niedziela, 23 października 2016

0105. magia-przynaleznosci.blogspot.com

Miejscówka przyzywającego: Magia Przynależności
Przedwieczna: Delta, z pomocą Ryszarda i Gayaruthiel

Zignorowano częściowo tomy 5-7. – To się pobawię ze zgadywaniem, które informacje były w których tomach ;)

W nagłówku, jak na mój gust, jest za dużo elementów, przez co sprawia wrażenie chaotycznego. Zamek, Snape i maska tworzą chyba najbardziej zwartą część i spokojnie by wystarczyły – a gdybyś dodatkowo pokombinowała z rozmieszczeniem napisów, nagłówek mógłby być dużo niższy.

Rozdział 1

Światło płomieni wiło się i drgało na kamiennych ścianach maleńkiej i nieco obskurnej biblioteczki. [...] Wstał niespiesznie i podszedł do masywnej komody w rogu pokoju. Leżały na niej, poustawiane w równym rzędzie, niezwykle rzadkie grymuary[1] o czarnej magii, ale tym razem to nie one stanowiły źródło zainteresowania. Po wypowiedzeniu cichej inkantacji otworzył sekretne drzwiczki ukryte za półką z księgami o magii krwi w jej najmroczniejszym wydaniu. – Biblioteczka nie jest przypadkiem meblem do przechowywania książek? (http://sjp.pl/biblioteka) Mam wrażenie, że tutaj potraktowałaś ją jak synonim pomieszczenia – ale nawet w tym wypadku: masywna komoda nie pasuje do maleńkiego pomieszczenia. Może się w nim znajdować, ale dobrze byłoby zaznaczyć, że zajmuje trochę miejsca. Dalej skoro w rzędzie, to książki raczej stały niż leżały. Poza tym nie do końca wiem, skąd się tam wzięła półka. Komoda ma szuflady, więc książki mogłyby stać najwyżej na jej blacie. Może chodziło ci o regał?

Severus przyjrzał się uważnie trupio blademu symbolowi swoich błędów. Maska była już nieco zniszczona, ale nadal tak samo wywoływała grozę. – Snape się jej bał? Możliwe, ale średnio do niego pasuje. Niefortunnie sformułowana myśl. Plus trupioblady łącznie.

Sekundę później spoglądał na ciche miasteczko Avebury [2], które znane było ze swojej magii. Nawet mugole wyczuwali, że w tym miejscu i kamieniach znajduje się coś niezwykłego. [...]  Avebury było niemal w pełni zamieszkane przez czarodziejów – Hm, czyli takie Hogsmeade dostępne dla mugoli? Nie wydaje mi się to najszczęśliwszym pomysłem – ludzie od czyszczenia pamięci musieliby chyba tam założyć pododdział. Choć przyznaję, że miejscowość sama w sobie wydaje się magiczna. Poza tym dobrze byłoby wytłumaczyć – niekoniecznie w tym rozdziale – co dokładnie oznacza stwierdzenie:  znane było ze swojej magii. Występowały tam jakieś anomalie?

a następnie podążał główną ulicą oświetlaną na złoto przez przydrożne latarnie. – Raczej uliczne latarnie. Można też w ogóle zrezygnować z przymiotnika.

Jedni zakrywali kapturami twarz – Wspólną ;) Myślę, też że ukrywali pod brzmiałoby trochę lepiej.

— Po upadku Czarnego Pana każdy musiał sam o siebie dbać. Nigdy nie winiłem cię, że byłeś tak blisko Dumbledore’a. Swoją drogą, to było genialne posunięcie. Szpiegowałeś tego miłośnika szlam i zdrajców, co w końcu uratowało cię przed Azkabanem. Nawet nie wiesz, ile kosztowało mnie zachodu, aby uniknąć losu naszej szalonej Belli i jej męża. – Nie brzmi mi ten fragment po byłeś tak blisko Dumbledore’a. Lucjusz mówi to, o czym wie i Snape, i czytelnik – wypada przez to sztucznie. Myślę, że wystarczyłoby, gdybyś skończyła na informacji, że nie uważa Severusa za zdrajcę.

Ciężko mi przełknąć myśl, że Malfoy wyznaczyłby na miejsce spotkania spelunę – istnieją publiczne miejsca o przyjemniejszym klimacie. Bywał w podejrzanych okolicach i w kanonie, ale niezbyt chętnie. W dodatku sama napisałaś, że mocno się wyróżniał w knajpie. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to to, że chce, aby w półświatku pojawiła się plotka o tym spotkaniu, ale to mało sensowne. Nie przemawia do mnie też teoria, że byli blisko miejsca docelowego – przy aportacji odległość nie jest problemem.

O tak, pomyślał Severus sarkastycznie, gdyby nie zapełniona złotem skrytka w Banku Gringotta, głowa rodu Malfoyów dzieliłaby właśnie celę ze swoją szanowną szwagierką. Cóż, korupcja w ministerstwie to nic nowego. Skrzywił się na wspomnienie tych trzech miesięcy spędzonych w obskurnej celi, zanim zeznanie Albusa oczyściło go z zarzutów. – Zeznania to zgrabny eufemizm na to, że dzięki pieniądzom go posadzili w więzieniu? Trochę słabo się łączą te zdania – lepiej zrobić nowy akapit.

W sumie cały dialog pomiędzy mężczyznami czytało mi się średnio – zbyt wiele informacji starasz się w nim przekazać.

Każdy naznaczony składał Wieczystą Przysięgę, więc wyjawienie sekretu równało się śmierci. Magia przysięgi sprawiała też, że mieli wybór, by nie zdradzać sekretu nawet pod wpływem Veritaserum. Eliksir nie miał w tym przypadku władzy, gdyż nie mógł decydować o życiu i śmierci. – Właściwie nie ma w kanonie dowodów, że nie mogło to tak działać – ale to aż zbyt wygodne dla przesłuchiwanych. Nie byłoby bardziej prawdopodobne, że osoba umierałaby po podaniu informacji? Bramę można by było ukryć Fideliusem (wtedy Czarny Pan mógłby też kontrolować, kogo Śmierciożercy przyprowadzają) albo czymś zbliżonym.

Och, jak oryginalnie, pomyślał Snape kwaśno, Czarny Pan, Czarny Dwór, Mroczny Znak… Wszystko i wszędzie czarne i mroczne. – Wybacz, muszę.

Zniszczony dom stracił ostrość, by sekundę później zamienić się w zadbaną rezydencję, otoczoną przez równo przycięte żywopłoty oraz soczyście zielony trawnik. – Pora dnia również się zmieniła, czy był soczyście zielony w nocy?

Umieszczenie bramy do rezydencji w pobliżu miejscowości zamieszkanej przez czarodziejów jest bardzo niefortunne – niepotrzebnie ryzykują, że ktoś zauważy i doniesie odpowiednim służbom.

Severus rozejrzał się uważnie, co było nawykiem z jego śmierciożerczej, a także późnejszej szpiegowskiej kariery.  – To brzmi, jakby został szpiegiem dopiero po zerwaniu ze śmierciożerstwem. Literówka w późnejszej.

Wewnątrz budynku hol prowadził do szerokich schodów z opalizującego obsydianu. – Raczej schody znajdowały się w holu, a nie osobnym pomieszczeniu. Poza tym ten obsydian… Nie ślizgali się na nim? :D

Widok czarnoksiężnika w dość przyjemnym, choć może nie zanadto jasnym pomieszczeniu byłby zupełnie zwykły i człowieczy, gdyby nie wężowa twarz i jaskrawoczerwone oczy wpatrujące się intensywnie w przybyłych. – Widok byłby człowieczy? I przed byłby jednak dałabym przecinek, traktując choć może nie zanadto jasnym pomieszczeniu  jako wtrącenie.

Ale nie mógł dokończyć, bo złość zdławiła go w gardle. – Złość może dławić, ale nie zdławić.

to nie mogę usunąć dementorów z Azkabanu – W sumie zawsze mnie to zastanawiało: gdzie niby można usunąć dementorów? Patronusy chyba tylko je odganiały, nie niszczyły. O ile więc inne żądania Dumbledore’a brzmią sensownie, to wydaje się nieprzemyślane.

— Dziękuję ci, Korneliuszu. // Za choć minimalny rozsądek, dodał w myślach. – Nie jestem pewna, kogo to myśl. Wygląda na Albusa, bo i on wypowiada ostatnią kwestią w dialogu, ale w tym fragmencie tekstu przytaczałaś jak dotąd tylko myśli Knota.

— Czyli to taką cenę wyznaczył nasz Pan za uwolnienie — stwierdziła tonem całkowicie pozbawionym współczucia. – Nie rozumiem? To ewentualnie dementorzy mogli zażądać rzezi za wypuszczenie paru osób.

Zastanawia mnie, czemu w twojej wersji Voldemort tak szybko wykorzystał dementorów – ukrywanie, że ich kontroluje, nie dawało mu więcej możliwości?

Reszta dialogów brzmiała już lepiej, może dlatego, że pozwoliłaś więcej rzeczy dopowiadać narratorowi.
W partiach Snape’a brakuje mi zwyczajnego strachu – mężczyzna ze dwa razy zauważa, że może nie przeżyć nocy, ale w żaden sposób nie odbija się to na jego sposobie myślenia czy działania. Mam wrażenie, że chciałaś przedstawić go jako osobę świetnie panującą nad uczuciami, która potrafi myśleć trzeźwo bez względu na okoliczności – ale trochę to przesadzone, nieludzkie, przez co trudno było mi wczuć się w jego sytuację. Myślę, że gdybyś pozwoliła mu na jakąś dygresję, potknięcie, wypadłoby to dużo naturalniej.

Rozdział 2

Pomarańczowa kula słońca wisząca nad Surrey powoli gasła, zasypując nieboskłon łagodną feerią czerwieni, fioletu i granatu. – Oblewając? Zasypywanie mi nie pasuje – przy zachodzie słońca przejścia między kolorami są raczej płynne. I to, jak słońce zachodzi, nijak nie przypomina gaśnięcia.

Okulary zjechały z wąskiego nosa, w porę unikając roztrzaskania przez cios w skroń. – Skroń jest z boku, więc bardziej prawdopodobne, że okulary zostałyby strącone, ewentualnie wygięte. Inna sprawa, że po tak silnym uderzeniu, skutki powinny być poważniejsze niż te opisane przez ciebie.

dla jego kuzyna równie ciężki jak dla niego samego. Choć kuzyn nie stawiał – Powtórzenie.

Choć kuzyn nie stawiał czoła smokom ziejącym ogniem czy trytonom żyjącym w głębinach jeziora, był zmuszony radzić sobie z nowo powstałą bandą, która siała terror wszędzie, gdzie się pojawiła. Dudley posmakował własnego oręża — jego przyjaciele przyłączyli się do silniejszego przywódcy, przez co został zupełnie sam, jak niegdyś Harry. Ten jeden rok nauczył go tego, czego nigdy nie nauczyli rodzice; zrozumienia dla cudzego cierpienia. – Zastanawia mnie, czy jego rodzice jakoś by nie zareagowali? Byli mocno przeczuleni, a Dudley nie wydawał mi się osobą, która ukrywałaby swoje cierpienie (co innego cierpienie zadawane innym). Jakaś zmiana szkoły, awantury u dyrekcji? Inna sprawa, bandy chuliganów nie powstają znienacka, szczególnie w małych miasteczkach.

— Dam sobie radę — powiedziała z wymuszonym uśmiechem, machając przed oczami Harry’ego swoją własną różdżką. Był to co najmniej kuriozalny widok, bo w tym momencie zupełnie nie przypominała wiotkiej i nieporadnej staruszki. — Może nie jestem aurorką, ale jestem całkiem dobrą czarodziejką. – Skoro pani Figg już jest u ciebie czarodziejką, nie byłoby lepiej, gdyby aportowała się z chłopcem, zamiast go odsyłać samego? Albo – jeśli to niemożliwe – mu towarzyszyła? Nie wiem, co chciała zdziałać sama przeciwko Voldemortowi i bandzie Śmieriożerców.

