęcasz emocjom Caroline odnośnie nowego dla niej świata. Widać, że starasz się to robić, jednak wciąż nieudolnie. Niemniej jest w tym pewien potencjał i powinnaś poćwiczyć. Spróbuj wyobrazić sobie siebie w takiej samej czy analogicznej sytuacji, co bohaterka, i zastanów się, co wtedy czułaś czy mogłabyś czuć, po czym postaraj się opisać to jak najdokładniej – na początku prostym, nieprzeładowanym ozdobnikami stylem. Oczywiście, musisz wziąć poprawkę na sytuację i okoliczności życiowe Caroline.

Dialogi powinny ukazywać charakter osób, które wypowiadają dane kwestie. U ciebie, niestety, nie widać zbyt dużej różnicy między starożytnym potworem a nastolatką. Albo wampir od dawna kręcił się przy szkołach, podsłuchując dzieci i młodzież (creepy), albo coś poszło nie tak. Szarpnęłaś się na stylizację tylko raz, gdy William opowiadając swoje dzieje zacytował „Kobieta dowódcą, waść nie kpij". Ten. Jeden. Raz. I niestety, jako że było to zestawione z potocznym językiem, w jakim utrzymana była cała reszta wypowiedzi, wybuchnęłam śmiechem zamiast się przejąć. Zastanów się, jak wypowiada się twoja babcia, twój dziadek, i czy mówią w taki sam sposób, jak twoje koleżanki z klasy. Jeśli w obrębie, zakładam, siedemdziesięciu lat swojego życia nie przyswoili sobie młodzieżowego slangu, jak będzie mówić osoba, która tych lat ma kilka razy więcej?

Styl, początkowo ciężki, niezgrabny i przeładowany, zaczyna poprawiać się z kolejnymi rozdziałami, nie jest to jednak poprawa znacząca. Mam nadzieję, że nasza ocena choć trochę pomoże ci w rozwoju, bo sam pomysł na fabułę nie jest zły. Nie jest może w stu procentach oryginalny, czasem intensywnie zajeżdża „Zmierzchem”, ale widać tu i ówdzie elementy twojej własnej inwencji – to właśnie je powinnaś rozwijać. Czerwona i Biała Królowa, które wzajemnie się wyczuwają i niwelują, reinkarnacja, wampir-obsesjonat – to wszystko są całkiem ciekawe pomysły. Daleko lepsze niż odpychające końskie zaloty zepsutych nastolatków.

Odnośnie problemów z nagłą zmianą narracji – zamiast poprawiać rozdziały 4-15, popraw 1-3, będzie szybciej i prościej. Zwracaj uwagę na czcionkę, gdyż potrafi w obrębie jednego rozdziału zmienić rozmiar.

Ciężko było wystawić ocenę końcową twojemu opowiadaniu, bo ma ono straszliwie nierówny poziom. Sceny z życia nastolatków są skrajnie żenujące i bez wahania wystawiłabym za nie jedynkę. Z drugiej strony pierwsze sceny z wampirami i paniczną ucieczką przed nimi były napisane całkiem przyzwoicie i zasługują na solidną trójkę. Podejście do ojca i jego nowej rodziny jest zaskakująco dojrzałe jak na literaturę tego typu i również ciągnie ocenę do góry. Gdybym miała odnieść się do całości bloga obrazkiem, byłby to ten obrazek:  



Niestety, ilość wad przytłacza ilość zalet, musimy więc wystawić jedynkę.


48 komentarzy:

  1. Są gifki ode mnie, duma mnie rozpiera po prostu :)
    A co do samej ocenki: podziwiam, bo sama bym pewnie przez to opowiadanie nie przebrnęła, bo brzmi trochę straszno. A ja ostatnio mam bardzo mało cierpliwości.
    Kłaniam się,
    Broz-Tito

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna piękna ocenka w wykonaniu DuoZuo. To jedna z najbardziej wyczerpujących i szczegółowych ocen, jakie widziałam. Jak zwykle rzeczowa, rzetelna, konkretna - na Mackalni to standard. :D Mam nadzieję, że autorka się nie zniechęci i wyciągnie wnioski - bo porad też nie brakuje.
    Naprawdę, te 40 stron imponuje (chociaż nie o ilość tu chodzi, a o jakość - i to chyba nawet bardziej godne podziwu). Aplauz dla Gayi i Leleth! (Tym bardziej, że w tak długiej ocenie nie ma chyba nic zbędnego i niczego nie brakuje).
    Ocenkę jak zawsze czyta się płynnie i przyjemnie (i są gifki!), chociaż przyznaję się, przeczytałam dopiero część. :D Beta jest dokładna i myślę, że będzie pomocna, bo są i linki, i Necronomicon, i poprawki, i komentarze do niezgrabnych zdań, i wszystko. I podsumowanie, choć krytyczne, to szczere i pełne wartościowych uwag, większość tych rzeczy zapewne zwyczajnie autorce umknęła.
    No już, bo ileż można. :D Ocena jak zwykle jest świetna i fokle, Mackalnia żońdzi. (Jestem oficjalną fanką. Czy coś.)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta ocena, oprócz waloru edukacyjnego, ma też rozrywkowy, i to całkiem spory. Dlatego niniejszym wrzucę garść luźnych skojarzeń.

