sobota, 6 sierpnia 2016

0103. morrigan-mard-jest-dziwna.blogspot.com

Miejscówka przyzywającego: Morrigan Mard jest dziwna
Przedwieczne: Gayaruthiel, Delta

I. Poznaję Morrigan

Jedenastolatki obrzucają kamieniami dużo starszego ucznia Hogwartu, bo podejrzewają, że jest charłakiem? Trudno mi w to uwierzyć, gdzie dyscyplina, wychowanie, strach przed ingerencją nauczycieli?

Dlaczego absolutnie wszyscy znają Morrigan i jej Gęś, tylko nie główny bohater? Przecież spędza czas z resztą uczniów, rozmawia z nimi, uczestniczy w zajęciach, i co, to, czym wszyscy tak się ekscytują, zupełnie go ominęło?

Pożegnałem się i obejrzałem za siebie, by zorientować się, że Marianne zniknęła. Nie przeszkadzało mi to, może nawet część mnie odczuła ulgę, że komuś innemu przypadnie obowiązek obłaskawiania jej. – A dlaczego do tej pory to nasz bohater miał ten obowiązek? Nie wygląda na to, by pozostawali w jakiejś szczególnie bliskiej relacji.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego bohater zdecydował się zagrać tak żałobny utwór na podwieczorku u Slughorna. Nie wiem też, czemu na widok Morrigan reaguje paniką, zamiast po prostu zdziwieniem.

Maurice szepcze sobie do pustego krzesła obok Toma (skoro Morrigan jest niewidzialna dla świata), ten jednak tego wcale nie zauważa? Nie uważa za dziwne?

II. Dowiaduję się strasznych rzeczy

wytrzymali i tak wybitnie długo bez ingerowanie – Ingerowania.

na drodze do pokoju wspólnego stanęła Morrigan. Na mój widok sięgnęła do kieszeni i wygrzebała stamtąd pożółkłą, wyglądającą na dość starą kartkę. // – Przetłumacz mi to – powiedziała. // Popatrzyłem na trzymaną przez nią kartkę, a następnie bardzo powoli przeniosłem spojrzenie na Morrigan. // – Mogę ci w zamian wytłumaczyć tajemnice życia i śmierci – zaproponowała dziewczynka. // Nie wiedziałem, jak na to zareagować. – Takie rzeczy sprawiają, że to dopiero połowa drugiego rozdziału, a ja już się zastanawiam, czy to aby nie jest piątkowe opowiadanie.

– Miałam poważną rozmowę na twój temat z Tomem Riddlem – wyjaśniła. // Pobladłem. // – Z Tomem? – Rozejrzałem się. – Ale... dlaczego? (...) Tom miałby... nienawidzić mnie? To przecież jakiś absurd. Nigdy nie było między nami chociażby najmniejszego nieporozumienia, o jakichkolwiek konfliktach nie wspominając. Jakakolwiek osobista uraza zwyczajnie nie mogła mieć miejsca. Zazdrość? Tym bardziej niemożliwe. Tom błyszczał w każdej dziedzinie nauki, uwielbiali go zarówno uczniowie jak i nauczyciele, ba, ośmieliłem się nawet przypuszczać, że pod względem urody również mu nie dorównywałem. – Jeśli Tom jest taki ekstra popularny, dlaczego Maurice blednie na samą wzmiankę jego imienia?

głównie w kolorach bieli i niebieskości – Nie ma takiego słowa jak „niebieskość”, więc może w kolorach bieli i błękitu?

W piątek po ostatniej lekcji stanąłem pod schodami i z bólem serca pomyślałem o wspinaczce na siódme piętro. Marzyłem już tylko o tym, by paść na łóżko i nie wstawać aż do poniedziałku, ale na drodze do pokoju wspólnego stanęła Morrigan. (...) Rozejrzałem się po wnętrzu, nigdzie jednak nie dostrzegłem Jeremy'ego. Miałem nadzieję, że spotkam go chociaż w sypialni pierwszoklasistów, inaczej okazałoby się, że wspinaczka na siódme piętro była daremnym trudem. – Maurice zmierzał na to piętro, jeszcze zanim spotkał Morrigan, więc czy znajdzie chłopca czy nie, i tak będzie dokładnie tam, gdzie planował się znaleźć.