Przestrzeni wokół nie oświetlało żadne światło i tylko dobra pamięć tego miejsca pozwoliła mu omijać przeszkody i się nie potknąć. – Dzięki temu, że dobrze pamiętał to miejsce, mógł omijać przeszkody… Na przykład.

Ledwie jednak zdążył ją uchwycić, kolejna klątwa trafiła go w dłoń. Trzask łamanego drewna zwrócił uwagę wszystkich. – Musiałoby być bardzo cicho, żeby wszyscy usłyszeli pękający patyk, w co wątpię, skoro biegali i strzelali w chaosie.

Wzniósł się na wysokość chmur. Powietrze przesycała tutaj wilgoć, która osadzała się kropelkami na skórze i ubraniu, ale przynajmniej miejsce to dawało schronienie od niepożądanych oczu. – Noc, duża wysokość, prędkość, a wątpię, żeby Harry był zbyt ciepło ubrany, skoro to lato – brakuje mi informacji o zimnie, jakie musiał odczuwać. Choć może to kwestia adrenaliny.

Malfoy senior stał niedbale oparty o pień dębu, mrucząc w zadowoleniu. –

Za nim stała gęsta ściana z zielonych paproci oraz sosen, odcinając drogę ucieczki i nie miał nic, co mógłby wykorzystać w obronie.  – Chyba coś przegapiłam, ale co właściwie w tej scenie jest źródłem światła? Stoją w jakiejś gęstwinie poza cywilizacją, a Lucjusz chyba nie rzucił Lumos…? Zgrzytnęło mi też określenie stała, ale z drugiej strony rosła zepsułoby spójność metafory – w tym wypadku chyba zdecydowałabym się na neutralne znajdowała się albo za plecami miał. Inna sprawa, że sosny zwykle nie tworzą gęstwiny, to smukłe, wysokie drzewa, a przez paprocie przedrzeć się stosunkowo łatwo – dziwi mnie więc, że Harry uznał, że ta droga ucieczki jest zamknięta. Chyba za dużo grywał.

Próbował podźwignąć się na trzęsących ramionach, ale udało mu się jedynie nieco unieść głowę, by przez taflę deszczu spojrzeć prosto w szare, zimne jak stal oczy, które błyszczały szaleńczo niczym płynna rtęć. – Trochę za dużo porównań w tym zdaniu, to raz, dwa, czemu płynna rtęć ma błyszczeć akurat szaleńczo? I trzy: noc, deszcz, ból – przy takim combo szczerze wątpię, żeby ktokolwiek – nawet szukający – był w stanie wypatrzeć czyjeś oczy.

wysyczał mężczyzna, wykrzywiając usta w mrocznym uśmiechu. – To Lucjusz ściągnął maskę w międzyczasie?

— Na Merlina! — wykrzyknął kobiecy głos. — Godzina pod klątwą Cruciatus? – Po tym czasie powinien być chyba roślinką?

ale jego wzrok co chwilę przykuwała drobna sylwetka chłopca leżącego na łóżku. – Trochę przeszkadza mi ciągłe określanie Harry’ego chłopcem – jeśli dobrze zrozumiałam, ma w tej chwili około czternastu lat, zaraz piętnaście mu stuknie, a przy opisach wyglądu nie mogę pozbyć się wrażenia, że piszesz o dziesięciolatku. (Choć tutaj zdania były podzielone: Rysiowi to nie przeszkadza ;)).

do tamtego miejsca i to prosto w towarzystwo Lucjusza Malfoya? – Chyba scaliłaś w towarzystwie i prosto w objęcia.

Severus biczuje się słownie – wydaje mi się, że można by było rozegrać to trochę ładniej. Przy czytaniu miałam uczucie deja vu, jakbym gdzieś już podobną scenę widziała – jest bardzo, hmm, fandomowa.
Reszta rozdziału trzyma niezły poziom, więc myślę, że i ten fragment mogłabyś bardziej dopieścić, bo w tej chwili Severus mówi rzeczy, które dałoby się dopasować do dowolnej sytuacji (obiecałem Lily, zawiodłem, gdybym był ostrożniejszy) – a taki uniwersalizm słabiej działa niż konkret.

Rozdział 3

Omiótł spojrzeniem przestronną sypialnię utrzymaną w prostolinijnym stylu. – Za to łazienkę miał niezwykle szczwaną. (http://sjp.pwn.pl/slowniki/prostolinijny.html)

Nie spodziewał się jednak, że zabrany z grzebienia włos Draco będzie miał zastosowanie już w pierwszym dniu jego ponownej śmierciożerczej działalności. – Podmioty, to nie Draco był przecież Śmierciożercą.

Snape wiedział o tym już wtedy, gdy wpadł na pomysł, że dobrze byłoby mieć na oku prawą rękę Voldemorta. W jego opinii lepiej mieć opcję jakąkolwiek, niż nie mieć żadnej. – Zdarza ci się zmieniać czas. Niby można to jakoś tłumaczyć, ale przeszkadza w czytaniu.

Wkrótce Azkaban przywitał nowego więźnia. – Hm, już ogarnęli burdel w więzieniu? Miałam wrażenie, że od masakry urządzonej przez dementorów minął najwyżej dzień lub dwa. Chyba w tej sytuacji trzymaliby więźniów gdzie indziej? (O ile to nie skrót myślowy). Zdanie też odstaje stylem od reszty akapitu i, jak dla mnie, po prostu tu nie pasuje.

Spora część rozdziału to powtórka poprzedniego z punktu widzenia Snape’a – bardzo mocno wyhamowało to akcję, a w zasadzie wydaje się niepotrzebne. Wystarczyłoby ograniczyć się do informacji, że znalazł Lucjusza dzięki jego pokrewieństwu z Draco.

Następnie pobrał krew do małej fiolki i zasklepił rankę. Kiedy chował próbkę do kieszeni szaty, zmarszczył brwi. Jego wzrok przykuła dłoń chłopca, na której wystawały niemal wszystkie kosteczki. – Znowu mam wrażenie, że opisujesz małe dziecko, a nie wychudzonego nastolatka.

odeparli – Literówka.

Rozdział 4

Zdublował ci się cytat na początku rozdziału.

Jednej z kobiet zsunęła się z głowy tiara, kiedy próbowała przepchnąć się do pierwszego rzędu. Kiedy już jej się to udało, jej elegancki żakiet koktajlowy był całkowicie pognieciony, a jednej ze stóp brakowało pantofelka. – Tiara i żakiet?

Im dalej trójka zmierzała ku centrum atrium, tym zainteresowanie rosło. – Niezbyt poprawne to zdanie.

Swoją drogą, Zakon spodziewa się ataku w Ministerstwie, ale nie robi nic, żeby w jakikolwiek sposób ewakuować ludzi – więcej, zatrzymuje ich wewnątrz za pomocą Albusa-Harry’ego. Ała.

Zakon natomiast ochraniał ludzi i wyprowadzał ich z budynku wyjściem ewakuacyjnym, które znajdowało się od strony wyższego piętra. Zmieniało się ono co roku i tylko Wizengamot oraz Departament Obrony wiedzieli, którędy ludzi wyprowadzić w razie niebezpieczeństwa. – Ukrywanie wyjścia ewakuacyjnego brzmi niezbyt rozsądnie, szczególnie że w Ministerstwie przebywa masa ludzi, którzy nawet nie mogą wyskoczyć oknem – chaos w wypadku ataku albo nawet przypadkowej katastrofy byłby niewyobrażalny. Może ukrywano dokąd wyjście ewakuacyjne prowadzi, a wejścia po prostu pilnowano? Plus, skoro Zakon wiedział gdzie jest, Dumbledore musiał ich poinformować – Voldemort mógł więc dowiedzieć się o tym od Snape’a. Więc albo nie wpadł na to, żeby je zlokalizować i zniszczyć/obstawić, albo Snape kłamał bezczelnie, albo Dumbledore mu nie powiedział (sugerując Voldkowi, że nie ufa jego szpiegowi).  

I już. Ziarno zostało zasiane. Malfoy straci wszelkie poparcie i przywileje w Wewnętrznym Kręgu. – Czemu Snape nie zabił Lucjusza? To byłoby bardziej humanitarne. Musiał wiedzieć, czym skończy się dla mężczyzny drugi błąd, a o ile jeszcze on mógł łudzić się, że w więzieniu Malfoy znajdzie się poza zasięgiem Voldemorta – Dumbledore wiedział już, że to bujda. Teraz wygląda to tak, jakby panowie rękami Czarnego Pana chcieli się zemścić za tortury na Potterze, bo osobiście im nie wypada. Nie wiem, na ile to zaplanowałaś, ale sytuacja jest bardzo nieprzyjemna.

Kiedy jednak zaburczało mu głośno w brzuchu, doszedł do wniosku, że sprawa Pottera nie ucieknie. – Chłopak zaliczył już raz czterdziestostopniową gorączkę, a w dodatku nie mają pojęcia, co powoduje wzrost temperatury i jak z nią walczyć. Severus w tym momencie jest przesadnym optymistą.

przyjaźnia – Przyjaźnią.

Kiedy poprosiła go o ochronę dla syna, zanim ten osiągnie pełnoletność, zgodził się. Czasy były niepewne, a ona i Potter należeli do opozycji. Snape nie rozumiał, czemu przyszła akurat do niego. Już wtedy musiała zdawać sobie sprawę, że przystąpił do śmierciożerców. Jednak w jakiś sposób była przekonana, że zgodzi się na jej prośbę i dotrzyma złożonej przysięgi. – Czyli rezygnujesz ze sceny, w której Snape błagał Albusa o ochronę Lily, choćby kosztem jej dziecka? Szkoda trochę – zawsze miałam wrażenie, że przedstawiała go w ciekawym świetle, choć zdecydowanie niekorzystnym.

Po drodze mijali kolejne ciała, nie mając pewności, czy są tylko nieprzytomne czy martwe. – Dobra robota, Zakonie! (Nieprzytomne i martwe ciała brzmią niezgrabnie).

Rozdział 5

— Niestety było. Ale nie o „jakąś książkę”, tylko o pewną unikatową księgę napisaną w wężomowie. [...] Harry jednak zna wężomowę. Chciałbym udostępnić mu myślodsiewnię z moimi wspomnieniami, aby przetłumaczył mi jej treść.
KGrV41o.png
Trudno mi wyobrazić sobie, w jaki sposób można zapisać wężomowę. Trzeba by było chyba opracować osobny system znaków, który oddawałby wszystkie niuanse, ale wtedy czytelnik musiałby najpierw zostać nauczony jak je odczytywać, więc Harry na pewno nie potrafiłby tego zrobić ot tak. Znajomość języka nie jest przecież równoznaczna z umiejętnością czytania. Może lepiej postawić na wspomnienie albo w jakichś sposób zarejestrowany dźwięk?

Uprzedzając twoje pytanie, minister musi zrobić to świadomie. Nie może być pod działaniem Imperiusa, bo wtedy włącza się alarm. – Nadal mówimy o Knocie? Zaszantażowanie go albo oszukanie byłoby o wiele prostsze niż włamanie się do Ministerstwa.

A więc jednym z podstawowych warunków było porwanie i kontrola ministra, by przekazał dany przedmiot. – A, czekaj. To oni go chcieli porwać? Czemu nie zrobili zasadzki w jego domu?