    Wbijanie oczu niczym węgielków nieodparcie kojarzy mi się z lepieniem bałwana.

    "Jak się czuje załadowany wół?" - Jest mu ciężko.

    "Umazany w sosie makaron zawisł w kąciku jej ust, co zaprzepaściło kolejną próbę sprawienia dobrego wrażenia na chłopcu."
    Zawsze można było potraktować to jako pretekst do nawiązania z rzeczonym chłopcem interesującej konwersacji:
    "- Zgadnij, co wczoraj jadłam na obiad.
    - Makaron!
    - Skąd wiesz?
    - Został ci kawałek na brodzie.
    - Nie zgadłeś! Makaron jadłam przedwczoraj."

    "Chciałabym wiedzieć, gdzie dzieje się akcja, bo w Stanach alkohol jest legalny dopiero od dwudziestego pierwszego roku życia."
    Sprzedaż alkoholu. U siebie w domu mogliby spokojnie obalić piwko w większości stanów (chociaż w niektórych tylko pod nadzorem rodziców).

    "Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, czy rozrywki młodzieży tak się zmieniły od czasu, kiedy parę lat temu kończyłam liceum."
    Za moich czasów nie było PS3, poza tym reszta się zgadza. :P

    "przejść się do lasu po drewno do kominka – Do lasu po drewno. Do kominka. A jeździ corvettą."
    Może na benzynę, ubezpieczenie i mechanika płaci tyle, że już jej nie stać na zakup podsuszonego i porżniętego na odpowiedni rozmiar drewna w hurtowni opału.

    "Wykład z biologii, ale lekcje chemii. Zachodzę w głowę, co ta panienka studiuje."
    Ochrona środowiska mogłaby pasować.

    "No chyba, że bohaterowie są tak cnotliwi, że „wszystko, na co ktokolwiek miał ochotę” oznaczało tylko mineralkę i fantę. Ale nie, bo później jest wzmianka, że Eric woniał whisky."
    Może woniał od czekoladek z likierem.

    "Nawiasem mówiąc, zwykłymi nożami się kiepsko rzuca – są do tego specjalne."
    A co dopiero nożyczkami.

    "Umieram z ciekawości, jaka też jest narodowość herr ojczulka. „Van” sugeruje Niderlandy, Birmingham zaś Imperium Brytyjskie…"
    Zawsze mógł być Żydem angloamsterdamskim.

    "Zacząłem się żywić prymitywnymi organizmami żyjącymi pod ziemią. – Nie wiem, ile krwi jest w dżdżownicach, ale chyba niewystarczająco."
    W takim razie w grę wchodzą krety. Albo krasnoludzcy menele.

    "Skamieniały członek"? W Indiach mówią na to "lingam".

    "Podczas gdy William wyskoczył z drewnianej budy z białym rumakiem."
    Psa za to trzymał w stajni.

    "Nikogo nie obchodzi dokładny przebieg dnia Caroline, czym jechała do szkoły czy co zjadła na obiad."
    Muszę zgłosić votum separatum - lubię czytać o jedzeniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Za moich czasów nie było PS3, poza tym reszta się zgadza. :P - Ogladales porno z kolezankami? :D

    Ochrona środowiska mogłaby pasować. - Nie podpowiadaj!

    W takim razie w grę wchodzą krety. - Obrazasz krety nazywajac je prymitywnymi organizmami, toc to pelnoprawne ssaki! :D

    W Indiach mówią na to "lingam" - I lingam mial przywiazane na miejscu wlasnego, uwiedlego, za pewne starczo-wyssanego? Not helping.

