piątek, 2 września 2016

0104. kurtis-life.blogspot.com


Miejscówka przyzywającego: Kurtis life
Przedwieczna: Leleth, Gayaruthiel, z pomocą Vaherem

Fanfik do Tomb Raidera, autorka stwierdziła, że dam radę go ocenić bez znajomości kanonu. Zobaczymy, zapraszam. W ocenie pomogła mi Gayaruthiel, znajdują się w niej jej komentarze, o konsultację jako eksperta od Tomb Raidera poprosiłam też Vaherema, więc jeśli gdzieś w komciach pojawiają się męskie formy, to żadna z nas nie zmieniła płci.

O blogu

Teraz najchętniej zmieniłabym go [tytuł] na zupełnie inny, jednak nie mogę tego zrobić starym czytelnikom, którzy wciąż wracają. Nie będę im utrudniać, przywiązali się oni do tego bloga i tego nieszczęsnego adresu – Można przenieść blog na nowy adres, a na starym zostawić przekierowanie/notkę z informacją.

Fabuła gry

bogu ducha winnych – Ten związek frazeologiczny odnosi się do konkretnego Boga, rzeczownik jest traktowany jak nazwa własna i niezależnie od poglądów pisze się go wielką literą. 

Kurtis Trent – były legionista, ostatni członek starożytnego zakonu Lux Veritatis. Eckhardt zamordował mu ojca. Dzięki odkrywanym przez lata sztukom magicznym potrafił posługiwać się mocami telekinezy. – Ale że Eckhardt potrafił? Bo to on był ostatnim podmiotem. 

Po początkowych starciach nadszedł czas, kiedy bohaterowie zaczęli ze sobą współpracować, choć niechęć do siebie była niebosiężna. – Do siebie nawzajem. 
 
która nigdy nie oddała nikomu zwycięstwa Po co to zbędne przekombinowanie, wystarczyłoby poddać się.

Sekcie, która dzięki swoim wpływom, niczym kontrowersyjne Opus Dei przeobraziła się w syndykat zbrodni – Przecinek po Opus Dei.

Bohaterowie

w opowiadaniu odmłodzono postacie (Lara urodziła się w 1968r, więc gdyby nie ten zabieg — byłaby już po czterdziestce). W opowiadaniu Croft ma lat trzydzieści cztery, a Kurtis trzydzieści. – AoD wyszło w 2003, Lara urodziła się w 1968. Wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi powinna mieć 35 lat.
W ogóle co jest nie tak z ludźmi po 40?

Lara Croft

brutalna metodologia – Jeżu, jak metodologia, nauka o metodach badań naukowych stosowanych w danej dziedzinie wiedzy, może być brutalna? Wykresy biją czytającego po głowie, a definicje kopią w mięTkie?

Hrabina z jedenastego pokolenia – W sensie… że jej rodzina dostała szlachectwo jedenaście pokoleń przed Larą? To nie po polsku. 

Archeologiczne ziarno zasiał w niej przyjaciel jej ojca – To też nie bardzo. Archeologicznym bakcylem zaraził ją? 

Metody jej pracy często poddawane są wątpliwościom – Podawane są w wątpliwość.

W ogóle w notkach o bohaterach jest sporo błędów językowych (wypisuję je pod koniec oceny). Widzę, że je po części skądś kopiujesz (no właśnie, źródło?), ale takie rzeczy przydałoby się zmienić.

Kurtis Trent 

z dala od prowadzonych przeciwko Kabale działaniom – Działań. 

przeżywa zaledwie sześć osób Lux Veritatis – Z Lux Veritatis, należących do Lux Veritatis albo co. 

sowitym treningu – Wiesz, te słowa nie bardzo się ze sobą łączą stylistycznie.

Alister Fletcher

Z charakteru jest nieco przemądrzałym molem książkowym – A z wyglądu analfabetą? Wiadomo, że z charakteru.
W zakładce o Winstonie powtarzasz to samo sformułowanie.

Winston Smith

Gdy się nudzi, rekreacyjnie podąża za Larą jak cień, gdy ta jest akurat w domu, zmuszając ją do wypicia herbaty. – To zdanie jest tak tragicznie kulawe…

Nie wiadomo kiedy chodzi spać – Przecinek przed kiedy.

Zip

Ex haker – Eks. Ten błąd powtarzasz konsekwentnie w całym opku.

Ultratechnologiczny maniak komputerowy – Technologiczny nie znaczy interesujący się technologią. O ile Zip nie jest robotem, sugerowałabym to zmienić.

Prolog

Jak dotąd nie dokonano znaczących aresztowań w związku z falą zabójstw w stolicy. – Co to są znaczące aresztowania? Znaczących osób? Wiele aresztowań?

Do dziś wykryto siedemnaście morderstw. Wygląda na to, że sprawca to jedna osoba wykazująca cechy silnej dewiacji psychicznej. – No shit, normalnie z ludźmi mordującymi siedemnaście osób jest wszystko w porządku.
Oraz dewiacji psychicznych jest tyle, że pisanie czegoś takiego to jak charakteryzowanie człowieka, mówiąc, że miał oczy.

włosy spięte w warkocz – Raczej splecione.

Po przeczytaniu dwóch akapitów (właściwego prologu, nie tej notki przed nim) mam wrażenie, że cierpisz na nadepitetozę. Zwłaszcza ten fragment o krwi, gorącej cieczy koloru czerwonego (chyba wszyscy wiedzą, jak wygląda krew), kojarzy się opkowo, ale ogólnie jest po prostu za dużo przymiotników obok siebie. Sformułowania same w sobie są generalnie w porządku, ale w zestawieniu dają wrażenie przesady.

Nagle drzwi otworzyły się z kakofonicznym zgrzytem – Do kakofonii potrzeba kilku dźwięków.

przydupas głównego antagonisty – To są myśli bohaterki. O ile kolokwialny przydupas jest w takim przypadku ok, to w zestawieniu z dość wyszukanym głównym antagonistą… Zresztą, kto tak myśli o swoim przeciwniku? To charakterystyczne raczej dla tekstu literackiego.

Wystarczył jeden rzut okiem na ten tajemniczy, ale i surowy wyraz twarzy, by przestraszyć się jej i wycofać. // Karel – przydupas głównego antagonisty – uciekł. Dziwiła się samej sobie, nie potrafiąc przełknąć tej zniewagi. – Jak to jest źle napisane. Wynika z tego, że wszyscy uciekali na jej widok, ale gdy zrobił to Karel, Lara z jakiegoś powodu źle to przyjęła.

kiedy zmieniał przy niej swoją tożsamość w przypadkowych ludzi  – Świadomość i cechy zmieniał w ludzi, ta. http://sjp.pwn.pl/sjp/to%C5%BCsamo%C5%9B%C4%87;2530211

Gdyby nie była aż tak wyczerpana oraz pozwoliłaby ostrzu wznieść się dalej, podążywszy za tym śmiercionośnym dyskiem, natrafiłaby na ciekawy widok w pomieszczeniu obok. – A ten imiesłów to do której części zdania się odnosi?

musiał zrobić kilka kroków i doczołgał się aż tu – Skoro szedł, to się nie czołgał.

Drżał, co chwilę otwierając oczy i zamykając je – Co chwilę otwierając i zamykając oczy brzmiałoby lepiej, bez tego zaimka na końcu zdania.

Machinalnie do boku przyłożył dłoń – Masz okropną tendencję do składni mistrza Yody.

Nie miał pojęcia, jak długo tak leżał, ale trochę musiało to trwać, skoro krew powoli zaczynała krzepnąć, co i tak na niewiele się zdało, bo z każdym ruchem Kurtisa wszystko, co zdążyło zastygnąć, rozwierało się od nowa, podwajając ból. – Rozbiłabym to zdanie na dwa.

tylko na próbie się skończyło – Znów Yoda. Ok, to jest akurat jeden z mniej rażących przykładów, ale problem w tym, że takich mniejszych i większych jest mnóstwo, co w efekcie daje silne wrażenie często nawet przy drobnostkach.

Nagle znów usłyszał w pokoju obok jakieś słowa – a) dochodzące z pokoju obok (on w tym pokoju nie był i tam nie słuchał), b) znów, ta składnia byłaby lepsza, gdyby słowa przesunąć przed pokój.
powyrywał by – Razem.
Nie rozumiem tego fragmentu, w którym Kurtis zastanawia się, czy iść schodami, czy jechać windą – konkretnie to tego:
Musiałby mieć wielkiego pecha, by liny zerwały się dopiero po podjechaniu na piętro. Winda nie wydawała się ryzykowna, na tym poziomie spadku groziło mu najwyżej wbicie w jądro Ziemi, a i ta myśl i tak była dla niego ciekawsza niż śmierć w Sanitarium.
Znaczy, normalny człowiek przy wsiadaniu do windy raczej nie wyobraża sobie wszystkich potencjalnych katastrof z jej udziałem. Czy on ma jakaś fobię? Czy z tą windą jest coś nie tak?

Sekcja pierwsza

Tutaj z kolei widzę nadzaimkozę. Bez części tych siebie, sobie itd. można by się spokojnie obyć.

Nie mógł się schylić ani usilnie ruszyć nogą – Usilnie się zazwyczaj próbuje coś zrobić.  http://sjp.pwn.pl/sjp/usilny;2533489.html

Szczypał w oczy ten Legion, w którym Kurtis miał służyć. Poczytałem o Kurtisie na polskiej wiki TR i faktycznie, Kurtis służył w „legionie cudzoziemskim”. Ale ten artykuł był tak kiepsko napisany, że coś mi nie pasowało i zajrzałem do anglojęzycznej wiki, gdzie legion cudzoziemski zamienił się w starą dobrą Francuską Legię Cudzoziemską.

Wokół żarzył się ogień, który rozjaśnił dookoła mroczną okolicę Strahov – Wokół dookoła, tak.

Do tej pory miał przed oczami uśmieszki kumpli, którzy przechrzcili go świętą Tereską. Nikt o zdrowych zmysłach nie ratowałby własnego zakładnika – Eee, no chyba że taki zakładnik jest kartą przetargową? Wiesz, daj mi pińcet milionów albo ona zginie? Zakładników bierze się po to, by mieć czym kogoś szantażować, więc owszem, dba się o to, by nie poumierali zbyt prędko.

Pojazd odpalił. Kurtis ruszył powoli, z trudem utrzymując kontrolę nad pojazdem. – Powtórzenie.

Gdy wyjechał już z okolicy palącego się budynku, minął spokojnie wóz straży pożarnej – Nie wiem, jak to wygląda w życiu, ale naprawdę straż może pozwolić tak po prostu odjechać osobie, która najprawdopodobniej doprowadziła do pożaru…?

Sylwetkę miała zgarbioną i mogłaby podobać się wszystkim mężczyznom przebywającym akurat w barze, gdyby nie jej ponury wyraz twarzy odstraszający już na wstępie. – Rozumiem, że to bar dla wielbicieli garbusek?

Siedziała, obracając w dłoniach świecznik i co chwilę mrużąc oczy. Była senna, lekko obita i posiniaczona. Bohdan zauważył za ladą jej nastrój i postanowił zaproponować kolejną kawę. – Stirlitz karmił dzieci ukradkiem. Od ukradka dzieci puchły i umierały. Nastrój Lary zaś przesiaduje samodzielnie za ladą, a barmani oferują mu napoje.

— Że też ten mężczyzna musiał spaść z motoru akurat przy moim barze. Mam nadzieję, że nie będzie mnie nikt targał po sądach. // Ku jego zaskoczeniu Croft zareagowała zbyt zaborczo. Spojrzała zdziwiona na pulchnego barmana nagle ożywiona, jak gdyby dopiero dotarło do niej, co mogło się wydarzyć. – Co jest zaborczego w ożywionym spojrzeniu? I zaborcza względem kogo, barmana czy tej anonimowej ofiary?

— No weź się odpierdol! // Usłyszała i uśmiechnęła się pod nosem. Trent krzyczał doniośle – I to mimo tego, że przed wypadkiem nie miał siły na nic innego, jak tylko słaby szept. Plus donośnie, nie doniośle.

Typowe męskie ego typowego chłopaczka typowo mającego się za nic. – Jeśli ego jest duże, osoba ma o sobie wysokie mniemanie. Jeśli ma się za nic, ma o sobie niskie mniemanie. Co Kurtis o sobie sądzi, nie jestem w stanie ustalić na podstawie tego fragmentu.

Nie rozczarował jej ani przez moment; jak zwykle w jej mniemaniu sprawiał tylko kłopoty – No, w moim przekonaniu to raczej rozczarowujące, a przynajmniej irytujące. Chyba nie zdziwił.

Lekkim krokiem podeszła do sanitariuszy i przeprosiła ich na moment. – A ci grzecznie zaprzestali akcji ratujacych życie i postanowili poczekać kilka kroków dalej, tak? Co za bzdura.

Następująca tu akcja po prostu mnie zamordowała. Facet jest dość poważnie ranny, ma dziurę w boku, jechał tak na motorze i jeszcze spadł, zgarnęła go karetka. Podczas ładowania go do niej spotyka go Lara, on się do niej drze po nazwisku, sanitariusze rozpoznają w niej poszukiwaną morderczynię. I wtedy następuje ta scena (nie następny cytat, całokształt):

Mężczyźni spojrzeli po sobie. Lady Lara Croft? Ta znana na całym świecie archeolog?! Ta podejrzewana o śmierć przynajmniej tuzina osób? TU, W PRADZE?! Obaj otaksowali ją przez chwilę. Z ciekawością i… strachem. – A powinni właśnie wybierać numer na policję.

Nie rozpoznała w tym ani krzty sarkazmu, ani jego braku – Ani krzta sarkazmu = jego brak. Czyli powtarzasz dwa razy to samo. Ani sarkazmu, ani jego braku, po prostu.

Widziała, jak sanitariusze rzucili po sobie pełne sceptycyzmu spojrzenie, jednak przyłapała się na tym, że wcale nie chce dopuścić do siebie myśli, iż jego stan Kurtisa na tyle kiepski, by nie mogła mu pomóc bez ingerencji służb medycznych. – Co za okropny styl. Szczególnie iż jego stan Kurtisa. Wtf.

Kobieta uśmiechnęła się pod nosem i, stojąc tak blisko noszy, zaledwie na ułamek sekundy oparła się o jego ranny bok. – Wiesz, że z samego szoku bólowego można umrzeć? Nie wspominając o drażnieniu wielkiej, zakażonej rany.

Kurtis krzyknął, zwracając na siebie uwagę medyków, którzy natychmiast rozdziabali usta w osłupieniu, zerkając na wyczyn Lary. – Rozdziabali. Jeżu. Przecież to nawet przeglądarka podkreśla. Rozdziawili.

— Temu panu nic nie jest. Wpakuję go do samochodu i odwiozę na najbliższe pogotowie. Zapłacę za szycie i jakieś przeciwbólowce. Zmywajcie się, chłopcy, nie macie tu już nic do roboty. 


...nie, wiesz, to naprawdę tak nie działa w życiu.

Może to Lara miała dar przekonywania, a może wcześniejsze zachowanie Kurtisa sprawiło, że dwóch pielęgniarzy wcale nie miało ochoty pakować do karetki jednego wielkiego, hałasującego problemu. Na dodatek wspólnika podejrzanej. – A może Imperatyw Narracyjny wyskoczył i ugryzł ich w rzyć, bo innego wyjaśnienia tak skrajnego debilizmu nie widzę.

Croft wygrzebała z tylnej kieszeni spodni portfel i wyciągnęła kilka grubszych banknotów. Wepchnęła jednemu z panów w czerwonych kubraczkach do ręki cały plik pięćdziesięciofuntówek, chociaż wcale nie miała pewności, że za pierwszym zakrętem mężczyzna nie wyciągnie telefonu i nie wyda jej psom. – Patrzcie państwo, a jeszcze kilka dni wcześniej w Paryżu spała w zrujnowanym wagonie metra, ukrywając się przez tymi „psami”.

— To za fatygę. Nie wspominajcie o tym ordynatorowi. A już na pewno nie jego kolegom z policji. // Parzyli na nią w osłupieniu jeszcze przez chwilę. – Patrzyli. No nie dziwię się, mnie też ta scena wprawia w skrajny stupor.

Każdy wiedział, że była poszukiwana, a jednak miała wystarczającą odwagę czy nawet bezczelność, by pić sobie kawę w czeskim bistro i nie zważać na ludzi, którzy dookoła się na nią gapili lub sięgali po telefon, by zrobić jej zdjęcie. – Podziwiam optymistyczne założenie, że chodziło o zdjęcia, a nie zawiadomienie glin. I to nie jest odwaga, tylko skrajna głupota.

Odradzała wtedy ten czyn sceptycznym spojrzeniem lub kręciła przecząco głową. Ludzie się jej bali, czuli przed nią respekt i omijali szerokim łukiem, co było dla niej dość komfortowe. – Tak. Srali ze strachu, bo lasia na nich popatrzyła. Co tam policja. Co tam złapanie wielokrotnej morderczyni.

Lara wskazała ręką swój samochód i poprosiła, by pacjenta z noszy przenieść na tylne siedzenie. Karetka w końcu odjechała, a każdy wrócił do swoich zajęć. – Naprawdę nie mogę uwierzyć, że to wszystko się stało.


Bohdan, do tej pory przyglądając się nowej znajomej z daleka, odważnie podszedł do niej, gdy zamykała za sobą drzwi samochodu i przekręcała kluczyk w stacyjce. // — Wiesz, gdyby ktoś tędy przejeżdżał, ktoś bardzo ciekawski… // Zrozumiała aluzję. Jeśli sytuacja miałaby miejsce kilka dni temu, zanim i ona, i Trent zostali nieźle poturbowani w podziemiach laboratorium, wyciągnęłaby jakąś pukawkę niewielkiego kalibru i odstraszyła cwanego żebraka. Teraz nie miała już siły ani czasu na zgrywanie chojraka. Wydobyła ze schowka portfel i znów wygrzebała kilka funtów, których nie zdążyła wymienić w kantorze. – Wiesz, mogła go po prostu olać i odjechać.

— Mogłeś przynajmniej dać znać, że żyjesz – mruknęła półszeptem, znów z rozczarowaniem w głosie. // Była nim zawiedziona. – Eee, jak jej miał jej dać znać? Kiedy?

Miała co do tego mężczyzny mieszane uczucia, mimo że znała go dość kiepsko. – A co, mieszane uczucia można mieć tylko do bliskich przyjaciół?

Skoro tak dobrze poradził sobie z Boaz, uciekł mimo dziury w boku, dlaczego się nie odezwał? Nie dorwał jej w laboratorium? Przecież specjalnie tam po niego wróciła. Croft nie brała pod uwagę tego, że mężczyzna nie był w stanie tego zrobić. – *unosi wzrok ku niebiosom* A może powinna.

Był sprytny, a skoro uciekł bez słowa, musiał być też typem indywidualisty. // To lubię… // Została ulepiona z podobnej gliny, więc na myśl o tym, że zmusiła tego człowieka do poddania się jej opiece, uśmiechnęła się do siebie nad wyraz szeroko – Uch, urocza lasia.

Świetnie, że zręcznie wymusiła również na nim dług wdzięczności, który w przyszłości będzie mogła wykorzystać dla swoich celów. To zawsze działało na męskie ego – Obawiam się, że być może nie w ten sposób, w jaki się jej wydaje.

Sekcja druga

Mercedes CLC sunął po asfaltowej nawierzchni z prędkością, która dawno przekraczała wszelkie wyznaczniki w postaci znaków drogowych. Jego właścicielka wcale nie lubiła szarżować nocą po niezbyt dobrze znanych zakamarkach miasta, jednak czuła, że powinna się śpieszyć. Co jakiś czas zerkała w lusterko, by obadać z daleka wciąż nieprzytomnego towarzysza. Zasychająca na ranie brunatna krew przestała w końcu brudzić jej czarny, stylowy pokrowiec fotela. W czasie tych ułamkowych spojrzeń Lara skupiała się tylko na widoku męskiej klatki piersiowej. – Ten fragment świetnie obrazuje część z ogromu problemów językowych, jakie ma to opko.
  1. Pokraczne sformułowania, wynikające z braku wyczucia językowego, często połączonego z sileniem się na literackość. Prędkość przekraczająca wyznaczniki w postaci znaków drogowych? To nie brzmi literacko, wyrafinowanie czy cokolwiek, tylko po prostu głupio.
  2. Nieznajomość znaczenia wyrazów albo związków, jakie ze sobą tworzą. Sprawdź sobie w słowniku znaczenia szarżować albo ułamkowe.
  3. Kompletnie mieszanie rejestrów językowych. Dość często w narracji, nie dialogach, pojawiają się kolokwializmy – i ok, to bym jeszcze kupiła, bo narracja jest spersonalizowana pod poszczególnych bohaterów, problem w tym, że jednocześnie te kolokwializmy pojawiają się a) nieopodal znacznie bardziej wyrafinowanych zwrotów, b) jednak na tyle rzadko, że nie tworzą raczej żadnego specyficznego idiolektu. Na początku zastanawiałam się, czy to nie mój problem w nieznajomości języka osobniczego bohaterów, ale już w pierwszym rozdziale pozbyłam się tych złudzeń, to jest po prostu okropnie niezręcznie napisane. W jednym-dwóch zdaniach potrafisz napisać obok siebie – w narracji trzecioosobowej – przydupas i antagonista, merol i malowidło, majestatyczny i skiepować, pisać, że Lara coś obadała, jednocześnie w zamyśle (bo jak wychodzi, to inna sprawa) literacko rozwodząc się nad innymi sprawami.
  4. Wspomniana już nadepitetoza.

Miała go do tej pory za typowego ciamajdę, który we wszystko się wpieprzał i robił dużo zamieszania. – Koleś wytropił ją w czasie jej włamania w Luwrze, zaskoczył i podszedł do niej w kompletnej ciszy, pozbawił spluw i artefaktu, którego szukała (opis akcji z gry), ale jest ciamajdą. Tak.

Jednak musiała przyznać w duchu, że był to tylko obraz, jaki chciała widzieć, bo nie przepadała za ludźmi i niełatwo przychodziło jej wierzyć w to, że ktoś mógł być taki sam jak ona. Nie potrafiła, ku zdziwieniu, niczego złego na jego temat sobie wmówić, gdyż zachowanie, wygląd i postawa Kurtisa świadczyły o zupełnie czymś innym. Jakby mało było, że z aparycji mogłaby zakochać się w nim z miejsca, gdyż wyprostowany jak trzcina, nieprzesadnie, ale solidnie umięśniony, niezbyt zadbany, lecz wystarczająco męski i pociągający, miał te swoje czarujące niebieskie oczy i seksowny zarost, to jeszcze dał radę ją doścignąć, obezwładnić i okraść w Paryżu. – To zdanie jest tak bełkotliwe, że mam wrażenie, że Larze chuć kompletnie przyblokowała funkcje umysłowe.

Wyciągnęła go z rąk lekarzy tylko po to, by u tego tajemniczego przystojniaka zarobić sobie kredyt zaufania – Ach, nic tak nie wzmaga zaufania, jak porwanie wykrwawiającego się faceta, żeby broń borze wykwalifikowany personel mu nie udzielił pomocy.

Bo przecież mężczyźni zwykle nie potrafili jej odmówić, szczególnie mając u niej dług wdzięczności.


Podejrzewała, że Trent i tak nie chciałby znaleźć się w szpitalu, na pewno brzydził się wszelkich służb państwowych – Aha. *przetrawia, przetrawia*. Jest sens pytać, na jakiej podstawie wyciąga ona te wnioski z dupy?

tym bardziej opodatkowanych i często skorumpowanych jak czeska policja czy placówki oparte na funduszu zdrowia – OPODATKOWANYCH!!! *le gasp* Tylko wolny rynek, dlaczego ci degeneraci zabierają obywatelom ich ciężko zarobione pieniądze!
Jaki związek mają podatki z korupcją i dlaczego Lara wysnuwa światły wniosek o tej drugiej, nawet nie pytam.

Nie wyglądał też na takiego, kto miałby czym przekupywać, prócz tego uroku osobistego i grzywki niesfornie opadającej na czoło, na którą poleciałaby niejedna małolata. – Myślę, że Larze w tej chwili przydałoby się opanowanie wścieku macicy.

poleciałaby niejedna małolata. // Małolat spartaczył robotę i teraz ciocia Lara ratuje mu skórę. – Po pierwsze, okropne powtórzenie, po drugie, Lara dopiero co przyznała, że Kurtis jest całkiem zdolny i samodzielny, więc skąd nagle to lekceważenie? No i chłop niczego nie spartaczył, skoro robal nie żyje.

Seria obrazów wspomnień z tamtego okresu przewijała się w jej głowie – Albo obrazów, albo wspomnień.

Lara jest (w retrospekcji) w centrum Pragi i ledwie przyjechała, już jej się nic podoba, pogoda nie ta, ludzie nie ci, architektura nie ta, wie już to wszystko, chociaż nawet jeszcze nie wysiadła z taksówki. Z każdą chwilą nie trawię jej coraz bardziej. Rozumiem, że ludzie mają gorsze dni i fochy bez powodu, ale ona jest co i rusz odpychająca.
W ogóle to ona jest archeologiem, na litość! Praga jest cudownie ciekawa nawet dla zwykłego człowieka, a co dopiero dla archeologa! No ale to trzeba by było wykazać jakieś zainteresowanie i chęci, nieprawdaż.

– Dlaczego akurat Muzeum Narodowe? Trochę kości, trochę starych monet… kilka przecznic obok są ciekawsze obiekty dla znudzonych turystów. (...) // – Na przykład? // – Muzeum seksu. Fajne zabawki tam mają. // Zaśmiała się pod nosem i pomyślała, że może pogoda niezbyt urokliwa, ale ludzie nastawieni pokojowo. – Ja bym pomyślała, że facet jest żenującym podrywaczem albo wręcz obleśnym seksistą, ale to ja.

Cieszyła się, że jej nie poznał. Nie miała ochoty na rozdawanie autografów – Skąd to przekonanie, że chciałby autografu, nawet jeśliby poznał?

zbyt dużo energii zmarnowała na ucieczkę z buta – Ojej, to duży musiał być ten but. Wiem, mówiłam, że nawet mi się nie chce czepiać kolokwializmów, ale czasami nie wytrzymuję :P.

jdrzwi – Literówka.

zafajdanych od juchy – Juchą, a w ogóle to bardzo kiepski synonim krwi.

Czuła całkiem przyjemny zapach, ciepłe kluchy kulinarne a’la dziadzia Winston – Nie umiem skomentować tego inaczej niż wtf.

– W końcu przytomna – usłyszała gdzieś obok ciepły głos, być może niespecjalnie poprawny gramatycznie, ale całkiem przyjemnie brzmiący po angielsku. – Niby czemu czeska staruszka na wstępie mówi do Lary po angielsku? Przecież nie wie, jakiej Lara jest narodowości.
Poza tym głos nie może być poprawny gramatycznie.
Poza tym w tym opku mało co jest poprawne gramatycznie, więc staruszka się na tym tle nie wyróżnia...

Jej oczom ukazała się już dużo wyraźniejsza, odrobinę pulchna twarz nieznajomej, prawie siwej kobieciny. Zapewne dawniej platynowej blondynki ściętej na Kleopatrę. Nie była stara, ale dało się zauważyć, że życie nigdy jej nie oszczędzało. Lara zerkała na dłonie kobiety, gdy delikatnie na jej głowie położyły chłodną szmatkę. Pomarszczone od precyzyjnej pracy, którą musiała wykonywać w przeszłości. Pewnie prosta szwaczka. – Dobra, ponownie, dowiemy się, na podstawie czego ona wyciąga te wnioski z dupy nt osobowości, przeszłości i poglądów każdej napotkanej osoby? Bo jak dla mnie są na poziomie Sherlocka z BBC, który twierdził, że posiadanie wodoodpornego pokrowca na telefon dowodzi długotrwałych zdrad, tylko on przynajmniej raczył wyjaśnić swój tok myślenia. Zwłaszcza że pomarszczone dłonie nie łączą mi się z precyzją, a precyzja z prostym szwaczkowaniem.

Wiedziała, gdzie była. Niewielkie mieszkanie, dość ubogie i o prowizorycznych meblach zjadanych przez korniki od kilku pokoleń. – Dupa tam wiedziała, wiedziała, jak wyglądało mieszkanie, gdzie była, nie miała pojęcia. A prowizoryczny to tymczasowy, więc zaiste świetnie się to łączy z kilkoma pokoleniami.