— Początkowo sądzono, że dorobek Slytherina nie zachował się, ale to nieprawda. Kilka lat temu w moim posiadaniu znalazła się księga zapisana dziwnym pismem. Zbadałem ją. Emblemat, czas powstania i język tekstu nie pozostawiały wątpliwości, kto jest autorem. Nie mogłem wiedzieć, co w niej jest, gdyż nie znam wężomowy, ale wyczuwałem czarną magię.  – Ale w jaki sposób można rozpoznać, czy coś jest zapisane w wężomowie? Znaki pisma przypominają małe wężyki? Znaczy, emblemat i czas powstania faktycznie mogły być wskazówką, ale zapisywanie czegoś w języku, który nie da się odczytać – to wyższy poziom trollingu. Już prędzej spodziewałabym, że zamiast spisywać swoją wiedzę, przekazał ją bazyliszkowi – trwalszy niż papier, a przynajmniej wiadomo, że nikt nie użyje na nim Legilimencji.
Można to w sumie też rozwiązać w inny sposób – założyć, że Slytherin używał języka, który po tysiącu lat mógłby rozpoznać co najwyżej specjalista, a Albus zasugerował się jego zdolnością i resztę sobie dopowiedział – nieomylność nie jest cechą śmiertelników. Tylko wtedy trzeba by było trochę pobawić się historią Slytherina, może dopisać mu epizod ze studiowaniem magii wschodu lub coś w tym stylu.
Oczywiście, to tylko luźne propozycje.

W domu państwa Weasleyów życie toczyło się stałym rytmem. Pan Weasley wychodził każdego rana do pracy, Molly opiekowała się domem, a dzieciaki bawiły się w ogrodzie, grając w quidditcha lub robiąc sobie nawzajem dowcipy — choć akurat to ostatnie było domeną bliźniaków, a osobą, która najbardziej na tym cierpiała, był Ron. – Żadnego napięcia, choć wiedzą, że Voldemort powrócił, a niedawno został zabity ich kolega ze szkoły?

— Na pewno chciał pomóc — podsunął Ron. — Znasz go, zawsze pakuje się w sam środek wydarzeń. Do tego wini się za śmierć Cedrika. – Skąd Ron wie o ostatnim? Nie jest mistrzem empatii i nie sądzę, żeby rozmawiał o tym z Harrym w krótkim czasie pomiędzy końcem turnieju a wakacjami. W każdym razie ta kwestia dużo naturalniej brzmiałaby u Hermiony.

— Nawet jeśli obwinia się za to, że świstoklik był przeznaczony dla niego oraz to jego krew wykorzystał Sam-Wiesz-Kto, pchanie się do ministerstwa nie jest w jego stylu. – Znowu przeciążasz dialog. Taka skrupulatność w wypowiedzi jest nienaturalna, a u ciebie, niestety, zdarza się dość często. Nie jest to duży problem, ale dobrze byłoby coś z nim zrobić – twoje postacie wyrażają się trochę zbyt precyzyjnie, jakby wcześniej układały swoje wypowiedzi  w myślach. Nie idą w dygresje, nie opuszczają bardziej oczywistych partii dialogu, nie używają skrótów myślowych, nie pozostawiają sobie pola do interpretacji, również tej błędnej. Nie we wszystkich dialogach – np. ten Lucjusza z Harrym był całkiem niezły – ale dość często, aby zaczęło mi przeszkadzać.

Gdyby nie to orędzie, jak tylko czarodzieje zobaczyliby Sama-Wiesz-Kogo, zaczęliby tratować się w panice. W ogóle nie pomyśleliby o obronie. Przypadało co najmniej dziesięciu czarodziejów na jednego śmierciożercę, a oni i tak daliby się pozabijać. – Dziesięciu c y w i l i na jednego ż o ł n i e r z a. Ron, proszę, nie zniechęcaj mnie do siebie już w pierwszej scenie.
(Kanon raczej nie zostawia wątpliwości, że poziom nauczania OPCM był tragiczny przez większość czasu, a nawet gdyby zajęcia w szkole były świetnie przeprowadzone – na niewiele przydały by się osobom, które opuściły Hogwart dziesięć albo dwadzieścia lat wcześniej. Poza tym akurat tłok na zamkniętej przestrzeni jak najbardziej sprzyjał Śmierciożercom).

Kiedy wszedł do pokoju Pottera, od razu stało się jasne, że działanie Wywaru Żywej Śmierci minęło. Chłopak oddychał i nie był już tak blady jak wcześniej. // Wraz z madame Pomfrey ustalili, że najpierw podadzą eliksir o najsłabszym działaniu. – Jak oni chcą podać eliksir nieprzytomnej osobie? To tez jest płyn, mimo wszystko. (Tzn. podejrzewam, że w jakiś magiczny sposób, ale dobrze byłoby to zaznaczyć w tekście – bo z doświadczenia wiem, że nie dla wszystkich ta kwestia będzie oczywista).

Rozdział 6

Jak na przypadkowe wspomnienie, pojawiło się w całkiem niezłym momencie. Wytłumaczenie, dlaczego Lily chciała ukryć, kto jest ojcem dziecka, jest całkiem znośne. Brakuje mi trochę foreshadowingu we wcześniejszych rozdziałach – a w sumie dość łatwo go wprowadzić. Można by było zasugerować, że dzieci nie są najczęściej tak idealnymi kopiami z wyglądu, można by było gdzieś wspomnieć, że większość zaklęć nie jest w stanie zmienić ludzkich oczu (w domyśle: dlatego Harry nie ma oczu Jamesa), ot, trochę pokombinować. Jasne, etykieta severitius w sumie spoileruje wszystko, ale jednak jest to informacja spoza tekstu.

Mroczny Znak, jaki otrzymywali, był rodzajem magicznej więzi, którą zerwać może tylko jej stworzyciel. Jak każdy magiczny pakt, kontrakt czy przyrzeczenie rządzi się własnymi prawami. W tym szczególnym przypadku jednym z warunków było, iż właściciel więzi może zażądać posłuszeństwa od jego potomków. Oznaczało to, że kiedy Harry osiągnie pełnoletniość, mógłby zostać zmuszony do zostania śmierciożercą. W tej kwestii nie miałby żadnego wyboru. – Czyli przyznając oficjalnie, że Snape jest ojcem Harry’ego, mogą tylko chłopaka pogrążyć. Do siedemnastki Pottera zostały trzy lata, niewiele, w dodatku Severus będzie musiał nieźle się nagimnastykować, żeby wytłumaczyć, dlaczego nie może zaciągnąć do Voldemorta własnego syna… A wszystko po to, aby uchronić Harry’ego przed adopcją przez Knota. Czy Dumbledore nie mógłby pogadać z Ministrem? Jakoś go postraszyć? Knot nie wydaje się w twoim opowiadaniu mu szczególnie wrogi, wprowadził zabezpieczenia, pytał o radę po ataku – myślę, że roztoczenie przed nim wizji, co stanie się z jego karierą, jeśli Harry zostanie zamordowany pod jego dachem, spokojnie by wystarczyło. Poza tym to tchórz – dwa razy zastanowiłby się, czy chce, aby jego dom stał się głównym celem śmierciożerczych rajdów.
Zastanawia mnie też, dlaczego Mroczny Znak miałby tak nieźle egzekwować posłuszeństwo u dzieci Śmierciożerców, skoro nie działał w ten sposób u nich samych – Karkarow, Snape i Regulus nie należeli do najwierniejszych osób na świecie.

Rozdział 7

Przypomniał sobie, że ma gdzieś tutaj butelkę Ognistej Whisky. Nie miał zwyczaju pić, ale trzymał parę trunków specjalnie dla gości. // Jego ojciec chlał na umór, więc dobrze wiedział, co alkohol potrafi robić z człowiekiem. Uważał za żałosne pozbawiać się kontroli w tak prymitywny sposób. Teraz jednak czuł — po raz pierwszy w życiu — że potrzebuje czegoś naprawdę mocnego. Chwycił szklankę, nalał do pełna i jednym haustem opróżnił jej zawartość do połowy. Przechylił naczynie jeszcze raz, po czym ponownie zapełnił. – I umarł od zatrucia alkoholem. RIP Severusie.
A nawet jeśli nie, i tak skończyłoby się to dla niego bardzo nieprzyjemnie.

Kingsley pokiwał głową z dezaprobatą. Jak można być takim sukinsynem i swoją frustrację wyładowywać na bezbronnym dziecku, które potrzebuje pomocy? W tym momencie zupełnie nie rozumiał Snape'a. Tym bardziej że od kiedy mężczyzna przeszedł na jasną stronę, sumiennie wywiązywał się ze wszystkich zadań. Nieraz też ryzykował życiem, by ostrzec Zakon przed atakami Voldemorta. Co musiało się wydarzyć, żeby teraz tak postąpił? – Zwykle w tekście trzymasz się perspektywy jednej osoby, dziwi mnie więc ten nagły przeskok do głowy Kingsleya.

Nie mam jednak żadnych prawnych możliwości, aby udaremnić ministrowi dokonanie adopcji. Ani też żadnych nieprawnych, które mógłbym teraz przedsięwziąć. Mogę naginać zasady, jakimi rządzi się czarodziejskie społeczeństwo, ale nie jestem cudotwórcą. [...] Chłopiec nie przeżyje tygodnia, jeśli adopcja zakończy się sukcesem. Czy tego chcesz czy nie, to właśnie od twojej decyzji zależy teraz jego życie. – Wielosokowy? Crouchowi udawało się przez rok. Oczywiście to byłoby nielegalne, ale – cóż, jeśli chłopak się nie obudzi, i tak nie będą mieli wyboru. Snape mógłby zwrócić na to uwagę. (Mają też w odwodzie Tonks z jej metamorfomagią i przeszkoleniem aurorskim).

Wytłumaczenia dotyczące czarów i dziedziczenia brzmią bardzo skomplikowanie – chodzi o to, że Czar Poufności pozwala czarodziejowi przyjąć inne imię i nazwisko? Więc Harry Potter z automatu (po zdjęciu pierwszego zaklęcia) stanie się Harrym Snape’em, ale zaraz potem znów przemianuje się na Pottera?

On nie upomni się o Harry'ego, nim nie skończy osiemnastu lat, a wtedy ty zrezygnujesz ze szpiegowania. – Czemu nie siedemnastu? Zmiana czy przejęzyczenie? Poza tym to nie szpiegowanie Snape’a wydaje mi się największym problemem, a raczej to, że… cóż, Voldemort będzie upominał się o Harry’ego. (Nie rozumiem, czy działa to z automatu, np. twoje dziecko nie zostaje śmierciożercą = umierasz jak przy Wieczystej Przysiędze, czy też jest luźną umową, którą można zignorować). Poza tym dziwi mnie, że Dumbledore tak łatwo chce zrezygnować ze szpiega (i zrobić ze Snape’a automatycznie poszukiwanego przez Śmierciożerców zdrajcę, to trochę zamiana siekierki na kijek), szczególnie że sytuacja w ciągu najbliższych paru lat może się zmienić i to wielokrotnie. Czy Snape nie mógłby po prostu wydziedziczyć chłopaka, gdy ten uzyska pełnoletność? Mogliby chyba zaaranżować sytuację, która by taki ruch usprawiedliwiała?

Nie wiem, co jest gorsze. Twój poroniony pomysł, abym zaakceptował Pottera, wystawiając go na srebrnej tacy jako kolejnego zwolennika ciemnej strony, czy to, że w każdej chwili Czarny Pan może zorientować się, kim ów potencjalny zwolennik jest w istocie. – Teraz już naprawdę nie łapię. To oni chcą ukryć pokrewieństwo Snape’a i Harry’ego, czy ukryć, że Harry jest tym Harrym, czy… właściwie co?

Petunia nie odrzuci ochrony przed Voldemortem, jaką jej zaoferuję. Tak, jest zawistna i opłakuje stratę męża oraz syna, ale nie jest głupia. Mimo wszystko, jak każdy człowiek, pragnie przeżyć. – Trochę naiwne założenie, biorąc pod uwagę, jak cudownie udało mu się ochronić Harry’ego (i jej rodzinę przy okazji) poprzednim razem.

Czy nie strzelili sobie w tym momencie w kolano? Co, jeśli Harry będzie znowu potrzebny do celów propagandowych, znaczy, żeby podbudować morale? Jak wytłumaczą jego zmiany w wyglądzie bez przyznawania, że jest bękartem?