    "czując się niczym wół: ponura, ociężała i załadowana." - czyli czula sie ciezka i ociezala? No nie wiem :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna genialna recenzja, w dodatku podparta gifami (+100 do fajności) :D
    Muszę jednak zapamiętać sobie, by nie jeść ani nie pić podczas waszych recenzji, bo o mały włos skończyłoby się to tragicznie dla monitora i klawiatury, albo dla mnie :D
    Jeszcze raz podziwiam wasz zapał i ciężką pracę. Mnie samej nie chciałoby się brnąć przez tekst pełen błędów, a już tym bardziej poprawiać go, ślęczeć nad nim i dumać nad zrecenzowaniem.
    Powiedzcie mi, czym zastąpić opisy odnoszące się do wyglądu postaci? Chodzi mi o dialogi. Zauważyłam u siebie tendencję do popełniania tego typu opkowych przestępstw D: Słaby warsztat to jedno, brak doświadczenia to drugie, ale przecież zawsze można się poprawić, co nie?
    No i co to są dywizy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EDIT: Dobra, już wiem, co to dywiz. Wzięłam się za lekturę Necronomiconu, w nadziei na rychłe oświecenie : D

      Usuń
    2. W sensie, że zamiast "czerwonowłosy" i "zielonooka"? Można użyć bardzo wielu wyrażeń, a im więcej, tym lepiej. Oczywiście, najlepiej zacząć od imienia (powiedział John) a reszta zależy od klimatu danej sceny (powiedział z niesmakiem mężczyzna, drapiąc trzydniowy zarost). Możesz odnieść się do innych cech wyglądu, jeśli wprowadzasz postać po raz pierwszy, przy okazji opisując ją (powiedział krępy chłopiec o nosie usianym piegami i okrągłej, szczerej twarzy). Możesz się odnieść do roli, jaką dana postać pełni (powiedziała kobieta, najwyraźniej matka tej rozbrykanej gromadki) (powiedział urzędnik o zmęczonej, szarej twarzy). Użyj wyobraźni, nie zamykaj się w trzech wytartych zwrotach :)

      Usuń
    3. Jak napisała Gaya, zależy od mnóstwa czynników - roli postaci w opowiadaniu, po raz który występuje etc. Po pierwsze oczywiście można omijać podmiot, pozostawiając go w domyśle (ale gdy sytuacja jest jasna, nie, kiedy osób jest kilka i nie wiadomo, kto właściwie co robi i mówi) lub zastępując zaimkami - byle z tym również nie przesadzić. Pomyśl, jak sama określasz w myślach innych ludzi - czy po funkcji (lekarz, żołnierz) czy może po jakichś cechach charakterystycznych. Zwykle ten sposób sprawdza się w przypadku osób mniej nam bliskich, bo chyba mało kto myśli o przyjaciółce "czerwonowłosa".
      Na pewno nie mam (aż) takich obiekcji do takich określeń, kiedy postać pojawia się po raz pierwszy i inni niewiele o niej wiedzą/jest to jedyna cecha odróżniająca ją od innych/jest to cecha niezwykła. Najgorzej jest, kiedy autor pisze o bohaterze per "brunet", a w pomieszczeniu jest tuzin mężczyzn o ciemnych włosach ;).

      Usuń
    4. Duuużo roboty przede mną, ale się cieszę :D
      Naprawdę się cieszę, bo mogę wreszcie zabrać się za sensowne poprawianie tekstu. Nie mam niestety bety, a pierwsze rozdziały powstały w trakcie sesji egzaminacyjnej (bo zamiatanie pustyni i oglądanie żubrów zrobiło się już nudne). Dzięki waszym poradom wiem, co poprawić i na co się wyczulić :D Normalnie bomba. Wezmę sobie wasze rady do serca, dziękuję <3

      Usuń
    5. To strasznie miłe i budujące widzieć taki entuzjazm :D
      Jeśli chodzi ci o ten blog w profilu - nie czytałam, ale rzuciłam okiem i, jeśli jeszcze nie wiesz, powinnaś usunąć apostrofy z odmiany imienia bohatera, bo y wymawia się jak j, więc jest traktowane jak spółgłoska.

      Usuń
    6. Olaboga, naprawdę? D: *patrzy na 111 stron tekstu w wordzie*. No trudno, mea culpa. Zrobię to, zwłaszcza, że trochę poszperałam na ten temat, poczytałam i rzeczywiście :c
      Dzięki :3

      Usuń
    7. Albo mozesz po prostu sie zglosic do oceny i dostac pelne przewalkowanie tekstu :D

      Usuń
    8. Bardzo chętnie to zrobię, tylko że niedawno dostałam właśnie takie przewałkowanie tekstu od znajomej i muszę najpierw wprowadzić jej sugestie w życie, nie mówiąc już o przecinkach i innych tego typu XD
      No i pierwsze rozdziały wymagają totalnej rozwałki, bo są po prostu słabe, a nie mam jeszcze konkretnego pomysłu. Jeszcze zbiedziłam sprawę, porywając się z początku na narrację prowadzoną z dwóch punktów widzenia - głównej bohaterki (perspektywa pamiętnika) i normalnej, trzecioosobowej :| Potem od tego odeszłam, ale zgrzyt pozostał. Mi się tam to podoba, ale dużo osób miało obiekcje i muszę to przeanalizować. Nie chcę oddawać pod ocenę czegoś, co mnie nie do końca satysfakcjonuje :c Będzie mniej roboty dla was, choćby przecinkowej.