A prycz – Prycza.

Croft chciała wstać, podziękować za gościnę i odejść, lecz kobieta delikatnie przytrzymała jej ramię, gdy aparatka zaczęła się podnosić – Wiem, miałam zlewać kolokwializmy. Ale aparatka jako synonim bohaterki w narracji trzecioosobowej mnie przerosła.

Dopiero teraz Lara zwróciła uwagę na to, że dotykane ramię nie bolało już w żaden sposób – Nawet opatrzona rana nie powinna być bezbolesna. A jeśli Lara została w jakiś sposób znieczulona, powinna w inny sposób czuć pewien dyskomfort.

Zwykle przychodziło jej to bez zastanowienia, naturalnie, na poczekaniu przedstawiając się imieniem aktorki teatralnej i nazwiskiem znanego rockmana – To coś, to przychodziło, się przedstawiało.

Staruszka od razu dała do zrozumienia, że Croft nie wywinie się bez wcześniejszego złożenia zeznań, mimo że angielskim posługiwała się dość lakonicznie – Lakonicznie to znaczy zwięźle, skąpo, krótko a węzłowato, a nie miernie.

Na jakimś odległym, europejskim zadupiu. – Rzekomo inteligentna pani archeolog nazywa Pragę, stolicę kraju, zadupiem. Pewnie, ma tylko ponad milion mieszkańców i 500 km kwadratowych. Wiem, że niektórzy Brytyjczycy wciąż żyją imperialistycznymi mrzonkami, ale może nie przesadzajmy. Serio wątpię, żeby osoba podróżująca po Andach, Himalajach, wyspach Polinezji i Antarktydzie nazywała Pragę zadupiem.

Nie próbowała wymyśleć intrygującej historii – Wymyślić.

Podała jej dłoń, a ona, miast podać jej swoją – Jeszcze tylko archaizmów tu brakowało.

Po przełknięciu uśmiechnęła się uśmiechem najzwyczajniej w świecie wymuszonym. – No i po co to najzwyczajniej w świecie? Tak jakby trzeba było to podkreślać. Wymuszonym znakomicie wystarcza. Znów te skłonności do przesady.

Podaj mi je i zabierz znalezisko. – Kto tak mówi, serio. Jeszcze z rozmowie z kimś, kto posługuje się łamanym angielskim.

Sekcja trzecia

uwielbiała utwory lat siedemdziesiątych i ich amerykański klimat – Wszystkie miały amerykański klimat, na całym świecie?

Nawet jeżeli to prawda, a nie – założyła – spisane wymysły czterech pijanych członków jakiegoś kółka rybackiego, nie powinnam dopuścić, by zbyt wcześnie braciszek Kurtis z jakiegoś tam zakonu zbratał z Synem Bożym. – Gimboateizm bohaterki jest kolejną rzeczą, która mnie od niej odpycha (sama jestem ateistką, ale to jest żenujące).

Wśród ciemnych alej – Alei.

Niedawno jeszcze, bo aż trzy dni temu – Skoro niedawno, to nie aż.

Być może większość mieszkańców europejskich stolic karmiących się prasową sieczką i dziennikarskimi pogłoskami, które w tym wypadku okazały się prawdziwe, ukamienowałaby ją. Jednak czy w potwory i gościa z magiczną rękawicą uwierzą lokalne władze? – Ale jakie jednak, przecież ten spójnik oznacza sprzeczność, gdzie ona tutaj jest?
W ogóle pierwsze zdanie znów jest tak kulawe stylistycznie...

A może gdzieś wyłapała ją kamera, zapewne znów pokazywali w telewizji, jak wciska nos w nieswoje sprawy, jak gdyby sama chciała być podejrzana i jeszcze złapana? Usłyszała ciche brzęczenie, więc pociągnęła za drzwi i zablokowała ich zamknięcie plastikową nóżką. – Drugie zdanie w nowym akapicie.

Ważył sporo, więc miałaby spore problemy z wyciągnięciem go z wozu. Na szczęście była łebska. Włożyła ręce pod ramiona mężczyzny i zaparła się mocno, pilnując, by jego głowa oparła się na jej piersiach. – Łebska to jest a) potocyzm, b) mam wrażenie, że mocno przestarzały i nienaturalny, c) a co niby takiego specjalnie mądrego zrobiła…

Właściwie przyłapywała się coraz częściej na tym, że myślała o nim i lubiła na niego spoglądać. – Kiedy się poznali, kilka godzin wcześniej? Trudno, żeby o nim nie myślała, skoro od tego czasu niemal przebywa w jego towarzystwie albo się nim zajmuje.
Generalnie te wtręty Lary o aparycji Kurtisa i jej chuci są imo strasznie toporne. Ja tam widzę tylko jakiś wściek waginy, a nie usprawiedliwienie rodzącej się poważniejszej relacji, co, jak mniemam, chciałaś pokazać. Narodziny romansu można przedstawić o wiele subtelniej, nie jestem przekonana, czy jest po co się tak śpieszyć… albo nawet nie śpieszyć, tylko wykładać to tak łopatologicznie.
No i wiem, że ludzie różnie reagują na sytuacje kryzysowe, nie potępiam tego, ale nie jestem przekonana, czy w chwilach takiego napięcia powinna się skupiać na podziwianiu jego ślicznej buzi.

– Naprawdę sądzisz, że da się to jeszcze naprawić? – Ljudmila wskazała dłonią na twarz Kurtisa. // Miał zapadnięte policzki. Wcześniej Lara wcale nie zwróciła uwagi na to, że jego skóra zatraciła gdzieś swój naturalny, zdrowy kolor. Być może nie chciała dopuścić do siebie takiego stanu rzeczy. // – To zrób coś – mruknęła spokojnie, jak gdyby w ogóle nie biorąc pod uwagę słów przyjaciółki. – Zastanawiam się, czy Lara jest bardziej głupia, czy bezczelna.

stojąca nieopodal ogromnego telewizora o płaskim ekranie. Nie umknął uwadze Lary


– Na Boga, co mu się stało? – Ljudmila delikatnie uniosła jego zakrwawioną koszulę. // Spojrzała na rozszarpany bok. Broczył krwią już zdecydowanie mniej, ale skóra w tym miejscu była przeraźliwie blada i zimna. // – Coś go ugryzło. – Lara nie miała czasu na wyjaśnienie; zdjęła dżinsową katanę i rzuciła ją niedbale na fotel, przyglądając się nadal nieprzytomnemu mężczyźnie. // Właściwie przyłapywała się coraz częściej na tym, że myślała o nim i lubiła na niego spoglądać. // Byłoby więcej frajdy, gdybyś nie był ubabrany krwią. // – Nie mamy tu niedźwiedzi – usłyszała, przerywając myśl. // – Robal był jadowity. // – Naprawdę sądzisz, że da się to jeszcze naprawić? – Ljudmila wskazała dłonią na twarz Kurtisa. // Miał zapadnięte policzki. Wcześniej Lara wcale nie zwróciła uwagi na to, że jego skóra zatraciła gdzieś swój naturalny, zdrowy kolor. Być może nie chciała dopuścić do siebie takiego stanu rzeczy. // – To zrób coś – mruknęła spokojnie, jak gdyby w ogóle nie biorąc pod uwagę słów przyjaciółki. // Staruszka przytaknęła i ruszyła w stronę apteczki. Nie było to zwykłe pudełko z bandażami, natomiast ogromna skrzynia z różnego rodzaju medykamentami, stojąca nieopodal ogromnego telewizora o płaskim ekranie. Nie umknął uwadze Lary, która od razu stwierdziła na głos, że był jedyną zmienną, odkąd opuściła to mieszkanie dwa lata temu. Ljudmila puściła jej uwagę mimo uszu. Bez zastanowienia wyciągnęła ze skrzyni strzykawkę i kilka ampułek. Nabiła pojemniczek, a dwoma palcami ścisnęła delikatnie skórę Kurtisa. W wybrane miejsce, tuż obok rany wbiła igłę i przycisnęła tłok. // – Podam raz podskórnie, raz dożylnie. Surowica zadziała szybko, jednak nie daję żadnej gwarancji. Nie przyjmuję też reklamacji. // Lara wiedziała, co znajoma miała na myśli. Najlepszą surowicę na jad danego zwierzęcia od niepamiętnych czasów otrzymywało się z jego krwi lub krwi osoby zarażonej wcześniej. Taka krew zawierała uodpornione przeciwciała. Surowica nie jest przecież niczym innym niż produktem krzepnięcia krwi. – Na wszelki wypadek skonsultowałam się jeszcze z ekspertami i mogę ci powiedzieć, co następuje:
– surowica jest specyficzna dla danej trucizny. Nawet jeśli Ljudmiła ostatecznie podała Kurtisowi poliwalentną, nie powinna być bardziej zainteresowana tym, co go ugryzło?
– takie leki przechowuje się w lodówce, w określonej temperaturze…
– i mają ograniczony termin ważności,
– i te bardziej wyspecjalizowane są trudno dostępne, trochę powątpiewam w weterynarza na emeryturze trzymającego taki zestaw środków,
– surowica jest produktem krzepnięcia krwi mniej więcej tak, jak płatki stokrotek produktem złuszczania mydła.

Nie wiedziała, czy Trent łaskawie to przeżyje, jak i nie wiedziała, po co w ogóle zabierała go z rąk sanitariuszy – Coś podobnego. Ja też.

Jeszcze chwilę temu była spokojna, dopiero Ljudmila dała jej do zrozumienia, że poskładanie Trenta do kupy może być już nawet nie odrobinę kłopotliwe, ale potwornie trudne. – Facetowi przebił dziurę w boku gigantyczny zmutowany jadowity robal, wykrwawia się nieprzytomny w jej samochodzie, a ona jest spokojna i nie widzi problemu. Tak.


Nie wiem, czy jesteś świadoma, że kreujesz bohaterkę na niedorozwiniętą umysłowo.

Informacja była przydatna, aczkolwiek bezużyteczna. – A pranie było suche, aczkolwiek wilgotne. Rozumiem, co chciałaś przekazać, ale brzmi to cokolwiek idiotycznie.

Co, do cholery, mogło znaczyć ŁOWCA DEMONÓW? – No nie wiem, to, że facet… łowi demony? Dziwi ją to jakoś po spotkaniu ze zmutowanym robalem?

Zastanawiała się, dlaczego na nieśmiertelniku nie było obowiązkowej pozycji dla wyznania. – Obejrzałam sobie kilka nieśmiertelników Legii Cudzoziemskiej i nie wydaje mi się to obowiązkiem, ale ekspertem nie jestem.

Natychmiast zmieniła podejście, gdy zobaczyła dwie czarnobiałe fotografie. Przeciętny człowiek zadałby sobie pytanie – kto dopuściłby się takiego czynu? I nie chodziło jej wcale o cyknięcie zwykłej fotki. Raczej o to, co przedstawiała. – Dzięki za wyjaśnienie, bohaterko, nie domyślilibyśmy się bez tego.

Ciemny zaułek jakiejś dzielnicy, która niczym nie różniła się od innych czeskich ulic, szczególnie o jesiennej porze roku, przerażał. – Dzielnica nie różniła się od ulic? Poza tym, jesteś pewna, że mówimy o Pradze? Pradze ze Złotą Uliczką czy ulicą Paryską?

Białą kredą narysowany wzór leżącego ciała. Zwłoki musiały zostać zabrane, jednak nikt nie zdążył jeszcze zatuszować plam krwi na chodniku. Nikt nie zmazał na zszarzałej ścianie bloku szkarłatnego napisu w języku angielskim. // To jeszcze nie koniec.  – To takie opkowe, że ci źli zamiast uśpić czujność bohaterów i zaatakować niespodziewanie, muszą się odgrażać takimi wyświechtanymi tekstami. Plus szkarłatny napis na biało-czarnych fotach? A obrysy ciała to popkulturowa bujda.
https://en.wikipedia.org/wiki/Chalk_outline
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/ChalkOutline

Okazuje się, że doszło do kolejnego zabójstwa, Lara zastanawia się, kto mógł je popełnić.
Nie chciało jej się rozwiązywać zagadki do końca, ale wiedziała, że jeśli się tym nie zajmie, zginie więcej niewinnych ludzi – Pewnie, jej się nigdy nie chce myśleć. Jaka twoja bohaterka jest odpychająca. Nic jej nie interesuje, nad niczym się nie zastanawia. Pragi zwiedzać jej się nie chce, już wie, że obrzydliwa, zastanawiać jej się nie chce, bo kogo to obchodzi, kto jest mordercą, myśleć, że zabieranie faceta w ciężkim stanie od wykwalifikowanej pomocy medycznej nie jest dobrym pomysłem, jej się nie chce. No tak, przecież kieruje się intuicją, która jej nie zawodzi. Tak. Totalnie.

Chciała wrócić do pracy. Wziąć od Alistera zlecenie z zupełnie innej beczki, wyjechać do Egiptu i wykopać coś starego, co mogłaby sprzedać znajomej mecenas sztuki w Muzeum Narodowym Wielkiej Brytanii. – Myślałam, że Lara jest archeologiem, a nie złodziejem/paserem/przemytnikiem? Wiesz, jakie potworne kary grożą za wywożenie egipskich zabytków? Egipcjanie wcale nie są szczęśliwi, ze Anglicy tyle im nakradli w przeszłości, więc coś takiego wzbudziłoby spore napięcia międzynarodowe.

Z przemyśleń wyrwało ją ciepło, które poczuła na ramieniu. – Raczej dotyk.

Podniosła głowę znad gazety i ujrzała zmęczoną twarz staruszki. Nie ukazywała żadnych emocji, Lara ceniła ją za jej profesjonalizm – Tę twarz?

czując jak drętwieją jej nogi – Przecinek przed jak.

Po zakrwawionych, sinych dłoniach można było wiele wywnioskować. Całe życie pracował. Ciężko. – Tak sobie jednak myślę, że zakrwawione, sine dłonie to miał dlatego, że był nieżywy, a nie od pracy, jeśli ktoś uważa to za wyznacznik takowej, to radziłabym ją zmienić…

– Mogłam go oddać w ręce tych sanitariuszy. – Croft nie chciała wypowiadać tych słów na głos, ale jednak zrobiła to mimowolnie. // – To samo stałoby się tam, Laro. Dopiero zaglądając w głąb, widać rozszarpany mięsień, zniszczone naczynia. Nie mogłam pomóc, ale pewnie nikt inny też by nie mógł. No i jad zwierzęcia, cokolwiek to było. – O ile wolno działający jad jest ok, to facet był w stanie przeżyć, nie wykrwawić się, nawet wykonywać pewną aktywność fizyczną, przez kilka godzin z innymi obrażeniami. Więc jednak jakby uważam, że profesjonalne służby medyczne mogły mu pomóc, a przynajmniej przedłużyć życie albo ulżyć w ostatnich chwilach. Od rozszarpanych mięśni się na ogół nie umiera.

Lara zacisnęła pięści. To niesprawiedliwe! Targała go taki kawał pełna nadziei, że zrobi coś dobrego


Naprawdę, brak mi cenzuralnych słów, jakich mogłabym w tym momencie użyć. Lara jest tak cholerną odpychającą idiotką, że cycki opadają na poziom jądra Ziemi. Po tej całej absolutnie kretyńskiej akcji z pozbawianiem umierającego pomocy medycznej na rzecz targania go przez dłuższy czas do weterynarz na emeryturze, możliwe, że używającej pokątnych specyfików, ona się focha na świat, że przecież to miało być coś dobrego i to wielce dziwne i niesprawiedliwe, że facet zszedł. Srsly.

Udawała silną, a tak naprawdę coraz bardziej rozstrajała się wewnętrznie. Czuła, że może przyznać przed samą sobą, iż o to właśnie chodziło. O głupie podziękowanie i zrobienie czegoś dla niego. O to, by móc jeszcze przez moment patrzeć na tę nieogoloną, przystojną twarz. I o to, żeby jeszcze raz się z nim pokłócić, zobaczyć jego cwany uśmieszek. By poczuć na sobie jego dotyk, jak wtedy, kiedy okradał ją w Luwrze. – To jest obrzydliwe. Człowiek w kwiecie wieku właśnie umarł, pośrednio przez nią, a ona patrzy na to głównie przez pryzmat już nawet nie siebie, a swojej chuci.

Zakochała się? Nie, to niedorzeczne. To zbyt płytkie i nie w jej stylu. Poza tym znała go zbyt krótko. Raczej mogłaby się zakochać kiedyś, w przyszłości. Jakoś nie potrafiła tego wykluczyć, gdy rozmyślała nad tym coraz intensywniej. Może poczuła do niego to, czego nie czuła już bardzo dawno? A może chciała po prostu mieć kumpla, do którego czasem mogłaby się bezinteresownie odezwać i wypić z nim piwo? – No i znowu, mam poczucie strasznej toporności i łopatologii w wyjaśnianiu tej relacji. Show, don’t tell.

Co ty pierdolisz – zrugała siebie w myślach natychmiast – znałaś go trzy dni. – Przed chwilą twierdziła, że zna go od kilkunastu godzin.

To tylko kawał byłego, inteligentnego i przydatnego mięsa


Ljudmila usiadła na krześle obok i ciągle bacznie obserwowała kobietę. Croft czuła na sobie jej wzrok. Miała go powoli dość. Irytował ją i teraz odrobinę zrozumiała, co miał na myśli kiedyś Winston, mówiąc, że czasami to właśnie Croft bywała nie do zniesienia. W taki sam sposób. Oziębłość i obojętność strony, z którą przebywasz, gdy w tobie akurat kotłują się emocje, miały prawo wyprowadzić z równowagi. – Uważne obserwowanie kogoś to nie jest oziębłość i obojętność. Na litość borską, Ljudmiła przed chwilą pocieszała Larę, mówiąc, żeby ta nie wyrzucała sobie tej kretyńskiej decyzji odnośnie Kurtisa! Powiedziała, że jej przykro, dotknęła jej w geście wsparcia! No świetnie, teraz jeszcze Lara zwyczajnie zakłamuje rzeczywistość, żeby mieć więcej powodów do focha i użalania się nad sobą.

Pierwszy raz Lara znajdowała się po drugiej stronie odbiornika. To ona teraz nafaszerowana była uczuciami. – Jak dla mnie to ona całkiem często jest przepełniona uczuciami, na przykład tymi odpowiadającymi za fochanie się.

Nie potrafiła wytrzymać z Ljudmilą, która dawała jej jakieś miałkie rady. – Wymień jedną radę, którą rzekomo dała jej Ljudmiła. Naprawdę, wystarczy jedna.

– Kto to? Kolejny dziennikarz? – spróbowała zmienić temat. – Ale o czym ona mówi? O artykule w gazecie? Jeśli tak, to owszem, zwykle piszą je dziennikarze.

Nie jesteś rządnym krwi rozpruwaczem – Żądnym.

Spławiasz mnie po tym co dla ciebie zrobiłam? – Przecinek przed co.

Nie była rozmowna, choć rozmowa wcale nie zapowiadała się krótka. – Znów, ten spójnik nijak ma się do treści zdania.

Później mamy akapit z perspektywy Ljudmiły, z jej przemyśleniami, który kończy się słowami Nagle usłyszała suchy, zmęczony głos Ljudmily. Tja.

Croft zmieniła temat, po chwili zamykając się w dedykowanym jej pomieszczeniu. – Jeżu, nie. Nie. Punkt 30.

Nie spodobało jej się ostatnie zdanie Ljudmily, ale wiedziała, że była to tylko stara kobieta, która niejedną bliską osobę w życiu chowała i z niejedną rozłąką musiała się godzić. Croft nie miała prawa krytykować jej oziębłości. – No kwa, zgadzam się cholernie, bo po pierwsze Ljudmiła wcale nie jest oziębła, po drugie tak jakby przed chwilą mieliśmy przydługawe przemyślenia, jak to LARZE z reguły zwisają czyjeś zejścia.
W ogóle jeszcze to „tylko stara kobieta”. Boru, znowu ta jej nieuzasadniona megalomania. Jak Ljudmiła jest tylko starą kobietą, to może niech Lara przestanie żerować na jej pomocy, co?

Z całych sił starała się nie patrzeć na ciało Kurtisa, ale nie była w stanie nawet tak łatwego, wydanego sobie polecenia wypełnić. Leżał zbyt spokojnie. – 1. Składnia. 2. Naprawdę nie wiem, jaki związek ma drugie zdanie z pierwszym.

Nie była przecież nieśmiertelną heroską z niewzruszeniem na nieprzespane noce czy głód. – Niewzruszenie na noce i głód, mhm.

Nienawidzę amerykańskiego rocka – skłamała. Rzadko robiła to przed samą sobą. Ale teraz dziwnie się czuła świadoma swoich słabości – Co, czuła się świadoma swoich słabości i dlatego kłamała przed samą sobą?

Ale teraz dziwnie się czuła świadoma swoich słabości, gdy jedną z nich była utrata kogoś, kto zabezpieczał jej tyły. – Koszmarne zdanie.

Czuła, że po prostu mogłaby mu przybić piątkę. Ach, właściwie, to nie mogła. // A gdy sobie o tym przypomniała, drzwi mieszkania trzasnęły mocniej. – Eee, bo na chwilę wyleciało jej z głowy, że facet nie żyje, tak?

Sekcja czwarta

Wciąż mdlił ją zapach śmierdzących ścian, przesiąkniętych odorem papierosów i fekaliów. – Zapach, śmierdzących, odorem, więcej się nie dało tautologii albo pleonazmów nawciskać.

Jegomość natychmiast odwrócił się do Lary i rzucił krótkie spojrzenie na jej klatkę piersiową, gdy lekko odchyliła dżinsową katanę i pokazała wystającą kaburę pistoletu – Ta klatka? Oraz jegomość brzmi cokolwiek archaicznie.

Nie wyglądał na gadułę, toteż w milczeniu drżącą ręką rzucił w jej stronę całą paczkę. – Znów, spójnik nijak ma się do reszty zdania. Też chyba już daruję sobie wypisywanie tego.
W ogóle to gadatliwi ludzie wyglądają jakoś szczególnie?

– Zapalniczka – dodała od razu, gdy odbierał opakowanie. // – Do palenia tylko gęba, co? – żachnął się – Yyy, a czym jeszcze miałaby palić papierosy? o.O

Zawahał się, ale wyciągnął rękę, by odebrać jałmużnę. Była przyzwyczajona, że ludzie właśnie tak reagowali na współpracę z nią. Nikt nigdy jeszcze nie powiedział czegoś w rodzaju nie potrzebuję pieniędzy czy  wszystko opowiem za darmo. – Dała jałmużnę żulowi, którego o nic jeszcze nie pytała (poza tym, czemu stał obok jej samochodu), co jej niby miał opowiedzieć?
(Vah: A ja potrafię przypomnieć sobie kilka postaci z tamtej linii czasowej, które pomagały Larze za darmo z własnej, nieprzymuszonej woli :P).

W ogóle zupełnie nie rozumiem, dlaczego ona wypytuje jakiegoś przypadkowego żula (bardzo elokwentnego jak na żula btw) o wydarzenia w Pradze i mordercę i jeszcze mu się poniekąd zwierza. Na szczęście żul oczywiście ma przydatne informacje (gdzie mieszkała ostatnia ofiara). Oczywiście.

Mieszkał na ostatnim piętrze wieżowca kolejowego w dzielnicy Petrovice. – Co to jest wieżowiec kolejowy?
Petrovice mają prawie dwa kilometry kwadratowe powierzchni i ponad 6 tys. mieszkańców, zaiste niesamowicie precyzyjna i przydatna informacja.

w paryskim getto – Getcie, to się odmienia.

Zamierzała jeszcze przed snem zajrzeć do niego, a jutro zostawić Kurtisa na głowie Ljudmily i po prostu wyjść – Urocza jest, doprawdy. Pewnie, niech staruszka pozbywa się zwłok, które ma na głowie przez debilizm Lary. Świetna podzięka za pomoc.

Gdzieś w duchu cichy głosik sumienia podpowiadał, że tak nie można i wcale nie dlatego, że to ona sprowadziła pod dach przyjaciółki Trenta. Lecz dlatego, że powinna przynajmniej go pochować – No popatrz, a ja bym powiedziała, że też dlatego. Ljudmiłę zna od lat, staruszka nie pierwszy raz ratuje jej dupę, to fajnie, że dla Kurtisa ma ludzkie uczucia, ale czy mogłaby się skupić też na czymś innym niż chuć żywiona do ledwie poznanego faceta?

Powoli szła za dyskiem, a on prowadził ją do pokoju obok. // Do Kurtisa. // Lara obserwowała całą sytuację z daleka. – Skoro szła za dyskiem w niewielkim mieszkaniu, to chyba niespecjalnie była daleko. I w ogóle, obserwowała, jak szła? Jakieś out of body experience?

Ostrze jak martwe dopiero teraz upadło z hukiem na podłogę. – Ono jest martwe. Jest przedmiotem, one nie żyją.

Chciała krzyknąć i zrobiła to, ale zamykające twarz dłonie stłumiły odgłos szoku. – W klatce tę twarz zamknęły?

– Wtajemniczenie mocy zakonu Lux Veritatis pozwalało mi poruszać przedmiotami za pomocą telekinezy czy wzrokiem przenikać przez ściany. Mówiłem ci już kiedyś, że jestem wyjątkowy. Ogolądałaś Gwiezdne Wojny? // Zaprzeczyła ruchem głowy. Pozwoliła mu kontynuować. // – Wiesz… niech moc będzie z tobą i takie tam. W wieku szesnastu lat złożyłem przysięgę milczenia Konstantinowi. I tak już wiesz więcej, niż powinnaś, a poza tym… teraz to i tak wszystko przepadło, prawdopodobnie stałem się zwykłym człowiekiem. Próbowałem dojrzeć przez ścianę, czy faktycznie uda mi się jeszcze ta sztuczka, ale cena zmartwychwstania była jednak zbyt wysoka, by ostały się chociaż resztki tej starożytnej magii. – Eee, ale co to wszystko ma wspólnego z Gwiezdnymi Wojnami? Bo jak słowo moc, to równie dobrze mógł jej opowiedzieć o swoich lekcjach fizyki w hajskólu.

Ljudmila już wstała? – Musiała zmienić temat. Miała dość rozmów o cudacznym wydarzeniu sprzed godziny. – No to se pogadali. Facet zmartwychwstał, to zmartwychwstał, na wuj drążyć temat.

zdała sobie sprawę, że to już nie ważne – Nieważne.

Gdybyś nie odnalazła jakiejkolwiek wskazówki, która świadczyłaby o niezakończonym rozrachunku – Kto tak mówi, sztuczne to jak tona plastiku.

– Na pewno chcesz zostawić tę staruchę samą? Pewnie należą się jej jakieś wyjaśnienia. // – Nie dbam o to teraz. – Jedno bardziej urocze od drugiego.

którego pracę silnika nie zagłuszała tym razem żadna muzyka – Pracy.

– Chyba, że bardzo chcesz. – Bez przecinka.

Oni wszyscy prowadzą tę wojnę ze mną. Jestem więc teoretycznie martwy, więc wolę dopaść ich pierwszy – Pierwsze więc jest zbędne.

Pierwszy raz była w sytuacji, w której z kimś współpracowała. – Hm, to ciekawe, bo w zakładce Bohaterowie jest parę osób opisanych jako współpracownicy Lary…

Nigdy przesadnie nie czuła się suką, ale w ostatnich dniach zginęło zbyt dużo cennych osób, które powinny żyć. – Jeżu, znowu, czemu tam jest ale, przecież te części zdania nie są sobie przeciwstawne. Między nimi KOMPLETNIE nie ma związku.

Ciche i ciemne podwórko czeskiego blokowiska tylko przez moment rozświetliły światła odjeżdżającego samochodu. Noc jednak nie trwała wiecznie. Droga o tej porze, choć powoli stawała się jasna, wciąż była pusta. – Nowy akapit przed ostatnim zdaniem.

Nie musiała mówić, że temat cudownego odrodzenia wciąż był dla niej szokiem. Widział to, więc już nie podejmował niewygodnego wątku. Znał Pragę dość dobrze i dostrzegł, że powoli dojeżdżali na miejsce. – Akapit.