Rozdział 8


Kiedy ponownie wróciła mu świadomość, jego pierwszą myślą było, jak trudna i bezskuteczna była jego walka w próbie przejęcia kontroli nad ciałem. Zupełnie jakby ktoś był reżyserem jego życia i powiedział „pas” — wszystko zniknęło, zgasły światła, a kurtyna opadła. A kiedy scena znów utonęła w blasku, on dalej stał w tym samym miejscu, jakby zupełnie nic się nie zmieniło — jakby był aktorem idealnym, gotowym grać swoją rolę w momencie, w którym podniesie się kurtyna. – Całkiem skomplikowana myśl, jak na kogoś, kto ledwo co odzyskał przytomność. Może nawet zbyt.

Niepokoiły go jednak znoszone i zdecydowanie za duże ubrania oraz wnioski, do jakich Syriusz doszedł, gdy przemyślał zgodę Harry'ego na złożoną mu rok temu propozycję. // Miał dużo czasu, by dokładnie się nad tym zastanowić. Najpierw cieszył się, że syn Jamesa i Lily chce z nim zamieszkać. Później przyszło wspomnienie własnego dzieciństwa, kiedy nader gorliwie sam przyjmował zaproszenia Potterów na wakacje, byle tylko znaleźć się jak najdalej od swojej nienawistnej, pokręconej rodzinki. Czy ktokolwiek, kto jest szczęśliwy we własnym domu, zgodziłby się tak łatwo go porzucić na rzecz zupełnie obcego człowieka, na dodatek azkabańskiego uciekiniera? Syriusz wiedział, jaka jest odpowiedź. – Masz u mnie duży plus za ten fragment. Znaczy, za myślącego Syriusza.

Rozdział 9

Mam wrażenie, że potraktowałaś Knota zbyt komediowo – to sprawia, że cały wątek, w którym, pośrednio, staje się zagrożeniem dla Harry’ego, wypada jeszcze bardziej blado.

— I co z tego, że poprzez adopcję poprawiłbym swoją reputację? To nie tak, że byłbym gorszym opiekunem niż tamta mugolka. Ci ludzie już wcześniej wydali mi się dziwni, ale kto wie, co siedzi w głowach mugoli? Jednak ostatnie zachowanie pani Dursley przeszło wszelkie wyobrażenie. Zaatakowała aurorów! Torebką! Wyobrażasz to sobie? Gdyby nie wzgląd na tragedię, jaka spotkała jej rodzinę, wynikłyby z tego bardzo nieprzyjemne konsekwencje. // — I naprawdę to cię tak dziwi? Taka reakcja była raczej do przewidzenia. // Knot zmierzył Albusa nieprzychylnym spojrzeniem. // — Nie można atakować ludzi! Nieważne w jakiej sytuacji! I nie myśl sobie, że zostawię tę sprawę jak gdyby nigdy nic. – Poczułam się naprawdę niekomfortowo przy tym fragmencie. Znaczy, okej, Knot nie wykazuje ani grama empatii – można to zrzucić na jego wściekłość – ale przy okazji uświadomił mi, że w tym opowiadaniu nikt nie współczuje Petunii. Właściwie dlaczego? Ludzie raczej nie mieli podstaw, żeby uznać, że w rodzinie Dursleyów było coś nie tak – Snape zwraca uwagę na szczupłość Pottera, ale później ten wątek ginie – więc nie mają powodów, aby darzyć ją szczególną niechęcią. Z boku wygląda to tak, że zwykła mugolka podjęła się ochrony Harry’ego, zaufała Dumbledore’owi, po czym za dobre chęci została ukarana najazdem Śmierciożerców, śmiercią swojej rodziny i torturami. Tymczasem nawet Albus w pierwszych słowach określa ją jako osobę zawistną, a dopiero po tym – pogrążoną w żałobie, inni Zakonnicy chyba nawet o niej nie wspominają… Nawet jeśli większość fabuły skupia się na Snapie, który empatię posiał w jakimś lochu, to brak jakichkolwiek wzmianek (poza komediową) wypada nienaturalnie. // Później pyta o nią Harry – plus dla niego.

Szybko wyszło na jaw, że to nie jego pamięć go zawiodła. Dokumenty zostały zapieczętowane Czarem Poufności, a to dowodziło, że ktoś postarał się, by je utajniono. Knot już wiedział, że wszystko jest kolejnym spiskiem szalonego czarodzieja imieniem Albus Dumbledore. – Czy przez ręce Ministra nie powinny przechodzić wszystkie wnioski o utajnienie? Ktoś powinien to przecież kontrolować. Chyba że Knot podpisuje papiery bez czytania.

Czuł, jakby coś pełzająco-skaczącego zaczęło odprawiać w brzuchu tańce, a uczuciePowtórzenie.

Obecność znienawidzonego nauczyciela po raz kolejny podsunęła Harry'emu pytanie, w czyim domu się znajduje. Ciężko było sobie wyobrazić, że ktokolwiek z własnej woli zaprosiłby Snape'a do swojego domu, a jeszcze bardziej abstrakcyjna była myśl, że Snape ów zaproszenie przyjmuje. – Jeśli ów odnosi się do zaproszenia, to jedna owe. I powtórzenie.

Podczas pierwszej kąpieli okazało się, że zaklęcie lewitujące i delikatność nie idą ze sobą w parze — a przynajmniej nie w poziomie akceptowalnym przez Harry'ego. – Nie potrafię sobie wyobrazić, co w sumie próbowała zrobić tym zaklęciem lewitującym – bo przetransportowanie chłopaka do łazienki nie powinno być bolesne (obijała nim o ściany?), a później to raczej stołek i prysznic/miska plus zaklęcie z wodą, a nie wygibasy.

Pomfrey weszła do łazienki, zamykając je. Dwoma ruchami różdżki sprawiła, że jego piżama zniknęła, a kurki odkręciły się, wypuszczając ciepłą wodę. Biedak oberwał jedną strugą lodowatej i jedną strugą wrzącej wody.

na w pół błagalnie a na w pół ze zdeterminowaniem. – Na wpół.

cały czas, ale wcześniej był tak zaabsorbowany całą sytuacją – Powtórzenie.

Snape nie się mylił. – Snape się nie mylił.

patrząc na jednego z najpotężniejszych czarodziei na świecie, ale po widząc także człowieka – Bez po.

Reakcja Harry’ego na informację o tym, kto jest jego ojcem, była – mam wrażenie – trochę wtórna, bardzo podobna do reakcji samego Snape’a (pomijając końcową histerię). Nie wiem, czy chciałaś pokazać, że w gruncie rzeczy są do siebie podobni, czy po prostu dobrze ci się pisze choleryków.
Nie chodzi mi o to, że scena sama w sobie była nieprawdopodobna, kupuję wytłumaczenie, że po przejściu tortur Harry był rozbity psychicznie – zastanawia mnie tylko, czy nie wyrobiłaś sobie przy pisaniu pewnego nawyku, schematu dla tego typu scen.
A z plusów – podoba mi się opis rekonwalescencji.

Rozdział 10

Nikt nienawidził go tak jak Snape. – Za to ktoś lubił go jak Dumbledore. (Nikt nie nienawidził go).  

Pod czujnym okiem pielęgniarki próbował przełknąć choć kilka łyżek, ale nawet eliksir na żołądek niewiele pomógł. Harry był kłębkiem nerwów i nie umiał sobie z tym poradzić. – Nie lepiej było podać mu coś na uspokojenie?

Dodatkowo ma wyglądać jak Snape! Harry zadrżał. Nie wiedział, co jest gorsze: bycie synem Snape'a czy upodobnienie się do niego. – Na jego miejscu trzymałabym się nadziei, że będę podobna do matki albo dziadków.

Bez względu na status społeczny bękarty potępiano i prześladowano w codziennym życiu. Czasami nawet stosowano chłostę (kara za grzechy matki). – Niemowlęta chłostano? Czy bito dzieci/dorosłych, kiedy akurat ktoś sobie przypomniał o ich pochodzeniu?

Stosowanie Zaklęcia Przynależności zaczęto traktować nie jako sposób na obronę honoru rodu oraz ochronę życia matki i dziecka, ale jako występek polegający na ukryciu potomka przed biologicznym ojcem. Ostatecznie w 1750 roku zaklęcie to wpisano do spisu inkantacji nadzorowanych przez Ministerstwo Magii i odtąd użycie go bez jego zgody grozi osadzeniem w Azkabanie. – Skoro już sam seks przed i pozamałżeński był piętnowany, to zaklęcie pozwalające ukryć jego skutki powinno być od samego początku zakazane i zagrożone karą, która – ewentualnie – mogła być w pewnym momencie zaostrzona.

Zaklęcie powiela geny osoby, której cechy fizyczne chce się przejąć. – Czarodzieje posługują się pojęciem genów?

Przypuszcza się, że jest to związane z intencjonalnością zaklęcia czyli jego ochronnym charakterem. – Zakładając, że kobieta chciała chronić dziecko – ale jeśli chodziło jej wyłącznie o uniknięcie kary dla siebie? Czym to się różni od innych zaklęć służących do ukrycia oszustwa?

Uwaga: zmiany dotyczą jedynie cech zewnętrznych. Cechy psychiczne, choroby i dysfunkcje nie będą przejmowane choć w przypadku dysfunkcji istnieją pewne niezgodności w badaniach. Magobadacze odnotowali, że przejmowane są wady słuchu, wzroku, wymowy i koordynacji ruchowej. Powodem tego jest ścisły związek tych wad z fizycznością. Wszakże zadaniem zaklęcia było maksymalne upodobnienie dziecka do wybranego czarodzieja. – No to nie dubluje całego kodu genetycznego, bo inaczej choroby dziedziczne też dziecko dostawałoby w pakiecie. A jeśli umówimy się, że dubluje tylko kawałki, to pewnie zaraz pojawi się masa innych problemów z tą teorią – więc naprawdę nie mieszałbym tutaj mugolskiej nauki.

Żył w czarodziejskim świecie wystarczająco długo, aby wiedzieć, że nie istniało inne wiarygodne wyjaśnienie. – Harry’ego w każdym tomie magiczny świat zaskakiwał, więc jego pewność wydaje się być trochę na wyrost.

Harry potrząsnął głową. Tak, ta sytuacja jest zdecydowanie gorsza niż wszystkie komórki świata. Właściwie to wiele by teraz oddał za możliwość powrotu na Privet Drive, nawet jeśli oznaczałoby to mieszkanie w dwóch metrach kwadratowych. – Właściwie… czemu? Snape jest wredny, ale, em, w zasadzie to jego główna wada. Podejrzewałabym, że Harry nie może mu wybaczyć próby zamordowania Syriusza (choćby i w pośredni sposób), ale chłopak nigdy o tym nie wspomina. Tymczasem Dursley go bił i głodził, choćby i sporadycznie, jeśli dobrze zrozumiałam początek opowiadania.

Jowialny staruszek w marynarce w kratkę i z wielkim binoklem na nosie przyglądał się mu, jakby stanowił okaz wyjątkowo ciekawego robaka. Tak, zdecydowanie był przodkiem Snape'a, zawyrokował Harry. – Czemu czarodziej nosił marynarkę?

Jednak i tym razem czekało go zaskoczenie. Podobnie jak u państwa Weasley, jadalnia łączyła się z małą kuchnią. – To bardzo dziwne rozwiązanie, tym bardziej w starej rezydencji.

Przez długą chwilę czarne jak onyks oczy zwyczajnie wwiercały się w Harry'ego –


Nieważne, co Snape o nim sądził, głupi nie był. U Dursleyów nauczył się, żeby nie odzywać się bez potrzeby. – To niepodobne do Harry’ego. Również tego twojego, jeśli wziąć pod uwagę scenę z Lucjuszem.

Oczekuję też pilnowania porządku we własnym pokoju oraz chodzenia spać nie później niż o dwudziestej trzeciej. Nie chcę następnego dnia widzieć cię śpiącego na stojąco. – Mam nadzieję, że tę godzinę Snape wyznaczył z myślą o tym, że po torturach chłopak musi więcej odpoczywać, a nie przez wiarę, że nastolatki rzeczywiście chodzą tak wcześnie spać.