      Usuń
    9. Możesz przez znajdź i zamień - znajdź "Daray’" i zamień "Daray". Oboczności w odmianie nie ma, więc powinno być ok.

      Usuń
    10. Zrobione, dzięki wielkie :'D
      I przy okazji przypomniałam sobie, co to oboczność. Eeech, przypomniały mi się lekcje z moją kochaną polonistką, szkoda, że teraz już tak nie mam :c

      Usuń
  6. Pozwolicie, że dokładnie skomentuję ocenę w weekend? W tygodniu nie mam czasu na skonstruowanie rozwiniętego komentarza, który zapewne mi wyjdzie w odpowiedzi na Waszą ocenę. Tymczasowo dziękuję serdecznie za ocenę, odezwę się na dniach. Żeby nie było, że jestem obrażoną ałtoreczką, która nie zamierza słówkiem pisnąć. ;]
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, zachęcam do dialogu, mogę spokojnie czekać do weekendu :)

      Usuń
    2. Wybaczcie za opóźnienie, ostatnio nie mogę się ogarnąć. Tak, czy siak, po przeczytaniu całej oceny, przychodzi mi na myśl jedna, nie dająca spokoju rzecz - tak to się właśnie kończy, jak próbuję wskrzesić stary pomysł, poprawiam go setki razy i próbuję zachować coś, co ubzdurałam sobie lata temu. Opowiadanie zaczęłam pisać jeszcze w gimbazie, mając swoje dziwne ideały (choć 'ideały' to za dużo powiedziane), których - jak teraz widzę - nie udało mi się nawet należycie przedstawić. Wielokrotnie wałkowałam tekst, przerabiałam, poprawiałam, próbowałam nawet pisać od nowa - nie udało się, a Wy byłyście wreszcie tymi, które mi to pokazały. W blogosferze ciężko o rzetelną opinię, kiedy pojawi się kilku głaszczących po głowie czytelników, a na oceny (zarówno te dobre, jak i te złe) czeka się miesiącami. Ale cieszę się, że wreszcie doczekałam się na ocenę chociaż u Was... bo jeszcze jedna ocena, która pojawiła się kilka dni wstecz, na wzór moich nielicznych czytelników także pogłaskała po głowie i kazała pisać dalej.
      Co do szablonu, żeby chronologicznie odnieść się do Waszych uwag - zawsze wychodzę z założenia, że wolę szablon zrobić sama. Choćby miał być ciężki, brzydki, amatorski - chcę żeby to był mój twór, bo lubię szlifować nawet te najgorzej opanowane umiejętności, mieć pewność, że to moje, że ja to zmontowałam, a opinia odwiedzających pokaże, co należy dopracować. Tym razem się nie udało - przeholowałam z nadmiarem sklejanych grafik, kulę uszy i szczerze przepraszam, że musiałyście nań tak długo patrzeć. Zostanie zmieniony kiedy tylko będę mieć odrobinę czasu. Jeśli chodzi o ten malutki, nieczytelny tytuł bloga w nagłówku - chciałam go usunąć, nie miałam pojęcia, jak tego dokonać, więc... :)
      "Wyznaję zasadę starych dobrych modernistów, którzy nie stronili od ukazywania gorszej strony życia " - owszem, miałam na myśli naturalistów, którzy zaliczali się do kręgu modernistów, zbyt ogólnie to ujęłam.
      "Co to ma być w końcu? Uczelnia? Liceum? Podstawówka? Uparcie używasz słów „studenci” i „uczelnia”, ale w szkolnictwie wyższym nie znajdziesz „czwartoklasistów” ani jakichkolwiek innych klas. " - Tutaj właśnie przejawia się moje niedopatrzenie i błędy spowodowane wielokrotnym przerabianiem tekstu... Zaczynając od tego, że pierwotnie akcja opowiadania miała być umieszczona w realiach Stanów, później z tego zrezygnowałam, chcąc ukazać polskie okolice, natomiast efektem kończowym był niezrozumiały misz masz; podobnie ze szkołą. Wstyd mi...
      " Rozczarowanam. Liczyłam na Prousta, Goethego czy Bułhakowa." - Dlaczego? Ci panowie dopiero od niedawna mnie zajmują, ale nie zaznajomiłam się z ich twórczością na tyle, by o nich pisać. :)
      " Stworzyła wokół siebie stalową aurę – http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2441910 A teraz wyjaśnij mi, jak aura może być stalowa. I nie, nie przyjmuję tłumaczeń o nieudanych metaforach." - aura to pewien element fantastyczny, który - jak zauważyłyście - pojawił się w świecie wampirów. Ciężko to jednoznacznie opisać, w każdym bądź razie "moje" aury mogły być wyczuwalne przez inne nieśmiertelne osobniki, wręcz "widziane", a w zależności od nastroju i stanu emocjonalnego jednostki, przybierały pseudo metaforyczne barwy odpowiadające konkretnym uczuciom. Nie wiem, czy udało mi się coś wyjaśnić?