Słońce pojawiało się na horyzoncie, całkowicie rozświetlając ulice i pozwalając odejść mrocznej, niespokojnej nocy. – +100 do zbędności i coelhizmu. Wystarczyło to załatwić choćby jednym słowem, dniało. Wszyscy wiedzą, że słońce świeci.

Chwilę zaledwie zajęło bohaterom wejście do klatki schodowej. – Bohaterowie to kolejne kiepskie określenie w tej narracji.

Kiedy Lara na domofonie sprawdziła, że mieszkanie denata znajduje się na ostatnim piętrze – Przecież już jej o tym powiedział ten żul…

Staromodne, jednak tak często spotykane w czeskich mieszkaniach tapety zastąpiono zwykłą farbą w ciepłych, delikatnych odcieniach. – Zastąpiono sugeruje, że te tapety były tam wcześniej, a przecież nie o to chodzi.

Meblościanka z jasnego drewna posiadała klasę sama w sobie, nie była kolosalna, nie sięgała sufitu, a na jej półkach gromadziły się liczne fotografie i kolekcja kompaktów. – Klasy się nie posiada, tylko ma. To nie są równorzędne synonimy. Tak same się te fotografie gromadziły?

Kurtis otworzył największą szafę i przejrzał zawartość rozwieszoną na wieszakach. Lara spojrzała na jego wyczyn, gdy dumny z siebie wyciągnął ze środka czarną, szeroką bluzę. – Faktycznie otworzenie szafy jest wybitnym osiągnięciem, ma być z czego dumnym. http://sjp.pwn.pl/sjp/wyczyn;2538896

Chyba lepsze to, niż siedzenie w cuchnącej starością izbie twojej babki. – Ta wdzięczność, ten szacunek...

Policja myśli, że ktoś rozszarpuje ludzi dla zabawy. Wiadomość o morderstwie pojawia się w lokalnym brukowcu, aby uprzedzić obywateli o nieustających napadach i wzbudzić większą ostrożność. – No bo brukowiec jest najbardziej miarodajnym, obiektywnym i zrównoważonym źródłem do przekazywania takich wiadomości. Btw zabawa nie jest określeniem, jakiego użyłabym odnośnie czynów psychopaty, ale dobra, to dialog, kupuję to uproszczenie.

Policja nie będzie maczać w tym palców. Wygodniej im szukać ciebie, przecież to banda idiotów idących na łatwiznę – Coś upoważnia Kurtisa do wydawania takich sądów?

Nie będą nas tu szukać. – Widzę, że Kurtis jest równie uroczy i inteligentny, co Lara. No pewnie, policja jest tak tępa, że na pewno nie zajrzy do mieszkania ofiary, luzik. Najlepiej się niech tam zamelinują. Poza tym to, że ktoś mieszkał sam, nie znaczy, że za chwilę nie przyjdzie dziewczyna, znajomy, nie wiem, sąsiadka kwiatki podlać.

Lara podziwiała jego szybkość dedukcji. Dlaczego sama na to wszystko nie wpadła? – Bo pomijając wniosek o tym, że ofiara mieszkała sama, wyciągnięty z wyglądu mieszkania, pozostałe są totalnie z dupy? Oh wait, totalnie brzmi jak coś, na co mogłaby wpaść Lara.

Croft musiała znów przyznać mu rację. Miał świetny pomysł – Ten świetny pomysł to ten o wykorzystywaniu mieszkania ofiary jak swojego, tak?

Powstrzymał się jednak, gdyż to, że egzystował w jednym kawałku, było dla niego powodem do zaufania towarzyszce, aczkolwiek jego tendencja do chowania urazy trudna była do zniwelowania.


Mniej więcej ten poziom naturalności wypowiedzi.

Sekcja piąta

Ogromna budowla w Londynie była posiadłością składającą się z dobrze utrzymanych, murowanych budynków o kolorze piaskowca – Budowla była posiadłością z budynków, ta. Budowla i budynek to są synonimy (znaczy nie zawsze, bo budowla to pojęcie szersze, ale tu znaczą to samo), a posiadłość z reguły oznacza teren wraz z zabudowaniami.
W ogóle po raz kolejny wychodzi twoja skłonność do nadmiernego komplikowania wszystkiego, nie wiem, chyba w celu nadania literackości, ale tylko tworzącego wrażenie sztuczności i coelhozy. Nie wystarczyłoby napisać coś w stylu „Londyński budynek (względnie budynki) był wielki i dobrze utrzymany, a jego mury miały kolor piaskowca”?

Na piętrze znajdował się kamienny taras wychodzący na ogród, z którego można podziwiać sporych rozmiarów marmurową fontannę – Z tego ogrodu?

podobieństwo między nimi biło już na pierwszy rzut oka – Uderzało.

W co ty pogrywasz, Croft? Dlaczego w tym uczestniczysz, skoro wszystko możesz stracić? – To znaczy… dlaczego uczestniczy w rozwiązaniu zagadki morderstw, o które jest oskarżona? Tak sobie myślę, że dlatego, żeby przez całe życie nie uciekać ani nie iść do więzienia, jakoś nie wydaje mi się, żeby w tym momencie miała przesadnie wiele do stracenia.

Na pewno nie jest jedną z dobrodusznych idealistek, które biorą na siebie cały ciężar, by w dekadenckim stylu wyzwolić Europę, no błagam. Jak to w ogóle brzmi… – Też jestem w szoku, jak to brzmi. Co ma dobroduszny idealizm do dekadencji?

Lara podeszła do niego i zabrała mu diariusz, drugą ręką wciąż przytrzymując ręcznik. Dopiero teraz, wędrując wzrokiem za odebranym sobie notatnikiem, zwrócił uwagę na fakt, że stał przed zupełnie nagą kobietą. – Skoro jest w ręczniku, to nie jest zupełnie naga.

– Szukasz śladów przestępstwa w moim plecaku? – zapytała wprost. // Pytanie to było nad wyraz sensowne, gdyż przecież umówili się, że od razu po krótkim odpoczynku zabiorą się za przeszukiwanie mieszkania martwego dziennikarza. – Całe drugie zdanie to +100 do zbędności, a początek w ogóle jest idiotyczny. Nie, to pytanie nie jest wyjątkowo sensowne.

Czyżby podejrzewała, że Trent robił coś szemranego z powodu tak przeraźliwie panującej ciszy? – Albo przeraźliwej ciszy, albo panującej ciszy.

Był na siebie wściekły. Zupełnie, dogłębnie i obłędnie – Zbędność, zbędność, zbędność.

Zarzucanie braku zaufania nie było na miejscu, biorąc pod uwagę, że to ona uratowała mu życie, a nie odwrotnie. – Ależ było na miejscu, facet grzebał w jej plecaku. Co najwyżej jego brak zaufania był nie na miejscu.
Tak btw to nie, Lara nie uratowała mu życia. Wskrzesiło go magiczne ostrze, które przez przypadek miała, jej działania za to prowadziły do zejścia Kurtisa. On ma w stosunku do niej więcej zasług, walczył przy niej.

ton jego głosu wcale nie skąpił sobie mocy – Styl w tym opku jest koszmarny. Boli mnie czytanie tego, a i tak mnóstwo rzeczy ignoruję. Ton nie może skąpić sobie mocy. Nie ma świadomości. Dlaczego nie możesz pisać zwyczajnie prosto? Bo przy choć odrobinę większym stopniu skomplikowania pojawia się multum błędów językowych.

Wyminęła Trenta, nawet nie patrząc na jego twarz. Zdenerwowało go to jeszcze bardziej. Nienawidził, gdy ktoś go ignorował. Nigdy nikomu na to nie pozwalał. Chwycił jej rękę w ostateczności, kiedy odchodziła. Mocno przyciągnął do siebie. – Muszę przyznać, że Lara i Kurtis świetnie się dobrali. Oboje są odpychający i najwyraźniej zakompleksieni.
Btw za bora ojca nie wiem, w jakim celu pojawia się tam to w ostateczności i co ma niby oznaczać.

Chcę z tobą pracować. Chcę móc ci zaufać. Dlatego powiesz mi, dlaczego to dla ciebie takie ważne – postanowił twardo. – Na twoim miejscu po prostu nie bawiłbym się w zabawę w kotka i myszkę – Tak, postanawiaj sobie o decyzjach i emocjach innych ludzi. Rany borskie, co za buc, z zapędami na przemocowca.
I bawić się w zabawę nie brzmi dobrze.

Co tu się przed chwilą stało? Właśnie doświadczała cudu. Cztery lata młodszy od niej mężczyzna odważył się tupnąć nogą. – *opadają jej ręce* Może niech pójdzie na jakieś pogotowie dla ofiar przemocy, zobaczy mnóstwo takich cudów, którymi będzie się mogła zachwycać.
Nie chcę przesadzać, wiem, że Kurtis jej nie pobił czy nie popełnił równie poważnego wykroczenia, zdaję też sobie sprawę, że są ludzie, którym pozwalamy na pewne gesty, bo nie jest to dla nas ani dla nich nic złego, bo się znamy, ale naprawdę, niemal nieznajomy facet naruszył jej nietykalność cielesną (tak, niechciany, nieseksualny dotyk też jest tym naruszeniem), odezwał się bucowato, niemal z groźbą, de facto podjął za nią decyzję, a jej reakcją na to jest aprobata? Kompleksy i chuć całkiem jej już wyżarły mózg i instynkt samozachowawczy?
I oczywiście nikt nie potrafił „okiełznać jej natury”, ale wystarczy, że facet się odezwał do niej stanowczo a bucowato, a Lara już chodzi jak w zegarku. Tak. Totalnie.

konsekwencje konsekwentnie omijasz – To celowe powtórzenie?

– Chciałem się tylko upewnić. // Ej, przecież przed chwilą wszystko ci opowiedziałam. Czego jeszcze nie kumasz? – Przecież powiedział, że CHCIAŁ, a nie chce.

może stań się chociaż trochę empatyczny. – Przyganiał kocioł garnkowi.

stąd te wcześniejsze pierdolamento o domu i bezpieczeństwie – Dziękujemy za dzielenie się z nami swoim idiolektem, narratorze trzecioosobowy.

Ale na myśl o tym, że Trent zadawał pytania, na które odpowiedź była dla niej logiczna, westchnęła rozczarowana. // Zapominam, że to przecież prosty człowiek. Zakonnik. – Tak, obwiniaj innych za to, że nie czytają ci w myślach i nie wiedzą wszystkiego. Ta, zakonnicy są tacy nieskomplikowani, pamiętamy na przykładzie potęgi Kościoła w minionych wiekach czy dostępu do edukacji. Zwłaszcza tacy zakonnicy mistycznych tajemnych zakonów ze skomplikowaną inicjacją.

– Nie oceniaj mnie. Znamy się dopiero dwa dni – O matko, standardowy tekst opkowej bohaterki. 

 
po jaką cholerę w ogóle zabierasz się za tę robotę. I mnie ze sobą. – Mnie ze sobą zabierasz się?

myślałem, że lubisz otwarte karty  Grać/grę w otwarte karty.

Zaciągnęła się dymem, po chwili wypuszczając go dość szybko. W powietrzu już zaczynał unosić się znajomy swąd palonego tytoniu. – Po co to już, to chyba normalne, że razem z paleniem wydziela się zapach.

Zauważyła, że nieświadomie delikatnie przytakiwał jej, kiwając głową – A skąd ona może wiedzieć, że nieświadomie?

Zaczęła wierzyć, że była w stanie się z nim dogadać. Doprowadzić go reprymendą do porządku, gdy jak pies nieposłusznie buszował po zawartości jej plecaka.


Mniej więcej tak się czuję, jak czytam te wyrafinowane porównania i inne metafory.

A potem dać coś od siebie. Podobały jej się takie relacje. Były luźne, swobodne i ludzkie. Normalne – O tak, ich relacje są supernormalne i ludzkie!

Dźwięk coraz bardziej narastał, kształtując pojedynczo dosłyszalne odgłosy w ton głośno stukających obcasów, które stanowiły tło dla rozmowy telefonicznej prowadzonej przez kobietę. – Z tego opka przebija wyraźna ambicja dorównania Mniszkównie.

Kurtis spojrzał na towarzyszkę pytającym wzrokiem, gdy Lara wzruszyła ramionami – Czyli najpierw wzruszyła ramionami, a później na nią spojrzał? Jak ty w ogóle nie umiesz używać spójników.

zrzucając niedopałek papierosa na podłogę – Mam nadzieję, że dom się zapali. Uwielbiam tę odpowiedzialność bohaterów. A nawet jeśli się nie zapali, to ilość śladów, jakie bohaterowie zostawili dla CSI: Praga, jest porażająca.

Croft z całej siły otworzyła drzwi do siebie i wciągnęła kobietę do środka. Kurtis podstawił bliżej krzesło i podprowadził aparatkę – Jeżu, NIE. Aparatka to nie jest równorzędny synonim kobiety, bohaterki czy czego tam.

Na oko była starsza od Lary – Na oko to chłop w szpitalu umarł. Potocyzm.

choć może i w jej roczniku – Choć może i w jej roczniku co? Rany, nie udziwniaj bez przerwy, to nie jest wysublimowane, literackie, czy co, tylko cholernie niezręczne i zwyczajnie błędne językowo.

gdyż zdecydowanie postarzał ją wygląd zewnętrzny – Za to jej nerki i wątroba były bardzo młodzieńcze.

Rozsiadła się posłuszniehttp://sjp.pwn.pl/sjp/rozsiasc-sie;2517231.html Czyli usiadła sobie wygodnie, niedbale, na luzie? Świetna postawa, zważywszy okoliczności.

W jej głosie rozbrzmiał francuski akcent – Agrrrrh, mówiła z francuskim akcentem, po prostu!

Reprezentuję interes Prezydent Krajowego Biura Interpolu Francuskiego, Mireille Balestrazzi – Mireille Balestrazzi jest prezydentem Interpolu od roku 2013. Ja już zupełnie nie wiem, jaka jest linia czasowa tego opka. Niby dzieje się po zakończeniu AoD, czyli powinno w 2003, ale wspominasz, że bohaterowie powinni mieć po 40, kiedy w 2003 są po 30. Jeśli przeniosłaś je do czasów aktualnych, wypadałoby o tym wspomnieć.

Interpol? Skąd? Jak? I dlaczego akurat teraz, psia mać? Za szybko. Nadal powinna mnie ścigać tylko policja brytyjska. No dobra, francuska też. I czeska. Ale skąd Interpol? – ...właśnie sama sobie odpowiedziała, afera jest na kilka krajów, zaiste dziwne, że włączył się Interpol.

I skąd wiedziałaś… // – Że tu jesteście? Vraiment, już każdy z wywiadu wie, jakim samochodem jeździsz. – Hahahaha! Nie no, doceniam, że genialny plan Kurtisa tak naprawdę okazał się idiotyczny.
Za to czego nie doceniam, to przekonania, że obcokrajowcy ni z tego ni z owego wtrącają rodzime słowa w rozmowę.

Miała świadomość, że nie powinna fikać. – Nie, nie wytrzymuję nerwowo tych rejestrów językowych, jakimi się posługujesz.

Czyżby twarz Croft już tak bardzo była rozpoznawalna? – Eee, to myśli ta kobieta, która była przekonana, że wszyscy pragną jej autografów, tak?

Musiała pozostać w cieniu. Dość wysoka cena za podjęte decyzje. – Och, le gasp, przez brak inteligencji nie będzie w świetle reflektorów, jak ona to zniesie!

A to i tak na niewiele się zdało, skoro wyśledziła mnie ta cnotka – a) Lara ma jakiś rentgen w oczach, pozwalający jej ocenić cudze życie seksualne? b) Jaka ona jest obrzydliwa z tym poczuciem wyższości i pogardą dla wszystkich. Ale jej nie wolno oceniać, bo się jej nie zna.

Pewnie ku przyszłej rozpaczy Zipa zmuszona była wyrzucić swój telefon i sprzęt namierzający. – Pewnie była zmuszona?

– Przyszłam usłyszeć państwa wersję wydarzeń i skontrastować ją z wynikami śledztwa. – Umieram. Do dwójki potencjalnie bardzo niebezpiecznych ludzi, w tym jednej osoby uważanej za wielokrotną morderczynię, wysłano jedną kobietę. Żeby wysłuchała ich wersji wydarzeń. Tak.

– Jakiego śledztwa? – Kurtis wyszedł zza krzesła i stanął tak, by spojrzeć jej w oczy. // Odpowiedziała poważnym wyrazem twarzy i wzrokiem przenikającym Trenta na wskroś przez prostokątne, przezroczyste okulary. // – Och, vraiment, głównie waszego. – Po wypowiedzi Kurtisa miałam ochotę napisać „Interpolu, kretynie”, ale teraz… Co, kobieta będzie konfrontować ich wersję wydarzeń z wynikami ich śledztwa? Wtf. Skąd je zna w ogóle.

Chodzi również o dowody. Podobno istnieje dziennik… // – Mówiłaś, że jak ty się właściwie nazywasz? – przerwał jej Trent. // – Mariette Carvier, a to – wskazała diariusz leżący obok pistoletu – to należy do mnie. – Może nie mam wielkiego doświadczenia w rozmowach z podejrzanymi, ale jestem przekonana, że to jednak nie jest tak, że to służby im zeznają wszystkie informacje.

Nie miał pojęcia, bo i skąd miał je mieć, że tej kobiety nikt nie musiał przysyłać. Była córką Margot. Tej nieszczęsnej Margot, która przyjaźniła się z Wernerem i przetrzymywała jego notatki, zanim ten poprosił Larę o pomoc. – To ja nie rozumiem, dlaczego sugerowała, że jest tu w interesach Interpolu i dlaczego, skoro ona przyszła prywatnie, Interpol nie wysłał do mieszkania oddziału, skoro podobno każdy wie, co się dzieje z Larą. Przynajmniej tyle dobrego, że ten genialny plan wysłania jej samotnie nie wyszedł jednak od szefostwa. Ale nawet jeśli Mariette wybrała się tam na własną rękę jest to idiotyczne. Dwójka ludzi. Potencjalnie niebezpiecznych, sprawnych w walce, pewnie niechętnych do dzielenia się informacjami, zwłaszcza ze służbami specjalnymi. Ale pewnie, najlepiej wybrać się na spotkanie samemu i liczyć, że wszystko powiedzą i oddadzą dziennik na historyjkę o mamusi, bonusowe punkty za oskarżanie o jej morderstwo.

Margot robiła w Luwrze. – Chyba kupę.

Margot robiła w Luwrze. A Mariette Carvier pracuje dla Francuskiego Oddziału Interpolu – myślała, ważąc każde ze słów. – To jakiś absurd. – A co, istnieje jakiś zakaz i córki kustoszów nie mogą pracować w policji?

Była pewna, że nie zabiła ani Wernera, ani Margot. – Ona to po prostu wiedziała, a nie była pewna.

– Monstrum już nie ma. Twoje starania, by do nas trafić, były bezcelowe – Nie, one miały cel, a że się okazało, że Monstrum nie żyje, to inna sprawa.

Mogę ci go pokazać, jeśli pozytywnie rozpatrzysz kwestię mojego uniewinnienia. – A co każe jej sądzić, że Mariette ma takie uprawnienia; że jej zdanie jest ponad całym Interpolem czy policją rozmaitych krajów?

babeczka z Interpolu doskonale go usłyszała – Babeczka jest niemal równie beznadziejne jak aparatka.

Niebo spochmurniało, momentalnie przyciemniając pokój, jak i widok za oknem. // – Co się dzieje? – Croft usłyszała niepewny głos zdenerwowanej Mariette. // Ciemność zapadła jeszcze głębsza. Wokół można było odczuć nienaturalny, wcześniej niewykrywalny zapach siarki, a kilka błyskawic przeszyło niebo, rozdzierając chmury. Światłość gromów odbijała się w oknach. Zaczęło padać. Krople deszczu rozbryzgiwały się, stukając o blaszany parapet. – Bardziej tanio być chyba nie mogło.
(i jeszcze na pewno kilka tropów)

Lara podniosła głowę. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że znała to uczucie. – To znaczy jakie?

Totalna ciemność nie pozwalała na niczym się skoncentrować – A co, w ciemności mózg się wyłącza?

luzuje ścisk dłoni – Uścisk.

ofiara łowna – Zwierzyna.

uczucie zawirowania – Wut, to znaczy jakie?

Bez żadnego oporu przewróciła się na zimne kafelki, próbując zawołać ostatni raz, jednak nie dała rady przełamać swojej bojaźni, która towarzyszyła horrorowi. – Jakie to zdanie jest złe.

W dłoni ściskała kurczowo dziennik. Miała wrażenie, że przez chwilę ktoś usilnie stara się go wyszarpać, ale nie puściła. Pięć sekund później szamotanina w jej rękach ustała. – Tak, w środku tych rąk, w żyłach chyba.

Ktoś odpuścił – Czemu? Przecież ten dziennik jest ważny, napastnik tak po prostu stwierdził, że nie da rady wyrwać go Larze, więc po pięciu sekundach odpuścił, chociaż dysponuje magicznymi mocami i morduje na odległość?

zapadła grobowa cisza – nieprzerywana nawet odgłosami burzy szalejącej za oknem – Borze, co. Nie, jak były odgłosy, to nie było ciszy.

Próbowała się uspokoić, zanim zobaczy wszystko przed sobą. Zupełnie na żywo. Lub i nie. – Zobaczy wszystko zupełnie nie na żywo, cokolwiek to znaczy.

zastąpiony przez bladość, która przypominała bladość z dnia wczorajszego – Powtórzenie.

horrendalnie milczące – Że jak? http://sjp.pwn.pl/sjp/;2560808

Żadnego pulsu w tętnicy szyjnej, żadnego pulsu przy nadgarstku. – No raczej Lara tego nie sprawdzała. Jeśli ktoś ma rozwleczone po pokoju flaki, to wspominanie o braku pulsu jest dosyć zbędne.

– Musimy stąd spadać, za chwilę będzie tu policja. – Bo telepatycznie się dowiedzieli o morderstwie? Przecież policja jest tępa, miała nie przyjeżdżać.

Brudną koszulę tuż przed wyjściem postanowił szybko zmienić w szafie martwego gospodarza. – Zmienić w co? Jeśli chciał się zwyczajnie przebrać, dlaczego właził w tym celu do szafy?

Teraz zwyczajnie wiem, dlaczego chcesz skończyć sprawę. Wiem, dlaczego to dla ciebie takie ważne. Po prostu nie lubisz, gdy ktoś wpierdala się w twoje życie, przy okazji zabijając wszystkich dookoła. I jeszcze bezczelnie zwalając winę na ciebie. – Borze, bo wcześniej to było takie trudne do zrozumienia.

Gdyby tak szybko nie opuścili sypialki, w której leżała wypatroszona Mariette, zobaczyliby na ścianie, prócz znaków Kabały, namalowane krwią niewinnej słowa układające się w niepokojące zdanie. // BÓG JEST PO MOJEJ PRAWICY. BAW SIĘ DOBRZE, CROFT. – Och, jakie to… teatralne.
Trochę trudno się chyba pisze krwią niewinnych, co?

O jakże czuję się przejęta. Ciemność, empatyczna pogoda, błyskawice i grzmoty, demoniczny śmiech, krzyki ofiary, jej flaki rozwleczone po mieszkaniu, opętanie, napis krwią i psychoza religijna. Jeszcze jakieś tanie motywy dramatycznej sceny zostały do odhaczenia? 

Sekcja szósta

Winston już od kilku godzin był w stanie permanentnego działania – jak zwykle – na rzecz zachowania schludności w rezydencji. – Tłumacząc: Winston sprzątał.

Późną nocą, a wydawało się to zaledwie chwilę temu, usłyszał odgłosy dochodzące z pokoju pani domu. Zastanawiał się, co rzeczywiście łączyło Larę z tym mężczyzną. – Borze, jakim mężczyzną, jaki związek w ogóle ma drugie zdanie z pierwszym.

Wtedy rozpoznał odgłosy rozmowy, a teraz – zupełnie inne. – Jakież to precyzyjne i potrzebne.

hrabiego Farrington'u – Bez apostrofu.

przeklinała pod nosem na jakiegoś Westa – Bez na.

Z resztą wychodził z założenia – Zresztą.

A jednak jedenaście lat było liczbą, która dopiero teraz, po dokładnej kalkulacji, zrobiła na nim wrażenie, ale i zdegustowała go. – Liczby go obrzydzają?

Od niedawna, bo aż od dnia wczorajszego – Tylko/jedynie! Nie aż! Co ci te spójniki zrobiły?

Przez chwilę deliberował sam ze sobą o tym, gdzie się aktualnie znajdował – Naradzał/rozważał ze sobą, gdzie się znajdował? Pewnie, zastanawiał się/myślał jest zbyt proste.

Kiedy po kolejnym ataku Monstrum, którego nie przeżyła Mariette, trzeba było wymyślić plan działania. – A teraz przeczytaj jeszcze raz to zdanie.

Croft od razu stwierdziła, iż odwiedzi też rezydencję – Jakie też? A co jeszcze?

Trent przyzwyczajony raczej do namiotów lub bardzo tanich moteli nie mógł wyjść z podziwu, zachwycając się rezydencją. Była spełnieniem jego marzeń o bogactwie, rozpuście i hedonistycznym stylu życia – Co ma niby budynek do rozpusty? o_O

które zapewne prowadziłby, gdyby miał takie warunki jak Lara. A że ich nie miał, musiał często pocieszać się spaniem w kradzionym Porsche. – Wypłacz mi tako rzeke. W maluchu byś se pospał, kradzionym.

Cudownie, że Croft prócz kasy i sławy dodatkowo mogła poszczycić się wartościowymi znajomościami na całym świecie. Znajomi ci gotowi byli poświęcić dla niej dosłownie wszystko, bo nawet własną karierę zawodową, bezpieczeństwo, nie mówiąc już o życiu. – Zastanawiam się, czemu, skoro niejednokrotnie jest mówione, jak to Lara ma wszystkich w dupie i nie nawiązuje bliższych relacji.

Kurtis zastanowił się nad tym chwilę i niezwykle szybko dostrzegł, że wszyscy byli mężczyznami – ...osłabia mnie, kiedy twoi bohaterowie dochodzą do najprostszych, oczywistych wniosków, a ty piszesz o tym, jakby byli geniuszami.

Z jej opowieści wynikało, że każdy z nich – niczym załoga Davy’ego Jonesa – miał u niej dług wdzięczności. A on sam czuł, że mógłby sobie z nimi uścisnąć dłoń. Był w takiej samej sytuacji. I przez tę myśl, w jego głowie pojawiło się pytanie kolejne… Z iloma takimi piratami spała? – Mam u niej dług wdzięczności. Z iloma facetami spała? Zaiste, perfekcyjny ciąg logiczny.
Btw nie, Kurtis nie ma u Lary długu wdzięczności! WSKRZESIŁO GO MAGICZNE OSTRZE, PRZEZ PRZYPADEK, ONA ROBIŁA WSZYSTKO, ŻEBY DOPROWADZIĆ DO JEGO ZGONU! AAA!

Z całego poranka pamiętał dość dobrze treść SMS-a, którego Lara wysłała podobno do swojego przyjaciela. Z telefonu Mariette. // Dziś w południe w kinie „Praga” lecą „Szybcy i Wściekli”. Będziesz?  – Gdybym dostała taki tekst z obcego numeru, to bym wzruszyła ramionami i olała sprawę. Na jakiej podstawie Dante odgadł, że to Lara oczekuje od niego transportu z Czech do Anglii?

Mężczyzna zrobił na Kurtisie dobre wrażenie, bo Dante w żaden sposób nie był w stosunku do Lary przylepą, o co Trent podejrzewał jej wszystkich znajomych, jeszcze zanim ich poznał – Pomijając koszmarny styl tego zdania, to świetnie, do całego uroczego charakteru Kurtisa dołącza jeszcze bycie zazdrosnym zaborczym bucem wobec kobiety, którą ledwo zna.

Odrobinę pulchny na twarzy i niski pilot zasypywał Croft docinkami – Uff, nieatrakcyjny. Można podbudować sobie kruche męskie ego. Btw to dość toporny sposób charakterystyki, wplecenie jej w zdanie w ten sposób.

Nie minęło kilka godzin, by pięciokrotnie poprosił – O matko, nie mam już siły. Masz jakąś betę do tego opka? Czytasz je drugi raz choćby? Bo ono jest koszmarne językowo ogólnie, a jak na coś pisane od 10 lat to wręcz niewiarygodnie.

bohaterowie ścieżką udali się w stronę rezydencji – Jakie to… szkolne. Szkoda, że jeszcze nie „nasi bohaterowie”.