Z drugiej strony czuł się bardzo dziwnie przez cały czas przemowy mistrza eliksirów. Owszem, był przytłoczony faktem, że wszystkie dotyczące go decyzje zostały już podjęte i zdecydowanie mu się to nie podobało. Było to jednak tak odmienne od jego życia na Privet Drive, że nawet nie potrafił wykrzesać z siebie buntu. Nikt nigdy nie zwracał uwagi, czy wróci do szkoły z odrobionymi zadaniami albo że może poczuć się głodny lub chcieć o coś zapytać. Do tego Snape przedstawił mu jasne zasady, które wcale nie były takie straszne. Na razie wymagano od niego punktualności, pukania, przychodzenia na posiłki, wysypiania się, pilnowania porządku we własnym pokoju i uczenia się. Kto u Dursleyów przejmowałby, że Harry ma niskie oceny, jest zmęczony z powodu braku snu czy po prostu głodny? To wszystko było bardzo dezorientujące. [...] — W takim razie po co to wszystko? Mógłbyś mi kazać zapracować na książki czy ubrania. Mógłbyś nawet odmówić mi wszystkiego i sprawić, że poszedłbym do Hogwartu bez niczego. [...] — A dbanie o dom? — wyrwało się Harry'emu wbrew jego woli. [...] — Od tego jest skrzat domowy. // No i co z tego?, pomyślał Harry, przecież zawsze może być dodatkowy. Wystarczy odrobina złośliwości, a tej Snape'owi nie brakowało. A może znowu chodziło o ten cały honor? Co Snape wcześniej mówił? Że będzie go uczył eee… rodowych obowiązków? Może to właśnie to. – Przy przemyśleniach Harry’ego znowu miałam wrażenie, że czytam o dziecku trochę młodszym. Nie chodzi mi o treść, ale formę. Aż takie zdezorientowanie – nawet jeśli podświadomie oczekiwał gorszego traktowania – jest trochę przesadzone. Harry miał styczność z zasadami panującymi w Hogwarcie, z dziećmi z normalnych rodzin, pewnie też, przynajmniej do pewnego stopnia, z filmami i książkami, w których pokazywano relacje pomiędzy dorosłymi i dziećmi. Przez cztery ostatnie lata spędzał przynajmniej dziesięć miesięcy z dala od Dursleyów, to dość czasu, aby nabrać odpowiedniej perspektywy. Mogło go zaskoczyć, że Snape nie okazał się zupełnym sukinsynem, ale raczej nie to, że dzieci nie sprzątają wielkich rezydencji i muszą odrabiać zadania domowe.

Rozdział 11

No może poza romantycznym związkiem Albusa z Grindewaldem – Skąd Snape o tym wiedział?

Niech cię diabli wezmą, Lily! Czar był na tyle silny, że nawet po dwóch tygodniach chłopaka wciąż można było rozpoznać jako Harry'ego Pottera.  – To Septimus, nie Lily, rzucił czar. A tak w ogóle czy ktoś pomyślał, żeby ukryć jego bliznę zanim przyszedł krawiec? Ona nie powinna zniknąć. Swoją drogą, tak mi teraz przyszło do głowy – czy, skoro to zaklęcie było znane i używane od wieków, magiczny świat nie patrzyłby podejrzliwie na dzieci zbyt podobne do ojców? I, w drugą stronę: czy kobiety nie wykorzystywałyby tego, że wyłudzić alimenty/zaszantażować upatrzonego mężczyznę – wtedy, gdy prawo zaczęło już być przychylniejsze dla bękartów?

Twoi przyjaciele muszą zachowywać się tak, jakby wierzyli, iż Harry Potter rzeczywiście się ukrywa, a ten nowy uczeń, który dołączy pierwszego września, jest dla nich kimś tak samo nowym jak dla reszty. Nie miej złudzeń, każdy wie, że się przyjaźnicie i z początku cała uwaga skupi się na nich. – Wszyscy będą podejrzewać, że nowy uczeń to Harry. Może przeszłoby to w mugolskiej placówce, gdzie rotacja uczniów jest większa, a zmiana wyglądu dużo trudniejsza – ale w Hogwarcie?

Znów – Harry rzucający naczyniami strasznie przypomina Severusa demolującego pokój. To na pewno zaplanowane nawiązanie?

Rozdział 12

Harry nie wiedział, jak długo leżał na twardej podłodze. – Miękką podłogę mieli wyłącznie w sali balowej.

Zatrzymał się na krawędzi. To tutaj kończyła się ochrona domu. To tutaj dyrektor nałożył bariery, żeby był bezpieczny. Wiedział, że postępuje strasznie głupio i lekkomyślnie, a jednocześnie nie widział innego wyjścia. Wszystko było lepsze niż to, co czekało go tutaj. – Wydaje mi się, że lęk przed Voldemortem jednak mocniej by go wyhamował. Znaczy, jego konflikt ze Snape’em polega głównie na tym, że facet jest niemiły i źle na niego patrzy (i chce go ukarać w jakiś sposób), a znalezienie się poza osłonami naraża Pottera na ponowne tortury i śmierć. Okej, działania Harry’ego nie muszą (i pewnie nie mają) być racjonalne, ale brakuje mi jakichś mocniejszych podstaw dla zachowań aż tak irracjonalnych. W tej chwili wygląda to trochę na nie bo nie. Myślę, że spokojnie można by było tutaj pograć na motywie, który – jak na razie – bardzo słabo wykorzystujesz, czyli śmierciożerstwie Snape’a i jego konsekwencjach. Lęk przed mężczyzną, który przypomina w pewnym sensie Lucjusza (arystokrata, jeden pan), podsycany świadomością, że nienawidzi Harry’ego od lat – mógłby działać trochę lepiej, niż ciągłe wałkowanie ich kanonicznej niechęci. Choć, oczywiście, dużo zależy od wykonania i tego, czy w ogóle czujesz ten pomysł ;)
Wierzył jednak, że ostatecznie trafi na jakichś czarodziejów. – Czemu tak zakładał? Chyba bardziej prawdopodobne, że trafi na mugoli.

Harry zmarszczył brwi. Wujostwo nigdy nie przejmowało się jego zranieniami ani tym, że coś go boli. Za każdym razem, gdy nie udawało mu się uciec przed bandą Dudleya i zostawał sprany na kwaśne jabłko, wuj Vernon jedynie burczał, jakim to Harry jest chuliganem, a ciotka Petunia krzywiła się z niesmakiem. – A nauczyciele w szkole starannie odwracali wzrok?  Dursleyowie bardzo dbali o pozory – wątpię, aby Petunia chciała się narażać na niewygodne pytania. Znaczy, wiem, że bijący go Dudley jest kanoniczny, ale nie sądzę, żeby te scysje kończyły się dla Harry’ego aż tak źle. Gdyby chodził posiniaczony, Petunia musiałaby się z tego tłumaczyć.  

— Pozwól, że uściślę, bo nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem. — Zgiął pierwszy palec, wyliczając: — Obawiałeś się, że zadawałbym ci niekończące się prace fizyczne, obrażał na każdym kroku, odmawiał jedzenia, zamykał lub gorzej? A wszystko dlatego, że byłbym na ciebie zły? – Nadal lepiej niż u Voldzia.

Nie widzę jedynki z przypisu w tekście.

Rozdział 13

Barany nie zawiadomiły Voldemorta – Syriusz używał tego imienia? Miałam wrażenie, że tylko Dumbledore i Harry, choć w sumie pasuje to do Blacka.

Pościg ciągnął się za nim aż do Wenecji, w której wmieszał w tłum mugoli, by następnie jako pies przedostać się mugolskimi środkami transportu do Słowenii. –
I to jakieś 1200 kilometrów.

Będąc już w Anglii, zrobił postój w jednej z dawnych kryjówek Zakonu, ale jakimś cudem śmierciożercy wywęszyli jego trop i tak oto znalazł się tutaj — poobijany, choć wciąż żywy. – Bardziej prawdopodobne, że obserwowali starą kryjówkę, a nie śledzili Blacka, bo ten do Anglii wracał baaardzo okrężną drogą.

Dumbledore wytłumaczył, że podczas ucieczki Harry został złapany przez Lucjusza Malfoya, który zamiast zaprowadzić go do Voldemorta, postanowił się na nim zemścić, używając klątwy Cruciatus. Albus zapewnił, że Harry znajduje się teraz w bezpiecznym miejscu, a nowo wynaleziony eliksir Severusa pozwoli na pełne wyleczenie. Gdy skończył mówić, na twarzy Syriusza malowała się czysta determinacja. [...] Bez zbędnych wstępów Dumbledore wyjaśnił, w jaki sposób odkryli możliwość uniknięcia oddania jego chrześniaka do sierocińca i uniemożliwienia procedury adopcyjnej. Kiedy wyjawił, że biologicznym ojcem Harry'ego jest nie James Potter a Severus Snape, Syriusz wyglądał, jakby go spetryfikowano. Tylko mruganie powiekami świadczyło, że jeszcze żyje. – Myślę, że takie streszczenie nie jest  potrzebne – było nie było, to raczej główne wątki, więc trudno je zapomnieć. Nawet opisy reakcji Blacka nie pomagają, można by było bardziej się na nich skupić.

Pominął fakt, że Severus jasno się wyraził, iż skoro Albus ma zamiar powiedzieć prawdę Blackowi, to równie dobrze może od razu ją zdradzić Lupinowi, bo „pewnikiem ten zapchlony kundel i tak wszystko wygada swojemu przyjacielowi od siedmiu boleści”. – Cały czas narrator siedzi na ramieniu Syriuszowi, a tu nagle dajesz informację, której mężczyzna nie mógł znać.

Wzrok Lupina podążał nerwowo między nimi. – Przeskakiwał? Podążać można za czymś.

Doprawdy, Harry synem Snape'a… — Pokręcił głową z niedowierzaniem. — Nie mam najmniejszego pojęcia, jak ci się udało przekonać ludzi do tego szalonego pomysłu, ale widzę, jak na to wpadłeś. Jasne, wszyscy wiedzą, że przez większość swojego życia się przyjaźnili, a po zmianie stron Snape szpiegował dla Zakonu — pominął fakt, że wciąż mu nie ufa — więc jest idealnym kandydatem dla bajki, jakoby mieli romans. – Yy, James? Lily raczej byłaby kandydatką. Poza tym Syriusz trochę słabo kojarzy – Albus powiedział, że ojcostwo Snape’a jest tajemnicą, więc przekonywanie ludzi konieczne nie było. Ale mogę to zrzucić na szok.

Jasne, wszyscy wiedzą, że przez większość swojego życia się przyjaźnili, a po zmianie stron Snape szpiegował dla Zakonu — pominął fakt, że wciąż mu nie ufa — więc jest idealnym kandydatem dla bajki, jakoby mieli romans. Poza tym bardzo wygodny jest fakt, że James zaginął krótko przed ślubem, a Harry jest wcześniakiem. Skoro każdy był przekonany, że James nie żyje, to kto by obwiniał Lily? – Ten kawałek brzmi bardzo nienaturalnie.

Na dodatek śluz przyczepiał się do palców tak mocno, że Harry podejrzewał, iż będzie musiał zetrzeć skórę, by się go pozbyć. – Nie wpadł na to, żeby użyć rękawiczek?

Czułki mukocela, znanego też jako fundir lub śluzowiak pensylwański, wytwarza śluz, który jest wykorzystywany w eliksirach… – Czułki wytwarzają albo mukocel wytwarza.

więc padną pytania z nim z wiązane – Literówka.

— Wciąż jesteś synem Lily. Te piękne zielone oczy nigdy nie znikną. — Nagle skrzywił się lekko. — Mam nadzieję, że nos też nie zniknie. – On też miał taką nadzieję.

Hm, jakoś nie widzę sposobu, by Lucjusz wrócił do Voldemorta i to przeżył. Albo ma jakiegoś asa w rękawie, albo twój Czarny Pan nieco różni się od książkowego.