      Usuń
    3. "W obrębie jednego rozdziału skacze ci rozmiar czcionki, do tego cytat z Nory Roberts wrzuciłaś tak malutki, że aż nieczytelny." - to moje początkowe problemy z blogspotem, których nie potrafiłam ogarnąć.
      "jednak nim odpuściłam sprzęgło – Ech. *wzdycha ciężko* To jak będzie z tym słownikiem?" - Sprzęgło się ODPUSZCZA i nie jest to moja pomyłka.
      "Łapiesz ogromnego plusa za przełamanie opkowych schematów i ukazanie choć jednego rodzica w pozytywnym świetle. Kolejnego wyłapujesz za przedstawienie nowej partnerki ojca w równie sympatyczny sposób." - miło mi, nigdy nie lubiłam opowiadań, w których bohater jest sierotą "bo tak", nienawidzi swoich rodziców, etc. No, chyba że ma to swoje konkretne powody fabularne, ale to rzadkość.
      "Bronisz swoją królewnę – Swojej królewny." - zawsze miałam z tym problem, tłumacząc sobie: bronisz. kogo? co? królewnę. Biernik.
      "zrobiłam niedbale czarne kreski w wewnętrznej części oczu – Pomalowała plamkę żółtą na czarno?" - powiek, miałam na myśli powiek.
      "Jest w niej mnóstwo żelaza i ma mdły smak. - stwierdziłam zażenowana. – WHAT. Dobrze rozumiem, że panna próbowała się rozsmakować we własnej krwi?" - Nigdy przy skaleczeniu nie wsadziłyście na przykład paluszka do ust? To naturalny odruch ludzki, ślina ma bakteriobójcze właściwości i gest ten ma wstępnie oczyścić drobne skaleczenie. No a wtedy czuć smak własnej krwi, choćby były jej śladowe ilości.
      "Brew jej ani drgnęła, kiedy trzylatek wymykał się, by poszaleć na mieście." - Dlaczego zakładacie, że trzylatek? Wszak "całe moje życie opiekowała się mną Katherine", równie dobrze, takie akcje mogły mieć miejsce, kiedy William miał lat dajmy na to czternaście.
      "Wolą bogów się stałam i stawać się będę. // Nieść szkarłatne nasienie, jako naczynie Bogini, // oddawać Złote Jabłko w imię Przedwiecznego. – Cthulhu approves." - Wyczuwam kolejną dawkę sarkazmu. :)
      "Czy byli Czarnymi Łabędziami? Z pewnością. – Kim? I skąd panna dopiero-co-przemieniona zna wampirzą terminologię?" - A nu z książek, które przeczytała. Fakty, które ma możliwość zobaczyć, kojarzy i nazywa z tym, co wyczytała w książkach.
      "Drugą część dzieła, tę ze zwampirzoną Caroline, czyta się zdecydowanie przyjemniej – pomijając koszmarną z opisanych wyżej powodów scenę seksu." - to chyba głównie dlatego, że jest ona pisana bardziej 'na świeżo'.

      Usuń

    4. Generalnie, po przeczytaniu całej oceny, dochodzę do wniosku, że kolejne wałkowanie tej wersji 'Czerwonej Królowej' nie ma sensu. Spróbuję, idąc za Waszymi radami, napisać to od nowa. Skracając okres przed przemianą do jednego rozdziału, w którym po prostu poznajemy bohaterkę (inną, bardziej ludzką). Od razu wprowadzić wątek wampirów i Czerwonej oraz Białek Królowej. Chyba zmienię także czas i miejsce akcji, a z całości opowiadania zrobię typowe fantasy. Tak będzie bezpieczniej. I - wydaje mi się - lepiej. Zastanawiam się tylko, jak bardzo odrealniony byłby pomysł umieszczenia akcji w polskich realiach, pozostawiając zagraniczny rodowód wampira, który przybył nawet do naszej zacienionej na mapie świata Polski w poszukiwaniu inkarnacji Charlotte?