– Jak to jest, że przy tobie każdy facet wychodzi na pantofla? – Trent uśmiechnął się cwaniacko. – a) Nie ma to jak zacząć konwersację pytaniem z dupy, b) hm, to nie Lara się ostatnio podniecała, że Kurtis jest taki stanowczy wobec niej?

– My? Słabi? Nie wzięłaś pod uwagę, że udaje ci się ta sztuczka tylko dlatego, że masz ładną buźkę – wypowiedział szybko, dopiero po chwili zastanawiając się nad sensem rzuconych słów. // Było już za późno. Lara uśmiechała się szeroko, patrząc na niego z wyższością. No nic, trudno. Chciał cisnąć jakąś ciętą ripostą, a skończyło się na tym, że powiedział jej komplement.  – Komplement? Rany borskie, ta uwaga była obrzydliwie seksistowska. Zdajesz sobie sprawę, że on nie skomplementował bezinteresownie jej urody, tylko powiedział, że zawdzięcza coś wyłącznie ładnej buzi, a nie osobowości czy zdolnościom?

Wsłuchiwał się w pojedyncze rżenie ogierków – Szkoda, że nie rżonko. Po co to zdrobnienie?

Szum strumyka płynącego nieopodal rozprzestrzeniał się echem wśród wysokich dębów i lip drobnolistnych. – Ale te dęby szypułkowe czy bez? Muszę wiedzieć!

bacznie obserwując reakcję twarzy Kurtisa – Kurtisa, po prostu.

Do tej pory nie zdawał sobie sprawy z jej szlacheckich korzeni i błękitnej krwi, którą nie chwaliła się przesadnie w poprzednich rozmowach. Od początku nie uważał, że Lara pochodzi z wyższych sfer – O słodki Jeżu. Jej uberwypasiona chałupa z lokajem nie dała mu do myślenia?

Kobieta nie okazała się wyniosła, nie obnosiła się ze swoim bogactwem i statusem – Lol. Z Lary aż emanuje poczucie wyższości i pogardy dla innych ludzi, co z tego, że nie na tle bogactwa.

Kurtis czuł, że to nie była wcale bajka dla niego i trudno było mu odnaleźć się, gdy równiutko ułożoną kostką brukową w towarzystwie kobiety dotarł do drzwi – Składnia, fatalny styl, niewłaściwe użycie spójników. W sumie nie wiem, po co ja to jeszcze wypisuję, choćby i tylko przykładowo.

Lara rzuciła mu ułamkowe spojrzenie – Borze, CO. 


maratonów filmowych wyświetlanych przez zabytkowy projektor – Tak, maratony były wyświetlane.

każde jej zaproszenie zwiastowało przysługę, której nigdy nie potrafił odmówić, a jaką oczywiście był przelot skądś tam – gdzieś tam – Z trudem próbuję się zorientować, o co chodzi w tym zdaniu, a przekaz, którym jest koszmarna bucera Lary – zaprasza „kumpla” wyłącznie, jeśli chce na nim wymusić darmowe wożenie jej zadu – mi nie pomaga.

Słowa Lary o tym, że posiadłość wcale nie liczyła się aż tak, chociaż dziwnie się z tym czuł, podbudowały Kurtisa. – Dziwnie czuł się z tym, że posiadłość nie liczyła się aż tak?

Zauważył, że kobieta nie była czystsza ani bardziej zadbana po męczarni najpierw w Paryżu, potem w Pradze. – Nie mam siły do tego stylu, naprawdę.

Na pierwszy rzut oka bynajmniej nie wyglądał na starca, ale w jego oczach dostrzec można było charakterystyczny błysk będący domeną młodych – Nie wyglądał na starca, ale w oczach miał młodzieńczy błysk. Tak, kompletnie jest to ze sobą sprzeczne.

Całe to ględzenie o seksie i mentalne przepychanki są strasznie szczeniackie.

Rzucił wzrokiem na eleganckie, wielkie łóżko okryte jedwabistą pościelą o szkarłatnej barwie. Udekorowana połyskującymi okruchami złota nić delikatnie opadającego baldachimu przykuła uwagę mężczyzny tylko na sekundę, może na pół, gdyż od razu po tym wyobraźnia zatrzymała się na wykreowanym obrazie bezbronnej i przywiązanej do stelażu z ciemnego drewna Lary. – Eee, no ja też mam swoje fetysze, nie mam nic przeciw bdsm, ale jeśli to jest jego pierwsza absolutnie myśl, to trochę zapala mi się czerwona lampka.

Kurt uśmiechnął się, patrząc na swoje odbicie. // Nie będziesz tak ze mną pogrywać. Zobaczysz, doigrasz się za takie coś. – To też brzmi niepokojąco, jak myśli potencjalnego gwałciciela.

Wyszedł z łazienki i dorwał ją przy drzwiach, zanim jeszcze zdążyła wyjść z pokoju. Pewny był, że wcale nie chciała wychodzić. // Wystarczyło jedno spojrzenie, a domyśliła się, o czym fantazjował. Mocno pchnęła go przed siebie tak, że mężczyzna przewrócił się plecami na łóżko. – Albo przeleciał pół pokoju, albo pomieszczenie było malutkie, bo kto stawia takie łóżko tuż przy drzwiach?

Przez myśl przeszło mu, że za chwilę przeleci najprawdziwszą hrabiankę z któregoś tam pokolenia, jakiegoś tam rodu, jakiegoś tam króla. Nie interesowała go historia. – To też jest dość dziwna myśl, zwłaszcza jeśli go to nie obchodzi.

– Zerżnij mnie, Trent. – Usłyszał, gdy palcami dotykał śliskiego materiału jej majteczek. – Czy tylko ja uważam, że to zdrobnionko jest obleśne?

Rozkosznym było dla niej, kiedy dwudniowy zarost Kurtisa jak papier ścierny ocierał o jej uda. – Ja rozumiem, że można lubić zarost, ale serio, tarcie papierem ściernym po udach też jest takie rozkoszne? Nie sądzę, żeby to było najszczęśliwsze porównanie.

Zabiły mnie zestawienia typu „zerżnij mnie coś tam coś tam majteczki”. Okropnie mieszasz rejestry ogólnie, ale w scenie erotycznej wypada to szczególnie fatalnie.
Ale tak szczerze, to czytałam znacznie gorsze.
Tyle że po przeczytaniu całości opka nie mam pojęcia, po co ta scena była – w zasadzie w żaden sposób nie wpływa na relacje Lary i Kurta, do niczego nie prowadzi, niczego nie zmienia. Rozumiem, że nie wszystkie sceny muszą mieć jakiś nadrzędny cel, czasem wystarczy sama rozrywka czy chęć pofapania sobie ;P ale jednak powinny sprawiać wrażenie, że są po cokolwiek, choćby po jakąś głupotę. I powinny jakoś wpływać na dalszą akcję, relacje – nawet jeśli bohaterowie traktują seks instrumentalnie, jako czystą rozrywkę, to… to właśnie choć to powinno być widać. Tymczasem jak dla mnie tej sceny mogłoby w ogóle nie być i nie zmieniałoby to absolutnie nic.

Ponieważ od scen erotycznych w opkach na ogół spada mi libido, muszę sobie jakoś podnieść. W ogóle stwierdziłam, że tej ocenie potrzeba wsparcia estetycznego, spodziewajcie się od teraz. 


Dziwne, że nikt nie monitoruje obiektu. // – Mówiłem panience, że rozmawiałem z policjantami bardzo długo. Po tygodniu najwyraźniej znudziło im się czekanie na ciebie, skoro dobrze wiedzą, że jak chcesz się gdzieś zaszyć, to panienki nikt nie znajdzie. – Ale mowa o MONITOROWANIU obiektu, to można robić zdalnie, i jest skrajnie nieodpowiedzialne i durne, że tak nie postąpiono. W ogóle załamuje mnie, jak wyobrażasz sobie pracę policji. Znudziło im się, to przestaną wykonywać swoje obowiązki i prowadzić śledztwo. I nikt nie znajdzie, tak. W sumie racja, też by mi nie przyszło do głowy, że ktoś może być tak niewiarygodnie durny, żeby ukrywać się najpierw w domu ofiary, a później we własnym.

Winston powracał do swoich przyzwyczajeń. Sukcesem pozostawało dla niej, że zaczął mieszać i kombinować, i nie nazywał już jej damą czy panienką w każdym zdaniu. // Jak gdyby wcale nie miała trzydziestki na karku… – Trzydziestolatka nie może być damą ani panienką?

Nie musieli tak pędzić – Lasia jest ścigana za wielokrotne morderstwa, śmiem twierdzić, że jednak musieli.

Niepozorne milczenie – *sigh* http://sjp.pwn.pl/sjp/niepozorny;2489433.html

nagła zmiana nastroju towarzyszki zaskoczyły Trenta, bo do tej pory twierdził, że nie trzeba oddzielać obowiązków od przyjemności grubym murem – Już nawet nie próbuję zgłębiać związku pomiędzy poszczególnymi częściami zdań.

Odkąd opuścili dwór, w ogóle wydawała się jakaś dziwna, nieobecna. Unikała rozmowy i kontaktu wzrokowego, kilka razy bełkocząc coś tylko pod nosem o robocie. – Bo normalnie Lara jest taka pogodna, otwarta i towarzyska.

Zza rogu wyjechał samochód dostawczy z logiem Mercedesa na grillu.


Maskownicę nazywa się grillem – tak, zgadliście – potocznie.

Z czarnego wozu wyskoczyło sześciu wysokich mężczyzn o potężnych ciałach. // – Bezszyjne miśki... Zanim zdążą się ruszyć, będą leżeć i kwiczeć. // Wyciągnęła pistolet z plecaka, jednak Kurt pociągnął ją za rękę i oboje schowali się za zaparkowaną toyotą, w bezpiecznej odległości. Obserwowali z daleka, jak nieznajomi otwierali drzwi wozu dostawczego, by wyładować z niego kilka beczek. // – Powaliło cię? – szepnął Kurtis dyskretnie. – Nie możemy tak po prostu ich zabić. // – Wyglądają na najemników Kabały. – Pewnie, najpierw strzelaj, potem zadawaj pytania. Albo najlepiej wcale.

Nawet nie wzięła pod uwagę jego propozycji. Nie miała czasu, lada moment mogła wydarzyć się kolejna tragedia. – Niby jaka, ochroniarze wejdą do budynku? Drżę ze zgrozy.

Croft cudem spokojnie zasnęła w swoim łóżku po rozmowie z Kurtisem, w czasie której ustalili, by jak najszybciej pozbyć się przeciwnika i zakończyć niewygodne śledztwo, a potem oddać przestępcę w ręce policji i oczyścić nazwisko Lary – Yyy… myślałam, że to tak jakby oczywiste, nie wiem, co tu było do ustalania...

Na jej nieszczęście Trent dialogu kompletnie nie pamiętał. Od samego początku wiedziała, że mu się podobała – Zaczynam podejrzewać, że bohaterowie cierpią na jakieś zaburzenia. Te nagłe przeskoki do kompletnie niezwiązanych ze sobą myśli…

Rozmowa nie trwała krótko, toteż Lara w myślach pochwaliła Kurtisa za to, że tak długo starał się skupić, próbując za wszelką cenę nie gapić się na jej biust. – O matko, szok, co za osiągnięcie, facet, a nie ślini się bezustannie do cycków! To jest naprawdę smutne, jakie ona ma niskie standardy.

Zobaczył ją, jak podkradała się do najmity obserwującego teren przed murem i zaczął dokręcać tłumik do Borana-X. Kurtis automatycznie wyciągnął pistolet. – Najpierw dokręcił tłumik, a dopiero potem wyjął broń? Magik. I po cholerę to Kurtis, jakby się podmiot zmieniał.

nie zdążyła zakraść się i pokonać przeciwnika bezdźwięcznie. Szybko chwycił za spluwę, ale nie wyrobił się z wystrzałem, bo Kurtis skasował go od razu – Tutaj z kolei podmiot by się przydał, bo w pierwszej chwili miałam wrażenie, że za spluwę chwycił Kurtis (fragment jest z jego perspektywy).

Nagle obserwator dostrzegł Larę, więc nie zdążyła zakraść się i pokonać przeciwnika bezdźwięcznie. Szybko chwycił za spluwę, ale nie wyrobił się z wystrzałem, bo Kurtis skasował go od razu, kilkoma strzałami dziurawiąc jego plecy jak sito. Lara złapała upadające zwłoki i delikatnie położyła je na chodniku. Rozejrzała się. Teren fabryki był opustoszały, a dzielnica okazała się smutnym odludziem. Na szczęście. // – Brawo – szepnęła do Kurtisa, gdy podszedł do niej bezszelestnie. // Oboje przystąpili bliżej, a reszta najemników nadal wypakowywała beczki z bagażnika. – Lol. Ok, strzelał z tłumikiem, ale ta jasne, już wierzę, że to wszystko przebiegło w tak idealnej ciszy, że pozostali nic nie zauważyli. Tym bardziej, że odnośnie tłumików: http://gry.onet.pl/artykuly/narzedzia-wojny-prawdy-i-mity-na-temat-tlumikow-dzwieku/1ywb7

innym zapewniała kule, które przeszywały na wylot – To brzmi tak, jakby im te kule podarowała.

– Jest ktoś, no poza Winstonem, Leydonem i tym całym Zipem, kogo nie zabiłaś? – Eee, większość ziemskiej populacji?

– Zwykli dostawcy. – Zaglądała jednemu z mężczyzn w dokumenty. – ...Pewnie. Może niewinni ludzie. Ale po co o tym myśleć, po co się martwić wcześniej albo teraz.

#wsparcieestetyczne
Gdyby podniosła wzrok, dostrzegłaby w oknie starszego, postawnego mężczyznę, który – uśmiechając się – chwalił się światu ogromnymi dołeczkami w policzkach – Ta, bo cały świat go obserwował. I bardzo mu zależało, żeby podziwiał te dołeczki.

Nie był urodziwy, za to niezwykle wysoki i szczupły. – Wiesz, to niekoniecznie jest wyrównująca zaleta. Znów zły spójnik.

Jedną ręką delikatnie odsunął firankę w swoim gabinecie, drugą dłonią wyciągnął z kieszeni telefon. – Po co to dłonią, jakby nie było w domyśle, czym.

Poproszę z głównym inspektorem, tak. Dziękuję. Dzień dobry, panie inspektorze. Pod jedną z moich firm właśnie widziano poszukiwaną, o której ostatnio rozmawialiśmy na kawie w Cornerstone Cafe. Owszem, wciąż znajduje się na mojej posesji. Tak, tej na świętej Heleny. – Jak rozmawiasz z kimś przez telefon, to powtarzasz każdą wypowiedź rozmówcy? Mocno nieudolny zabieg z przekazaniem treści czytelnikowi.

Proszę również przysłać, jak można się spodziewać po pani Croft, karawanę karawanów – Inspektor policji nie zajmuje się organizowaniem pogrzebów. Owszem, zwłoki zostaną niedługo zabrane, ale też się przysyła do nich odpowiednie służby, to jest morderstwo, trzeba najpierw zbadać miejsce.

Gdy chciał naładować swoje baterie, wypijał drinka – A czyje niby inne, jak nie swoje.

Gdzieś w oddali zdało się usłyszeć sygnał radiowozu – Zdało się usłyszeć?

Kurtis nie miał zamiaru dyskutować z kobietą. – ...mam szczerą nadzieję, że kobieta to tylko niefortunny synonim do Lara, bo naprawdę wystarczy mi seksizmu w tym opku.

Podszedł do Mercedesa i otworzył drzwi. Kluczyki były w środku, przekręcił je więc, wrzucając tuż potem wsteczny bieg. Zaczął cofać. // – Wsiadaj. Zrobimy to po mojemu. // – Nie. // Sytuacja stawała się coraz gorętsza tym bardziej, że syreny wyły jeszcze głośniej. – Wyjaśniam: jadą po nich trzy radiowozy, ale Lara Wie Lepiej i postanawia jeszcze pozwiedzać miejsce, żeby załatwić porachunki z hipotetycznym dla niej wrogiem. Borze, brak mi słów na jej patentowy debilizm.

Efekt Dopplera nie kłamał, gliniarze po prostu dojeżdżali do celu. – Efekt Dopplera, och och, jak elokwentnie. Rany borskie, po co w ogóle piszesz takie rzeczy i to po kilka razy, czytelnicy nie są debilami, załapałam, że policja jedzie, po pierwszej wzmiance o sygnale.

Trwało to nawet zbyt krótko, ktoś musiał dać policji cynk. Może ten przechodzień? Mało ludzi mieszkało w pobliżu? – Znowu. Znowu milion do zbędności i bohaterowie z tytanicznym trudem dochodzący do najprostszych wniosków.

Ale, skoro policja tu zmierza, gdyby Lara znalazła winnego, od razu mogłaby się oczyścić! Otaczało ją przecież mnóstwo dowodów. – Borze. Rzeczywiście mnóstwo dowodów. Laska zostawiła w tym miejscu po sobie sześć trupów, bo tak, na pewno policja z radością wysłucha zapewnień o jej niewinności.

#wsparcieestetyczne
Już mi nawet się nie chce komentować reszty jej zachowania, głupoty i focha.

– Nagle stałaś się pustą ignorantką, która chce wszystkich wymordować. // – Zwyczajnie potrafię oddzielić seks od roboty. – – Co sądzisz o koncepcjach Hegla? – Pranie jeszcze nie wyschło. Tyle samo związku i sensu ma ten dialog.
Btw ja bym nie powiedziała, że nagle.

Jak mogłem się nie domyślić, że w terenie zmieniasz się w skostniałą? – Rany borskie, o czym oni w ogóle rozmawiają? W akcjach w terenie jakby nie o uczucia chodzi, skąd oni wytrzasnęli temat tego seksu, wtf.

Wystarczyłoby mnie po prostu uprzedzić, że nasze stosunki są od czegoś zależne. – Ja nie wiem, on się po jednym numerku z prawie obcą kobietą spodziewał nagłego pożaru uczuć i miłości po grób?

z bagażu Lary wyciągnął pistolet. Spojrzał na niego, po chwili wysuwając magazynek i opróżniając go. Dlaczego to robił? Czyżby przeczuwał zagrożenie? A może nie chciał, by kobieta stawiała się tak mocno? – Pewnie, nie będzie mu baba mu deptać po kruchym ego.
Btw pozbawianie kogoś broni (wnioski, że Lara mogłaby się zwrócić przeciw niemu, są kompletnie z dupy) w chwili zagrożenia jest kompletnie idiotyczne.

GPS był włączony. // Proces namierzania rozpoczęty. – Dopiero teraz rozpoczęty, nie trwał już jakiś czas?

Tymczasem z suk wysiadło paru uzbrojonych policjantów. Byli w kominiarkach. – Czemu zwykli policjanci mieliby chodzić w kominiarkach?

Lara oszalała ze zdenerwowania. Wyciągnęła pistolet i bez pomyślunku oddała kilka strzałów przez szybę. Z pukawki wydobyło się ciche kliknięcie, ale nic poza tym. Croft spojrzała na Kurtisa pełnym nienawiści wzrokiem. // – Psiamać, Trent. Gratuluję. To twoja wina. – Mnie już naprawdę brak słów na ten bezmiar debilizmu. Strzelanie do policjantów. Jak ją po tym wszystkim uniewinnią, to coś mnie trafi.

Sekcja siódma

Gdyby było to w nawyku Lary, nerwowo obgryzłaby wszystkie paznokcie. Niepokoiła ją myśl, że przecież ułożyła z Kurtisem bardzo dobry plan. Który nie wypalił. – Chyba zabraknie mi gifów przed końcem tej oceny. 

#wsparcieestetyczne
Poświęciłam się i wróciłam jeszcze raz do szóstego rozdziału (właściwie dlaczego nazywasz je sekcjami, żeby było bardziej ql?), bo dopuszczam możliwość, że mam zlasowany mózg i coś przegapiłam. Otóż wygląda to tak:
– Lara oznajmia niechętnemu Kurtisowi, że pojadą pod adres z telefonu Mariette,
– Kurtis po dojechaniu na miejsce wciąż jest niechętny, proponuje, żeby wrócić w nocy, opowie jej, jaki ma plan,
– Lara oczywiście Wie Lepiej,
– kłócą się,
– mordują sześć osób, bo Lara Wie Lepiej,
– znów się kłócą, Kurtis chce wracać, Lara oczywiście Wie Lepiej, więc zamierza zostać na miejscu,
– ostatecznie z wielkim fochem wsiada do samochodu,
– wielkie zdziwko, bo ściga ich policja,
– próba STRZELANIA DO POLICJANTÓW.
Możesz mi wyjaśnić, gdzie w tym wszystkim był ten genialny plan?

Mieli zająć się agentem tych pieprzonych nieruchomości. – ...aha. Nie no, rewelacyjne. To już Izma i Baldrick mieli lepsze plany. I jakim agentem nieruchomości? Nie określa tak chyba właściciela laboratorium…?

Żałowała, że nie zrobiła tego wcześniej, tylko wsiadła do samochodu. Nie było słów, które określiłyby jej wściekłość. – O borze, jaką mam ochotę zrobić Andreę Sasch przed Mirandą Priestley. Pierdol się, Laro. Pierdol się.
Do tej pory z bohaterek literackich najbardziej nienawidziłam Ireny Heron, Cathy Dollanganger i Cosette, ale Lara jest silną konkurencją. Moja nienawiść do niej jest tak skondensowana, że niemal namacalna.
Laska właśnie zabiła sześć osób, głównie bo tak, nie sprawdzając, czy naprawdę są winne. Próbowała zabić policjantów, którzy zawinili tym, że wykonują swoją pracę i próbują złapać seryjnego mordercę. I jej jedyną reakcją jej wściekłość i foch, bo coś poszło nie po jej myśli (oczywiście genialnej) i nie zdążyła zabić jeszcze jednej.
Pierdol się, Laro.

Trent zachowywał pozory spokoju, właściwie nie czuł żadnego nabuzowania – Jeśli nie czuł nabuzowania, to spokój był prawdziwy, a nie pozorny.

Nagle młodego policjanta zaszedł od tyłu starszy kolega po fachu – lekko przyprószony, z dorodnym zarostem i spojrzeniem szczwanego lisa – Przyprószony śniegiem czy popiołem?

Inspektorowi wcale to nie przeszkadzało, a przynajmniej nie pozostawiał po sobie żadnego takiego wrażenia. – Nie sprawiał takiego wrażenia.

Znany i ceniony agent nieruchomości, także właściciel siedziby Brytyjskiej Agencji Botanicznej – Próbuję sobie wyobrazić, w jakich okolicznościach agent nieruchomości mógłby posiadać siedzibę BAB-u, i niezbyt potrafię.

Akurat w odstępie dwóch dni wstecz w okolicy doszło do trzech obrzydliwych morderstw. W mieszkaniu dwóch z trzech ofiar znaleziono również wasze odciski. Ubrania, kubki, takie tam. No i przeraźliwe napisy na ścianach – Że niby Praga to okolice Londynu?

Inspektor był ciekawy reakcji podejrzanych na pokazane im zdjęcia. Już za kilka dni miał przejść na emeryturę i stać się prywatnym detektywem. – Następny ze skupieniem myśli na poziomie schizofrenika.

Potrafił działać na wielu płaszczyznach jednocześnie. W czasie monologu przelatywało mu przez głowę wiele idei. – O jkjp, potrafił jednocześnie mówić i myśleć. Geniusz.

Ostatnia sprawa w starym i nowym fachu. Miała podobno sprawiać, by nie odczuwał presji związanej z ostatnimi dniami w pracy. A przynajmniej tak twierdzili inni inspektorzy. I jego żona. – Że co? Dają mu na pożegnanie sprawę okrutnego seryjniaka działającego na terenie kilku krajów i to ma sprawiać, że ma nie odczuwać presji?
W ogóle tak jakby takie sprawy przydziela się ze względu na kompetencje, a nie czyjeś samopoczucie.

Niedoczekanie, popaprańcy. – o_O Przeklęci koledzy i żona, jak śmią troszczyć się o jego nastrój.

Nie bez trudu ukrywał zdziwienie, które pojawiło się, gdy już prawie był pewien, że ta dwójka nie miała pojęcia o tym, co wydarzyło się na Petrovicach. – Lol. Kurtis i Lara czytali artykuł o pierwszym zabójstwie na Petrovicach, drugiego byli świadkami.

a w mieszkaniu jednego denata przyłapano panią Croft na ucieczce z miejsca zbrodni – Albo na próbie ucieczki, albo nie przyłapano, a co najwyżej zauważono.

Nie skończy się na odebraniu licencji. Nie tym razem, lady Croft. – Lara ma licencję na zabijanie, jak James Bond? Jeśli nie, to o jakiej licencji mowa? Coś z archeologią?

Wzrok pewnego siebie, niesamowicie silnego psychicznie człowieka, który nie mrugnął. – Ten wzrok nie mrugnął. Powiedz mi, czym objawia się ta rzekoma niesamowita siła psychiczna Kurtisa? Brakiem mrugania?

zbyt wiele – Za wiele.

Być może byłby skłonny po samym tym spotkaniu dać wiarę Larze, że nie miała zbyt wiele wspólnego ze wszystkimi wydarzeniami, w końcu to do niej skierowany też był napis na ścianie najświeższej denatki – A inspektor miał pięć lat i nie przyszło mu do głowy, że mogła to być oczywista zmyła.

Na pewno nie uwierzyłby w najszczersze zeznania Lary, która zgodnie z prawdą mogłaby przyznać, że Kurtis nigdy nie miał ochoty pozbawiać kogoś życia. – Oczywiście, bo Lara świetnie zna Kurtisa przez całe życie i jest z nim połączona telepatyczną więzią.

Wiele razy Trent dawał jej na to dowody – Eee, kiedy? Walczył przy niej w Luwrze, do spółki z nią zabił dostawców – owszem, zrobił to dopiero po jej debilnej akcji, wcześniej próbował ją powstrzymać, ale bynajmniej nie opowiadał, jak to jego czysta dusza wzdraga się przed zabijaniem, przecież blokowanie genialnego planu Lary mogło – i tak to odebrałam – być czysto praktyczne. Chyba że chodzi o to, że nie zabił Ljudmiły ani Winstona. A mógł.


Wiele razy Trent dawał jej na to dowody. Teraz leżała na pryczy pod ścianą, a zrezygnowany Kurtis usiadł obok niej. – Związki przyczynowo-skutkowe w tym opku są już nawet nie zwykłą ku… prostytutką, a nierządnicą babilońską.

Sąd Najwyższy? Ten inspektorzyna kpił, czy może naprawdę uważano ich za tak skostniałych, pozbawionych uczuć psychopatów, że żadne leki nie byłyby w stanie pomóc na taką silną dewiację? – Nie no, oczywiście, że inspektor żartował, w końcu seryjnym mordercom się tylko grozi palcem i wypuszcza po łagodnym pouczeniu. Zupełnie normalni ludzie, tylko społeczeństwo nadaje im te krzywdzące etykietki psychopatii. Tak.

#wsparcieestetyczne
Teraz czekało ich już tylko dożywocie w HM Belmarsh pod Służbą Więzienną Jej Królewskiej Mości. – Tylko jego, jako że to więzienie dla mężczyzn.

Lara udawała, że go nie słyszy. Nie tylko dlatego, że wciąż była na niego zła, bo znów miał czelność dotykać jej rzeczy, na dodatek opróżnił cały jej magazynek. – No jasne, totalnie to jest najważniejsze w tej sytuacji, grunt to mieć powód do focha.

Potrafił się jej postawić, ale ujawniał troskę i słabości, których okazywać nie powinien. – Powinien jak prawdziwy mężczyzna żuć gwoździe i pluć zszywkami.
To naprawdę aż smutne, jak zakompleksieni i popaprani emocjonalnie są twoi bohaterowie – wydaje im się, że normalne, ludzkie uczucia godzą w ich wizerunek (zbudowany na wpojonych przez społeczeństwo głupawych i krzywdzących stereotypach) i są dowodem słabości.
Czasami naprawdę o wiele więcej odwagi potrzeba, żeby okazać uczucia, niż żeby tego nie zrobić.