– Zdążymy jeszcze poszukać szczura Schloma. // – Znalazłam go martwego – odezwała się za moimi plecami Morrigan. – Wiem, gdzie leży. Chcę go pochować. // O cholera. Patrzyłem ze rosnącą grozą w sercu na rozjaśnioną nadzieją twarz Jeremy'ego. // – Weź kolegów – poprosiłem w końcu z rezygnacją. – Zwłaszcza Schloma. To jego szczur i zna jego zwyczaje. // – Też znam – powiedziała cicho Morrigan. – Leżenie bez ruchu, tracenie ciepła i wabienie much. – Morrigan właśnie zdobyła moje serce.

Przygryzłem dolną wargę, odwróciłem się i otworzyłem przed Morrigan i Jeremym drzwi, myśląc gorączkowo o jednym. Na Rowenę, jak ja im wytłumaczę śmierć szczura? – Dlaczego Maurice ma poczucie, że musi coś tłumaczyć? Przecież to nie on ukradł gryzonia, w żaden sposób też nie jest odpowiedzialny za jego śmierć.

Opis szczurzego pogrzebu był fantastyczny. No i ostatecznie to Morrigan wpadła na pomysł, który pocieszył nieszczęsnego Schloma, więc zaangażowanie jej w tę historię w ostatecznym rozrachunku wyszło na plus.

III. Proszę się o kłopoty

Nie rozumiem sceny z wyławianiem pierścionka. Dlaczego o pomoc została poproszona akurat Cestoda? Na czym polega jej specjalna właściwość, poza uporczywym pragnieniem śmierci? Co jest w dziewczynie wyjątkowego? Dlaczego Maurice i Cestoda próbowali wyłowić rzeczy z jeziora akurat wędką? Czy te wędki były zaczarowane? Musiały chyba być, skoro złapało się na nie tyle przedmiotów? Jak to właściwie miało działać?

Przeczytałem nagłówek dokumentu – dużymi literami napisano „Podanie o przyznanie tytułu Honorowego Puchona”. (...) Ta propozycja brzmi bardzo kusząco, ale chyba jednak się nie zdecyduję. – Darmowe ciastko to za mało, bym wyrzekł się krukonowatości. – Przecież nikt go nie prosi o wyrzeczenie się czegokolwiek, to raczej umożliwia mu na należenie do dwóch domów na raz, tak jakby.

Podsumowałem w myślach dzisiejszy dzień. Zaczynając od tego, że sporą jego część przespałem, idąc poprzez upokorzenie się na oczach niemal całej szkoły – Że niby pływanie łódką po jeziorze z wędką i wyławianie skarbów miało być upokarzające? Czemu?

Strasznie podoba mi się wątek z arabską historią rodziny.

Kiedy znowu na niego spojrzałem, uderzyło mnie jego ponury wyraz twarzy. – Uderzył.

– Jeśli nie przestaniecie, umrzecie. // Ktoś za mną, podejrzewam, że mały rudzielec, zaczął płakać. Spojrzałem w ich stronę. Spłoszone dzieci rozbiegły się. // Przeniosłem wzrok na dziewczynkę. Patrzyła na mnie z twardą determinacją, jakby zrobiła najwłaściwszą rzecz na świecie. // – Tak naprawdę kłamałam. Nie da się zrobić żadnego „jeśli” – wyjaśniła. (...) – Linia śmierci. Jeśli nie zdążysz przeczytać, aż napotkasz Linię, umrzesz – wytłumaczyła całkowicie spokojnie. – Autor się zapomniał? Morrigan kłamie?