Rozdział 14

Na piętrze natomiast, tuż nad oranżerią i bawialnio-pracownią, znajdowała się sala balowa z wielkimi oknami otwartymi na zachód oraz kryształowym żyrandolem – Raczej nie umieszczono by sali balowej w takim miejscu. Oranżerie często mają przeszklony dach – może nie jest to bezwzględna reguła, ale Snape’owi raczej zależało na jak najlepszych warunkach dla roślin. Sale balowe są wyższe niż inne pomieszczenia – więc jeśli rezydencja nie była monstrualnych rozmiarów, to prawdopodobnie przeznaczono by na nią parter i pierwsze piętro.

Kiedy już nic nie zostało do obejrzenia, skierował kroki ku centralnej części domu, gdzie mieściła się główna bawialnia, gabinet Snape'a oraz jadalnia z kuchnią. – Sala balowa na skrzydle, a bawialnia w centrum? Architektowi zdecydowanie źle płacili.

— Tak więc kto miałby wiedzieć, co stało się z majątkiem Prince'ów? Kto miałby tutaj szukać Severusa, skoro po śmierci Tobiasza dostał w spadku rodzinny dom w Spinner's End i to tam od zawsze przebywał? – Każdy, kto zainteresowałby się, co stało się z majątkiem Prince’ów? Wspomniane kuzynostwo?

Pomaga też wymienianie się informacjami z innymi obrazami, szczególnie tymi, które posiadają swoje kopie w znanych instytucjach w Anglii. Aleksander Prince, który w tysiąc siedemset pięćdziesiątym ósmym został ministrem magii, przynosi codziennie świeżą porcję plotek prosto z ministerstwa. – I wszystkie obrazy są absolutnie godne zaufania i na pewno nie zdradzą tajemnic Snape’a? Severus jest zaskakująco mało paranoiczny.

Rozdział 15

Każdy, kto ją [czarną magię] poznał, stawał ostatecznie przed wyborem, jak wiele jest w stanie dla niej poświęcić i jak daleko jest gotów za nią podążać. Czasami Severus dochodził do wniosku, że Czarny Pan jest jedynym czarodziejem na świecie, który nigdy nie postawił tej granicy. Wręcz przeciwnie — był gotów przekraczać ją wciąż od nowa, aż nie zostanie już nic więcej do poznania. – Przekraczał granicę, której nigdy nie postawił? Sprytna szuja.

Albus westchnął nostalgicznie i porzucił temat. – Czemu akurat nostalgicznie?

Nie spoglądając więcej w lustro, przebrał się i zszedł na śniadanie. – Ale nie miał szesnastu lat, więc się nie liczy ;__;

Mężczyzna podszedł do stolika i zeskanował esej wzrokiem. – Nawet przy narracji Harry’ego słowo zeskanować brzmi dziwnie, skoro to 95 rok i chłopak miał znikomy kontakt z komputerami.

Harry podszedł bliżej i przyjrzał się tytułowej stronie. Na samym środku widniał namalowany czarnym atramentem herb z wizerunkiem węża, będący niemal identyczny jak ten, który ozdabiał stół Slytherinu. Tuż pod nim natomiast znajdowało się coś, co w pierwszej chwili przypominało runy, których Hermiona niejednokrotnie uczyła się w pokoju wspólnym. Potem jednak ułożyły się w słowa. Słowa wyglądające jak angielski. // Dziennik Salazara Slytherina // — To nie jest książka! — wykrzyknął zdumiony Harry. — To zwykły dziennik! – Czemu miałoby to tak działać? Znaczy, okej, wężomowa sama w sobie nie jest zbyt sensowna, bo zakładała, że węże – na swój sposób – mają bardzo bogate słownictwo. Ale mimo wszystko to rozumienie i używanie języka zwierząt – mieszanie do tego pisma nie podpada więc nawet pod logikę baśni.

Jak na razie to chyba najlepszy rozdział  jeśli chodzi o elementy czysto techniczne – opisy i dialogi są dobrze zbilansowane, nie zauważyłam też zbędnych powtórek.
Mogłabyś trochę popracować nad samą końcówką:
Coś jednak powstrzymywało Harry'ego przed naruszeniem prywatności Snape'a. Wiedział, że jeśli to zrobi, mężczyzna wpadnie w furię. Ale on przecież grzebie w twojej głowie podczas każdej lekcji oklumencji, przypomniał mu cichy głosik, zasługujesz przynajmniej na poznanie swojej mamy. Poza tym o tylu rzeczach ci nie mówi. Kto wie, co jeszcze ukrywa? // A jednak Harry wiedział również, że Snape nie wchodzi do jego umysłu ze złośliwości, ale by nauczyć go obrony. I czy naprawdę chce ryzykować zniszczenie tej kruchej równowagi, którą wypracowali? Czy zaspokojenie ciekawości warte jest powrotu do nienawiści i okrucieństwa? // Z ogromnym żalem odsunął się od kamiennej misy.
Bo w tej formie jest mało subtelne i bardziej wygląda na polemikę z kanonem niż zapis myśli nastolatka – impulsywnego nastolatka – który właśnie natknął się na wspomnienie o swojej matce.

Rozdział 16

— Kompletnie ci odbiło. Black i Lupin o mało mnie nie zabili! – Snape bardzo szybko połączył fakty, trochę za szybko, jak na osobę, która właśnie otarła się o śmierć. Raczej nie podejrzewał wcześniej Lupina o wilkołactwo, skoro tak beztrosko wszedł do chaty. I, oczywiście, nie jest trudno skojarzyć jego znikanie i wilkołaka w budynku – ale jednak brakuje jakiejś chwili zdezorientowania, zastanowienia się nad tym.

Gdy się odezwał, po plecach Harry'ego przeszedł zimny dreszcz. // — Chcę zemsty na Potterze i jego koleżkach. – To określenie na przyjaciół Pottera naprawdę zabija klimat.

Właściwie nie wiem, jaki wydźwięk miała mieć ta scena, ale – w sumie – mnie rozbawiła. Choć podejrzewam, że ciężko opisać nastolatków, którzy planują zemstę, i nie uzyskać nieco komicznego efektu.

Święty Potter jak zwykle szuka winy w każdym tylko nie swoich drogocennych przyjaciół.  – Nie u swoich?

— Nie wierzę, że po raz kolejny prowadzimy tę dyskusję! Nawet jeśli ostatnio sporo czasu poświęcam Robertowi, to nie wmawiaj mi, że zupełnie o tobie zapomniałam. Chociażby wczoraj spędziliśmy całe popołudniu na ćwiczeniu zaklęć umysłu. – Znowu: to nie jest naturalna kwestia. Język mówiony jest zwykle ekonomiczny, zwłaszcza, gdy rozmawiający są zdenerwowani. Dwie pierwsze kwestie można skrócić do znowu coś sobie wmawiasz, wtrącenie o Robercie pominąć, bo wynika z kontekstu, ostatnie zdanie jest w miarę okej, choć spędziliśmy całe popołudniu na ćwiczeniu można zamienić na ćwiczyliśmy całe popołudnie.
— Bo z nikim innym nie zdołałabyś! — wybuchł Snape, sprawiając, że przechodzące obok trzecioroczne Puchonki podskoczyły z przestrachem. — Tylko my mamy wrodzone predyspozycje do opanowania tego w tym wieku bez trudu. – Tutaj ten sam problem. W zasadzie już pierwsza kwestia by wystarczyła, ale jeśli chcesz to koniecznie doprecyzować: tylko my mamy predyspozycje do tego. (Przy okazji, wrodzone predyspozycje to pleonazm).

— Wracamy — oznajmił, odwracając się do wyjścia. — Od tego smrodu boli mnie głowa. – Podoba mi się ta kwestia. Nawet bardzo.

Rozdział trochę nierówny – były sceny bardzo dobre (wilkołak, ludzie z cel, kołysanka), ale część dialogów prosi się o przepisanie. Zastanawia mnie też, czy historia powinna być aż tak klarowna. Snape pozbywał się wspomnień, bo był wzburzony i chciał oczyścić umysł – więc robił to dla siebie, a nie przygotowując obrazy dla widza. Ostatecznie jednak wszystko jest ustawione chronologicznie, wspomnienia przekazują istotne informacje – dla Harry’ego przede wszystkim – ale nie wszystkie wydają się sensowne, jeśli weźmiemy pod uwagę okoliczności, w jakich były wybierane. Czemu ruszało Snape’a spotkanie Lucjusza na cmentarzu, ale już nie pogrzeb albo sama śmierć matki? Czy to, że jako nastolatek planował zemstę na Jamesie, naprawdę po tylu latach miało znaczenie?
Choć okej, można założyć, że Snape po prostu taki jest – pedantyczny – i uszeregował historię odruchowo.

Rozdział 17

przekulgał się na plecy – Przeturlał?

musi przeprosić Snape'a, choćby miało go to zabić [...] sprowadzał na siebie gniew Snape'a. – Powtórzenie.

Ale nie dokończył, bo z piskiem przerażenia Milly uciszyła go zaklęciem. – Nie jestem pewna, czy sposób, w jaki skrzaty używają magii, można określać jako zaklęcia.

Zużyte, pomiętoszone chusteczki leżały na podłodze, ale ostatnią, jeszcze czystą, wciąż trzymał w dłoni. – Chyba wtedy chusteczki jednorazowe nie były jeszcze popularne.

Hm, łóżko w komórce pod schodami określiłabym właśnie łóżkiem, nie łóżeczkiem. A trochę wątpię, aby Dursleyowie wymieniali meble w miarę dorastania Harry’ego – raczej od razu kupiliby coś na dłużej.

Tylko dwa razy w życiu zupełnie nad sobą nie panował. Kiedy nadmuchał ciotkę Marge i gdy zgubił się na wakacjach z Dursleyami. – Zabrali go na wakacje, zamiast podrzucić komuś? I raczej trzy, rzucanie talerzami też bym wliczyła.

Rozdział 18

Najpierw jednak musi porozmawiać z Dumbledore'em. – Musiał.

komórce . – Dodatkowa spacja.

Kiedy nie wiadomo było komu ufać? Do kogo miałbym go posłać? Co jeśli zostałaby wybrana niewłaściwa rodzina? – Mógł go sam zaadoptować?

Gdyby śmierciożercy zaszantażowali opiekunów, by wydali dziecko. – To akurat było możliwe i przy Dursleyach.

Trunek napełnił naczynia, które następnie poszybowały do właścicieli. – Wypełnił.

Dopóki oklumował umysł i nie łgał bezpośrednio, nie istniało wielkie zagrożenie wykrycia fałszu. [...] — Czy chłopiec przyjedzie do Hogwartu? // Severus pokręcił przecząco głową. // — Potter się nie pojawi. Przyczyną jest stan zdrowia po wydarzeniach w ministerstwie. – To jest bezpośrednie kłamstwo. Nawet jeśli Potter jako taki przestał istnieć pod tym nazwiskiem, nie ma to nic wspólnego z wydarzeniami w ministerstwie.

Następnie poczuł silne objęcie i usłyszał spanikowany głos, pytający go, co się stało. Za każdym razem zaczynał zdanie od „Snape” i na tym się kończyło, ponieważ głos odmawiał mu posłuszeństwa. – Ten akapit ci się zdublował.

— Nie zostawiajcie mnie! — wykrzyknął Harry, zrywając się z łóżka i kurczowo łapiąc chrzestnego za rękaw.  [...] Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Następnie Syriusz przyklęknął na jedno kolano i złapał ramiona Harry'ego. Patrząc mu prosto w oczy, powiedział: – Syriusz musi mieć ręce Gadżeta :D.

Rozdział 19

Minęły trzy dni od „rozmowy” ze Snape'em – Czemu rozmowa w cudzysłowie?

Właściwie czemu Dumbledore zabrał Syriusza do banku?

Nie obawiał się rozpoznania. Użył Eliksiru Wielosokowego, a dopóki nie przybywał w celach rabunkowych, goblinów nie obchodziła jego prawdziwa tożsamość. [...] Następne kilka godzin spędzili na zabezpieczaniu pergaminów, które mogły zawierać kluczowe informacje, oraz zmniejszaniu ich zaklęciem i wpakowywaniu do torby. – Efekt Wielosokowego znika po godzinie – Syriusz popijał w międzyczasie?