Zastanawiała się, czy wcześniej poznała innego mężczyznę? A może aż tak się zmienił pod wpływem spędzonego z nią czasu? – A ona zna go tak długo, że ma świetne podstawy do wnioskowania o jego charakterze, tja.

Albo zawsze był taki przewrażliwiony na punkcie obrony ludzkiego życia? – Ten cytat pokazuje, że Lara to psychopatka na miarę Jokera z Mrocznego rycerza – tyle że akurat ma fantazję rozwalać antyki, zamiast rozwalać Gotham. Ona w ogóle nie czai wartości ludzkiego życia. Do tego jest tak kompletnie oderwana od rzeczywistości, że zupełnie nie widzi rozmiarów swojego odczłowieczenia i uważa, że „więzienie dla psycholi” nie jest dla niej.

Z resztą, kogo to teraz obchodzi? – Zresztą.

Przez ciebie tkwimy tu – To mówi Lara do Kurtisa. Brak mi słów na taką bezczelność.

Co masz zamiar z tym zrobić? // – Cokolwiek, ale bez ciebie. To już nie twój interes. – Trudno będzie, zważywszy na to, że będą razem sądzeni i siedzą w jednej celi. A nie powinni, raz, rozdzielność płciowa, dwa, przecież mogą w tej sposób ustalać sobie wersje zeznań.

A jednak masz zastrzeżenia, skoro mi nie ufasz i zachowujesz się jak mój ojciec. – A nie jesteś moim prawdziwym ojcem!!!11 Nie mów mi, co mam robić!!111 Myślałam, że bardziej jak zbuntowana gówniara już trudno się zachowywać, a jednak.

– Najwyraźniej potrzebujesz kogoś, kto nauczy cię rozwagi. Daj spokój, rozstrzelałabyś ich i uciekła przez szybę w samochodzie? Jaki miałaś plan? Szarpią tobą emocje, adrenalina sprawia, że podejmujesz zbyt radykalne decyzje bez przemyślenia ich. Cud, że jeszcze żyjesz. // Lara wyczuła w tym ogrom pompatyczności. – Primo: wow, jak raz zgadzam się z Kurtisem. Secondo: nie wiem, gdzie w tych słowach jest przesadna podniosłość, uroczystość czy ceremonialność.

Przemyślała więc je w ułamek sekundy, ale nie miała zamiaru spędzać więcej czasu z kimś, kto chciał stać się jej ojcem. – No mówiłam, zbuntowana gówniara, której się wydaje, że zawsze Wie Lepiej, i nie będziesz mną rządził dla zasady, nieważne, co mówisz.

Miała już ojca. Nie potrzebowała drugiego, tym bardziej, że po tonie głosu rozpoznała, iż Trent próbował wmówić jej, jak bardzo jest jej potrzebny. Sęk w tym, że nie był. // Nie będziesz mnie trzymał za rękę. Zapomnij. – Te przemyślenia brzmią naprawdę niepokojąco, biorąc pod uwagę, że Kurtis i Lara uprawiali seks.

Trochę jak Werner… tylko Werner nie miał tego kija w dupie, wyhodowanego pewnie przez braciszków z Lux Veritatis. Potrafił jednak czasem podnieść głos. – ..że co. Ona ma chyba już kompletną dysmózgię połączoną z zanikiem pamięci. Kto się zachwycał, że Kurtis jest taki och ach stanowczy względem niej?
I jak ktoś się nie wydziera na innych, to znaczy, że ma kij w dupie. Aha.

Kurtis był jak Margot i Mariette, Bouchardt, Pierre oraz Ljudmila. Jeszcze pewnie i Janice, i sto innych osób, których poznała i wykorzystała, zostawiając ich wszystkich na śmierć. – Eee, no pomijając jej megażalowe metody ratunku, to nie miała zamiaru zostawić go na śmierć. Teraz też nie, w Wielkiej Brytanii kary śmierci za zbrodnie nie stosują.

Znajomość z Kurtisem była nierozważna. Croft pożałowała, że dotarła do tego dopiero teraz. – Jakie dotarła. Na przykład uświadomiła sobie.

To dlaczego przywróciłaś mnie do życia? – *przewraca oczami* Zrobiło to magiczne ostrze, Lara nie wykonała w tym kierunku ani jednego kroku.

Dlaczego kochałaś się ze mną – Dla orgazmu. Ja nie mogę, co za kretyńskie pytania.

i byłaś zupełnie inną osobą? – Jak dla mnie była dokładnie taką samą bezmózgą fochatą histeryczką.

No dobra, owszem, Lara odpowiada podobnie, ale oczywiście kłamie, rani go, a Kurtis spodziewał się czegoś innego! Srsly? Od kiedy oni uważają się za takich czułych?

Gdybym cię nie powstrzymał, teraz siedziałabyś tu jeszcze za zastrzelenie policjanta przy świadkach. Przecież to ty zawsze chcesz pokonać wszystkich dookoła, jak gdyby to były jakieś pieprzone zawody, Croft. Emancypantka i ignorantka, do jasnej cholery – Zgadzam się co do ignorancji, ale nie mam pojęcia, co to ma wspólnego z emancypacją.

Wyszedłbyś z nimi pogadać, a oni podziurawiliby cię jak jakiś pierdolony durszlak. – O ile pamiętam, to Kurtis nie zamierzał znienacka wyskoczyć i zapytać, czy ktoś ma chwilę na rozmowę o Jezusie, tylko jakoś dostawców podejść. Co było znacznie lepszym pomysłem niż wymordowanie wszystkich na wstępie bez zadawania pytań.

– A z ciebie fiut, wszystko byś zwalił na kobietę. // Fiut?! Kobietę?! To twoje argumenty, naprawdę? // Utrzymywał nerwy na wodzy, chociaż męskie ego nie chciało trwać w spokoju zbyt długo. – To dobrze, że tym razem przynajmniej po części jesteś świadoma tego seksizmu, ale i tak mi gorzej od tych uroczych bohaterów. 


– Jesteś idiotką, która wierzy naiwnie, że jest najmądrzejsza – wyrwało mu się, choć ostatecznie nie chciał, by tak to zabrzmiało. // – W porównaniu do ciebie TAK! Gdyby nie ja, zeskrobywali by nas teraz z ulicy! // – Odchodzę. Jednak nie da się z tobą wytrzymać, nie dziwię się, że taka typiara jak ty wiecznie jest sama. // – Jestem sama z własnego wyboru i tobie nic do tego! – rzuciła na końcu. – O kurde, ta cała rozmowa jest taka dojrzała, że zabrakło mi tylko „chyba ty” i „powiem pani”.

Zanim się odwrócił, zjawiła się tuż obok niego – Ona ciągle była tuż obok niego. Siedzą razem w celi. Dlatego też w tym kontekście to powyższe „odchodzę” brzmi strasznie głupio.

Jeżu, jak mam dość tego pierdololo o uczuciach i kłótni. W kółko ględzenie o tym samym i fochy skrajnie antypatycznych bohaterów. Można to było znacznie krócej napisać.
W ogóle masz tendencję do koszmarnego nadużywania słowa skostniała.

Chwyciła go za szmaty – Tak, do podłogi.

przycisnęła do krat. Huk, który oboje wywołali – Co spowodowało ten huk, przyciśnięcie do krat?

Nocny dyżur nie należał do najprzyjemniejszych tego wieczoru. – Tak, do dyżurów tego wieczoru. Składnia.

Areszt ten również nie zaliczał się do największych, więc strażnik zdążył przyzwyczaić się już do błogiego spokoju. – Dlaczego superprzestępców zawieziono do zadupiastego aresztu?

Wymierzył w Larę paralizatorem, a ta posłusznie wykonała rozkaz. // – Co tu się stało? – zapytał, odwracając się do Kurtisa. // – Nic. Mogę to pożyczyć? – zmieniła temat Croft, wskazując palcem broń w dłoni gliniarza. // Facet nie zdążył odpowiedzieć, bo już leżał na ziemi otumaniony dość sporą dawką rażenia. Przeszukała go, zabierając klucze i obok leżący pistolet. Po chwili razem z Kurtisem szybko wydostali się z celi. – ...ręce opadają. Ten profesjonalizm policji, ta niebanalna akcja, ten Imperatyw Narracyjny.

Jednym ruchem paralizatora Croft załatwiła swojego przeciwnika i spojrzała na Trenta, który nie miał tak łatwo. Nie mógł użyć broni, bo strzał rozszedłby się po całym areszcie. Walczył gołymi rękami. – I ten policjant też miał opory przed użyciem broni czy innym sposobem narobienia hałasu?

Bohaterowie popatrzyli na siebie, sfrustrowani swoją obecnością w tym miejscu, czasie i towarzystwie. – Tja, teraz im się zebrało.

Nie po to walczył tak delikatnie – Walczył delikatnie. Widzę coś takiego: http://satwcomic.com/epic-battle

żeby teraz huk wyrwanych z zawiasów drzwi przywołał więcej niebieskich. – Tak, bo już uwierzę, że do tej pory było bezszelestnie, że na tym posterunku nie ma monitoringu, nikt się nie zainteresował zniknięciem kolegów, nic.

Ustąpił dopiero trzeci.  – Zazwyczaj ustępuje zamek, a nie klucz.

Lara spojrzała na niego z wyższością, stojąc przed nim, ledwo się mieszcząc. Mężczyzna bez pardonu opuścił głowę i spojrzał na jej biust. – Świetna chwila na metaforyczne porównywanie genitaliów.

– Dobrze ci tak? – zapytała szeptem, na co powinien jakoś zareagować, ale czerpał zbyt dużą przyjemność z obserwowania unoszących się pod wpływem jej oddechu piersi. – Wybaczcie mój klatchiański, ale on jest chyba niedoruchany na kilometry.

Po chwili usłyszeli tupot nóg i jakieś krzyki. Gromada policjantów przebiegła korytarzem. // – Ciesz się, że to tylko areszt – wyszeptała. // Trent stał cicho, nasłuchując, w oddali słyszał jeszcze jakieś odgłosy. Chwilę później wszystko ucichło. Ostrożnie otworzył drzwi, rozglądając się po korytarzu. // – Czysto – stwierdził krótko i wyszedł z kanciapy. – Oczywiście. Wszyscy w owczym pędzie pobiegli w jednym kierunku, w ogóle nie sprawdzając żadnych pomieszczeń.

Lara wciąż dotrzymywała mu kroku, więc szybko oboje znaleźli się na parkingu policyjnym. – I co, on też nie miał monitoringu?

Po drugiej stronie ulicy stało czarne BMW. Na nic już nie zważając, jakby totalnie nigdy nic, Trent podszedł do wozu i, majstrując coś przy zamku, otworzył drzwi. Odpalając gaz od iskry, dość szybko – jak na ten sposób – wystartował po cichu. Cel jak zawsze miał klarowny: lokal pana agenta na świętej Heleny szesnaście. – Pojechanie tam kradzionym z parkingu policyjnego wozem to genialny pomysł, naprawdę.
Oczywiście Kurtis niczego się nie nauczył i nie sprawdzi, czy pojazd tym razem nie ma urządzenia namierzającego, no bo po co.

Tymczasem Lara wybrała inne rozwiązanie. Rzuciła pewnym okiem na podjeżdżający pod parking radiowóz. Nie miała czasu na ukrycie się, a skoro i tak potrzebowała wozu, postanowiła więc znokautować stróża prawa. – Dkjp, to se wybrała furę, na którą nikt zupełnie nie zwróci uwagi… Ucieczka z więzienia radiowozem, jeżu.


Gdy tylko policjant wyłonił się z pojazdu, Croft załatwiła go z zaskoczenia kopniakiem. Kiedy oszołomiony gliniarz przewrócił się na ziemię, zgarnęła jego kluczyki i samochód, dobijając go drzwiami z impetem, gdy ledwo zaczął podnosić się z ziemi. Znów runął jak długi, tym razem tracąc przytomność. Nie czekała, aż strażnik pozbiera się ponownie i wyjechała z parkingu, przyspieszając na prostej drodze. – Bo ta policja to taka tępa, panie dzieju. Protip: bohaterów, którym się kibicuje, tworzy się, obdarzając ich zaletami i sprytem, a nie powodując, że wygrywają z przeciwnikami tylko dlatego, że tamci są jeszcze głupsi.

Tylko czarna beta jechała w szybkim tempie – Beta. Jako. Określenie. Samochodu. To. Jest. Slang.

przez jedną z efekciarsko oświetlonych latarniami dzielnic – Wiesz, mam wrażenie, że latarnie są po to, żeby było jasno, a nie żeby robić wrażenie (niby jakie).

Droga, którą wieziono ich na posterunek trwała dwadzieścia minut, a teraz nie wynosiła nawet ćwierci tego czasu. – Może to dlatego, że drogę mierzy się za pomocą kilometrów, mili, takich rzeczy. A poza tym… jeśli policja jechała z przepisami, nie wiem, 50 czy 60 km/h, to jak to zdublujesz, wychodzi ci 120 na godzinę, w które jeszcze mogę uwierzyć, ale jeśli ma być trzy czwarte szybciej, to jechali 180 po mieście…? Litościwie zakładam, że na ulicach nie ma zupełnie, ale to zupełnie nikogo, ale i tak wchodzenie w zakręty miejskich uliczek z taką prędkością to jakiś dramat.

Wiem, że piszę to w nadmiarze, ale: naprawdę nie starcza mi słów na określenie debilizmu bohaterów. Ścigając się skradzionymi z parkingu policyjnego samochodami, wciąż metaforycznie porównując genitalia i strojąc fochy, jadą tymi autami prosto na miejsce przestępstwa, z którego zostali zgarnięci. Tak. Aha.

#wsparcieestetyczne

Na parterze nie było nic ciekawego prócz kilku drzwi, na których widniały oznaczenia gabinetów biurowych menadżerów agencji botanicznej. – Którzy byli braćmi szwagra syna siostry pasierba teściowej. Totalnie za mało określeń w jednym miejscu.

Lara od razu stwierdziła, że nie ma tam czego szukać; mało kto pracowałby o tak późnej porze – Rotfl. Pewnie, jej się w głowie nie mieści, że ktoś mógłby mieć inne zdanie niż ona i że warto sprawdzać pewne rzeczy, zamiast kierować się Wiedzeniem Lepiej.

udała się więc po schodach na piętro, mając nadzieję, że wyżej – jak w podobnych zabudowaniach – znajdowała się część mieszkalna – W jakich podobnych, do Brytyjskiej Agencji Botanicznej? Że niby w takich państwowych instytucjach ktoś z reguły sobie mieszkanko urządza? Zresztą ja tam się nie znam na pracy botaników, ale wydaje mi się, że ani oni, ani agenci nieruchomości nie mieszkają w miejscu pracy.

I życie jej towarzyszy. Życie Kurtisa. – Kurtis ma osobowość mnogą?

– Ciszej. Nie możemy tam tak po prostu wpaść i wszystkich pozabijać. – Nie sądzę, żeby to był największy problem, biorąc pod uwagę, że Lara w siedzibie potencjalnego niebezpiecznego mordercy idzie sobie beztrosko schodami, jakby była u siebie, bez jakiejkolwiek ostrożności. Raczej powinni się martwić, żeby to ktoś nie zabił ich. Tym bardziej, że jest ich dwójka, a ochrony może być multum. No i tak, pozabijać wszystkich. Dalej nawet nie wiedzą, jaki jest związek mieszkańców domu z Kabałą i morderstwami, ale to nie szkodzi, najlepiej zabić.

Mamy po porostu zabić tego gościa i uniewinnić nas. – Tak, morderstwo jest genialną metodą uniewinnienia!

w progu obok stanął napakowany facet z karabinem maszynowym w rękach. Spojrzał na Kurtisa, i, mając twarz na muszce, bez gadania wprowadził go do pomieszczenia, trzaskając za sobą drzwiami – Na muszce to jest ten, do kogo się celuje.

Trent posłusznie wszedł i rozejrzał się po pokoju, na którego środku stało tylko jedno krzesło. Zamysł ten był na tyle podejrzany, że Kurtis nie musiał wcale silić się na większe dedukcje. Trzeba byłoby być totalnie głuchym lub głupim, aby nie przygotować się na powitanie dwóch osób. – Tak, trzeba być totalnym debilem. Kompletnie nie wiem, czemu piszesz o tej błyskotliwej dedukcji, ale przyzwyczajam się, że twoi bohaterowie wyciągają jedne wnioski wprost z dupy, a do innych, najprostszych, dochodzą tytanicznym wysiłkiem i oznajmiają je tonem obwieszczającym odkrycie Ameryki.

owe miejsce siedzące – Owo.

kilkumetrowy regał, od podłogi do sufitu wypełniony niesamowitą mieszanką pożółkłych tomiszczy, biografii, skoroszytów oraz książek dziedziny przemysłu, a także Pismo Święte i sakralne księgi innych wyznań – Odmiana przez przypadki szybko zaczyna męczyć, co? Książki dziedziny przemysłu to też co najmniej niefortunne określenie.

Nie zostały ułożone według jakiegoś oczywistego klucza, ale wyglądały na używane  Jaki. To. Ma. Ze. Sobą. Związek.

Trent od razu wywnioskował, że mężczyzna, którego poszukiwał, był człowiekiem czytającym – Wow, jakiż on bystry.

Od razu też wykluczył, by był nim rosły opryszek stojący za jego plecami. – Bo albo mięśnie, albo mózg. Musisz wybrać jedno z dwojga.

To stąd botanik mógł zadzwonić do inspektora. – A ma jakieś znaczenie, z jakiego pomieszczenia to zrobił?

– Głuchy jesteś? Siadaj! // Trent zignorował powtórzone zaproszenie. – To nie było zaproszenie.

Wywnioskował, że ma jeszcze chwilę czasu, zanim gangster zdenerwuje się bardziej, by wyciągnąć konkretne konsekwencje. Udając, że go nie dosłyszał, obszedł pokój, z zainteresowaniem oglądając najpierw półki regału, a później ścianę z osobliwymi obrazkami. // Tylko biurko było starannie wysprzątane. Leżało na nim zaledwie kilka zebranych w stosik karteluszków. // – Kim jesteś i co tu robisz? // – Przechodziłem, a co? – odpowiedział naiwnym tonem, uśmiechając się idiotycznie pod nosem. // Nie robiąc sobie absolutnie nic z groźnej obecności jeszcze groźniejszej trzydrzwiowej, chodzącej na dwóch łapach szafy pancernej, podszedł do biurka i rzucił okiem na dokumenty. Listy, faksy, obrazy, mapy, plany. Telegram z nazwiskiem, które nic mu nie mówiło. Tym bardziej zapamiętał treść, podejrzanie dziwną jak na telegram dla agenta nieruchomości i botanika. // Co to za gówno? // Mam już kości. Czy przypilnowałeś kubeczków? // Przylecisz się ze mną pobawić? – Tak, i on tak sobie beztrosko chodzi przy tym gangsterze, i ogląda wszystkie tajne dokumenty, które przecież totalnie mogą sobie leżeć w pomieszczeniu, gdzie trzyma się podejrzanego osobnika, i w ogóle dlaczego mielibyśmy mieć coś przeciwko. Już nawet nie powiem, że głupota tego pomysłu i Imperatyw Narracyjny ugryzły mnie w dupę, one wdarły mi się w serce i wyruchały w przedsionki. 

#wsparcieestetyczne
Jego gra przypadkowego przechodnia w przypadkowym budynku i stanie pod zupełnie przypadkowymi drzwiami nie wypadły zbyt realistycznie na tle gry, którą wymyślił twórca krótkiego telegramu. – One nie wypadają zbyt realistycznie nawet na tle tego:


A przynajmniej taki Trent wysunął wniosek. – Błyskotliwy jak wszystkie jego wnioski.

Napakowanemu osiłkowi z ilorazem inteligencji zbliżonym do ilorazu tłuczka do ziemniaków skończyła się cierpliwość – Powiedz, co każe twoim bohaterom być tak obrzydliwie pełnym pogardy i poczucia wyższości wobec innych ludzi i oceniać ich po wyglądzie?

Po chwili w progu pokoju pojawił się nieznajomy mężczyzna. Kolejny – Ło borze, aż dwóch mężczyzn w jednym budynku, szok.

o skromnej budowie ciała – Które znaczenie masz na myśli? http://sjp.pwn.pl/sjp/skromny;2521431.html Uprzedzam od razu, że budowa ciała nie może być niewielka.

na twarzy nieznajomego najbardziej przykuwającym uwagę punktem były potworne dołeczki, niczym u narkomana w zaawansowanym stadium – Potworne dołeczki to bardziej coś takiego


czy takiego?


Dołeczki w policzkach to jest cecha genetyczna, zależna od struktury kości i mięśni jarzmowych. Nie wiem, co ma do tego narkomania w zaawansowanym stadium. Wnioskuję, że jakimś cudem pomyliłaś dołeczki z zapadniętymi policzkami.

Ten jednak wcale nie przypominał żadnego ćpuna. – No raczej, jak jedynym związkiem miałyby być dołeczki. Borze, co to w ogóle za rozważania.

Kanalarze nie sypiają w garniturach Armaniego. – W garniturach to raczej nikt nie sypia.

– Kopnij pistolet i usiądź – usłyszał – TERAZ mu kazali oddać pistolet?!

rozpoznając w dialekcie wroga niemiecki akcent – Powiedz, w jaki sposób te słowa są regionalną odmianą języka? http://sjp.pwn.pl/sjp/dialekt;2555052

Tak jakoś sobie wizualizuję tę postać:


Ponownie nie wykonał żadnego ruchu w stronę wskazywanego krzesla, chętnie natomiast wyciągnął rękę po jedną z kartek walających się na biurku. – On ma jakiś cel w tym kretyńskim i bezcelowym stawianiu się poza metaforycznym machaniem penisem?

goryl ściskający w dłoni znanego Kałasznikowa – Małą, w tym kontekście to rzeczownik pospolity.

Na jego niekorzyść karabin rozszarpałby go na strzępy. – Koniecznie trzeba dodać, że rozszarpanie na strzępy jest niekorzystne, bo czytelnik się nie domyśli.

Sekcja ósma

Kroczyła bezszelestnie, długo przygotowując się przed każdym otwarciem i zamknięciem kolejnych drzwi. – A te przygotowania polegały na?

Bicie, które nie sprawiało, że narząd wydawał się galopować odważnie, podsycony smakiem adrenaliny narastającej w czasie kolejnych ucieczek, pościgów, strzelanin czy widoku śmierci. – Narząd galopujący odważnie, bo bicie serca jest nie dość tró.

Tak, tak, Lara jest taka zblazowana, tak bardzo nic jej nie rusza, tak bardzo ją to wszystko nudzi. Spłoń.

Zdawała sobie sprawę z tego, że powrót do normalności okaże się totalnym niewypałem przez nagły telefon od von Croya, który zaprzepaścił terapię. – Rozumiem z tego, że Lara z góry wiedziała, że ktoś będzie do niej dzwonić – choć zrobi to nagle – i co z tego wyniknie. Prekognitka.

Dopiero teraz, po śmierci Croya i wielu innych osób, Lara zdawała się być dużo bardziej zahartowana. To dawało jej poczucie potęgi. A im większa ilość znajomych opuszczała ziemski padół, tym ta potęga stawała się silniejsza i niebezpieczna już nie tylko dla przeciwników, których Croft zamierzała boleśnie pozbawić życia. – Psychopatia w zaawansowanym stadium.

Cieszył ją krótkotrwały spokój, dobry seks i towarzystwo Trenta, gdy jeszcze nie odkryła jego tendencji do stawania w obronie ludzkiego życia. – ...okej. Dobra, nie ma konieczności pisania o sympatycznych bohaterach, ale co Lara ma do zaoferowania czytelnikowi poza swoją psychopatią i debilizmem?

Nie jestem przekonana, czy spowolnienie akcji i przydługie i dość nieciekawe (i oczywiście przepakowane kompletnie niepotrzebnymi epitetami, ozdobnikami, i kilkakrotnie powtarzające to samo) rozmyślania Lary akurat w tym miejscu są dobrym pomysłem.

Ściany nienaturalnie białe, niczym te szpitalne. – Nienaturalnie białe? Biały to raczej najpopularniejszy kolor ścian, mało kto maluje je na zgniłą zieleń czy inne „naturalne” barwy… Znaczy, pomieszczenie było niedawno odświeżane, też mi powód do robienia wielkiego halo przez narratora :P.

drzwi szafy ozdabiał czarno-biały plakat nagiej Kate Moss prowizorycznie wycięty ze starego kalendarza – *wzdycha* http://sjp.pwn.pl/sjp/;2509127

Blondyn ścięty na kilka milimetrów. – Coś takiego?


Lara widziała zaledwie jej profil, lecz to wystarczyło, by zlokalizować obrączkę na palcu i spory brzuszek świadczący o zaawansowanej ciąży. – Musiała wyglądać szalenie oryginalnie z tą obrączką i brzuszkiem na twarzy. http://sjp.pwn.pl/sjp/profil;2508564.html

Lara niewzruszona przyglądała się fotografii. Po chwili odłożyła ją stanowczo. Już dawno poznała jednego z sześciu zamordowanych dostawców. – Już nie wiem, jak to komentować, ale sprawdziłam sobie kryteria diagnostyczne psychopatii wg ICD-10.
  1. nieliczenie się z uczuciami innych
  2. lekceważenie norm
  3. niemożność utrzymania związków
  4. niska tolerancja frustracji i próg wyzwalania agresji
  5. niezdolność przeżywania poczucia winy i uczenia się (kary)
  6. skłonność do obwiniania innych
Hm, pomyślmy, które spełnia Lara… A tak, wszystkie.

Upewniła się w swoich przekonaniach, że hol był spoiwem łączącym pokoje najemników pana agenta. – Hol był spoiwem pokoi. Borze, ten styl jest tragiczny. Btw rzeczywiście szokujące i niezwykłe przekonania. Hol łączy pokoje. Kto by się spodziewał.

przerywając w ten sposób parszywą ciszęhttp://sjp.pwn.pl/sjp/parszywy;2498475.html Mam wrażenie, że strasznie podbijam pwn-owi statystyki tą ocenką.

Lara szła o zakład sama ze sobą, że prócz zalanych fundamentów, musiały znajdować się tu jakieś piwnice. – Bo?

Nie myliła się. Na końcu korytarza dostrzegła niewielką windę towarową – Bo winda = obecność piwnic. Aha.

Puszka to jest naprawdę kiepski synonim windy.

Ku jej rozczarowaniu winda poruszała się głośniej, niż miarkowała Crofthttp://sjp.pwn.pl/sjp/miarkowac;2482773.html Zresztą kojarzy się to głównie z archaizmem.

postanowił pograć jeszcze trochę na zwłokę. // Na zwłokę… dobre sobie. Mam nadzieję, że nagrodą w tej ruletce nie będą właśnie moje… zwłoki. – Hohoho, przezabawne.  



Egocentryczny chuderlak zatrzymał się tuż przed wyjściem z pomieszczenia. // Nie odwrócił się w stronę pojmanego chłoptasia – Co jest nie tak w słowach takich jak Kurtis, mężczyzna itd.? Dlaczego za każdym razem musisz używać tych kompletnie idiotycznych, niedostosowanych synonimów (które często nawet nie są synonimami)?
Btw załapałam, że facet był chudy, za pierwszym razem, nie musisz powtarzać tego w każdym akapicie.

głowę trzymał prosto, nasłuchując z ciekawości. – Nasłuchiwać to mógł wołającego na puszczy, Kurtisa po prostu słuchał.

Flegmatyczne działania alchemika doprowadziły go do upadku, kompromitując całą Kabałę. Był zbyt bojaźliwy – Znów, poziom naturalności wypowiedzi over 9000.

— Dowodził? — agent zmarszczył brwi — Proszę… Raz zadziałał w lombardzie francuskiego żigolaka i o mało nie został zidentyfikowany. Później dał się wytropić i ukatrupić we własnej siedzibie.  I to jeszcze przez swojego człowieka! Zamiast działać pewnie, od razu do celu, eksperymentował na więźniach. – No i? W jaki sposób zmienia to fakt dowodzenia?

Agent uśmiechnął się pod nosem. Był w stanie przysiąc, że żadnego wrażenia nie zrobił na nim monolog Kurtisa, mimo to poczuł do młodszego sympatię. Chciał się z nim choć przez chwilę jeszcze podroczyć, była to dla niego rozrywka nietypowa i nie ukrywał już, że umiliło mu to czas.  – Składnia, składnia, multum błędów składniowych, brak określenia przy młodszego, generalnie jak zwykle tragiczny styl, ech, znajdź sobie jakąś bardzo porządną i bardzo cierpliwą betę.