      Kończąc już, chciałam Wam naprawdę ogromnie podziękować za ocenę. Wytknęłyście mi wszystkie błędy i potknięcia, za które dotychczas byłam głaskana po głowie. Pochlebna opinia czytelników przysłoniła trzeźwe spojrzenie na moje własne wypociny. Jeśli pozwolicie, będę do Was zaglądać w poszukiwaniu rady i opinii, ewentualnie, za parę miesięcy, gdy uda mi się coś wymodzić, zgłoszę do oceny nową odsłonę 'Czerwonej Królowej'. Mam nadzieję, że lepszą...
      Pozdrawiam gorąco,
      Larwa.

      Usuń
    5. " Rozczarowanam. Liczyłam na Prousta, Goethego czy Bułhakowa." - Dlaczego? Ci panowie dopiero od niedawna mnie zajmują, ale nie zaznajomiłam się z ich twórczością na tyle, by o nich pisać. :) - Chodzilo mi o to, ze jesli ktos pozuje na oczytana, wysmakowana ososbe, odnosi sie raczej do klasykow literatury, niz do romansidel :)

      Aury - "Nie wiem, czy udało mi się coś wyjaśnić?" - Wyjasnic sie udalo, problem w tym, ze nie w opowiadaniu, a w komentarzu do niego. Najwiekszym problemem z aurmi bylo to, ze nie napisalas o co wlasciwie w nich chodzi - a raczej wspomnialas o tym juz po przemianie bohaterki (o ile dobrze pamietam), czyli kilka rozdzialow za pozno.

      "to moje początkowe problemy z blogspotem, których nie potrafiłam ogarnąć." - Nie wiem, czy jeszcze cie drecza, ale "usun formatowanie" zazwyczaj pomaga :)

      "Nigdy przy skaleczeniu nie wsadziłyście na przykład paluszka do ust?" - Nie no, pewnie, ale nie jestem takim ekspertem, zeby moc po smaku krwi stwierdzic, ile jest zelaza, i ze smak psuje akurat jego nadmiar lub niedobor :)

      "Dlaczego zakładacie, że trzylatek?" - Dlatego, ze zdanie wczesniej bylo cos o tym, ze mowa o czasie "po narodzinach" - Trzylatkowi blizej narodzin niz czternastolatkowi, a chodzic juz umie :D

      "Wyczuwam kolejną dawkę sarkazmu. :)" - Susznie - nie kazda nasza adnotacja to krytyka, czasami sa to luzne skojarzenia, a ze akurat Przedwieczni sa u nas motywem przewodnim, nie szlo sie powstrzymac :)

      "skąd panna dopiero-co-przemieniona zna wampirzą terminologię?" - "A nu z książek, które przeczytała. Fakty, które ma możliwość zobaczyć, kojarzy i nazywa z tym, co wyczytała w książkach." - No nie wiem. Tez czytalam kilka ksiazek o wampirach i akurat Labedzi nie kojarze - nie wiadomo wiec, czy akurat te wampiry kojarzylyby akurat te terminologie. A skoro przecietny czytelnik, jakim tez jestem, nie wie, o kogo moze chodzic, dobrze byloby mu wyjasnic kim te Labedzie sa i jaka funkcje pelnia.

      Polskie realia zawsze wporzo, mozesz sobie zerknac porownawczo do Czwartego Insygnium, ocenionego u nas na piatke. Jest i fantasy i polskie realia, zywy dowod na to,z e da sie wszystko zgrabnie polaczyc. Teraz jestes juz starsza, nieco inaczej patzrysz na swiat, masz wiecej doswiadczen, wiec musi byc lepiej :) Daj znac, jak zalozysz nwego bloga i napiszesz ze trzy notki, chetnie rzuce okiem i popoprawiam ewentualne bledy. Ciesze sie, ze znalazlas te ocene pomocna, staralysmy sie przekopac przez twoje dzielo jak najdokladniej, dlatego zreszta zeszlo nam nad nim tyle czasu :)

      Usuń
    6. Tak zrobię, zobaczymy, co mi z tego wyjdzie i czy moje teraźniejsze doświadczenie pomoże w stworzeniu czegoś na wyższym poziomie i godnego uwagi.
      Jeszcze raz dziękuję, bo Wasza opinia otworzyła mi oczy na wiele bardziej lub mniej błahych spraw, a przede wszystkim zostałam stałą czytelniczką Necronomiconu, który zawiera wiele ciekawych porad. ;]
      Pozdrawiam gorąco całą ekipę mackalni i życzę ciekawszych i ambitniejszych blogów, niż moje. ;]

      Usuń
    7. Ach, to przepraszam za to sprzęgło, skoro tak się mówi w kręgu kierowców - nie znałam tej terminologii.
      Bronisz kogo czego. Dopełniacz.
      A na tę krew zareagowałam początkowo tak samo jak ty, ale Gaya zgłosiła powyższe zastrzeżenie :)
      Trzymam kciuki za nową wersję - jak pisałyśmy, te pomysły są w porządku i mam nadzieję, że dobrze ci pójdzie :). A polskie realia są... oryginalne, jakoś wszyscy wolą kraje anglojęzyczne, więc tym bardziej w cenie ;) No i może być ci łatwiej pisać o tym, co znasz.