Rozdział 20

W oprawie gęstych rzęs kontrastowały na tle jasnej buzi, przypominając dwa starannie oszlifowane szmaragdy. – I znowu, chłopak – prawie piętnastoletni – ma twarz, nie buzię.

Mimo że urósł tylko dwa cale – W którymś z wcześniejszych rozdziałów, przy opisie klejnotów rodowych, używałaś centymetrów. Właściwie nie ma znaczenia, którym systemem się posługujesz – brytyjski jest bardziej klimatyczny w tym wypadku – byle konsekwentnie.

Mężczyzna przeskanował list wzrokiem – Do perspektywy Severusa to słowo również nie pasuje.

Szkoda, że po tak wspaniałej prezentacji różdżka jednak Harry’ego nie odrzuciła.

Nie dość, że estetycznie wyglądają, to jeszcze w razie ataku przez wampira mogą posłużyć jako kołek do przebicia serca. – Różdżka byłaby zbyt cienka. Żeby dostać się do serca, musiałaby albo przebić się przez mostek, albo żebra – szpary między nimi nie są zbyt szerokie – a do tego potrzeba porządnego kawału drewna.

który zmierzał ku złotym wrotom w drugim końcu holu. – Na drugim końcu.

i w milczeniu zjechali w dół ku Departamentowi Czarodziejskiej Rodziny mieszczącemu się na czwartym piętrze. – W kanonie winda jechała do góry, mimo tego że byli pod ziemią. Poniżej poziomu atrium był tylko departament tajemnic i stare, rzadko używane sale.
— Zwykle wszystkie nowe teczki lądują od razu tam — wytłumaczył Dumbledore, wskazując na piętrzące się szuflady — ale dzięki mojej małej sztuczce przekierowałem ją tutaj. Jakiś czas temu poradziłem Severusowi utajnić twoje akta, dzięki czemu — wskazał na teczkę z nazwiskiem Harry Potter — nikt nie będzie miał do nich dostępu. Ponieważ nazwisko Snape nie jest utajnione, w chwili zmiany nazwiska powstała nowa teczka. Innymi słowy zupełnie nowy obywatel. // Harry dał znak, że rozumie. Już wcześniej Snape wszystko mu wyjaśnił. Wiedział więc o możliwości utajnienia danych i dlaczego takie prawo wprowadzono, a także kto sprawuje pieczę nad utajnionymi aktami. Podczas ubiegłej wojny miało to uchronić czarodziejów posiadających wątpliwy status krwi przed prześladowaniami. Tylko urzędujący dyrektor Hogwartu i Naczelni Magowie Wizengamotu mieli do teczek dostęp, a nawet ich obowiązywała tajemnica. – Cały ten fragment to w zasadzie powtórka wcześniej podanych informacji.

Rozdział 21

— Wolałem mu oszczędzić twoich dociekań najdłużej jak się da – Nie rozumiem tego zdania.

Czasami przyjdzie Dafne, ale ona woli babskie sprawy jak zbieranie kwiatów w ogrodzie i robienie z nich wianków. – W sumie dziwne zajęcie dla nastolatki. Chyba że w bardzo okrężny sposób sugeruje Draco, że pragnie z nim wianek stracić.

Na szczęście obrażenia jedynie brzmiały groźnie, bo dzięki pomocy magii Draco wróci do pełnego zdrowia już następnego dnia. Magomedyk zaznaczył jednak, że gdyby Draco został odrzucony z nieco większą siłą, groziłoby to uszkodzeniem jednego z kręgów, a wtedy rekonwalescencja mogłaby nigdy nie być możliwa – Jedynie wyglądały groźnie? Powtórzenie, lepiej brzmiałoby też miał wrócić, bo nie zmieniałby się czas. Rekonwalescencja też średnio pasuje w tym kontekście – to okres powrotu do zdrowia, a medykowi chodziło raczej o wyleczenie urazu jako takie.

Mam wrażenie, że Lucjusz (po uszkodzeniu Draco) zrezygnował  z odwetu trochę zbyt gładko, szczególnie że mężczyzna był zdenerwowany po wcześniejszej sprzeczce z Severusem.

Rozdział 22

Wszystkie zadania domowe miał odrobione, a jego jedynym obowiązkiem była nauka oklumencji i czytanie książek na temat czarodziejskiego świata, które Snape systematycznie podrzucał – Zrezygnowali z tłumaczenia książki Slytherina?

Czyżby profesor Dumbledore o jej powiedział? – Zbędna litera.

Elizabeth nasuwała na myśl jedną gotyckich czarownic, których kartę kiedyś Harry wyłowił z czekoladowych żab: z bladą skórą, czarnymi włosami opadającymi na plecy i przenikliwym spojrzeniem bardzo ciemnych oczu bardziej pasowała do Slytherinu niż Hufflepuffu. – Domy raczej nie miały ustalonych kanonów urody.

Podsumowanie

Jak na tak długie opowiadanie, uwag wyszło stosunkowo mało – tekst jest naprawdę schludny i poprawki wyszły mu na dobre (a że raz zapędziłam się w rejony wtedy jeszcze niesprawdzone, mam porównanie ;)).
Mam również parę ogólnych zastrzeżeń i podejrzewam, że będę brzmieć jak straszna maruda poniżej, więc tutaj już zaznaczę – dobrze się bawiłam przy czytaniu. Przy początkowych rozdziałach miałam mieszane uczucia, głównie z powodu stylu, trochę też rozwiązań fabularnych – omówię to dokładniej niżej – końcowe były dużo lepsze. I, w gruncie rzeczy,  zwyczajnie się wciągnęłam w tą historię, a to też istotna kwestia – łatwiej poprawić błędy niż nauczyć się pisać ciekawie.

Podsumowanie podzielę na części, bo myślę, że w tym wypadku będzie to najbardziej przejrzyste. I wyjątkowo zacznę od bohaterów.

Severus Snape

Został wybielony w stosunku do oryginału, przynajmniej jeśli chodzi o powody dołączenia do Śmierciożerców i późniejszej zdrady. I właściwie nie razi to szczególnie – potrzebowałam chwili, żeby oswoić się z nową koncepcją, ale sama w sobie jest spójna i dość zgrabnie poprowadzona. Dużo więcej zamieszania wprowadza zmienienie go w czystokrwistego czarodzieja.
Przede wszystkim wydaje mi się, że Severus powinien mieć inny stosunek do Slytherinu niż w kanonie. Chyba nie było to powiedziane wprost, ale można podejrzewać, że w oryginale Eileen była Ślizgonką (albo przynajmniej lubiła ten dom), co wpłynęło mocno na Snape’a. Teoretycznie u ciebie nadal jest to możliwe, jednak nie oczywiste. Przedstawiasz jej ród jako podobny do Potterów czy też Prewettów, a te rodziny kojarzone są raczej z Gryffindorem. Dobrze byłoby więcej zaznaczyć, czy u Prince’ów wyglądało to podobnie, czy Eileen się wyłamała, czy należała do innego domu niż Slytherin. I – ogólnie – jaki obraz tego domu zaszczepiła synowi. Problemem jest też Tobiasz, który, ze swoimi konserwatywnymi i antymugolskimi poglądami, naprawdę wygląda na Ślizgona. Jeśli nim był – czy Severus nie odczuwałby niechęci do Slytherinu z tego powodu? Nie widziałby w kolegach odbić swojego ojca? To, prawdopodobnie, w jakiś sposób rzutowałoby na jego odczucia względem tego domu. Jeśli Tobiasz należał do innego (albo w ogóle nie pobierał nauki w Hogwarcie, co też miałoby swoje konsekwencje – jeśli jego rodziców stać było na prywatnych nauczycieli, pojawia się pytanie, kiedy i jak roztrwonił majątek), dobrze byłoby o tym wspomnieć i rozwiać wątpliwości.
Kolejne pytanie, które mnie nurtuje – czemu właściwie Snape’a obchodziły konwenanse? A nawet: czemu był w nich tak oblatany?
Przede wszystkim wychował się w biednej rodzinie, majątek dostał nagle i nieszczególnie go wykorzystywał. O ile więc jeszcze można wytłumaczyć np. jego znajomość genealogii albo tańca – o to spokojnie mogli zadbać rodzice – to z pewnymi zwyczajami nie powinien mieć szansy się oswoić z przyczyn,  w zasadzie, technicznych.
Choćby kwestia sztućców:
— Natychmiast zostaw ten widelec! — warknął, tracąc cierpliwość. Momentalnie Potter zamarł, patrząc na niego rozszerzonymi oczami i absurdalnie przypominając zagubioną owcę, która stanąwszy na rozstaju dróg, nie wie, w którą stronę ma skręcić. — Czy ty w ogóle masz pojęcie, do czego służą sztućce? // Potter spuścił wzrok na rząd widelców i łyżek ustawionych po obu stronach talerza, a następnie zmarszczył brwi. // — W normalnych domach używa się tylko czterech. [Rozdział 15]
Właściwie jaka jest szansa, że w domu Snape’ów używano więcej niż czterech? Zastawa stołowa wbrew pozorom jest droga, wątpliwe, żeby Eileen dostała posag (skoro została praktycznie wydziedziczona), jeszcze bardziej wątpliwe, że gdyby dostała – nie zostałby sprzedany. Poza tym posiłki, które wymagają całego zestawu sztućców, też kosztują. Więc wydaje się, że Severus nie wyniósł odpowiednich nawyków z domu – skąd się więc u niego wzięły?
To, oczywiście, skrajna pierdoła – ale nieźle obrazuje problem, jaki mam ze Snape’em. Wiem, że jest dobrze zorientowany w tradycjach i obyczajach czarodziejskich rodów, ale nie wiem, jakim cudem. To praktyczny facet, czemu miałby poświęcać czas na zgłębianie czegoś, z czym nie miał do czynienia na co dzień i prawdopodobnie nigdy nie będzie miał?
Można to wytłumaczyć na naprawdę wiele sposobów, ale przydałoby się tę kwestię poruszyć. W tej chwili jest bardzo niejasna, a – jakby się nie patrzeć – w tym opowiadaniu dość istotna. Czy był to wpływ rodziców (obu, jednego), domu, interesował się tym sam z siebie, wymusiła to na nim sytuacja?
Kwestia majątku Prince’ów – nie sądzę, żeby Snape mógł ukryć w tak prosty sposób (w zasadzie nic nie robiąc), że go odziedziczył. Przede wszystkim jego dziadkowie nie mogli żyć w próżni, a już sama rezydencja to łakomy kąsek. Podejrzewam, że mieli przyjaciół, były osoby, które – wiedząc, że Eileen została wyrzucona z domu – liczyły na to, że spadek, przynajmniej w części, przypadnie im. Wątpliwe, aby wszyscy jak jeden uznali, że dom przechodzi na rzecz Ministerstwa i starali się nie drążyć sprawy. Poza tym, o ile rezydencję faktycznie mężczyzna mógł olać na lata, to czy nie odziedziczył czegoś, co wymagało choć minimalnej uwagi?
Pozostaje też sprawa Milly – czy Snape zabrał ją do drugiego domu albo do Hogwartu? Czemu nie uwolnił skrzata, jeśli wyraźnie spadek mu nie leżał?
Jeśli chodzi o sam charakter i relacje Severusa z Harrym, nie mam większych zastrzeżeń.