Przynęta, którą zawiesił nad nim Trent, została połknięta w całości, na dodatek wybitnie zuchwale i łapczywie. – Jak można zuchwale połknąć przynętę?

Elegancik o wklęsłych policzkach – 1) Jeżu, znowu te odjechane określenia, po raz fafnasty opisujące dobrze znane czytelnikom cechy, 2) Wow, ty naprawdę uważasz dołeczki za synonim zapadniętych/wklęsłych policzków.

który idealistycznie mierzył siły na zamiary – Co w tym idealistycznego? To zwykły zdrowy rozsądek.

dopiero teraz odwrócił twarz w stronę Trenta. Patrzył na niego z góry, widząc w nim zaledwie gościa przed trzydziestką, który idealistycznie mierzył siły na zamiary i tylko czekać, aż wybije sobie zęby, potykając się o pierwszą lepszą poprzeczkę. – Borze mój, kolejny, który wyciąga połetyckie wnioski kompletnie z dupy.

Agent lekkim skinieniem głowy wyraził zgodę na to, by Kurtis jeszcze trochę mógł sobie pohasać – Jak owieczka na łące. Jakie to jest głupie i nieprawdopodobne.

#wsparcieestetyczne

Trent wyprostował się więc i z użyciem minimalnej siły zaczął strzelać palcami w prawej dłoni, zaciskając je w pięść w lewej – ...co.

— Ciekawi mnie, jak znalazłeś się w szeregach Kabały. Nie kojarzę cię z ich kręgów. – A niby zna jej wszystkich członków?

zauważył mężczyzna, coraz żywiej już nie tylko przyglądając się Kurtisowi z daleka. – Jezu, składnia. Nie tylko, to co jeszcze?

oddalając się od wyjścia, do którego jeszcze niedawno tak bardzo mu się spieszyło – Jakoś nie zauważyłam.

Twoje rozumowanie jest zaledwie połowiczne – *sigh* Rozumowanie nie może być połowiczne. Rozumiem, że chodziło o w połowie sensowne czy w ogóle o domyślanie się czegoś po części, ale związki zgody między słowami tak nie działają. Poświęćmy też pięć minut na obserwowanie, jak to główny zły ma potrzebę wyłożenia przeciwnikowi swojego planu w najmniejszych detalach. http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/EvilPlan

on nawet nie potrafił poradzić sobie z rozwścieczoną, plującą jadem we wszystko co się ruszało modliszką – Nie no, jasne, nawet, bo taka modliszka to pikuś.
http://sjp.pwn.pl/szukaj/partyku%C5%82y.html
http://sjp.pwn.pl/szukaj/sp%C3%B3jniki.html Nie dziękuj.
Zresztą skąd te gorzkie żale, skoro ją zabił?

Do tej pory zimny, obojętny, ale pogodny biznesmen – To zimny, obojętny, czy pogodny, bo to są różne rzeczy.

będący idealnym odzwierciedleniem zbyt ambitnego psychopaty – Jak dla mnie w tym opku to kto inny nim jest.

— To może każ koledze wyjść i zmierz się ze mną twarzą w twarz? Jeżeli ci się uda, sprawa jest oczywista. Jeżeli cię pokonam, zabiorę recepturę i zajmę się Nephilimami po swojemu.  // (...) // — Niech i tak będzie, synku. Dietrich, zostaw nas. – O jeżu, naprawdę gdzieś jeszcze występują i ktoś się zgadza na takie chwyty, poza moralistycznymi przypowiastkami dla dzieci? Proponuję jeszcze tak: niech Otto wyjawi Kurtisowi cały swój plan i zostawi go uwięzionego w komnacie stopniowo napełniającej się wodą. Wtedy będzie już full wypasik, pełen wizerunek totalnie durnowatych przeciwników, zwłaszcza zuola-idioty.
Tęsknię za tobą…
SPOILER DO WATCHMENÓW










...Ozymandiaszu. 














KONIEC SPOILERA

Chciał wyjść na twardego gościa, po którym nie można byłoby się niczego spodziewać. – Skoro niczego nie można się było spodziewać, to był nijaki i bezużyteczny.

Nie mrugnął. – Mruganie jako wyznacznik siły psychicznej. W takim razie największymi twardzielami są ryby.

Już wyobrażał sobie pokonanego Trenta wijącego się w agonii na podłodze i przysięgającego mu wierność. – Którą to przysięgę mógłby sobie w dupę wsadzić.

Cała ta scena jest niewiarygodnie głupia, nudna i przegadana. Blablabla, Kurtis i pseudo Otto Flick sobie ględzą, bo tak, nie, nie kupuję tych ultranaiwnych wyjaśnień o nudzie, facet pozwala Kurtisowi przeglądać swoje tajne dokumenty, opowiada mu o sobie, bo tak, bo go to niby bawi, bo… Jak mówiłam, że Imperatyw Narracyjny wyruchał mnie w przedsionki, to nie spodziewałam się, że poczuję rozczarowanie, bo trzeba było oszczędzać tę metaforę na jeszcze mocniejsze wrażenia.
Na dodatek facetowi OCZYWIŚCIE nie przyjdzie do głowy, żeby się zainteresować, po co Kurtis w ogóle przyszedł do jego rezydencji, że może miał towarzystwo, zwłaszcza że przecież wcześniej widział przed domem Larę, która zamordowała jego podwładnych, że może jest teraz w niebezpieczeństwie i ktoś mu jeszcze po domu szlaja. Jedyną osobą w tym opku przejawiającą jakąś śladową choćby inteligencję jest Ljudmiła i uch, jak bardzo źle musi być, jeśli powiem, że jeśli umarła, to się cieszę, bo nie zdąży zostać zepsuta.
O tym pojedynku jeden na jednego już nawet nie mówię, bo się osłabiłam.

Mężczyzna, jak na emeryta – Nie no, fajnie non stop ględzić o chudości i dołeczkach, a dopiero po n akapitów poinformować o wieku bohatera.

właściciel dłoni – Tak, pewnie miał na nią akt posiadania i trzymał ją w sejfie.

zaśmiał się tylko, a jego narwany i opętańczy chichot rozniósł się w ciemnym pomieszczeniu – Nie mogę uwierzyć, że można ładować do opka taką ilość tanich klisz zupełnie na serio. http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/EvilLaugh

— Nie wiesz, z kim zadarłeś, synku. // — Nie jesteś moim ojcem.  – Nie. Nie wierzę. Naprawdę nie wierzę, że pada taki tekst. http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/YoureNotMyFather Czuję się, jakbym grała w bingo na TvTropes.

Nie było możliwości, by nie słyszeć i nie widzieć, nie rozpoznawać ruchów, mimo to przeciwnik poruszał się sprawnie – Jesteś pewna, że z tymi przeczeniami jest wszystko ok?

Botanik jak cień przesuwał się w ciemności. Bez najmniejszego tropu czy pamiątki po sobie. – Nie zostawił śniegowej kuli? Smuteczek. http://sjp.pwn.pl/sjp/pamiatka;2497752.html  

Echem od ścian znów odbijał się śmiech botanika. – Ech. Składnia.

Pusty, przeraźliwie starczy i skrzypiący. – Srsly.

Słowa wypowiadał powoli, toteż Kurtis zdążył zlokalizować ich punkt wyjścia. – Tak. Otwór gębowy. Nie ma to jak wszystko udziwniać.

Łacińska inkantacja okazała się trafem w dziesiątkę. Kurtis czuł się jak w czasie pierwszej inicjacji Lux Veritatis. Było to dla niego wspaniałym doznaniem porównywalnym do orgazmu. Gorąco przemknęło przez każdy skrawek jego ciała. Nagle wystrzeliło z niego światło. Złocisty promień pojawił się, rozświetlił mrok i zniknął.


Jakież to wygodne, że Ten Zuy wybrał akurat taką formę pojedynku, w której Kurtis mógł dobrze wypaść dzięki ukrytym supermocom.

Ten kolo jest w końcu botanikiem, agentem czy kim tam? Bo tego też używasz jako zamienników, a ja nie mam pojęcia, skąd one się wzięły. Jeśli jest agentem nieruchomości, do którego należy ten budynek – nie czyni to z niego botanika, tak jak to, ze kupię siedzibę uniwerku, nie uczyni ze mnie profesora. W ogóle nie wiem, dlaczego właściciel BAB-u miałby być agentem nieruchomości albo jak agent mógłby wejść w posiadanie BAB-u.

Zbyt blisko, by zdążyć zareagować. – Chyba zbyt szybko.

Ciepło przechodziło przez niego chaotycznie. Czuł niekontrolowany przepływ energii, która biła z niego, ukazując siłę w postaci jasnej poświaty delikatnie przechodzącej przez całe ciało. http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/HenshinHero

Był wściekły, że moc aktywowała się zbyt późno. I że zapewne przez zaprzestanie praktykowania teraz emanowała tak tandetnie. http://sjp.pwn.pl/sjp/tandeta;2577550.html

Zamrugał kilkukrotnie i postarał się nie skupiać na wydalaniu energii. – Szkoda, że nie robieniu kupy energią.

Wystarczył moment, by znów mógł widzieć w ciemności niczym niezłej klasy noktowizor. – Noktowizor to rzecz. Ona nie widzi. Co najwyżej wzmaga widoczność.

Dopiero teraz, gdy leżał z nadal bezimiennym oponentem twarzą w twarz, przyjrzał mu się lepiej. – Tak, wcześniej uparcie odwracał wzrok, to se moment znalazł.

Lara dostrzegła ogromnego szczura siedzącego we wnętrznościach cuchnącego trupiska – Trupa jest zbyt zwykłe i mainstreamowe.

mijając zawieszoną nad jej głową namolnie jarzącą się lampęhttp://sjp.pwn.pl/sjp/namolny;2486534

Zrobiła jednak kilka kroków w stronę skrzyń i poczuła, jak pod ciężkimi butami skrzypią raz po raz nadeptywane ziarna kawy. Intensywny zapach nasion kawowca unosił się w powietrzu – +10 do zbędności.

Do każdej skrzyni przyklejono zafoliowaną kartę ze skryptem zbliżonym do rejestracji samochodowej. (...) 26-04 DKT 2-00-6 – Wygląda ci to na podręcznik? Na pismo urzędowe? Program komputerowy? Nie? http://sjp.pwn.pl/sjp/skrypt;2575632

Podejrzewała, że skrzynie przypłynęły do Anglii prywatnym promem. – Prom to typ statku pasażersko-towarowego, który pływa na stałych liniach. Skąd Lara może wiedzieć, że skrzynki przybyły akurat promem? Większość międzynarodowych połączeń tego typu jest w prywatnych rękach.

Nad zawartością podniósł się tuman kurzu. // Lara zeskoczyła z wózka i energicznym ruchem dłoni zamachała w powietrzu, odganiając siarczysty dym. – Dym nie jest synonimem kurzu, a siarczysty może być mróz.

Przyjrzała się pozostałości po skrzyni, butem odgarnęła większe kawałki desek. // —  Kupa prochu i trochę kości — mruknęła do siebie beznamiętnie, poznając dziecięcy piszczel. W tonie głosu Lary nie było ani rozczarowania, ani zainteresowania.  


Choć mam wrażenie, że Lecter miał w sobie więcej empatii niż twoja Lara.

Smak popiołu w ustach nie był ani trochę przyjemny, toteż splunęła na pozostałości po skrzyni i odwróciła się w stronę wyjścia. – A skąd tam, do nierządnicy biedaczki, wziął się popiół. Morfował z kurzu?

Intensywny zapach nasion kawowca unosił się w powietrzu, co było dla Lary dużo bardziej znośne niż wcześniejszy odór stęchlizny (...) irytujący zapach kawy sprawił, że kobiecie zrobiło się duszno. – Zdecyduj się na coś, kobieto.

Gdzieś w oddali zaszczekał pies, było to jednak pojedyncze szczeknięcie gdzieś znad powierzchni ziemi. Czyżby odpoczywał w piwnicy? Otworzył szerzej oczy – Ten pies? Gdyby szczekanie dochodziło spod powierzchni ziemi, miałabym kilka pytań.

Lampa świecąca przez kraty rzucała cienie, które przypominały pręty w ścianie. – ...co?

chociaż ból można było zidentyfikować na wiele sposobów, zawsze oznaczał to samo. – Uhm, jakich sposobów?

Wiedział, że na pewno nie przebywa tam, gdzie został pokonany, gdyż w tym momencie znajdował się w pozycji leżącej, dodatkowo nie miał na sobie żadnych ubrań. – No i? Bycie gołym na leżąco jakoś wyklucza przebywanie w tym pokoju, co wcześniej?

Ogromny, a zwłaszcza długi — na okno mierzył piętnaście centymetrów – A na drzwi?

Odkopał w odmętach swojej świadomości wspomnienie, gdzie stary botanik mówił coś o Lux Veritatis. – Wspomnienie to nie miejsce. http://sjp.pwn.pl/sjp/gdzie-I;2461160.html

Sam instynkt, nim jeszcze przyszła odpowiedź z mózgu, podpowiedział mu, że po łydce chrobotał mu krocionóg. Z brązowych boków haczykowato zakończonej głowy sterczały zakrzywione kolce wydzielające jad. – Nie wiem, gdzie tu widzisz jakieś kolce i haczyki. Nie chodziło ci raczej o skolopendrę?



Trent zastygł w bezruchu. Widział kiedyś stonogę w butelce drogiego spirytusu w jakimś luksusowym czeskim lokalu. Tańczyły tam panienki i było przyjemnie, gorąco. – Co ma piernik do wiatraka, jak rany.

jeśli stworzonko kąsało jadem – Kąsa się na ogół zębami.

Czuł, jak stonoga mocniej wczepiała się nóżkami w jego podbrzusze – Krocionóg, stonoga, czemu nie dżdżownica i turkuć podjadek, co se będziesz żałować.

Krocionóg w równomiernym tempie brnął wśród rzadkich włosków na prawej piersi. – Kurtis morfował w kobietę? Mężczyźni mają na ogół jedną pierś, klatkę piersiową. Chyba że się tak zapasł.


bardziej mocniejszy – Bardziej mocniejszy, tak.

Do głowy przyszło mu, że nie może inkantować – Czemu?

Przypominał sobie ten obrzydliwy film o ludzkich stonogach. – ...w którym, dla porządku dodajmy, nie było mowy o żadnych owadach.

Jednocześnie na samą myśl wpadło mu do głowy, że podobno istnieje jakaś karma. – Co, Ludzka stonoga skojarzyła mu się z karmą? No, może, ale chyba nie w znaczeniu religijnym :P.

Gdyby tylko człowiek umiał panować nad krążeniem krwi! – I pomogłoby mu to w pozbyciu się robaka tak, że?

natychmiast przestał do niej klnąc – Kląć.

Z całego jego ciała lodowaty pot lał się strumieniem i spływał na stare prześcieradło. – Aż dziwne, że robaczek mu się nie utopił.

Jeszcze sekunda, a zaczną mu drzeć wszystkie kończyny, wtedy może zrobić się niebezpiecznie. Czuł nadciągający dygot. Leżał wciąż nieruchomo, oczekując ataku drgawek. – A ponadto zaraz miało się zacząć dygotanie. Jak napisać w trzech zdaniach z rzędu dokładnie to samo, praktyczny poradnik.

Prześcieradło było na tyle duże, by krocionóg nie mógł tak łatwo się z niego wydostać – Tak, prześcieradła na ogół mają więcej niż 15 cm długości… ale dzięki za informację, narratorze.

Lara odwróciła się w stronę Kurtisa i od razu, widząc jego napad torsji, nożem rozcięła więzy, którymi przywiązano go do łóżka. Trent uświadomił sobie, że wstrząsają nim drgawki, których nie był w stanie opanować. Nie potrafił również wstać, sytuacja okazała się dla niego zbyt impulsywna i stresująca, zbyt długo leżał nieruchomo. Zbyt długo wstrzymywał oddech i napinał mięśnie. Lara pochyliła się, podnosząc z ziemi jego ubrania. Odwróciła się do niego tyłem. – Znaczy, zdjęła z niego morderczego robala tylko po to, by patrzeć, jak Kurtis dławi się wymiocinami? Bo wiesz, to się właśnie powinno przytrafić osobie, która leży i nie może się ruszyć.

sytuacja okazała się dla niego zbyt impulsywna – Uhm, w jaki sposób?

— Ile razy jeszcze będę musiała ratować ci życie? – Ależ bym się śmiała, gdyby to był zwykły wielki robak.

Zręcznie ominął odpowiedź na jej pytanie. Zbyt łapczywie łapał oddech. – Faktycznie bardzo zręczne, nie odzywać się.

Po chwili odpoczynku zmusił się do sięgnięcia po swoje rzeczy. // — Gdzie jestem? — zapytał od razu, ocierając własną koszulką – A niby czyją. Co ty masz z tymi zbędnymi zaimkami.

ale aktualnie nie oponował już nad pozbyciem się psychopaty – Oponuje się przeciw czemuś. Fajnie, czy to znaczy, że Lara zniknie z opka? Jestem za.

W ciemnym pomieszczeniu zdało się widzieć tylko cień twarzy przybliżonej do monitora komputera. Stukanie w klawisze roznosiło się po całym pokoju, zakłócając odbiornik radiowy nastawiony na jazzową stację – To jest fizycznie niemożliwe. Fale radiowe i fale dźwiękowe wydawane przez stukot klawiatury nie szkodzą sobie wzajemnie. Wnioskuję, że chodziło o zagłuszając.

Lekko już przyprószony, ale nadal wyprostowany i dumny mężczyzna – Tak. Przyprószony posypką. http://sjp.pwn.pl/sjp/przyproszyc;2512460.html

Scrollem przesuwał kolejne strony – Informacja, czym je przesuwał, jest niezwykle istotna.

oskarżona o dewiacyjne morderstwa właśnie uciekła z aresztu. – Kto. Tak. Mówi.

Włosy ciemnobrązowe, oczy niebiesko-szare. Wzrost zbliżony. – Do czego, do oczu?

Prosimy o czujność szczególnie mieszkańców Brytanii. – Mieszkańcy Czech, z jakiegoś powodu oglądający brytyjskie nocne wiadomości, odetchnęli z ulgą.

— Jak?! — krzyknął inspektor – Czy ty mi próbujesz wmówić, że inspektor policji dowiedział się o ucieczce więźniów dopiero TERAZ, bo ktoś mu kazał włączyć WIADOMOŚCI?

#wsparcieestetyczne

usłyszał tylko spikera, który po chwili zapowiedział wstęp do wiadomości ze świata sportu. – Najpierw zapowiedź, potem wstęp, a na końcu dopiero wiadomości właściwe?

Mężczyzna opróżnił kwadratową szklankę do dna – Kwadratową szklankę. Tak. Dwuwymiarową.

bez zastanowienia opuścił swoją sypialkę. – Czy w twoim słowniku sypialnia to brzydkie słowo?

— Tak, szef. – Dietrychowi nagle zabrakło umiejętności odmiany rzeczowników?

by następnego dnia miałby – By miałby, aha.

mieszkańców zajadających makowca – Makowiec.

Za wszystkie morderstwa na tych niewinnych ludziach znajdę kolejną czarną owcę – Znajdę owcę za morderstwa?

— To mój świat. Moi ludzie. Ich dusze i ciała również należą do mnie. Croft, już wkrótce będziesz cierpiała. Miałaś gnić w pierdlu, byłem dla ciebie tak bardzo litościwy. Ale zwiastuję ci dziś dużo mroczniejsze zakończenie. Za wszystkie morderstwa na tych niewinnych ludziach znajdę kolejną czarną owcę, a na końcu twój towarzysz sam oskubie cię ze skóry, gdy tylko przejdziesz przez mój próg. To rzeczywiście piękna noc. W istocie zachwycająca. – Ta skłonność do taniego żenomelodramatu i mchrocku przekracza wszelkie granice.

Sekcja dziewiąta

Trent starał się tym razem bez zająknięcia skupić na propozycji Lary. – Bór jeden wie, dlaczego podczas skupiania się miałby się jąkać.

Zabić agenta nieruchomości, botanika czy alchemika – kimkolwiek parał się Collins – Czymkolwiek. I skąd niby Kurtis już zna jego nazwisko.

Miała rację. Mogliśmy wpaść tu od razu i załatwić wszystko raz a porządnie. Policja przyjechałaby w trakcie i od razu zobaczyła, co tu się wyczynia. – Zobaczyłaby Larę i Kurtisa mordującego ochroniarzy. Co takiego nielegalnego robił niby Collins? Do piwnicy z krwawymi symbolami schodzić nie mieli powodu. Zresztą boru, sam przecież po tę policję zadzwonił. Wiem, że debilizm bohaterów w tym opku jest gigantyczny, ale chyba nie robiłby tego, gdyby mógł wpaść (ale może jestem zbyt naiwna i za bardzo wierzę w takie rzeczy jak logika).

Jej źrenice w migającym świetle jarzeniówki zmieniały swoją barwę przez gamę odcieni, od jasnego bursztynu aż po gorzką czekoladę. – Na pewno nie chodziło ci o tęczówki? (przy czym radziłabym napisać po prostu oczy)

biznesmena z zadziwiająco mocnym sierpowym, przyozdobionym lśniącym kastetem – Jak ruch może być czymś przyozdobiony…

Przyłożył dłoń do twarzy, zatrzymując się na moment. Była przyjemnie chłodna, choć jeszcze chwilę temu miał wrażenie, że zamarznie od zimna potu, gdy leżał na niewygodnej pryczy i napinał wszystkie mięśnie, by nie sprowokować wija żadnym, nawet najmniejszym drżeniem. – Wiem, że mówi się o „zimnym pocie”, ale może bez przesady.

– Co jest? – zapytała półszeptem Croft, gdy kilka kroków przed nim dostrzegła przystanek, który sobie urządził, opierając się o zimną, ceglastą ścianę piwnicy. – Autobusowy. Z budką i ławką.

symbole to deklaracja Kabały o nadchodzącym upadku ludzkości – Deklaracja może być czegoś, nie o czymś.

Sama jedna – czuła, jak wzbiera w niej kpina – szybciej przerzedziłam ich w tydzień niż całe Lux Veritatis przez pół wieku. – A skąd ona niby może wiedzieć, ilu zwolenników Kabały zabiło Lux Veritaris.  I znowu mamy robienie bohaterki „silną” poprzez zrobienie idiotów z całej reszty.

Doznawał, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po całym ciele. To samo, co odczuwał zawsze, dopóki w Strahov nie powaliła go Boaz. – Zawsze czuł przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele, tak non stop? I doznaje się generalnie czegoś, nie jak coś.

Zaraz… to Chirugai oddało mi moc, którą przelałem w nie podczas pierwszej inicjacji! // Poczuł się oświecony. – A potem opuścił pałac, wyrzekł się bogactwa i założył nową religię. Geniusz.

Zdał sobie sprawę dopiero teraz, że moc – jak do tej pory sądził – nie była jakimś tajemniczym prądem do okiełznania, który pozwalał przyciągać do siebie różne przedmioty. Od pilota do telewizora po samoloty – w zależności od tego, jak łebski był użytkownik. Jak bardzo próżnie myślał do tej pory! – Nie wiem, jak można próżnie myśleć. Okej, wiemy, czym moc NIE była, a pojawią się teraz jakieś wyjaśnienia?

Mógł odbierać ją i silić się niąhttp://sjp.pwn.pl/sjp/silic-sie;2520579.html  

Nigdy nie miała styczności z czymś podobnym. No, chociaż, jakby się tak zastanowić, to już po raz enty zaskakiwał ją tą złocistą poświatą. – Logika tak bardzo.

Miała jednak dziwne wrażenie, że tym razem to nie było to samo. To było coś zupełnie innego. Budzącego prawdziwy respekt. – A wcześniej to co, było do zignorowania?

To ostatni dowód na moją niewinność. // – Dowody nas otaczają. Tu, w tym budynku. – To, że ktoś sobie bazgrze po ścianach krwią, nie znaczy jeszcze, że Lara jest niewinna. Swoją drogą aż mi dech zatyka od tego jej bezczelnego przekonania o byciu niewiniątkiem. Może i nie jest tym poszukiwanym seryjnym zabójcą, ale powinna odpowiedzieć za wszystkie inne zbrodnie. Tymczasem jej w ogóle nie przyjdzie do głowy, że zrobiła coś niewłaściwego. Psychopatka.

Acha. – Aha.

Gdy tylko skończymy, zmywam się z twojego życia. Z twoim dziennikiem. – Dopiero co twierdził, że to nie jest jej dziennik.

Croft zdołała jedynie schować się w cieniu namaszczonej krwią ściany – Ta krew była tłusta czy poświęcona? http://sjp.pwn.pl/sjp/;2486471

Kątem oka dostrzegła, jak Trent na pół sekundy zamknął mocno oczy, aż dookoła nich pojawiły się mocne zmarszczki. Nigdy nie miała okazji obserwować tej sztuczki – Nigdy nie widziała, jak ktoś zamyka oczy?

przeczuwała, co miał w zamiarze – Zamierzał jest zbyt proste.

Jak mnie to opko irytuje, tak to nieudolnie używane w narracji bohaterowie bawi. Styl jak ze szkolnego wypracowania.

Nie przecież widział, gdy je chowałam.  Nie przecież widział. To interesujące, bo czytelnik też nie widział. Dlaczego i kiedy Lara przejęła magiczne ostrze Kurtisa? Wyrwało jej się do niego przy wskrzeszaniu, później zemdlała, a potem poszli do mieszkania ofiary.  Czyli on nie zwrócił na nie uwagi, a ona mu je w międzyczasie zajumała, co narrator starannie przemilczał.

Lara przyglądała się Trentowi zupełnie już pewna powrotu jego nadnaturalnych mocy. – Wcześniej nie sygnalizowałaś, że ma jakiekolwiek wątpliwości.

Wsunęła się do windy i ostatni raz wymieniła spojrzenia z Kurtem. // – Podciągnę się w górę, a potem spuszczę puszkę z powrotem w dół. Spotkamy się na… // Nie pozwolił jej dokończyć. Zrobił dwa susy w stronę windy i zatrzasnął blaszane zamknięcie z głośnym hukiem. – Czyli historia się powtarza i Lara znowu zostawia Kurtisa samego w niebezpieczeństwie.

Dobijał ją fakt, że miała za mało broni. Musiała ją znaleźć. Był to punkt programu zupełnie niemożliwy do pominięcia. – I owszem – W GRZE! (btw ja bym szukała raczej amunicji, a nie nowej broni do tachania, ale to ja).

Przypomniała sobie tę pieprzoną platformę kilka dni temu w Strahov – Kilka dni temu sobie przypomniała?

po transformacji w wielką, ohydną modliszkę. Czy tam ważkę – Nie wydaje mi się, żeby było trudno je odróżnić.

I wtedy poczuła złowrogie dreszcze. // Dotarło do niej, że przez maraton myśli zapomniała opuścić windę z powrotem. – I don’t even…

Ostatnia inicjacja Lux Veritatis, którą przypieczętował pakt z energią w wieku lat szesnastu, dawała o sobie znać w postaci złocistej poświaty parującej z mężczyzny – WIEMY! +50 do zbędności.

Odgłosy kolejnych kroków stawianych przez osoby lubujące się w noszeniu obuwia ciężkiego, jak i ciężkiej amunicji, dochodziły ze schodów. – Już nawet nie mam siły wypisywać tych wszystkich błędów składniowych, semantycznych i stylistycznych.

Zapłonął żywym ogniem, który nie spalał go w żaden sposób. – Bardziej tak:


czy tak?



Kurtis wyobrażał sobie stan, jakiego doświadczali ci prości żołdacy. – Po raz kolejny, na jakiej podstawie wyrokuje o osobowości i intelekcie tych, uhm, żołdaków?

Tych, którzy uciekali, nie gonił. Ale znalazło się też kilku pewniaków – Że kogo?

Postanowił zawierzyć im po raz ostatni w walce z botanikiem. – Natomiast po walce zacznie się do nich odnosić podejrzliwie, z jakiegoś powodu.

Mijał zwłoki czy rozczłonkowane, jeszcze żywe narzędzia agenta. – Ta dehumanizacja kiepsko tu pasuje.