      Usuń
    8. Nie wiem, czy z tym sprzęgłem to jest zgodne z zasadami języka polskiego, ale dam sobie łebek odrąbać, że tak się mówi, mam bowiem dwóch mechaników w domu, wielu także znam, więc akurat tego jestem pewna jak nic. ;]

      Też mi się wydaje, że polskie realia są oryginalne i mało popularne wśród autorów, ale czasami mam wrażenie, że zbyt wyniosła fantastyka nijak się do nich ma. Ale może to właśnie wina "złej" ich sławy.

      No nic, dziękuję serdecznie po raz kolejny, odezwę się, gdy coś wymodzę, ale pewnie będzie to dość późno, wszak matury i egzamin zawodowy czekają... ^^

      Usuń
  7. "poniedziałkowy poranek przed uczelnią przepełniony był krzykami i śmiechem uczniów – Przed uczelnią to raczej dziedziniec jest…"

    Bo ten poranek zaległ zmęczony po wyczerpującym weekendzie. ;)

    "Po kilku dobrych minutach sięgnęła po kolejną z "Kronik Wampirów", której jeszcze nie czytała."

    A to właśnie "Pamiętniki" nie są tymi romansidłami i płytkimi opowiastkami dla zdesperowanych nastolatek? ;D O, jeszcze Nora Roberts, hell yeah!

    Patent na salową aurę ma tylko Edzik Elric. ;)

    "Wciągnęła czarne rurki, które od wieczora stały przy łóżku – Stały… Może by się wyprać czasem przydało? Cywilizacja na nich musi być bliska wynalezienia spamowodzi."

    Bo to były takie rurki: http://www.alejahandlowa.pl/obr/740374/8153073_1317295204_d.jpg a ona je zjadła. ;) (Albo wciągnęła nosem...)

    "Choć wielu znajomych jej mężczyzn twierdziło uparcie, że kobiety nie powinny nosić młota – Bo?"

    No jak to tak, kobieta z młotem na wierzchu? Nie wypada! Poza tym biedny, wykastrowany Thor...

    "przejść się do lasu po drewno do kominka – Do lasu po drewno. Do kominka."

    L O L
    Jeśli chce zakopcić całą okolicę i, przede wszystkim, kominek. Najlepiej niech bierze świeżo ścięte iglaste. XD

    "W panice, biegając od pokoju, do łazienki, uderzyła się dwa razy głową o futrynę drzwi – JAK? Ma trzy metry wzrostu czy mieszka w hobbiciej norze?"

    Może biega w takiej pozycji: http://pl.memgenerator.pl/mem-image/co-ja-pacze-pl-ffffff-42 Wtedy mogłaby zahaczyć czołem. ;D

    Dawno nie czytałam o tak chamskim dziewuszysku. Jej znajomi nie lepsi... Bucera rodem z gimbazy. *współczuje*

    Rozchyliłam sklejone powieki

    Sklejone? Fuuu.

    wampiry wierzą w coś, poza wiecznością i życiodajną posoką

    *pobiegła postawić ołtarzyk naleśnikom*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shun, Pamiętniki to jeszcze co innego. Z Kronik czytałam tylko Wywiad z wampirem, bo jak spróbowałam Lestata, to się załamałam, ale to jednak kilka klas wyżej od Pamiętników. Wywiad jest w porządku, Pamiętniki polecam tylko, jak ktoś bardzo chce nie mieć mózgu, chociaż serial sama masochistycznie oglądam (inna sprawa, że on nie ma za wiele z książkami wspólnego, ale głupota na podobnym poziomie).

      Usuń
  8. "W takim razie w grę wchodzą krety. Albo krasnoludzcy menele."

    Krasnoludzcy menele.

    Krasnoludzcy menele.

    KRASNOLUDZCY MENELE.

    Baba, potworze, zepsułeś całkiem dobrą Shun. XDDDD

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach, pani Ryż... Czytałam kilka tomów sto lat temu. Rzeczywiście, "Wywiad" był niezły, za to inne mniej lub bardziej lolaste.