Harry Potter

Hm, podtrzymuje to, co pisałam już przy rozdziałach – gdyby wiek Harry’ego nie został określony wprost, dawałabym mu koło dwunastu lat.
Odmładzają go na pewno opisy wyglądu (określenia takie jak chłopiec, buzia), ale również reakcje i myśli.
Okej, przyjęłaś założenie, że tortury i rekonwalescencja rozchwiały go emocjonalnie, stąd mała odporność na stres i płaczliwość. Z tym, że Harry rozkleja się bardzo często – a przynajmniej takie wrażenie miałam przy czytaniu – gdy inne zachowania wynikające z jego przeżyć są opisywane sporadycznie. Chodzi mi np. problemy z koordynacją ruchową, czy moment, gdy odruchowo próbował osłonić się przed Syriuszem przy pierwszym spotkaniu. Ta dysproporcja sprawia, że płaczliwość wydaje się nie tyle efektem czegoś, co zwykłą cechą charakteru – a podkreślanie, że przed walką z Lucjuszem taki nie był, cóż, tylko to podkreśla. Nie tyle radziłabym całkiem zrezygnować z pomysłu, co w jakiś sposób go zrównoważyć.
Harry też myśli bardziej jak dziecko niż nastolatek, tym bardziej nastolatek, który jest przyzwyczajony do samodzielności. Nie jest to bezwzględną regułą, bywały fragmenty bardzo dobre pod tym względem – np. jego frustracja, gdy obawiał się kalectwa – ale zdarzały się też rozmyślania, które do tego wieku powinny być już raczej przerobione. Ciężko mi to ubrać słowa, szczególnie że w dużej mierze opieram się na teraz na wrażeniach a nie konkretach, chodzi mi o momenty takie jak ten:
Nagle w kącikach oczu poczuł pieczenie. Mimo pokusy nie miał zamiaru zaglądać do wspomnień Snape'a. Wiedział dokładnie, czym może się to skończyć. Głupi przypadek sprawił, że zahaczył o taflę myślodsiewni, a kiedy już do środka wpadł, nie był w stanie wyjść. Pociągnąwszy nosem, podszedł do łóżka i przebrał się w piżamę. Następnie zanurkował pod kołdrę i zwinął się w kłębek, marząc o tym, aby wszystko okazało się jedynie złym snem.
Takie podejście: to nie fair – wyrażane w ten sposób – to raczej okres trochę wcześniejszy. Piętnastolatek też buntuje się przeciwko niesprawiedliwości świata, ba, odczuwa ją szczególnie boleśnie, ale raczej ma skłonność koncentrowania swojego żalu lub gniewu na kimś albo czymś. Bardziej spodziewałabym się więc, że chłopak będzie myślał o tym, że Snape na pewno nie pozwoli mu się wytłumaczyć i ledwo wypracowany sojusz pójdzie w pizdu, bo on, Harry, jak zwykle miał pecha. Więc, zwyczajnie, więcej konkretów, nawet w partiach narratora, mniej rzeczy oczywistych, ale słabo osadzonych w kontekście (dowolne złe wydarzenie byłoby milsze jako zły sen, głupie przypadki zdarzają się ciągle) – bo one, podobnie jak w mowie, w pewnym wieku zaczynają być pomijane, skracane.
Przepraszam za tak niejasny przykład – po prostu w tym przypadku wskazanie konkretnych miejsc, gdzie Harry dziecinnieje, jest dosyć trudne. To kwestia całokształtu, drobnych szczegółów, czasami doboru słów.
Z drugiej strony, nie odczuwałam tego w ostatnich rozdziałach (powiedzmy, że od 19), choć chyba trafiły się po drodze jakieś niefortunne sformułowania. Harry w końcu analizuje sytuacje (chciałam powiedzieć: myśli, ale byłoby to trochę zbyt okrutne), jego reakcje, choć gwałtowne, wypadają naturalniej. Mam nadzieję, że tendencja się utrzyma.
Brakuje mi też poruszenia wątku śmierciożerstwa Snape’a przed rozdziałem z myślodsiewnią. Po tym, co zafundował Harry’emu Voldemort, chłopaka powinna ta kwestia dręczyć – tymczasem, jeśli myśli o Severusie, to tylko w kontekście jego ojcostwa, ewentualnie porównuje go i Dursleyów. To, w tej sytuacji, bardzo nienaturalne.
A, swoją drogą wielki plus za Hufflepuff przy ponownym przydziale. Pomijając wszystkie inne kwestie, myślę, że dom kojarzony ze spokojem i przytulną, rodzinną atmosferą jest najlepszym miejscem dla osoby dochodzącej do siebie po przeżyciu tragedii. A poza tym, jeśli chodzi o aspekt czysto techniczny, pozwala na dużą swobodę przy pisaniu – to chyba najbardziej pomijany dom w kanonie.
Właściwie nie mogę powiedzieć, że twój Harry mnie szczególnie irytował – w pewnych sytuacjach sprawiał wrażenie bardziej rozsądnego niż oryginał – ale jednak coś w jego kreacji mi nie leży.

Jeśli chodzi o inne postacie – Harry i Severus jak dotąd poruszali się w bardzo kameralnym kręgu, a i to gości mieli raczej rzadko, więc w zasadzie ciężko mi powiedzieć coś konkretnego o reszcie osób. Nie zauważyłam u nich zachowań szczególnie niekanonicznych lub nielogicznych, może za wyjątkiem Voldemorta – zaskoczyła mnie jego pobłażliwość względem Lucjusza. Mężczyzna stracił część jego duszy, później zgubił Pottera – w obu przypadkach, ponieważ chciał coś dla siebie ugrać – więc już dawno powinien gryźć ziemię. Za to Dumbledore wypadł kanonicznie, pomysł na Narcyzę rządzącą w domu jest całkiem przyjemny, a nawet Remus wydaje się jakby znośniejszy. Ogólnie więc kreacje postaci drugoplanowych zaliczyłabym na plus.

Fabuła

Akcję prowadzisz raczej niespiesznie, dlatego, pomimo że tekstu objętościowo jest dużo, większość wątków – mam wrażenie – dopiero się zaczyna. Z tych, które mogę ocenić na tym etapie, bo są w miarę zwarte, zamknięte, chyba najbardziej kuleje wątek samej adopcji.
Przede wszystkim: wytłumaczenie, jak to wszystko ma działać, więcej miesza niż tłumaczy, a – w gruncie rzeczy – to są proste koncepcje, jak już się je widzi w praktyce. Choć równocześnie brakowało mi informacji, że papiery adopcyjne pojawiają się automatycznie i automatycznie znikają, tzn. mówisz o tym dużo za późno.
Średnio też przemawia do mnie koncepcja, że Minister nie ma dostępu do utajnionych informacji ani utajnienia nie musi zaakceptować.
No i Knot przede wszystkim w twoim opowiadaniu zwyczajnie nie wydaje się poważnym zagrożeniem, stąd dziwi, że wywołuje w życiu bohaterów tak poważne zmiany.
Co do reszty, bodajże pierwszy raz przetrwałam w miarę bezboleśnie zaklęcia zmieniające wygląd, gratulacje. Klisz jest sporo (Snape jako czarodziej czystej krwi, zaklęcia adopcyjne etc.), ale chyba miały być, więc się nie czepiam – są wykonane solidnie. Jedynie wybór różdżki mnie pokonał – naprawdę liczyłam, że po tej całej prezentacji okaże się, że to też nie ta. A wtedy Ollivander stwierdzi coś w stylu: A, mam jeszcze taką, którą wszyscy oddają, bo jest wredna. I ta się do Harry’ego dopasuje.
...Można trochę pomarzyć, prawda?
Ogólnie też trochę podejrzliwie podchodzę do wątku dojrzewania magicznego, a przynajmniej – mam wrażenie – gdyby wszyscy przechodzili to tak gwałtownie jak Harry, Hogwart długo by nie postał. W sumie sytuacje, które opisałaś, kojarzą mi się z przypadłością Ariany Dumbledore.
Zastanawiam się, czy na tym etapie opowiadania nie powinien już być mocniej zarysowany szkielet historii – mam wrażenie, że Magia, na chwilę obecną, jest budowana z małych, domykających się części. Atak na Privet Drive, atak na Ministerstwo, tworzenie eliksiru, rekonwalescencja, herbatka u Malfoyów itd. Tymczasem mało jest elementów, hm, rozleglejszych, funkcjonujących na przestrzeni całego opowiadania.  Przychodzą mi do głowy w zasadzie dwa: księga Slytherina i chęć zemsty Lucjusza. (Ojcostwo Snape’a, choć jest go dużo, samo w sobie nie wydaje się czynnikiem napędzającym akcję – raczej wpływa na przebieg zdarzeń niż je wywołuje). Funkcjonują one jednak w tle, bohaterowie się na nich nie koncentrują. Księga jest wspominana częściej (atak na Ministerstwo, tłumaczenie, eliksir), jednak w rozdziałach, które się na niej nie skupiają, łatwo zapomnieć, że istnieje – co też jest jakimś sposobem na prowadzenie fabuły, ale wtedy dobrze byłoby wprowadzić jakiś wątek zastępczy, mylący. Chodzi mi tutaj o taką konstrukcję jak np. w Harrym Potterze i Zakonie Feniksa, gdzie Umbridge i działania Ministerstwa przyciągają uwagę czytelnika, a ostatecznie najważniejsze okazują się rozsiane po tekście szczegóły (inaczej niż w trzech pierwszych tomach, gdzie chyba wszystkie podejrzane sceny były faktycznie powiązane z wątkiem głównym). Przy czytaniu Magii brakowało mi uczucia, że, nawet jeśli nie wiem dokąd, to jednak dokądś ta historia zmierza.
Jeśli planujesz parę tomów, dobrze by też było mieć motyw, który obejmowałby wszystkie części.

Styl

Powtórki, czyli – najczęściej – akapit lub pojedyncze zdania, w których streszczasz wydarzenia z poprzednich rozdziałów lub powtarzasz informacje. Właściwie w większości są do wycięcia, przywołujesz w ten sposób rzeczy, które ciężko nie zauważyć albo zapomnieć – raczej drażnią niż pomagają. Przy rzadkich aktualizacjach faktycznie dobrym rozwiązaniem byłoby umieszczenie w osobnej zakładce krótkiego streszczenie najważniejszych wątków. Raz, że nie ingerowałoby to w strukturę samego opowiadania, dwa, myślę, że byłoby dla czytelników dużo wygodniejsze.

O dialogach już pisałam – na ogół są niezłe, jednak wpadki również… są niezłe. Odniosłam wrażenie, że psujesz kwestie wtedy, gdy chcesz wytłumaczyć coś czytelnikom przy pomocy postaci – choć postacie już niekoniecznie mają powody aby tłumaczyć to coś innym. Ten styl wypowiedzi sprawdza się tylko, gdy rozmowa zmienia się w quasi-wykład albo odpytywanie – np. wtedy, gdy Snape rozmawia z Harrym o strukturze Ministerstwa – ale już zupełnie nie pasuje do opisywania własnych uczuć, zmartwień czy podejrzeń. Mam wrażenie z czasem sama to wyczułaś, ale wspominam na wszelki wypadek .

Do opisów, obecnych, nie mam właściwie większych zarzutów – jedyne, na co bym uważała, to opisywanie oczu jako kamieni szlachetnych. Ta metafora jest po prostu strasznie wyświechtana.
Początek opowiadania jest stylistycznie słabszy, zdarzają się zdania niejasne, czasami mieszają się podmioty – ale uporządkowanie tekstu, to już praca dla bety. Nie rzuciły mi się w oczy jakieś szczególnie potworki, o których należałoby wspomnieć.

Swoją drogą, mam wrażenie, że najlepiej czujesz się, gdy możesz wrzucić do tekstu trochę własnych teorii – np. na temat funkcjonowania danego czaru – bo te opisy są najbardziej obszerne i, mam wrażenie, jest ich najwięcej.

W każdym razie, powiedziałabym, że rozpisałaś się na tym opowiadaniu i pomiędzy pierwszym a ostatnim rozdziałem jest spora różnica – pomimo wygładzania tekstu. To dobrze, człowiek nie powinien stać w miejscu.

Miałam przez to jednak trochę problemu z wystawieniem oceny – bo Magia Przynależności to jednak opowiadanie nierówne. Wątek adopcji dobrze byłoby ponownie przemyśleć, bo mimo wszystko to fundament dla późniejszych scen, sporo jest też drobnych wpadek, głównie logicznych. Z drugiej strony stworzyłaś bohaterów, których historię śledzi się naprawdę przyjemnie, a i do fabuły pod koniec nie miałam większych zastrzeżeń – myślę więc, że cztery na szynach będzie odpowiednie.