Znalezionym w szufladzie nożem delikatnie, najlżej jak tylko potrafiła, machnęła z wyczuciem przed twarzą. Metal błysnął w powietrzu, skracając pejs jej włosów przy czole o połowę. – Pejs? Naprawdę? Lara zmieniła fryzurę?



Zdawała sobie sprawę z tego, że nóż to zbyt mało, ale jakość wykonanego ostrza w pełni ją satysfakcjonowała. – Ona nie wykonała tego ostrza, tylko je ukradła. A jeśli narrator chciał się podzielić z nami odkrywczą myślą, że przedmioty są na ogół przez kogoś wykonywane… dzięki.

Czyli jeszcze nie jest sama… myślałam, że to już wszyscy. – Lara myśli o sobie w trzeciej osobie?

– Nie ruszaj się – rozbrzmiała standardowa regułka statystycznego chojraka, który zawsze marzył o wypowiedzeniu tych słów w odpowiednim miejscu i czasie. – Po pierwsze, Lara nie zna marzeń tego człowieka, po drugie, to jest jego praca, więc może być nią nawet zblazowany, po trzecie na podstawie tych dwóch słów to rzeczywiście można snuć sobie takie analizy, że ho ho. Jeśli ta scena miała pokazać, że Lara jest ponad to, zdystansowana i ironiczna – to znowu nie wyszło.

Dała mu do tego okazję i na tym się skończyła jej dobroć.


Dlaczego oni nigdy nie uczą się na błędach? // Tylu podobnych już wybiła w taki sam, parszywy sposób. – Pewnie dlatego, że zwłoki z reguły nie mówią, więc trudno uczyć się na ich błędach.

Lara pochwyciła go i, wciąż ukryta za świeżymi zwłokami, oddała kilka strzałów. Przedzierała się w przód – I żaden z pocisków nie przestrzelił na wylot podziurkowanego jak ser szwajcarski ciała?

– Ej! – usłyszała za sobą i automatycznie, unikając kolejnej tego dnia kuli, wyciągnęła nóż z opuszczonych zwłok. Rzuciła nim w stronę źródła dźwięku, po czasie zastanawiając się nad swoim czynem. A gdyby to był Trent, a nie jakiś kupiony chłoptaś? – Czy mogę wiedzieć, czemu nie strzelił jej w plecy bez ostrzeżenia?

gdy oddychał coraz szybciej, coraz mocniej – Jak się mocno oddycha? Chyba chodziło o głębiej.

– Krzykniesz jeszcze raz, to zginiesz. – Ojej, brzmi zupełnie jak standardowa regułka statystycznego chojraka, który zawsze marzył o wypowiedzeniu tych słów w odpowiednim miejscu i czasie.

Wiem, że mało oryginalna odzywka, ale nie mam czasu. – Bo normalnie upajałabym się brzmieniem własnego głosu i wygłaszała głupawe mowy, w końcu to jest najważniejsze w takiej sytuacji.

Z elegancko wyrobionym bicepsem, ale nieprzesadnie rozbujany jak reszta, o których mówiło się, że nosili pod pachami telewizory. – Nie wiem, kto opowiada takie brednie. Plus za bora nie mam pojęcia, jaki to jest elegancki biceps, i co miało znaczyć rozbujany. http://sjp.pwn.pl/sjp/;2515997

Całkiem przystojny, gdyby pominąć tę szopkę z pluciem krwią. – Tak. Szopkę. Bo pluł sobie krwią dla zabawy. Wygłupu takiego.

Młodszy milczał. – Młodszy kto?

Gagatek, kozaczek, chłystek, masz jeszcze jakieś głupawe określenia postaci w zanadrzu?

Puściła palec. // – Gabinet na ostatnim piętrze – wyrzucił pewnym tonem między jednym oddechem a drugim, krzywiąc się niemiłosiernie i oglądając dłoń. – Ten palec?

Błądził, szukając gabinetu agenta lub Lary. – Gabinetu Lary?

Zerwał taśmę i wyciągnął knebel z ust, luzując po chwili również ręce najemnika. – Chyba w stawach.

Umysł Trenta był niczym kleista maź, do której przywierały różne wyrazy, powiedzonka, cytaty heavymetalowych przebojów.  – Chciałam to jakoś skomentować, ale moja elokwencja się trochę wyczerpuje przy tym opku. Wiesz no, umysł generalnie tak działa. Ludzie to raczej wiedzą bez połezji o kleistej mazi.

Jego myśli kształtowały się z przekąsem. – WTF.

Sekcja dziesiąta

Miała być czarną owcą, od kiedy tylko Eckhardt dowiedział się o dzienniku von Croya. – Właśnie mnie olśniło, że miałaś na myśli kozła ofiarnego. Acz z twoim podejściem do synonimów mogło równie dobrze chodzić o niebieskiego ptaka albo szarą myszkę.

Gdyby tylko Lux Veritatis wiedziałoby o dzienniku, zdusiłoby się całą tę sytuację w zarodku. — Jego myśli galopowały. To było takie proste, Croft. – Idź na całość! Galopowałyłoby, byłobyłyby.

Spojrzał na nią zniesmaczony i rozczarowany. – Byatch, nie zdradziła swoich sekretów randomowemu typowi spod ciemnej gwiazdy, który do tego ją okradł!

Mocą telekinezy uniósł jej głowę, a opuszkami palców odgarnął oblepione krwią włosy z twarzy. Była ubrudzona nią cała. Gęsta ciecz spływała po brodzie i kapała na rozdartą koszulkę, zatrzymując się na piersiach, jak gdyby Croft piła ją prosto z beczki. – To wbrew grawitacji, a skupienie na biuście Lary w tym kontekście jest dość obrzydliwe. Takie tanie szczucie cycem.

Starzec podniósł się z i stanął obok niej. – Niepotrzebne z.

— Croft… odsuń się. // Dostrzegł, jak botanik powoli odsuwa się w stronę drzwi – Powtórzenie.

Kurtis przyjrzał jej się dokładniej, gdy zatrzymała na nim swój wzrok. – Szkoda, że nie czyjś.

— Uspokój się —  dodał szeptem. // — Nie! (...) Lara obserwowała go zaciekawiona, gdy jego złocista otoczka rozświetliła się jeszcze mocniej. – Uhm, tak. Lara jest odurzona i superagresywna, a jednak, gdy Kurtis leży przed nią plackiem, ona, zamiast kopnąć go w nery, przygląda mu się z zaciekawieniem. Jakie to wygodne. Jakie  mało wiarygodne. Tak samo jak ta wcześniejsza akcja z pistoletem – laska wyrywa mu (naładowany, jak mniemam) pistolet, wali kolbą po twarzy (wiesz, jak ciężko można tak kogoś uszkodzić?), a on jej nadstawia drugi policzek, bo nie chce, żeby potem była połamana, i tak się jej agresja szybciej wypali. Naprawdę żałowałam, że go nie postrzeliła ani nie zabiła w inny sposób, bo takie zachowanie nie świadczy o szlachetnych uczuciach, a tylko predyspozycjach do nagrody Darwina.

po chwili odczuł ból związany z bliskim spotkaniem jego pleców z podłogą – No jakby odczuł ból po spotkaniu czyichś pleców z podłogą, to uznałabym go za magika jeszcze bardziej.

Dysk zatrzymał się tuż przed twarzą agenta, precyzyjnie wbijając się w ścianę. Wysunęło się efektownie, automatycznie zagradzając mu drogę i ciągnąc za sobą jasną, ciepłą poświatę. Wirowało tuż przed jego twarzą. – Skoro Kurtis prowadzi ostrze z taką chirurgiczną precyzją, dlaczego po prostu nie podetnie wrogowi ścięgien? Wtedy Collins nie będzie mógł uciec, ale wciąż będzie w stanie gadać.

Starzec zauważył, że teraz to Kurtis był w centrum, na dodatek groził mu ścięciem. – O jeżu, kolejny geniusz.

Wycelowała w Kurtisa, kładąc palec na spuście. Trent nie oponował. // — Zastrzel mnie, jeśli to cię uspokoi — wyszeptał i ostatni raz wyciągnął rękę w jej stronę. // Spojrzała na niego, wolno analizując po kolei każde jego słowo. // Był przekonujący. // Również wyciągnęła swoją dłoń i, jak zahipnotyzowana, dotknęła delikatnie opuszków jego palców. Poczuła przyjemne ciepło. // Zastrzelić? Kurtisa? Dlaczego? // Nie chciała tego robić. Chciała mu przywalić i zrobiła to. Czuła się wyładowana, chociaż  nie było jej przez to lepiej. Wzruszyła ramionami i zamrugała kilka razy. // Otarła rękawem krew z twarzy. – Jezus Mario, co za kicz.

zobaczyła, jak swoim wzrokiem pokierował ją w stronę beczki – SZKODA, ŻE NIE CZYIMŚ.

Chirugai świsnęło w tamtym miejscu z niewiarygodną prędkością i znów powróciło tuż przed twarz znieruchomiałego botanika, który przyglądał się całej scenie. Dysk streścił jej bieg wydarzeń, które najwyraźniej przegapiła. Czuła, że powinna wpasować się w aktualną sytuację natychmiast. – Dysk jest jak Osioł ze Shreka, tak? Lata, gada, pełen serwis?

Zaciśniętą pięść szybko poluzowała, w drugiej dłoni obadała pistolet.http://sjp.pwn.pl/sjp/obada%C4%87;2491263 Nawet pomijając potocyzm, to w drugiej dłoni sprawdziła pistolet też nie ma sensu.

Collins przyglądał jej się zniesmaczony. // Trent jest dla niej ważniejszy. Jego nacisk odczuwa mocniej. – No shit, Sherlock. Czemu miałaby przedkładać złola nad kochanka?

Chirugai zataczało koła nad jego głową, co obudziło w nim paraliżujący strach i sprawiło, że nie potrafił dokończyć zdania. – A ten paniczny strach to kuźwa skąd? Dlaczego Collins znienacka nie potrafi sprowadzić ciemności, odebrać Larze przytomności i wtłuc Kurtisowi, jak tyle razy wcześniej? BO TAK?

#wsparcieestetyczne

zatrzymana na wirującym ostrzu, które odbiło ją – Ja naprawdę większość błędów składniowych ignoruję, ale te zaimki na końcu zdania…

Zdaję sobie sprawę, że Lara jest patentową kretynką oraz psychopatką, ale nie przychodzi jej do głowy, że może facet choćby przez chwilę przydałby im się jeszcze żywy, może żeby potwierdzić jej niewinność, może żeby opowiedzieć więcej o organizacji, o swoich planach, potencjalnych współpracownikach? Takie tam drobnostki.

Kurtis wyprzedził ją i stanął między nią a botanikiem, który pojękiwał żałobnie. Podniósł rękę, ale Chirugai niebezpiecznie drgnęło tuż przed jego nosem. Zawahał się i opuścił ją. // Słyszał, że w walce Eckhardta z Larą, ta bez pardonu odcięła mu dłoń. Nie chciał skończyć tak samo. Automatycznie wycofał się w tył, dopóki nie poczuł za plecami ściany. Spojrzał w lewo. Zaledwie kilka kroków dzieliło go od wyjścia. Zebrał się w sobie, by wstać, jednak przestrzelona noga nie ułatwiała mu tego. – Wut? Przestrzeloną nogę miał Collins, w ogóle nie zmieniłaś podmiotu z Kurtisa...

Słowa zakotwiczyły w umyśle Kurtisa, rodząc w nim wiele pytań. – Ugh.

Maszerowała z satysfakcjonującym uśmiechem.  – Satysfakcjonującym kogo?

Opuściła broń, ale nie spuszczała gardy. – Nie bardzo wiem, jak mogła jednocześnie opuścić broń, skoro gardę trzyma się dwiema uniesionymi rękami.

— Zastrzeliłaś go, gdy wspomniał o Lux Veritatis! // — Wypaplał to, bo chciał przeżyć! // Trent musiał jej przyznać rację, ale nie bardzo chciał – Kto go zmuszał? Przecież w tym momencie niemożliwym do ustalenia jest, co Collins miał na myśli. Dzięki, Laro.

Poszedł do starego pieca i z całej siły pociągnął za zawleczkę korka spustowego. Instalacja rozszczelniła się, a powietrze miarowo zaczęło cuchnąć gazem. // — Co ty wyprawiasz?! — zagrzmiała Croft, zatrzymując się w progu pomieszczenia. – Tylko ja mam prawo do odczapnego ludobójstwa! Tak na marginesie wspomnę, że Kurtis zamierza wysadzić nie tylko materiały złowrogiego zakonu, ale też i całkiem niewinnych botaników Jej Królewskiej Mości. Nie wiem, czemu zakłada, że Kabała nie trzyma notatek też i w innych miejscach, skoro podobno jest ich jak mrówków. Czemu mieliby wszyscy siedzieć w jednym?

Usłyszała warknięcie. Odwróciła się w stronę źródła dźwięku i zobaczyła chude psisko. Doberman kulał i strzygł uszami, broniąc wejścia do jednego z pomieszczeń. // Zastrzeliła go i odrzuciła Borana-X na podłogę. // — Oszalałaś? // — Ciesz się, że nie zastrzeliłam ciebie. Jeszcze mnie nosi. I wszystko mnie boli.  – Eee… tak…
Mam nadzieję i wrażenie, że zdajesz sobie sprawę, że Lara nie jest kryształowa, ale jesteś zupełnie pewna, że zamiast protagonistką, nie powinna być villainem?

Już miał wyjść, gdy usłyszał ciche piśnięcie. Odwrócił twarz w stronę psa i zobaczył szczeniaka. Bez zastanowienia podszedł do niego i wziął go na ręce. Mały psiak zabrał się za gryzienie jego mankietu. – Kiczowatość tej sceny fizycznie mnie boli. 


Wyszedł z lokalu i rozejrzał się po okolicy. Powoli nastawał ranek i pierwsze promienie słońca rozświetlały ulice Londynu. Trent odetchnął głęboko świeżym powietrzem. Zdał sobie sprawę, jak bardzo za nim tęsknił i poczekał, aż Croft wyjdzie z budynku. Szczeniaka usadowił na fotelu przy kierowcy wcześniej pożyczonego BMW. Po chwili usłyszał kroki Lary. Odpalił papierosa. – Nasyćmy się w tym momencie przypomnieniem, że Lara przyjechała tu kradzionym radiowozem kilka godzin temu, a jednak wciąż ani widu ani słychu ekipy antyterrorystycznej.


Wsiadł do środka i chwilę pomajsterkował przy kablach, zanim ogień zdążył rozprzestrzenić się na wyższych piętrach i rozbić kulami szyby w okiennicach. – Ogień otworzył do nich ogień zaczął ich ostrzeliwać?

Nie wątpił, że kumpel przyjmie go bez ogródek. – Z bezą grudek będzie to mieć tyleż sensu (podpowiedź: zajrzyj do słownika).

W końcu miał u Kurtisa dług wdzięczności. Poznał go jeszcze w legionie. Dobrze pamiętał chwilę, gdy uratował mu życie. – Kto komu?

Dobrze pamiętał chwilę, gdy uratował mu życie. Było to dnia, w którym okupowali teren wrogiej jednostki. Gdy Beynoldowi skończyła się amunicja, Kurtis zaczął biegać z nienaładowanym karabinem, udając pewnego siebie żołnierza. – Genius. I co, we dwóch przejęli całą jednostkę? To co to było,  kurnik?

W końcu trafił prosto przed charakterystyczny budynek na Bayswater Road. Z zewnątrz wyglądał jak burdel — postawiony z czarnej cegły, otaczał się aurą tajemniczości. – ...masz bardzo dziwne wyobrażenie burdeli. Nie wiem też, jak budynki mogą otaczać się aurą tajemniczości.

Długie, nieco rozmierzwione włosy i wielkie, zielone oczy były jego atutem, gdy wyrywali kiedyś razem panny w klubach, dopóki Tom nie wyznał mu potem, że jednak od rasowych panienek wolał rasowych mężczyzn. – I co, po wyznaniu bi czy tam homoseksualizmu wygląd przestał być jego atutem?

— Szczenię na ziemię. // Odłożył Bostona, który poczłapał w stronę dywanu pod stołem. Ułożył się w kulkę i zamerdał końcówką ogonka. – Bardzo głupi pomysł, biorąc pod uwagę to, jak szczenięta panują nad pęcherzem.

— Trent, Trent, Trent… który to już raz? Znowu mam brzmieć, jak jedna z twoich rozczarowanych dupeczek?  — wyrzucił pretensjonalnie – Na pewno chodziło ci o pretensjonalnie, a nie z pretensjami? http://sjp.pwn.pl/sjp/pretensjonalny;2508300

Co zrobił źle, że Croft tak wyskoczyła w celi? – Nie miałaś na myśli naskakiwania na kogoś?

Dlaczego go zabiła? Jego śmierć była nierozważna. – Śmierć nie może być nierozważna.

Kurtis spojrzał w dół i zobaczył tuż przy kanapie szczeniaka. Patrzył w górę, łapką zahaczając co jakiś czas o spływającą w dół pierzynę. – Kurtis?

Sekcja jedenasta

Obracał w dłoni kubek herbaty z prądem – Stałym czy zmiennym? Kolokwializm.

wziętego przez płomienie budynku – Na zakładnika wziętego?

starając się, by Tom nie widział przewrócania oczami – Przewracania.

– Powiedzmy, że przysługa. Za milczenie. // – Nie rozumiem – skończył, westchnąwszy. – Yyy, co skończył?

Trent uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na cieniasa. – Przy twoim podejściu do synonimów musiałam się chwilę zastanowić, żeby zrozumieć, że chodziło ci o papierosa.

Rany boskie, po tych wszystkich morderstwach, które rzekomo popełniła, po tych nierzekomych, po tym, jak widziano ją na miejscu wybuchu budynku, Lara dalej siedzi sobie spokojnie w domu, do którego wróciła taksówką, śpi, ogląda telewizję i czyta czasopisma, a policja jej nie szuka. Ta, jasne.

#wsparcieestetyczne
– Nie będzie więcej reportaży. – Była pewna. – Bo? Nawet jeśli nie będzie więcej morderstw, myślisz, że policja tak po prostu przestanie szukać sprawcy, a media porzucą tak gorący temat?

Nikt nie pokazywał tym razem budynku zabezpieczonego taśmą policyjną i białych, malowanych konturów zwłok. – Ponownie, kontury zwłok to popkulturowa bujda.

Nikt nie mówił o beczkach krwi, prochach i kościach czy robactwie, które gnieździło się w podziemiach. Policja na pewno dawno tam dotarła – mimo wybuchu niemożliwe było przecież zlikwidowanie wszystkich śladów. Szczególnie tych z piwnic, w których nadal roiło się od eksperymentów dwóch świrów. – Innymi słowy, jest spora szansa, że teraz po mieście rozpełzną się mordercze robale mutujące ludzi? Łał. Świetna robota.

„Ani żadnego: dziękuję, ani: chuj ci w dupę, Croft” – pomyślała z przekąsem o mediach. – Świnie, jak mogą nie wychwalać psychopatki.

zabrakło też tłumaczenia, dlaczego Croft w ogóle uciekła brawurowo z aresztu. Miała powód i najprawdopodobniej wszyscy już to wiedzieli – Jej kretyńskie zapatrzenie w siebie i przekonanie, że cały świat najbardziej interesuje się jej dupą, jest gargantuiczne.

Croft nie dziwił brak informacji na swój temat. Dziwiła się jednak, że nikt nie pofatygował się na teren jej posesji i nie poprosił o ostateczne formalne wyjaśnienia. Zwykle po takich akcjach działa się konferencja prasowa i oficjalne przeprosiny – Mam szczerą nadzieję, że Lara nie wyobraża sobie, że to ją będą przepraszać, a jeśli nawet odwrotnie, to wiesz, mam podejrzenia, że tym razem to nie wystarczy.

co teraz robi Trent? Pewnie denerwował się tak samo, bo z perspektywy mediów nie wiadomo było właściwie, czy warto już wyściubiać nos na świat, czy może lepiej schować się gdzieś i poczekać na dalszy rozwój wydarzeń – Przecież media nie zaczęły się chować.

– Mi też nie – Mnie.

Zawsze taki był – kompletnie nie w jego stylu wszelkie konwenanse – Wszelkie konwenanse co?

Lewa brew na twarzy kobiety powędrowała w górę. – Miała jeszcze jakieś inne brwi, nie na twarzy?

nowojorskigo – Nowojorskiego.

kontemplując nad definicją tego słowa. – Kontempluje się coś, nie nad czymś.

stary Anderson mógłby sam załatwić nakaz i przeszukać twoją rezydencję, ale prosił, bym była stroną ugodową, w razie gdybyś wcale nie chciała współpracować. – To jest tak strasznie głupie, że skala skończyła mi się trzy galaktyki temu.

Na końcu zgodziła się ostatecznie, by stara znajoma wpadła ze swoim kolegą na kawę, stawiając warunek, by spotkanie odbyło się na stopie cywilnej, to znaczy bez umundurowania, ukrytej spluwy i dyktafonu. – Boru. Naprawdę, moje opadnięte cycki są w okolicach jądra Ziemi. Lara jest ostatnią osobą, która ma tu prawo stawiać warunki.

#wsparcieestetyczne

Gdy zmierzył się z nią po raz pierwszy, była kimś, kto zachwiał jego nihilistycznym do tej pory poglądem. – Wtf, jakim poglądem, na co?

Silne kobiety nie istnieją. Udowodnię ci to, Croft.


Przyjrzał się odbiciu w lusterku samochodowym i zamrugał powoli dwukrotnie. Zanim za trzecim razem jego powieki uniosły się i opadły, jego twarz zrobiła się przeraźliwie blada. Kilka blizn ukazało się, by po chwili sczernieć. I znów wtopić się w skórę, tym razem naciągniętą na zupełnie przeinaczoną czaszkę. – Przedrzeźniające kości, tego jeszcze nie grali.

Cicho nastawiła głośność – Tak, przekręcenie/nastawienie jakiegoś prztyczka w celu ustawienia głośności zazwyczaj nie wiąże się z hałasem… (Wiem, co miałaś na myśli, ale napisane to idiotycznie, tak samo jak cicha głośność).

Croft legła się na łóżku – Legła, pomijając już zasadność użycia tak nacechowanego słowa.

taki wielki dom musiał mieć pewne zabezpieczenia. – Nie, nie musiał, wielkość domu nie jest ściśle powiązana z zabezpieczeniami.

– Będzie ciekawie – odparł rozentuzjazmowany – Komu odparł, głosom w swojej głowie?

Sekcja dwunasta

Światła rezydencji były pogaszone, gdy rozglądał się kolejny raz dookoła. – A gdy się nie rozglądał, wybuchały feerią barw.

Chciałabym skomentować tę szopkę z opisywaniem spaceru jako misterium, ale nieprofesjonalnie powiem, że nie mam siły.

mijając niskie żywopłoty odgradzające kostkę brukową od równo skoszonego trawnika. Tworzyły drogę do ciężkich, żeliwnych drzwi głównych – Żywopłoty jako droga, bardzo oryginalne, ale chyba niewygodnie się po tym chodzi.

Wciągając nosem powietrze, Karel delektował się bukietem świeżego zapachu, tak bardzo mu nowego i zaskakującego – …czy on spędził całe życie w piwnicy?

Ze świstem wciągnął powietrze przez nos i wypuścił je powoli. Coś poczuł. Ochotę? – A jak pachnie ochota, może jak pelargonie?

Dzięki za streszczenie poprzedniej akcji, przecież to nie tak, że przeczytałam o niej jedenaście rozdziałów.

Następnie Collins jako nowe Monstrum po alchemiku wysłał po nią przerażoną Carvier, która miała motyw, by dorwać Croft. Lara trzymała wtedy dziennik przy sobie, ale botanik nie był w stanie jej go wyrwać. Jako Monstrum pozbył się tylko świadka. I tak potrzebowali flaków – Dobrze rozumiem, że monstrum jest w stanie wyflaczyć człowieka na drugą stronę, ale już nie ma dość siły, by wyrwać komuś notes? Aha.

Collins? Mężczyzna, który nie dał rady zwykłej kobiecie odebrać dziennika – Przecież przed chwilą rozwodził się nad tym, jaka to Lara jest NIEzwykła. O kolejnym przejawie seksizmu już nie wspomnę.

To całe smęcenie, jak to inni ludzie to nieudacznicy, głupcy i proch marny, to też koszmarna klisza.

Poza tym, kogo chcę oszukać? Przecież przyjechałem tu również i dla niej. Jest ciekawa. Silna. Ludzka. – Ludzka? Chyba nie mówimy o tej samej postaci.

Przypomniał sobie plany Luwru, które wręczył Gundersonowi i reszcie najemników, gdy wysłał ich po Obraz Obscura. Pamiętał, gdy mówił, by absolutnie nie przejmować się kamerami wewnątrz obiektu, gdyż były sztuczne, a zabezpieczenia sięgały tylko krat, które wysuwały się z podłoża w progach i zamykały potencjalnego włamywacza, oddzielając go od reszty budynku aż do przyjazdu policji. Karel nie podejrzewał, by w rezydencji panowały takie same warunki – O borze, to po cholerę musieliśmy czytać te smęty o planach Luwru? Może opisz jeszcze zabezpieczenia w chacie góralskiej, pałacu Windsor i wozowni w Łańcucie, to będziemy wiedzieć, jakie jeszcze NIE panowały.

Strzał rozległ się szybko – Wiesz, strzały zwykle mają to do siebie.

Zaspana przetarła oczy kciukiem i palcem wskazującym, przesuwając nimi w kąciki. Skończyła, drapiąc się po nosie. (..) // Podniosła się na równa nogi i ściągnęła z oparcia krzesła szlafrok, zarzucając go na bawełniany, szary top i spodenki do kompletu.  


Lolciu, po tych wszystkich bredniach o sile, inteligencji, wierze w siebie i byciu swoją ochroną odnośnie Lary, ta sobie spokojnie śpi, bo byle jaki strzał jej nie obudzi, alarm jej w ogóle nie niepokoi, zbiera się leniwie i jest pewna, że to wygłup (mimo sytuacji, w jakiej się ostatnio znajduje). Ja nie wiem, jak ona dożyła do tej pory.

Zirytowana przeklinała w myślach to na głośny alarm – No trochę nie bardzo jest sens robić ciche alarmy, tak jakby.

Yyy, Lara uparcie debilnie podejrzewa, że wycie alarmu to sprawka Winstona, rozumiem, że mieszkaniec zamku też sobie nie może pochodzić po nim, choćby i w nocy (ludzie czasem chodzą do toalety, zjeść coś, napić się, pracują do późna, cierpią na bezsenność… nie wierzę, że tłumaczę takie rzeczy) bez włączania zabezpieczeń? Wtf.

Drewniane, boczne drzwi z szybką przysłoniętą zazdrostką stały otwarte na oścież – Ta zazdrostka TAK BARDZO pasuje do lordowskiej posiadłości…

a przestrzelony na wylot zamek sprawił, że stara, zardzewiała już klamka trzymała się na jednym umyciu – Zaraz, czy ja dobrze rozumiem, że Karel strzelił do drzwi kuchennych? Kto zamyka drzwi kuchenne na klucz i po co? Czy też Karel miał na tyle ogromną potrzebę rozwalenia jakichkolwiek drzwi, że nie był w stanie się opanować?

O rany, ten motyw z antagonistą żywiącym pokręconą fascynację/początki MIŁOŹDZI do protagonistki, czującym zazdrość blablabla, to kolejna koszmarnie zgrana klisza.
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/VillainousCrush

http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/MindGameShip

Lara odrzuciła na łóżko broń – Bardzo mądre, bardzo.

Nie sądziła, że ktokolwiek mógłby włamać się do garażu, by zainteresować się czerwoną Toyotą MR2, którą od osiemdziesiątego czwartego pielęgnował jej staruszek. // Nikt nie był na tyle popaprany. – To jest aż śmieszne, jak ona mało wie o życiu.

Ruszyła, paląc gumę w kabriolecie i przepraszając w myśli ojca za krzywdę, jaką właśnie wyrządzała oponom. – Eee, wiesz, opony można zmienić i raz na jakiś czas się powinno, chyba od osiemdziesiątego czwartego samochód nie miał tych samych...

Nie dziwił się, że stracił ogon. Lara musiałaby mieć nie po kolei w głowie, żeby dogonić pożyczonego Chryslera w wersji sportowej. – Albo, nie wiem, szybszy samochód?