[Dodatek] Gęś Mard jest wspaniała

A potem Gęś została Zaproszona, co wywołało w niej zadowolenie, bo było to coś, co powinno się zdarzać. Spodobało jej się też dlatego, że ludź zaczynał coraz lepiej rozumieć Hierarchię i to naprawdę dobrze rokowało. Gęś usiadła na ludziu, ponieważ przypomniało jej się, że na ludziach siedzi się Wygodnie i pomyślała, że skoro ludź zrobił coś raz dla Gęsi, to może robić zawsze. // Ludź pogłaskał Gęś i chociaż nie zasłużył, to pozwoliła mu na to, bo Uszanował Gęś. // Później ludzie zaczęli Dużo Mówić, ale nie miało to znaczenia, bo Gęsi było Wygodnie. // A przynajmniej dopóki nie została zrzucona. – Szczerze mówiąc, to brzmi jak zachowanie typowego kota. ;)

IV. Padam ofiarą żartu

Czy Maurice od zawsze miał kłopoty z wybudzaniem się, czy zaczęły się dopiero, odkąd poznał Morrigan?

Ty mówisz jako ludzie Grindelwalda, ale wcale ich nie lubisz. – Jak.

V. Zaniedbuję edukację

Sam pewnie załamałbym się, mając chociażby najmniejszą szramę na twarzy, profesorowi jednak takie nabytki w ogóle nie przeszkadzały. – Do tej pory nie widać było, by Maurice przykładał przesadną uwagę do swojego wyglądu.

Spóźnienia zdarzały się wszystkim (a w szczególności członkom Klubu Ślimaka), ale nie mimo to czułem niepokój. – Zbędne nie.

VI. Popełniam zbrodnię

Pomysłowa ta szklana klątwa kompozytora.

VII. Tracę suwerenność

Uwag brak.

Nieczęsto trafiają mi się piątkowe prace. Przez trzy lata mojej kariery na Mackalni i przetrawieniu pięćdziesięciu blogów, na zaszczyt ten zasłużyły tylko dwa – ten będzie trzeci. Jest przy tym pierwszym, przy którym czułam autentyczne rozczarowanie, że dostępnych jest tylko siedem rozdziałów, bo chciałabym tego więcej. Styl jest bez zarzutu, poza nielicznymi literówkami nie ma błędów, techniczny prima sort. Opowiadanie wciąga od pierwszego zdania, mimo braku cliffhangerów i tak ogromnie chciałam wiedzieć, co będzie dalej, na czym polega zagadka Morrigan i jej Gęsi, czy Maurice się kiedyś ogarnie i jaka w tym wszystkim będzie rola Toma. Mimo że opisujesz zwyczajne, szkolne życie, nie stronisz od uderzania w poważniejsze struny, jak okrucieństwa wojny, śmierć bliskich czy życiorysy okrutnych morderców – nic jednak nie jest przedobrzone. Całe opowiadanie jest świetnie wyważone pomiędzy humorem a powagą. Prezentowane żarty trafiają do mnie w stu procentach. Postacie są żywe, plastyczne, różnorodne, dokładnie takie jak powinny być. Morrigan podbiła moje serce, a i do Maurice’a czuję sympatię, choć zazwyczaj osoby tak nieporadne życiowo mnie irytują. Świat przedstawiony: owszem, piszesz o znanym wszystkim Hogwarcie, ale na szczęście nie porzuciłeś całkowicie opisów i wnętrza też jestem w stanie sobie wyobrazić bez większego trudu. Myślę, że kolejne opowiadanie powinieneś osadzić we własnym uniwersum, by móc się nim bez przeszkód chwalić światu – moim zdaniem zasługujesz na uznanie i rozpoznanie. Czy gdzieś jeszcze można zapoznać się z twoją twórczością? Jeśli potrzebujesz bety, obie zgłaszamy się na ochotnika.