    Teraz widać inspirację: Czy to czasem nie Naczelne Emo tej serii, Louis, nie podpalił dziurkaczy leżących w trumnach w podziemiach paryskiego teatru? ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, Shun, moj biurokratyczny, korporacyjny umysl wyobrazil sobie trumny pelne doslownych, drewnianych dziurkaczy... :D Wyższy poziom abstrakcji.

      Usuń
    2. Marmurowych.

      Shun, ja męczyłam ebooka, może papierową bym skończyła, ale tak odpadłam na etapie, kiedy okazało się, że Lestat był tak naprawdę puszystym króliczkiem (mordował tylko zuych ludzi, chlip, chlip)i muzykiem rockowym. Te smęty o jego rodzinie jeszcze jakoś przemęczyłam, ale nie wiem, co Rice ma z tym wampirzym sleshem (mam tylko nadzieję, że nie opisuje tam seksów, bo tego... trylogię o śpiącej królewnie czytałam całą).

      Usuń
    3. Sciezka dzwiekowa z ekranizacji byla za to calkiem przyjemna :D

      Usuń
    4. Ale czego, Wywiadu? Film też był ok. Jedyna rola, w której mi się Cruise podobał.

      Usuń
    5. Nie, Krolowej Potepionych, o Lestacie rockmanie :)

      Usuń
    6. Królowej w ogóle nie znam, ani książki, ani filmu. Tamta się nazywała Wampir Lestat.

      Usuń
    7. Tak, Louie podpalił podziemia paryskiego teatru do pary z Armandem;
      Królowa potepionych (film) to miks fabularny Wampira Lestata i Królowej Potępionych. Jedynym walorem tego dzieła jest ścieżka dźwiękowa, ale z drugiej strony książkowa KP też jest mega słaba.
      @Leleth - nie, seksów za specjalnie w KW nie ma. Ze dwie scenki paraseksualne, o ile mnie pamięć nie myli.

      Usuń
  10. Lalalaniktniewidzinadprogramowegonielalala.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Wampir Vittorio:, również pani Rise, jest całkiem niezły.

    OdpowiedzUsuń
  12. Raczej pani Rice, drogi anonimku. ;)

    Gayu: Dziurkacze, zszywacze, spinacze, pinezki, klipsy, zgrzewarki, niszczarki... Ja nie wiem, jak ty wytrzymujesz w tym siedlisku zUa. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A faktycznie, mój błąd.

      Usuń
  13. Niezależnie od tego, że ocena końcowa to jeden pomiocik, "zazdraszczam" autorce, że ktoś tak wnikliwie rozebrał jej dzieło na części pierwsze. A oceniającym zazdraszczam cierpliwości i samozaparcia, bo, sądząc z treści oceny, musiało być ciężko. ;)

    Jak zwykle wyszło merytorycznie i z masą konkretnych przykładów, ale trafiały się też takie fragmenty:
    "Ciemno brązowe, takie kasztanowe niedługie, ale poczochrane włosy – To zdanie ma osiem słów i prawie tyle samo błędów."
    Okej, ja te błędy widzę (czy aby wszystkie?), ale autorka zdania już niekoniecznie musi, więc może jakieś hinty dla niej? No chyba, że chodziło wyłącznie o wytknięcie: robisz masę błędów, popraw się.

    Męczy mnie trochę, jako czytelniczkę z doskoku, wymieszanie uwag dotyczących strony językowej (składnia, interpunkcja etc.), które chętnie bym pominęła podczas lektury, z uwagami nt. kreacji postaci, logiki świata przedstawionego, które wydają mi się ciekawsze i cenniejsze (podobnie zresztą jak całościowe spojrzenie na tekst, serwowane w zakończeniu). No ale rozumiem, że ocena leci chronologicznie, że tak jest wygodniej dla Was, a pewnie i dla ocenianych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nawet nie chodzi o to, że tak jest chronologicznie - po prostu czasem te uwagi się dość mocno... przenikają czy trudno je jednoznacznie zaklasyfikować do określonej kategorii. W tej kwestii taki układ jest dla mnie wygodniejszy.

      Usuń
    2. Ach, racja. Przecież nawet w tej konkretnej ocenie sporo było fragmentów, w których miałyście jakieś uwagi zarówno do treści, jak i do stylu. Z pewnością nadal dałoby się zrobić jakieś rozgraniczenie, tylko po co miałybyście utrudniać sobie życie. :)

      Usuń
  14. "Leleth 20 września 2013 02:33
    Królowej w ogóle nie znam, ani książki, ani filmu. Tamta się nazywała Wampir Lestat."

    Zdaje się, że film jest na podstawie i "Królowej Potępionych", i "Wampira Lestata".

    OdpowiedzUsuń