Jako ostatni syn Pierwszego Nephilima czekał na niego obowiązek do spełnienia. – Ten obowiązek czekał jako syn? Bo w innym przypadku to jako na ostatniego syna.

Winston akurat zdejmował z uszkodzonych kuchennych drzwi zazdrostkę. Spojrzał na nią rozżalony, wzdychając dość głośno. – Eee, jest jakiś powód do rozpaczania nad zazdrostką?

Smith kiwnął głową i udał się w kierunku meblościanki kuchennej. Wrzucił zazdrostkę do schowanej w szafie pralki – O boziu, wspaniała lordowska rezydencja, meblościanka, pralka w kuchennej szafie.

Ach, kolejny popis nieposzanowania ludzkiego życia przez Lary i jej bucery w stosunku do znajomych, tego mi było trzeba.

Czy ty myślisz, że mój numer dostępny jest całodobowo i że twoje pieniądze są w stanie zachęcić mnie do przerwania fazy REN? – REM.

Z rozmyślań wyrwał ją rozentuzjazmowany głos o charakterystycznym, stanowym akcencie – Stanowy akcent? Twoim zdaniem ludzie z Luizjany i Nowego Jorku mówią toczka w toczkę tak samo?

ciche brzmienie głośnej, elektronicznej muzyki – Wiesz, muzyka jest głośna lub cicha w zależności od tego, jak – eureka – głośno lub cicho brzmi.

Winston podszedł i podał czarnoskóremu, wysokiemu i przeraźliwie chuderlawemu na twarzy mężczyźnie kubek gorącej kawy na spodeczku. – A resztę korpusu miał już raczej otyłą?

podbrudkiem powoli zniżającym się do obojczyka. – Podbródkiem.

– Nie twój biznes – Kalka, po polsku to interes.

Specjał 1

Paryska jesień dawała sobie może jeszcze kilka dni, by tworzące się kałuże ustąpiły miejsca pierwszym zlodowaceniom. – To nie jest po polsku.

Paryska jesień dawała sobie może jeszcze kilka dni, by tworzące się kałuże ustąpiły miejsca pierwszym zlodowaceniom. Nie wiedziała, czego nie lubiła bardziej: czy tej upierdliwej mżawki, która podkręcała jej włosy, czy może tego białego łajna oblepiającego wszystko dookoła i skrzypiącego pod butami. – Jesień nie lubiła? Ach nie, to Lara, poznaję po wkuropatwiającym podejściu do życia!

Znowu marudziła. Nie pierwszy raz w tym roku przyłapywała się na tym, że zrzędzi nawet w myślach. Już nie tylko na pokaz, by wszem i wobec ukazać swoją bezduszność, co podtrzymywało jej reputację i broniło ją przed ludzką ciekawością. – Zrzędy nie są bezduszne, a raczej nieskończenie irytujące. W ogóle jakie to szczeniackie, pragnienie reputacji ivul ‘nd heartless ksienrzniczki ciemności. Większość wyrasta po gimbazie.

Miała czas, by zamienić chwilę i upewnić w przekonaniach młodszych pasjonatów, że warto walczyć o marzenia. – Dzika składnia, no i co to znaczy „zamienić chwilę”?

Przypomniała sobie, że grupie punków, która zaczepiła ją przy londyńskim ratuszu z gitarą i zagrała dla niej jeden z kawałków U2, pokazała nawet kilka blizn i opowiedziała jakąś anegdotę. – Ratusz z gitarą byłby dla mnie parą.

Teraz? Nawet nie odpwiedziała taksówkarzowi, który dobrodusznie uprzedził, że na modernizowanym osiedlu nigdy nie bywało spokojnie. Nawet, jeśli robotnicy wyrobią się z terminem i skończą poprawiać stan dziurawych nawierzchni, to i tak postawione przy nich śmietniki będą regularnie płonąć. // Co kraj, to obyczaj – pomyślała z przekąsem. – To brzmi tak, jakby płonące śmietniki były usterką techniczną. Komentarz Lary jest nie na miejscu, jako że płonące śmietniki nie są stałym elementem paryskiego krajobrazu. Zresztą jakby w WB nie było zamieszek, przepaści klasowej, dzielnic mętów itd.

Co za zimny deszcz... W takim deszczu można przemoknąć na śmierć. Ściany wyglądają tak, jak by się miały zaraz zawalić. Co cię skłoniło, staruchu, by w ogóle tu pomieszkiwać? – Nie wiem, do kogo Lara zmierza, ale ten ktoś chyba nie mieszka na ulicy, w deszczu?

Przeszkadzali jej wszyscy w ogóle. – Świetne podsumowanie charakteru Lary.

Wkroczyła w jedną z bocznych, paryskich uliczek. Nie przypominały swoją aranżacją tych kojarzonych z widokówek dostępnych w centrum. // Paryż – pomyślała z przekąsem. – Miasto piękna. O tym nie pisali w folderach dla turystów. Zszedł na psy, odkąd ostatnio tu byłam. – To tak jak mieć pretensje do przewodników po Warszawie, że Łomianki nie wyglądają jak Starówka.

co co sprawiło – Powtórzenie.

odstawiła tylko plecak na ziemi – Na ziemię.

Rozejrzała się po pomieszczeniu machinalnie, od razu wybierając sobie miejsce siedzące, będące jej kawałkiem podłogi na ten wieczór. // – Całkiem wygodny – skwitowała, zanurzając się w przesadnie miękkim, dawno zużytym już fotelu o metalicznej barwie. – Rozumiem z tego, że fotel był podłogą.

Nigdy nie podejrzewała Wernera o specjalny zmysł artystyczny, który sprawiłby, że stare mieszkanie zacznie wyglądać bardziej modernistycznie – Modernistycznie i nowocześnie to niekoniecznie są synonimy. A w ogóle vintage jest w modzie, równie dobrze może realizować zmysł artystyczny tak.

Schody prowadzące na piętro zakręcały się w typowo francuski sposób – Przecież spiralne schody wykorzystywano już w starożytności, a teraz są znane w całym kręgu cywilizowanej kultury, pierwsze słyszę, żeby były typowo francuskie.

Gdy sześcidziesięciotrzyteni mężczyzna odchodził – O kurde, jak z jakiegoś Dlaczego ja czy innych Trudnych spraw. Dwudziestosześcioipółlatka jest wściekła, że...

Otworzył jej drzwi, ale nie przywitał jej w progu. Gdy odwracał się i udał się od razu w kierunku salonu, w jego oczach dostrzegła coś, co co sprawiło jej delikatnie iskrzącą się w jej wnętrzu satysfakcję. – Jej, jej.

Bacznym okiem obserwowała, jak zmęczonym ruchem wyciągał z kieszeni haftowaną chusteczkę wielorazowego użytku (o ile tylko taki wynalazek był regularnie prany). – Jeśli nie był prany, przestawał być chusteczką.

Przyprószony na części potylicznej mężczyzna przyniósł w dość powolnym tempie szklankę i położył ją tuż obok kobiety. – To najgorszy opis siwizny, jaki zdarzyło mi się czytać.

zauważyła, że lekko się zgarbił. Sięgnął ręką po wiszącą w przedpokoju laskę, której wcześniej nie dostrzegła. Kiedy stanął w części kuchennej i wlewał do szklanki wodę z kranu, Croft wiedziała już, że odmówi sobie przyjemności ugaszenia pragnienia. // – Do rzeczy, Werner. // Usłyszała, jak zakasłał, po chwili odkrztuszając mocniej coś, co niewątpliwie usiadło mu na płucach. Bacznym okiem obserwowała, jak zmęczonym ruchem wyciągał z kieszeni haftowaną chusteczkę wielorazowego użytku (o ile tylko taki wynalazek był regularnie prany). // Przyprószony na części potylicznej mężczyzna przyniósł w dość powolnym tempie szklankę i położył ją tuż obok kobiety. Croft odsunęła ją automatycznie odrobinę dalej od siebie. Poczekała, aż były wspólnik usiądzie ociężale na drugim, takim samym fotelu. – Jakież to wszystko fascynujące. I jak źle napisane.

Prychnęła, gdy tylko doszedł do niej sens zmęczonych, wyszeptanych słów. – Słowa nie mogą być zmęczone.

– Egip, Werner… – Egipt.

Egipska ciemność jak na zawołanie pochłonęła pokój – Przypadek?! Nie sądzę!

Nie uciekaj – usłyszała znajomy, ale nieznajomy głos w swojej głowie. – Aha.

Mężczyzna po czterdziestce zmęczony oparł twarz na dłoni zaciśniętej w pięść i łokciem położonej na biurku. – Co za koszmarnie zbudowane zdanie.

Mężczyzna był zmęczony, chciałaby, żeby przesłuchiwał ją ktoś mniej flegmatyczny, światło migało mu w twarz. Znów wybitny związek przyczynowo-skutkowy.

Światło jarzeniówki migało mu w twarz, więc drugą ręką puścił długopis i zgasił lampkę. Rzucił kobiecie pełne sceptycyzmu spojrzenie i wyciągnął rękę w stronę żarówki. // – Nie radzę. – Usłyszał, po czym dotknął otwartą dłonią rozgrzanego szkła. Syknął, szybko odrywając palce. // Croft uśmiechnęła się pod nosem ledwo dostrzegalnie. – Najgorszą metodą podkreślania wyjątkowości bohatera jest robienie debili z jego otoczenia.

Po jaką cholerę była ta scena z migającą lampką, dokręcaniem żarówki za pomocą szmatki itd.?


Tzn. poza robieniem kretyna z tego faceta. A z Lary och, jakiegoż geniusza, bo wie, że rozgrzane rzeczy można dotykać co najwyżej przez coś. Chylę czoła przed jej inteligencją.

– Więc chce mi pani powiedzieć, że mężczyzna zginął, kiedy tylko zgasło światło, a gdy się pani obudziła, ktoś obsmarował ścianę jego wnętrznościami? – Jeśli ktoś smarował po ścianie po tym, jak Lara się obudziła, to powinna była coś zauważyć.

Croft przyjrzała się jej zdjęciu. Przedstawiało wysoką blondynkę o włosach krótko ściętych na Kleopatrę. Faktycznie, wyglądała przyjaźnie. Zerknęła ukradkiem za siebie, przyglądając się policjantom. – Ta kobieta ze zdjęcia zerknęła, aha. Jakiś crossover z HP.

Scena, w której Lara grzebie sobie w papierach, które policjanci tak dogodnie położyli tuż przed nią, które są tak pięknie opisane, w której policjanci nie zwracają uwagi na akcje Lary (do czasu, ale jednak), też bije rekordy głupoty.

– No, no, no. Ciekawość zżera? – zagadał czyściutkim brytyjskim. – Jeśli mówisz o akcencie… Wiesz, w Wielkiej Brytanii jest ich tyle, że naprawdę nie mam pojęcia, co masz na myśli. A jak o języku, to to angielski, nie brytyjski.

Dodatkowo miał ciemne oczy. – To dodatkowo brzmi, jakby był jakiś silny związek między wcześniejszym rozwodzeniem się nad sylwetką a kolorem oczu, a tak nie jest.

Od razu poczuła, że akurat one raczej nie skłaniają się ku najmniejszym kłamstwom. Nie miał powodu, by ją oszukiwać. Miał za to powody, by wyciągnąć z niej prawdę. – Ach, Lara i jej wspaniała Intuicja i Wnioski z Dupy.

Zdała sobie sprawę, że jej słowa wcale nie były szczególnie sympatyczne. Biorąc pod uwagę, że ktoś, komu jeszcze rok temu bezgranicznie ufała, zostawił ją na pewną śmierć. – Biorąc pod uwagę, że ktoś ją zostawił na śmierć, jej słowa nie były sympatyczne? Wtf.

Kopnęła większy kamerdolec na swojej drodze. – Co to jest kamerdolec, wujku Google? – spytałam zdumiona. – Takiego słowa nie znajdziesz w słowniku – wyjaśnił. – To slangowe określenie, stosowane w pewnych kręgach na Dolnym Śląsku. Najwyraźniej w tym uniwersum Lara Croft ma bardzo, ale to bardzo dziwne korzenie.

Po cholerę podawała mu nazwisko Margot? Nie zależało jej na obronie życia, ale na uniewinnieniu się. Przynajmniej tyle, że kobieta zginęła, kiedy Croft urzędowała w gabinecie Roberta. Nie mogła się rozdwoić, więc ciężar przestępstwa zmalał choć odrobinę. – Dla mnie to może znaczyć też to, że Lara ma wspólnika.

Przystanęła, gdy usłyszała ciche pogwizdywanie. Ktoś w przeciwległej uliczce opierał się o ścianę prawą nogą zgiętą w kolanie. Biały mężczyzna chował się za dymem papierosowym i pogwizdywał raz po raz znaną jej melodię. – To chyba musiał palić całą paczkę na raz, że dał radę schować się w dymie.


Nie ważne – Nieważne.

I tak się mimowolnie wpakowała to gówno – W to.

Poczuła na piersiach przyjemny materiał chłodnej poszewki. Wzięła głębszy wdech, ale wiedziała, że to na nic. Nie mogłaby teraz zasnąć. Za dobrze znała swoje ciało. // Musiała coś z tym zrobić. – Słodki jeżu na bananie, to było chyba najgorsze wprowadzenie w erotykę, jakie dotąd widziałam. Śnisz kryminalną opowieść o morderstwach i przesłuchaniach? Na pewno po przebudzeniu będziesz myśleć tylko o masturbacji!

Ciekawe, jakby całował tym swoim zarostem – Całuje się z reguły ustami.

Ja wiem, że różne są fetysze, ale jak czytam o zgniataniu łechtaczki, to aż mnie coś boli i zastanawiam się, czy to nie coś podobnego do miażdżenia warg pocałunkiem, czyli idiotyczna klisza bez sensownego pokrycia w rzeczywistości.

Noc była spokojna, chociaż wiedział, że w tym właśnie czasie, niedaleko cmentarza działa się kolejna rzeź. – To faktycznie, noc spokojna, że ho ho.

W odpowiedzi spojrzał na nią pretensjonalnie i rzucił papier na biurko. – Nie można patrzeć pretensjonalnie. Teraz jestem pewna, jak tego używasz, i wyjaśniam, że to nie synonim do „z pretensjami”.

Oczywiście Lara mówi inspektorowi, co ten ma robić, a on jej grzecznie słucha. Tak.

Przyspieszyła kroku, ostatecznie wybijając się mocno i przeskakując nad wolnymi i strasznie cuchnącymi konstruktami. – Że co? http://sjp.pwn.pl/sjp/konstrukt;2473393.html

Minęła tabliczkę z napisem, który uświadczył ją w przekonaniu, że jest w odpowiednim miejscu i czasie. – Umocnił może.

WYDZIAŁ DS KOREKTY CHIRURGII // INSTYTUT PSYCHIATRII // STRAHOV – I co tu upewnia o właściwym czasie?

No i w czasie przesłuchania w gabinecie Eckhardta zginął Luddik – jak się okazało – czeski dziennikarzyna. – Boże, co ona ma z tą lekceważącą formą, tu inspektorzyna, tam dziennikarzyna, Laro, staph.

Być może nie można być przez całe życie wkurwioną gówniarą pragnącą świętego spokoju? – Co ty nie powiesz…
Btw, nie znam Tomb Raidera, ale wydaje mi się, że Lara Croft chciała raczej adrenaliny, nie świętego spokoju.

Być może autodestrukcja nie prowadziła do niczego dobrego. – Nie mów!

Mężczyzna jej snu – Z jej.

Nieba nie rozświetlały żadne gwiazdy, a przynajmniej nie były widoczne, gdy światło latarni rozświetlało plac. – Powtórzenie.

Nie nazwałabym tego erotykiem, bo poza jedną sceną masturbacji, która stanowi znikomy ułamek całości, nie ma tu w ogóle napięcia seksualnego.

#wsparcieestetyczne

Ło jeżu.
Zacznę od tego, co jest dobrze: na ogół interpunkcja i ortografia. Zauważyłam kilka błędów, ale raczej drobnych, w normie, do wyeliminowania przy dokładniejszym sprawdzeniu. Trafiło się też trochę literówek, ale nie nadmiernie.
Ale na tym się kończy.
Styl to kompletna tragedia. Nie masz najbledszego pojęcia o znaczeniu słów i związkach oraz łączliwości pomiędzy poszczególnymi wyrazami. Niestety tego się nie da w większości wykuć na pamięć. Owszem, można czytać słownik, i zdecydowanie ci to polecam, biorąc pod uwagę, ile razy musiałam linkować definicje (a to i tak były tylko przykłady), ale niestety wyczucie słowa nie jest czymś czego się można po prostu nauczyć. Zwyczajnie oczytany, rozwijający się w danym kierunku człowiek będzie je miał, instynktownie wiedział, co brzmi ze sobą dobrze, a co źle. Oczywiście wszyscy się mylimy, musimy sprawdzać niektóre rzeczy, znajomość pewnych definicji i regułek jest ważna, ale ty masz tak ogromne braki, że nie jestem pewna, czy sucha znajomość definicji ci cokolwiek da, bo z tej pisaniny przebija kompletny brak zrozumienia, co jest z tym stylem nie tak, więc, jak mówię, kwestia rozwinięcia elementarnego wyczucia słowa właśnie.
Potwornie mieszasz rejestry językowe, tak w dialogach, jak i w trzecioosobowej narracji, pchając tam jednocześnie okropne potocyzmy i kolokwializmy, jak też archaizmy czy określenia ze stylu (zamierzenie) wysokiego.
Przepakowujesz zdania zupełnie niepotrzebnymi epitetami, zaimkami i określnikami. Nawet w najbanalniejszych frazach nie możesz się powstrzymać od dodania jakiegoś najzwyczajniej, wprost przeciwnie, po prostu, które jest tam potrzebne jak dziura w moście i tylko robi idiotyczne wrażenie.
Związku przyczynowo-skutkowego w mnóstwie następujących po sobie zdań ze świecą szukać. A w niektórych przypadkach sprawę załatwiłoby zwykłe nowe wcięcie akapitowe.
Składnia jest okropna. Uparcie pakujesz zaimki, orzeczenia, czy epitety, które powinny stać gdzie indziej, na koniec zdania, albo i w środku używasz szyku biblijnego.
Podmioty pieprzą się jak króliki, często nie jestem pewna, o co/kogo właściwie chodzi, bo nie zmieniłaś podmiotu domyślnego. Sytuacji nie pomaga fakt, że w swojej miłości do odrealnionych synonimów często piszesz o jednym przedmiocie/osobie, jakby to były dwie (typu, wymyślam: Ostrze podleciało, Lara podążyła za dyskiem; Kurtis spojrzał na Toma, Beynold siedział obok – kiedy akurat w takich przypadkach można by, a nawet się powinno, zostawić podmiot domyślny).
Oczywiście jest to skrótowe podsumowanie problemów, które omawiałam na bieżąco podczas czytania – zaznaczam na wszelki wypadek, że podałam tam przykłady, bo jakbym chciała wypisywać wszystko, co jest nie tak z językiem, zeszłoby mi do Bożego Narodzenia i to raczej nie tego roku.
W kwestii formalnej jeszcze, od któregoś rozdziału półpauzy zmieniają się na pauzy.

No dobrze, styl to nie wszystko. Opowiadanie mogłoby się bronić, gdyby coś go równoważyło. Bohaterowie, akcja, błyskotliwe opisy psychologiczne, świat przedstawiony itd. Tymczasem tutaj…

Bohaterowie. Teatr dwóch aktorów. Lara i Kurtis. Obojga szczerze nienawidzę. Oboje są kretynami do potęgi entej, odpychającymi bucami, czującymi się lepszymi od reszty ludzi i okropnymi seksistami. Acz moja niechęć do Kurtisa jest mniejsza niż do Lary, bo on przynajmniej nie przejawia zaawansowanej psychopatii i jakoś uświadamia sobie wartość ludzkiego życia.
Z przemyśleń Lary i Kurtisa nt drugiej strony wnoszę, że zdajesz sobie sprawę, że nie są oni idealni i jak bucowato się zachowują, ale obawiam się, że z ogromu tego wszystkiego, co jest nie tak, już nie. Rozumiem pisanie o nieidealnej protagonistce, idealne postaci są nudne, ale do tego stopnia socjopatycznej, tak bardzo zapatrzonej w siebie, tak bardzo nie zdającej sobie sprawy, co jest nie tak z jej zachowaniem… To zachowanie przydałoby się czymś zrównoważyć, jakimś, hm, obiektywnym komentarzem – nie chodzi mi tu o łopatologię, bo czytelnik nie jest idiotą i zrozumie, kiedy mu się pokaże, a nie powie – ale często miałam wrażenie, że narrator też jest przefiltrowany przez Larę. Przydałby się jego obiektywny komentarz, może jakaś postać krytykująca Larę merytorycznie. Tymczasem jedyne, na co można liczyć, to wzajemne wrzucanie sobie jej i Kurtisa, których relacja najwyraźniej miała być dark and toxic and destructive romance. Niestety, zamiast iskrzenia od napięcia, przechodzenia od miłości do nienawiści itede blablabla, ja widzę parę niedojrzałych, urządzających awantury na poziomie stereotypowych Seby i Karyny, buców. Mam wrażenie, że Lara miała być takim archetypem silnej, zamkniętej w sobie kobiety, a Kurtis pociągającego bad boya – niestety, takie postacie szalenie łatwo przerysować, nawet doświadczonym autorom.
W gruncie rzeczy oboje uważam za bardzo zakompleksionych – to wieczne reagowanie agresją, idiotyczne pomysły, bezustanna potrzeba stawiania na swoim, niemożność okazywania uczuć – to nie są dowody siły, a właśnie głębokich kompleksów i niepewności.
Oczywiście, nie ma nakazu pisania o sympatycznych bohaterach. Tylko że czytelnik powinien dostawać coś w zamian, coś innego, co mogłoby go przyciągnąć. Pozwól, że zacytuję ci komentarz Gayi spod innej oceny:

Przede wszystkim trzeba się zastanowić co się pisze, po co się to robi i dla kogo. Jeśli na pierwsze pytanie odpowiedź brzmi „opowiadanie o paskudnych typach”, przechodzimy do następnego. Robisz to, bo masz ciekawą historię do opowiedzenia? Bo sam akt klepania w klawiaturę daje ci frajdę? Bo chcesz popełnić głębokie studium psychologiczne? W zależności od odpowiedzi, trzeba rozważyć pytanie trzecie. Jeśli opisujesz np. proces myślowy brutalnego mordercy, robisz to dla siebie (żeby odreagować jakieś traumy, przepracować trudny temat), czy dla czytelnika (bo uważasz, że ten tekst da mu do myślenia, sprawi przyjemność, zaciekawi)? W zależności od twoich odpowiedzi, zmienia się odpowiedź na pytanie „jak pisać”.
Generalnie czytelnik powinien chcieć brnąć przez tekst z własnej woli, a zatem musisz podtrzymywać jego zainteresowanie tekstem. Zastanów się przez chwilę nad swoimi ulubionymi książkami; czy jesteś w stanie określić, co sprawia, że są ulubione? W książce przygodowej akcja powinna toczyć się wartko, w psychologicznej w głowach bohaterów powinny zachodzić jakieś ciekawe procesy, romans powinien buzować od emocji itd. Najgorsze, co możesz zrobić, to zanudzić czytelnika. To nie muszą być pościgi i wybuchy (swoją drogą jeśli jest ich nadmiar, też będą nużące). Czasem wystarczy wewnętrzna przemiana bohatera, opis jego drogi życiowej, to jak osiąga swoje cele, jak do nich dąży, jak go to kształtuje. Spójrz na przykład na Irvinga, który pisze wielkie objętościowo obyczajówki, a mimo to potrafi utrzymać zainteresowanie odbiorcy.
Wracając do złoli, zauważ, że nieczęsto zostają głównymi bohaterami. Loki na przykład nie nuży widza, bo jest postacią drugoplanową, jest interesujący, nie istniejąc solo, a w tym, jakie interakcje odbywają się między nim a prawym Thorem czy Odynem. Złol potrzebuje tła i kontekstu. Hannibal z Milczenia Owiec pojawia się na ekranie tylko przez kilka(naście) minut, można dyskutować, czy gdyby było go w filmie tyle, co Clarice, dalej przyciągałby taką uwagę.
A gdy złole już dostają główną rolę, scenariusz zazwyczaj prowadzony jest tak, by widz im kibicował, by uznał ich motywację za logiczną. Spójrz na Wilka z Wall Street, główny bohater jest koszmarnym człowiekiem, który zdradza, ćpa, oszukuje, wyłudza kasę, lekceważy ludzi... a jednak chce się na to patrzeć, bo można się zastanawiać „czy tym razem też mu się uda” albo „co też on jeszcze wymyśli”. Dr House i wszystkie jego klony (Sheldon z BBT, Sherlock i cała reszta aspołecznych, zgryźliwych typów) równoważą swoje wady charakteru poczuciem humoru i wyjątkowymi uzdolnieniami zawodowymi. Widz jest ciekaw, czy tym razem też uda się uratować pacjenta, czy ktoś da bucowi wreszcie w mordę, czy okaże się, że ten paskudny typ ma jednak gołębie serce i choć będzie gderać, zrobi to, co należy.

Tymczasem co ja dostaję w zamian za paskudny charakter Lary i Kurtisa? Ani nie są sympatyczni, ani mądrzy, ani jakoś ciekawi...

Całkiem lubię Ljudmiłę. To jest, raczej uważam, że miała potencjał jako postać, bo było jej na tyle mało, że trudno ją naprawdę polubić. Jeszcze mniej mogę powiedzieć o Winstonie, Tomie czy postaciach z jakiegoś dziesiątego tła.
W przypadku Toma podobało mi się, że jego bi/homoseksualizm został wspomniany naturalnie, jako po prostu jedna z wielu cech postaci, a nie ta definiująca ją. Niestety w dwunastym rozdziale już trzeba było dowalić kilka przerysowanych zachowań. W ogóle sam Tom jest dość stereotypowy – taki typowy dobry kumpel, pomoc w kryzysowej sytuacji.

No i właśnie, stereotypy i klisze. Mam wrażenie, że postawiłaś sobie za cel odhaczenie co najmniej 9/10 tv tropes (i tak nie linkowałam wszystkiego, co mi przychodziło na myśl, a części pewnie po prostu nie znam). Nie zrozum mnie źle – raczej nie mam nic przeciw kliszom. Ale są jakieś granice, tak w jakości, jak ilości. Gdybyż one były napisane z wdziękiem, oryginalnie, z umiarem – ale nie, to jest najbardziej tani rodzaj, upchnięty kolanem.

Akcja jest beznadziejnie głupia – nie wiem, czy na skutek tego kierowania się kliszami, czy z twojej własnej inicjatywy, przypuszczam, że jedno i drugie. Moje zawieszenie niewiary urwało się z hukiem w pierwszym rozdziale, a potem… Cóż, zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rosło. Tylko niestety nie w tym dobrym sensie. Nie wymagam od literatury 100% realizmu, ale elementarnej logiki owszem.

Wyraziłaś nadzieję, że opowiadanie da się czytać bez znajomości kanonu – no, owszem. Co prawda nie wiem, czy jest wiele osób, które w taki sposób chciałaby zaczynać przygodę z serią, ale wielkiego problemu nie miałam. Oczywiście umknęło mi zapewne wiele szczegółów, pewnych rzeczy nie rozumiem, na początku miałam też niejakie problemy z zapamiętaniem wszystkich elementów zamieszczonego streszczenia akcji przed opowiadaniem, a co za tym idzie, zrozumieniem wszystkich wydarzeń, ale, jak wspomniałam, nie był to jakiś znaczący kłopot.
(Niemniej, nie lubię oceniać rzeczy, których kanonu nie znam – na temat zgodności charakterów, wydarzeń etc. się nie wypowiem).

Zauważyłam, że rozdziały są pisane na przestrzeni kilku lat, więc miałam nadzieję, że w końcowych jakość się poprawi. Niestety, nie widzę tego, co jest dziwne i smutne.

Razem wziąwszy, chciałabym ci poradzić, jak poprawić to opko, ale nie mogę. Ono w tej formie jest dla mnie zwyczajnie nie do poprawy. Trzeba by je napisać od początku i zmienić właściwie wszystko – a więc po prostu zająć się innym opowiadaniem.